[ by Myself ]
-Demi, Demi słyszysz mnie? – Powoli otworzyłam oczy.
- Co, co się
stało? Gdzie ja jestem? – Spytałam zdezorientowana patrząc na osobę nade mną.
- Spokojnie
Dee, jesteś w domu, już po wszystkim siostrzyczko. – Odpowiedziała moja
siostra. Dopiero teraz ją poznałam. Pochylała się nade mną a jej długie
falowane rude włosy spływały po jej ramionach w dół łaskocząc mnie w rękę.
Rozejrzałam się dookoła; papiery na biurku były
poukładane, śmieci wyniesione a w przezroczystym wazonie otoczonym sztucznym
pomarańczowym kwiatem stały fioletowe i różowe astry. Chcąc trochę się podnieść
podparłam się rękami i spróbowałam podciągnąć do góry, lecz w pewnym momencie
poczułam szczypanie w nadgarstkach. Miley widząc grymas na mojej twarzy pomogła
mi.
- Dzięki
Mils. – Powiedziałam i spojrzałam na źródło bólu. Oba nadgarstki były przetarte
prawie do krwi w kilku miejscach.
- Pamiątka
po Will’u. – Powiedziała z obrzydzeniem moja siostra.
- Nie
przypominaj mi o nim. A tak w ogóle, co się stało? Ostatnie, co pamiętam to
wybuch i … O MÓJ BOŻE! Wybuch! Miley ten wybuch! Zaraz gdzie jest Joe?! –
Prawie krzyknęłam.
Wspomnienia niedawnych wydarzeń gwałtownie uderzyły we
mnie a ja nie mogłam powstrzymać paniki w moim głosie.
- Spokojnie,
uspokój się. Nic mu nie jest. Siedzi na dole i rozmawia z Nickiem. –Odetchnęłam
głęboko czując ulgę. Nic mu nie jest, całe szczęście.
- Chcesz z
nim pogadać? – Spytała siostra. – Pytanie, oczywiście, że chcesz. – Dodała po
chwili z uśmiechem, który odwzajemniłam. – Zaraz go zawołam. Potrzebujesz
czegoś jeszcze?
- Właściwie
to z chęcią bym się trochę odświeżyła. – Powiedziałam.
- Okej,
wstawaj królewno, nie każ swojemu księciu za długo czekać. – Zażartowała, pomagając
mi ustać na nogi. Weszłam do mojej łazienki, zrzuciłam z siebie ciuchy i
weszłam pod prysznic. W tym czasie Miley przygotowała mi ubrania. Spłukałam
brzoskwiniowy żel do mycia, wzięłam truskawkowy szampon i umyłam włosy. Po 15
minutach wyszłam z łazienki całkowicie odświeżona a siniaki na twarzy
przykryłam warstwą podkładu i kosmetyków. Usiadłam na łóżku opierając się
plecami o ścianę a nogi przykryłam kocem.
- No to idę
po twojego królewicza. – Powiedziała Mils i wyszła z pokoju. Już niecałe pół
minuty później dało się usłyszeć pukanie do drzwi, które po chwili otworzyły
się ukazując postać Joe’go. Na sam jego widok serce zaczęło mi szybciej bić,
oddech delikatnie przyspieszył a na twarz wkroczył szeroki uśmiech. Już
chciałam otworzyć usta i poprosić żeby wysłuchał moich wyjaśnień, gdy odezwał
się pierwszy.
- Mam
propozycję. Zapomnijmy o wszystkim, co było i zacznijmy od nowa. Co ty na to? –
Spytał a ja ledwo widocznie pokiwałam głową. Już po chwili leżał obok obejmując
mnie i całując.
Miałam wrażenie, że to jakaś bajka, że jeśli zaraz
czegoś nie powiem to wszystko zniknie; Joe, mój pokój, cudowna atmosfera a ja
znowu znajdę się w tej dziurze z Will’em i jego bandą.
- Kocham cię
Joe. – Powiedziałam i bez pytania pocałowałam go.
- Nie wiem
czy wiesz, ale ja czuję to samo. – Odpowiedział. Spojrzałam na niego dziwnie,
po czym zaczęłam się śmiać Miałam nadzieję, że od tej pory wszystko będzie tak
jak być powinno.
Po godzinie leżenia i praktycznie wpatrywania się w
siebie jak w obrazki, postanowiliśmy zejść na dół, gdzie w salonie zastaliśmy
Niley, siedzących na kanapie i oglądających coś w Internecie.
- Co
robicie? – Spytałam zwracając na siebie ich uwagę.
- O, cześć
Dee, dobrze cię widzieć. – Powiedział Nick posyłając mi szczery uśmiech.
- Dzięki
Nick. – Odpowiedziałam biorąc do ręki dzbanek z sokiem pomarańczowym, stojący
na stole, po czym nalałam sobie trochę do szklanki siostry. Joseph usiadł na
kanapie, na której chwilę potem i ja się usadowiłam. Chłopak objął mnie ręką w
pasie a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
- Co do
twojego pytania Dems, oglądamy zaproszenia na ślub. Chcesz na pomóc? – Spytała
siostra.
- O nie,
dzisiaj ona jest tylko moja. – Zaprotestował Joe.
- To ja nie
mam nic do gadania? – Spytałam spoglądając na niego.
- W tym
wypadku nie, kochanie. – Odparł i cmoknął mnie w policzek. Przewróciłam oczami
komentując wypowiedź chłopaka, po czym je zamknęłam.
- Nicky nie wiem czy powinnam jechać. Wiesz, boję się
zostawić Dee samą. –Powiedziała Miley schodząc po schodach.
- Skarbie,
Demi na pewno da sobie radę przez te kilka godzin. – Odpowiedział jej Nick.
- Właśnie
siostrzyczko. – Powiedziałam wchodząc do holu z salonu. Miley miała na sobie
czarną sukienkę do kolan idealnie przylegającą do jej ciała a szpilki
podkreślały jej zgrabne nogi. Jej włosy były upięte w koka, tylko pojedyncze
pasemka spływały w dół okalając jej twarz. Do tego miała podkreślone oczy i
czerwonawy błyszczyk i wyglądała naprawdę niesamowicie.
- Demi … – Zaczęła,
ale przerwałam jej.
- Mils, nie
jestem dzieckiem, potrafię o siebie zadbać. – Powiedziałam patrząc na nią
wymownie.
- No tak,
ale …
- Miley,
Demi nie będzie sama. Zostanę z nią dopóki nie wrócisz albo dopóki sama mnie
nie wygoni. – Wtrącił się Joseph.
- Naprawdę?
– Spytała.
- Tak. –
Odpowiedział. Miley wzięła głęboki oddech, po czym pokiwała głową na znak
zgody. Założyła płaszcz i znowu odwróciła się w moja stronę.
- Miley,
siostrzyczko, kocham cię, ale jeśli natychmiast nie wyjdziesz z domu i nie
pojedziesz na te kolację do rodziców twojego narzeczonego to nie wiem, co ci
zrobię. – Ostrzegłam. I opłaciło się gdyż już dwie minuty później siedziała w
samochodzie Nicholasa, który powoli wycofał samochód i zaraz ruszył.
Zamknęłam drzwi na klucz i rozejrzałam się po holu nie
widząc nigdzie Josepha, który jeszcze chwilę temu stał za mną.
- Joe! –
Krzyknęłam.
- Na górze!.
– Usłyszałam, więc skierowałam się schodami na piętro. Weszłam do swojego
pokoju i zobaczyłam chłopaka siedzącego przy moim laptopie.
- Co robisz?
– Spytałam.
- Mamy cały
wieczór a pewnie nawet i noc wolną, więc najpierw obejrzymy sobie film a potem
się zobaczy. – Odpowiedział spoglądając na mnie. Uśmiechnęłam się do niego i
zeszłam na dół po jakiś prowiant. Wzięłam z szafki jakieś chipsy oraz napój
gazowany a z lodówki wyciągnęłam jeszcze galaretkę. Postawiłam wszystko na
tacy, sięgnęłam po dwie szklanki i dostawiłam je do pozostałych rzeczy. Wzięłam
tacę i poszłam na górę. Otworzyłam drzwi od pokoju a Joe widząc, że według
niego niosę coś ciężkiego szybko wstał i wziął tace ode mnie. Ustawił wszystko
na stoliku, który przysunął do łóżka, po czym zgasił światło, zapalił lampkę i
położył się obok mnie. Kliknął odpowiedni przycisk na laptopie i uruchomił
film, którym jak się okazało był „Męsko – damska rzecz.”.
- Joey. – Zaczęłam koncentrując uwagę chłopaka na sobie.
– Posłuchaj, ja … chciałam ci wszystko wytłumaczyć. No wiesz całą tą aferę z
Kaylee itd.
- Dee a czy
my przypadkiem nie mieliśmy o tym zapomnieć i zacząć wszystko od nowa? –
Spytał.
- No tak,
ale …
- Nie ma
żadnego, ale. – Powiedział stanowczo, lecz z uśmiechem. – Nawet nie zdajesz
sobie sprawy jak się o ciebie bałem. – Dodał po chwili przejeżdżając delikatnie
ręką po moim policzku. Wzięłam jego dłoń i splotłam ze swoją. Chłopak
uśmiechnął się ciepło w moją stronę i przytulił mnie do siebie jednocześnie
kciukiem delikatnie gładząc mój nadgarstek w miejscu gdzie były sznury.
Uśmiechnęłam się, zamykając oczy i ciesząc się chwilą.
[ Kilka tygodni później ]
Minęło kilka tygodni a wszystko układało się świetnie.
Na święta pojechałyśmy z Miley do rodziców, którzy po tym jak dowiedzieli się o
wydarzeniach mających miejsce na początku października zażyczyli sobie a wręcz
zażądali abyśmy przyjechały na święta.
Jak się okazało na wigilię do rodziców przyjechała
również siostra taty – Amanda razem z mężem Alexem i córką Stellą, która ma
dopiero 4 lata. Atmosfera była naprawdę niesamowita, wręcz magiczna. Cały dom
przyozdobiony był świątecznymi ozdobami, choinka w salonie była urozmaicona
różnego koloru bombkami, łańcuchami i lampkami, a małe choinki przed domem
samymi lampkami, które sprawiały, że śnieg wieczorem był wielokolorowy. Jedynym
minusem było to, że Joe i Nick pojechali do swoich rodziców i nie spędzaliśmy
świąt razem. Ale z drugiej strony, co się dziwić; oni też chcieli się zobaczyć
z rodziną.
Nastał drugi dzień świąt. Wstałam rano z uśmiechem na
ustach. Wykonałam poranną toaletę i ubrałam się w czarne rajstopy we wzory,
czarną zwiewną bluzkę na ramiączka, czarną materiałową spódniczkę z poziomymi srebrnymi
paskami i frędzlami przed kolana i zarzuciłam na to niebieską marynarkę oraz
czarne zamszowe szpilki. Do tego długi srebrny wisiorek i byłam gotowa.
Zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni gdzie była cała rodzinka.
Mama, tata, Miley, ciocia z wujkiem i mała Stella.
- Dzień
dobry. – Powiedziałam a po chwili wszyscy mi odpowiedzieli.
- Czekaliśmy
na ciebie, żeby zjeść śniadanie. – Powiedziała mama a ja uśmiechnęłam się do
niej. Po chwili wszyscy skierowaliśmy się do salonu, aby zjeść uroczysty
posiłek.
- Jedziemy
po śniadaniu do miasta, jedziesz z nami Demi? – Spytała ciocia.
- Właściwie
to chyba zostanę w domu. Jakoś nie bardzo mam ochotę jechać do miasta. –
Odpowiedziałam.
- A czy w
taki razie mogłabyś zaopiekować się Stellą? Nie bardzo chcę ją brać. Na dworze
jest zimno a pewnie trochę pochodzimy.
- Oczywiście.
Nie ma najmniejszego problemu. – Odpowiedziałam. Ciocia uśmiechnęła się do mnie
dziękując.
- Za jakieś dwie, trzy godziny będziemy z powrotem. Do
zobaczenia. – Powiedziała. Pocałowała mnie w policzek i wyszła a ja zamknęłam
drzwi i skierowałam się do salonu.
-No mała,
zostałyśmy same. – Powiedziałam do blondwłosej dziewczynki o zielonych oczkach.
Stella uśmiechnęła się do mnie i zaczął śmiać. – To, co chcesz robić?
- Na rąćki.
– Powiedziała a ja bez chwili zastanowienia wykonałam jej prośbę. Mała zaczęła
się bawić moimi włosami śmiejąc się przy tym a swoim śmiechem zarażając i mnie.
Dziesięć minut później bawiłam się z nią zabawkami rozłożonymi na kocyku w
salonie.
- Uwaga, jedzie
ciuchcia. – Powiedziałam wyższym głosem powodując u Stelli kolejny uśmiech.
- Demi
cicho. – Powiedziała po chwili i zaczęła wydawać dźwięki przypominające
samochód.
- Brum
bruuum. – Powiedziała i wjechała małym samochodzikiem na lalkę.
- Oj i przejechałaś
zabawkę. – Stwierdziłam.
Minęła godzina a mała dalej bawiła się w
salonie. Nie mając nic do roboty, zamiast włożyć naczynia do zmywarki,
pozmywałam je własnoręcznie, wytarłam a potem powstawiałam do odpowiednich
szafek. Nie słysząc żadnych odgłosów dobiegających z salonu, zaniepokojona
skierowałam się tam i zobaczyłam śpiącą na kocyku dziewczynkę. Podeszłam do
niej cichutko, wzięłam na ręce i położyłam na kanapie, przykrywając kocykiem i
przystawiłam dwa krzesła, które miały robić za barierkę w razie gdyby mała się
przekręciła. Usiadłam obok niej, delikatnie głaszcząc ją po główce. Była
jeszcze taka mała, taka krucha, przed nią było całe dzieciństwo a potem
dorosłość. Od razu przypomniałam sobie o moim dziecku, które nigdy nie ujrzy światła
dziennego, nigdy nie będzie rosnąć ani bawić się jak Stella, ponieważ przez
moją głupotę zginęło. W oczach zebrały mi się łzy przesłaniające cały obraz,
które już po chwili spłynęły po policzkach.
Nagle zadzwonił dzwonek. Poderwałam się z kanapy i
ocierając wierzchem dłoni łzy podeszłam do drzwi. Nie patrząc przez wizjer
otworzyłam je a przed nimi dostrzegłam … Josepha, opierającego się o framugę
drzwi.
- Joe? Co ty
tu robisz? – Spytałam.
- Jest drugi
dzień świąt, więc przyjechałem do ciebie. – Powiedział wchodząc do środka.
- Kocham
cię. – Odparłam i uwiesiłam mu się na szyi.
- Naprawdę.
Udowodnij. – Powiedział z uśmiechem a już po chwili mnie całował. Odsunęłam się
od niego po kilkudziesięciu sekundach i zaprowadziłam do salonu.
- O, a ta
mała istotka to, kto? – Spytał, patrząc na śpiąca Stellę.
- Córka
siostry mojego taty, czyli moja siostra cioteczna. – Odpowiedziałam,
poprawiając kocyk i znowu posmutniałam.
- Ej, co się
stało? – Spytał chłopak widząc smutek malujący się na mojej twarzy.
- Nic, nic.
– Odparłam szybko. Jednak Joe nie uwierzył.
- Myślisz o
…
- Tak. To
moja wina. To przeze mnie jej lub jego nie ma na tym świecie. – Powiedziałam,
przytulając się do niego.
- Skarbie,
spokojnie. Nie obciążaj się.
- Nie mogę.
Będę żyć ze świadomością, że przeze mnie zginęło nasze dziecko.
- Już cicho.
Spokojnie, uspokój się. – Odparł, głaszcząc mnie uspakajająco po głowie.
Nastał sylwester. Joe wrócił do swoich rodziców i
mieliśmy się spotkać na balu sylwestrowym. Od samego rana trwały przygotowania.
Każdy latał po domu i czegoś szukał. A to butów, a to naszyjnika, lakieru do
włosów czy paznokci, potem zmywacza, bo coś nie wyszło. Kompletowanie stroju.
Istny chaos.
Po południu wszystkie panie, czyli ja, moja mama,
siostra i ciocia wybrałyśmy się do fryzjera i kosmetyczki, aby przygotowały nas
na nadchodząca imprezę. Miley postanowiła spiąć kilka pasemek włosów do tyłu a
resztę pofalować i zrobić sobie naturalny makijaż, ciocia związała włosy w
ślicznego koka, mama, pozostawiła rozpuszczone jednakże pokręcone a ja
postanowiłam je bardzo delikatnie pofalować. Do tego miałam trochę ciemniejszy
niż Miley makijaż. Koło 18 wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy dalej się szykować.
- Demi!
Zapnij mi sukienkę! – Krzyknęła Mils wchodząc do mojego pokoju. Na sobie miała
śliczną długa białą sukienkę bez ramiączek luźno spływająca w dół i lekko
ciągnącą się po ziemi.
- Kurcze,
siostrzyczko, wyglądasz ślicznie. – Powiedziałam zasuwając jej zamek.
- Dzięki. Ty
też siostrzyczko. – Odpowiedziała. Miałam na sobie czarna sukienkę na ramiączka
lekko ściąganą u dołu. Do tego włożyłam czarne szpilki, srebrne kolczyki i
srebrną kopertówkę a na lewym ręku bransoletkę.
- To będzie
magiczny wieczór, zobaczysz. – Dodała i z tajemniczym uśmiechem na ustach
wyszła z pokoju. Wzruszyłam ramionami i przejrzałam się w lusterku poprawiając
włosy.
Zapowiada
się cudowny wieczór.
Wybiła 23:55 a my byliśmy na balu. Były tańce,
rozmowy, stoły zastawione smacznym jedzeniem, ale to wszystko nie było tak
naprawdę ważne. Dla mnie liczyło się tylko to, z kim byłam. Leciała akurat
wolna piosenka a ja tańczyłam z zamkniętymi oczami przytulona do swojego
chłopaka.
- Ej, mała
tylko nie zaśnij. – Zażartował Joe. Podniosłam głowę z jego ramienia i spojrzałam
na niego.
- Mowy nie
ma. – Odpowiedziałam.
- Szanowni
goście, serdecznie zapraszamy na taras. Za chwilę Nowy Rok. – Powiedział
organizator. Wszyscy skierowaliśmy się do wyjścia a kelnerzy poroznosili
kieliszki z szampanem. Oparłam się o Joe’go i czekałam na fajerwerki. Gdy
odliczanie zeszło już do 10 sekund, Joseph odkręcił mnie do siebie przodem,
oddał kieliszek Nickowi i sięgnął do kieszeni. Spojrzał mi w oczy a potem…
- 5! 4! 3!
2! 1!
- Demi,
wyjdziesz za mnie? – Spytał klękając przede mną na jedno kolano a mnie wcięło …
*********************
Witam,
z tej strony Myself. Jak się macie? Osobiście jestem zła, ze ferie się
już kończą ale trudno xd Jak Wam się podoba rozdział? Mnie osobiście
nawet nawet.
O następny proszę męczyć: Sweet_Lemon. ;D
Do końca 1 rozdział i epilog :)
PS. Jeśli gdzieś wyrazy się "posklejały" to wybaczcie. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz