[ by Sweet_Lemon ]
Ostatnie tygodnie spędzone z Demetrią były niczym raj
dla duszy. Byłem ogromnie szczęśliwy, że miałem ją przy sobie całą i zdrową.
Byłem w stu procentach pewny, że teraz nic nie stanie nam na drodze do
szczęścia.
W końcu pozbyliśmy się Will’a, chociaż nie do końca
jestem pewien, czy żył, kiedy wybuchła bomba. Z resztą, to już się nie liczy.
Najważniejsze, że Demi nic się nie stało. Nie chciałem się z nią rozstawać, ani
na sekundę. Dlatego tegoroczne święta mnie już nie cieszyły. Chociaż nie. Były
inne. Były ostatnie w takim gronie. W przyszłym roku, jak dobrze pójdzie, do
mojej rodziny dołączy kilka osób. Mama była wniebowzięta, kiedy dowiedziała się
o moich zamiarach.
Świąteczna atmosfera unosiła się od samego rana w
powietrzu. Razem z Kevinem na ochotnika zgłosiliśmy się do dekorowania domu na
zewnątrz światełkami. Jak zwykle wkopaliśmy Juniora w „kuchenną pomoc domową”.
Jego widok w czerwonym fartuszku mamy był komiczny. Stworzyliśmy nawet
specjalny album ze zdjęciami Nicholasa w swojej corocznej roli.
- Tegoroczna
zima daje się we znaki, nie Joe? Rąk nie czuje. – Powiedział Kev, schodząc z
drabiny. – Zwłaszcza, że to JA zawsze muszę rozwieszać światełka. – Uśmiechnąłem
się głupkowato. Moim zadaniem było podawanie mu ozdób. Wolałem to niż ubieranie
choinki z ojcem.
- Nie moja
wina, że jesteś starszy. – Uśmiechnąłem się szeroko.
- Moja też
nie. Widzę, że twój związek kwitnie. – Powiedział.
- A owszem
braciszku. Tak samo jak tobie. Kiedy ją poznamy?
- Jutro. Daj
mi te przeklęte światełka! – Zacząłem się śmiać. Podałem bratu światełka.
Uwielbiam święta.
- Pamiętaj, żeby zadzwonić jak będziesz na miejscu.
Pozdrów ją od nas.
- Dobrze
mamo. – Powiedziałem i pocałowałem rodzicielkę w policzek. To samo usłyszał mój
braciszek, który pojechał po Mils, by oficjalnie przedstawić ją rodzince.
Jakimś cudem ubłagałem ojca, by pozwolił mi jechać do Demi i ominąć to całe
zamieszanie.
- Bądź
grzeczny! – Krzyknął Kevin z salonu. Zignorowałem jego uwagę i wyszedłem z
domu. Wprost nie mogłem się doczekać spotkania z ukochaną.
Podróż samochodem minęła w zaskakującym tempie. Przez
chwilę zastanawiałem się czy na pewno w dobrym kierunku jadę. Jednak moje
wątpliwości rozwiał dom z czerwonej cegły, stojący na rogu ulicy. W środku zimy
wyglądał niesamowicie. Wjechałem na podjazd i zgasiłem silnik. Miałem przed
sobą poważną i trudną rozmowę z rodzicami Demi. Modliłem się w duchu, żeby jej
ojciec wyraził zgodę na nasz ślub. Odetchnąłem głęboko parę razy i wyszedłem z
auta. Zima w Denver różniła się niż ta w Mieście Aniołów. Zastanawiałem się,
dlaczego Demetria nie chciała tu zostać. Szybkim krokiem dotarłem do drzwi i
nacisnąłem guzik. Dźwięk oznaczający przyjście gościa, rozległ się po domu, z
głuchym echem. Po chwili usłyszałem kroki i twarz mojej dziewczyny.
- Joe? Co ty
tu robisz? – Spytała. Była zaskoczona i o to mi chodziło.
- Jest drugi
dzień świąt, więc przyjechałem do ciebie. – Powiedziałem i wszedłem do środka.
- Kocham
cię. – Powiedziała i uwiesiła mi się na szyi.
- Naprawdę?
Udowodnij. – Powiedziałem i zacząłem ją całować. Bardzo mi jej brakowało. Po
chwili oderwała się ode mnie i z uśmiechem na ustach zaprowadziła mnie do
salonu. - O, a ta mała istotka to, kto? – Zapytałem, spoglądając na śpiącą
dziewczynkę.
- Córka
siostry mojego taty, czyli moja siostra cioteczna. – z czułością poprawiła
kocyk, którym mała była przykryta. Jednak jej twarz wyraźnie posmutniała.
- Ej, co się
stało?
- Nic, nic.
– Odpowiedziała szybko. Nie wróżyło to nic dobrego. Po kilku sekundach dotarło
do mnie, że ta śpiąca, mała istotka przypomina jej nasze, nienarodzone dziecko.
- Myślisz o
…- Zacząłem niepewnie, jednak mi przerwała.
- Tak. To
moja wina. To przeze mnie jej lub jego nie ma na tym świecie. – Powiedziała,
przytulając się do mnie. Głaskałem ją po włosach, żeby się uspokoiła.
- Skarbie,
spokojnie. Nie obciążaj się.
- Nie mogę.
Będę żyć ze świadomością, że przeze mnie zginęło nasze dziecko.
- Już cicho.
Spokojnie, uspokój się. – nie było mi łatwo ją pocieszać. Sam wyobrażałem sobie
nasze dziecko, kiedy Will porwał Demi. Jednak los bywa okrutny a my nie możemy
nic na to poradzić.
Rozmowa z ‘przyszłym teściem’ poszła jak po maśle. Oczywiście
pomijając fakt, że razem z jego szwagrem upiliśmy się na całego, przez co
musiałem zostać na noc. Teraz pozostało mi tylko wybrać pierścionek i nie
zmięknąć podczas oświadczyn. Dobrze, że mama i Mils zgodziły się wybrać mi pierścionek.
Do tego Kevin działał mi na nerwy, śmiejąc się z moich nerwów. W końcu nie
wytrzymałem i wybuchnąłem.
-Weź się
zamknij do cholery! Zobaczymy jak będziesz wyglądał, kiedy się oświadczysz
Danielle. Też się będę śmiał. – Powiedziałem i udałem się do swojego pokoju. To
śmieszne, że jeszcze mama go zostawiła w takim stanie, w jakim był, kiedy
opuszczałem dom. Położyłem się na łóżku i głośno westchnąłem. Wyjąłem z
kieszeni czerwone pudełeczko i delikatnie je otworzyłem. Był diamentowy,
oprawiony w białe złoto. Centralny diament był w kształcie serca, pozostałe
były mniejsze. Od razu wpadł mi w oko. Miałem nadzieję, że spodoba się
Demetrii. W blasku lampki nocnej mienił się niesamowicie. Uśmiechnąłem się
lekko, wyobrażając go sobie na palcu Demi, podczas pokazu fajerwerków. Śmiałbym
się dalej, gdyby nie pukanie do drzwi.
- Mogę? – Głowa
Nicholasa niepewnie wyglądała zza drzwi.
- Jasne. – Odpowiedziałem.
Zamknąłem pudełeczko i położyłem obok telefonu. Niezłe byłyby jaja, jakby go
zapomniał.
- Jak
emocje? Denerwujesz się? – Spytał, siadając obok mnie na łóżku. Popatrzyłem na
niego jak na idiotę.
- Ślubu
jeszcze nie biorę braciszku. – Powiedziałem i klepnąłem go w ramię. – Ale się
denerwuję. Boje się, że odmówi.
- Na pewno
tego nie zrobi Joe. Dużo przeszliście i należy się wam szczęście. Jestem
przekonany, że zostanie w przyszłym roku moją bratową. I możesz się już
przygotowywać do Sylwestra. Będzie niesamowicie! – Zawył Nick i wyszedł,
zostawiając mnie samego.
Ostatni
dzień roku zmierzał ku końcowi. Moja dziewczyna wyglądała nieziemsko w swojej
sukience. Cieszyłem się, że mam ją przy sobie. Tańczyliśmy przytuleni do siebie
i nic się nie liczyło poza nami.
- Ej, mała
tylko nie zaśnij. – Zażartowałem.
- Mowy nie
ma. – Odpowiedziała, podnosząc głowę.
- Szanowni
goście, serdecznie zapraszamy na taras. Za chwilę Nowy Rok. – Przełknąłem
głośno ślinę. Już czas. Serce mi przyspieszyło i przez moment myślałem, że
zejdę z tego świata. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że zachowuję się
gorzej niż baba. Kiedy zaczęło się odliczanie odwróciłem, Demi przodem do
siebie, bratu oddałem kieliszek z szampanem i sięgnąłem do kieszeni po
najważniejszą rzecz.
-5! 4! 3! 2!
1!
-Demi,
wyjdziesz za mnie? – Spytałem, klękając na kolano. Zauważyłem zaskoczenie w jej
oczach i łzy.
- Tak Joe.
Wyjdę za ciebie. – Wyszeptała. Wsunąłem pierścionek na palec i wziąłem ją w
ramiona.
[ 6 miesięcy później ]
Cudownie było patrzeć na zakochanych w sobie Miley i Nicholasa.
Obserwowałem jak Demi tańczy z moim bratem. Kto by pomyślał, że mój młodszy
braciszek mnie wyprzedzi i pierwszy się ożeni. Uśmiechnąłem się, bo wkrótce do
niego dołączę.
- Twój
braciszek nieźle tańczy. Współczuję Mils. – Powiedziała Demi, siadając koło
mnie. Szybko opróżniła zawartość szklanki z wodą i uśmiechnęła się szeroko.
- Kocham cię.
– Szepnąłem i pocałowałem ją. Kiedy się od niej oderwałem, mruknęła z
niezadowolenia.
- Nie mogę
uwierzyć, że za dwa miesiące to my będziemy na ich miejscu. – Powiedziała,
opierając się o moje ramię.
- Żałujesz,
że się zgodziłaś?
- Oczywiście,
że nie! Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie
u boku. – Ponownie złączyła nasze usta w długim pocałunku. Była moim światem i
tak samo jak ona, nie wyobrażałem sobie życia bez niej.
- Joe… Joey… Wstawaj kochanie, bo spóźnisz się do
pracy.
- Nie idę
dzisiaj. Leżymy w łóżku cały dzień. – Mruknąłem w odpowiedzi. Moja narzeczona
zaśmiała się krótko i po chwili poczułem, ja coś mokrego ląduje na moich
włosach, później na karku. – Lepiej wiej. – Powiedziałem, podnosząc się na
łokciach. Demi zapiszczała i zaczęła uciekać. Zachowywaliśmy się czasami jak
dzieci.
- Nie
złapiesz mnie! – Krzyknęła, biegnąc do łazienki. Zacząłem się śmiać. Nie mogła
się przyzwyczaić do nowego mieszkania i często zapominała, że są dwa wejścia do
niej. Kiedy się zorientowała śmiała się razem ze mną.
- Demi, Demi…,
Kiedy nauczysz się skarbie, że ze mną się nie wygrywa, co? – Zwolniłem nieco
uścisk, w którym ją trzymałem i spojrzałem prosto w oczy.
- Może
jednak zadzwoń do pracy i powiedz, że robimy sobie wolne, co? – Zapytała,
pozbawiając mnie koszulki.
- Później. –
Powiedziałem, w przerwie między pocałunkami.
[ 2 miesiące później ]
- Weź kilka wdechów i zobaczysz, że Ci przejdzie.
- Denerwuję
się jak nigdy w życiu. – Powiedziałem, poprawiając krawat. Dziś był ważny
dzień. Ślub z Demetrią, który sprawi, że do końca życia będzie moja.
- Wiesz co ci
powiem Joe? Kiedy ja się żeniłem, to marzyłem tylko o nocy poślubnej z Mils. I
o dziwo udało mi się nie denerwować. – Nicholas w możliwy sposób próbował mnie
jakoś odstresować.
- Taa i
teraz są tego skutki. Zostaniesz tatusiem! – Kevin zaczął bić brawo.
- To chyba
dobrze, nie? My zostaniemy wujkami. – Powiedziałem. Wziąłem sobie radę Nicka do
serca i jak idiota zacząłem myśleć o mojej przyszłej żonie i naszym miesiącu
miodowym.
- Idźcie
już, bo przez was mi odbija. Widzimy się na dole. – Powiedziałem i wypchałem
braci za drzwi.
- Zachowujesz
się jak baba! – Zdążył krzyknąć Kevin. Po chwili usłyszałem jak Nicholas uderza
go w głowę i wrzeszczy. I kto tu się zachowuje jak baba?
Ceremonia odbywała się na plaży w pobliskim kościele.
Czekając na Demetrię przestałem się denerwować. Skupiłem się tylko na nas.
Kiedy razem z jej ojcem weszła do świątyni, zaparło mi dech w piersiach.
Wyglądała cudownie w białej sukni. Przed
nią szła Stella i sypała czerwone róże. W tym momencie zapragnąłem poślubić ją
jeszcze bardziej niż wcześniej. Kiedy doszła do mnie, a jej ojciec przekazał mi
symbolicznie jej dłoń, nie mogłem się powstrzymać i ucałowałem jej zewnętrzną
część dłoni. Ten gest oznaczał, że chcę należeć do niej. Kiedy ksiądz ogłosił
nas mężem i żoną poczułem się w pełni szczęśliwy. Przed nami było całe życie i
nikt ani nic nie mogło tego zmienić.
**********
O Mój Boże… Napisałam ten rozdział z ogromnym bólem. Nie
mogę uwierzyć, że to ostatni rozdział. Tak samo jak w to, że wytrzymałyście z
nami przez 18 miesięcy. Mam nadzieję, że nie zepsułam tego rozdziału. Bardzo
się starałam, żeby wyszedł mi bardzo dobrze. Popłakałam się nawet. Ta historia
była bardzo ważna dla mnie. Gdyby nie ona, to pewnie nigdy nie zaczęłabym
rozmawiać z Myself xD Dziękuje Ci kochana za te 18 miesięcy. Dziwię się, że ze
mną wytrzymałaś w ogóle ;D
Jako dodatek daję wam zdjęcia sukni Demi i jej pierścionka
;D
<look>
<look>
Cóż… Więc chyba to wszystko. Dziękuje Wam, że miłe komentarze
i te nie miłe też ;D
Przed nami epilog, który należy do Myself ;D
Dziekuje.! ;**
Sweet_Lemon ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz