niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 29

[ by Myself ]
-Demi, Demi słyszysz mnie? – Powoli otworzyłam oczy.
- Co, co się stało? Gdzie ja jestem? – Spytałam zdezorientowana patrząc na osobę nade mną.
- Spokojnie Dee, jesteś w domu, już po wszystkim siostrzyczko. – Odpowiedziała moja siostra. Dopiero teraz ją poznałam. Pochylała się nade mną a jej długie falowane rude włosy spływały po jej ramionach w dół łaskocząc mnie w rękę.

Rozejrzałam się dookoła; papiery na biurku były poukładane, śmieci wyniesione a w przezroczystym wazonie otoczonym sztucznym pomarańczowym kwiatem stały fioletowe i różowe astry. Chcąc trochę się podnieść podparłam się rękami i spróbowałam podciągnąć do góry, lecz w pewnym momencie poczułam szczypanie w nadgarstkach. Miley widząc grymas na mojej twarzy pomogła mi.
- Dzięki Mils. – Powiedziałam i spojrzałam na źródło bólu. Oba nadgarstki były przetarte prawie do krwi w kilku miejscach.
- Pamiątka po Will’u. – Powiedziała z obrzydzeniem moja siostra.
- Nie przypominaj mi o nim. A tak w ogóle, co się stało? Ostatnie, co pamiętam to wybuch i … O MÓJ BOŻE! Wybuch! Miley ten wybuch! Zaraz gdzie jest Joe?! – Prawie krzyknęłam.

Wspomnienia niedawnych wydarzeń gwałtownie uderzyły we mnie a ja nie mogłam powstrzymać paniki w moim głosie.
- Spokojnie, uspokój się. Nic mu nie jest. Siedzi na dole i rozmawia z Nickiem. –Odetchnęłam głęboko czując ulgę. Nic mu nie jest, całe szczęście.
- Chcesz z nim pogadać? – Spytała siostra. – Pytanie, oczywiście, że chcesz. – Dodała po chwili z uśmiechem, który odwzajemniłam. – Zaraz go zawołam. Potrzebujesz czegoś jeszcze?
- Właściwie to z chęcią bym się trochę odświeżyła. – Powiedziałam.
- Okej, wstawaj królewno, nie każ swojemu księciu za długo czekać. – Zażartowała, pomagając mi ustać na nogi. Weszłam do mojej łazienki, zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic. W tym czasie Miley przygotowała mi ubrania. Spłukałam brzoskwiniowy żel do mycia, wzięłam truskawkowy szampon i umyłam włosy. Po 15 minutach wyszłam z łazienki całkowicie odświeżona a siniaki na twarzy przykryłam warstwą podkładu i kosmetyków. Usiadłam na łóżku opierając się plecami o ścianę a nogi przykryłam kocem.
- No to idę po twojego królewicza. – Powiedziała Mils i wyszła z pokoju. Już niecałe pół minuty później dało się usłyszeć pukanie do drzwi, które po chwili otworzyły się ukazując postać Joe’go. Na sam jego widok serce zaczęło mi szybciej bić, oddech delikatnie przyspieszył a na twarz wkroczył szeroki uśmiech. Już chciałam otworzyć usta i poprosić żeby wysłuchał moich wyjaśnień, gdy odezwał się pierwszy.
- Mam propozycję. Zapomnijmy o wszystkim, co było i zacznijmy od nowa. Co ty na to? – Spytał a ja ledwo widocznie pokiwałam głową. Już po chwili leżał obok obejmując mnie i całując.

Miałam wrażenie, że to jakaś bajka, że jeśli zaraz czegoś nie powiem to wszystko zniknie; Joe, mój pokój, cudowna atmosfera a ja znowu znajdę się w tej dziurze z Will’em i jego bandą.
- Kocham cię Joe. – Powiedziałam i bez pytania pocałowałam go.
- Nie wiem czy wiesz, ale ja czuję to samo. – Odpowiedział. Spojrzałam na niego dziwnie, po czym zaczęłam się śmiać Miałam nadzieję, że od tej pory wszystko będzie tak jak być powinno.

Po godzinie leżenia i praktycznie wpatrywania się w siebie jak w obrazki, postanowiliśmy zejść na dół, gdzie w salonie zastaliśmy Niley, siedzących na kanapie i oglądających coś w Internecie.
- Co robicie? – Spytałam zwracając na siebie ich uwagę.
- O, cześć Dee, dobrze cię widzieć. – Powiedział Nick posyłając mi szczery uśmiech.
- Dzięki Nick. – Odpowiedziałam biorąc do ręki dzbanek z sokiem pomarańczowym, stojący na stole, po czym nalałam sobie trochę do szklanki siostry. Joseph usiadł na kanapie, na której chwilę potem i ja się usadowiłam. Chłopak objął mnie ręką w pasie a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
- Co do twojego pytania Dems, oglądamy zaproszenia na ślub. Chcesz na pomóc? – Spytała siostra.
- O nie, dzisiaj ona jest tylko moja. – Zaprotestował Joe.
- To ja nie mam nic do gadania? – Spytałam spoglądając na niego.
- W tym wypadku nie, kochanie. – Odparł i cmoknął mnie w policzek. Przewróciłam oczami komentując wypowiedź chłopaka, po czym je zamknęłam.

- Nicky nie wiem czy powinnam jechać. Wiesz, boję się zostawić Dee samą. –Powiedziała Miley schodząc po schodach.
- Skarbie, Demi na pewno da sobie radę przez te kilka godzin. – Odpowiedział jej Nick.
- Właśnie siostrzyczko. – Powiedziałam wchodząc do holu z salonu. Miley miała na sobie czarną sukienkę do kolan idealnie przylegającą do jej ciała a szpilki podkreślały jej zgrabne nogi. Jej włosy były upięte w koka, tylko pojedyncze pasemka spływały w dół okalając jej twarz. Do tego miała podkreślone oczy i czerwonawy błyszczyk i wyglądała naprawdę niesamowicie.
- Demi … – Zaczęła, ale przerwałam jej.
- Mils, nie jestem dzieckiem, potrafię o siebie zadbać. – Powiedziałam patrząc na nią wymownie.
- No tak, ale …
- Miley, Demi nie będzie sama. Zostanę z nią dopóki nie wrócisz albo dopóki sama mnie nie wygoni. – Wtrącił się Joseph.
- Naprawdę? – Spytała.
- Tak. – Odpowiedział. Miley wzięła głęboki oddech, po czym pokiwała głową na znak zgody. Założyła płaszcz i znowu odwróciła się w moja stronę.
- Miley, siostrzyczko, kocham cię, ale jeśli natychmiast nie wyjdziesz z domu i nie pojedziesz na te kolację do rodziców twojego narzeczonego to nie wiem, co ci zrobię. – Ostrzegłam. I opłaciło się gdyż już dwie minuty później siedziała w samochodzie Nicholasa, który powoli wycofał samochód i zaraz ruszył.

Zamknęłam drzwi na klucz i rozejrzałam się po holu nie widząc nigdzie Josepha, który jeszcze chwilę temu stał za mną.
- Joe! – Krzyknęłam.
- Na górze!. – Usłyszałam, więc skierowałam się schodami na piętro. Weszłam do swojego pokoju i zobaczyłam chłopaka siedzącego przy moim laptopie.
- Co robisz? – Spytałam.
- Mamy cały wieczór a pewnie nawet i noc wolną, więc najpierw obejrzymy sobie film a potem się zobaczy. – Odpowiedział spoglądając na mnie. Uśmiechnęłam się do niego i zeszłam na dół po jakiś prowiant. Wzięłam z szafki jakieś chipsy oraz napój gazowany a z lodówki wyciągnęłam jeszcze galaretkę. Postawiłam wszystko na tacy, sięgnęłam po dwie szklanki i dostawiłam je do pozostałych rzeczy. Wzięłam tacę i poszłam na górę. Otworzyłam drzwi od pokoju a Joe widząc, że według niego niosę coś ciężkiego szybko wstał i wziął tace ode mnie. Ustawił wszystko na stoliku, który przysunął do łóżka, po czym zgasił światło, zapalił lampkę i położył się obok mnie. Kliknął odpowiedni przycisk na laptopie i uruchomił film, którym jak się okazało był „Męsko – damska rzecz.”.

- Joey. – Zaczęłam koncentrując uwagę chłopaka na sobie. – Posłuchaj, ja … chciałam ci wszystko wytłumaczyć. No wiesz całą tą aferę z Kaylee itd.
- Dee a czy my przypadkiem nie mieliśmy o tym zapomnieć i zacząć wszystko od nowa? – Spytał.
- No tak, ale …
- Nie ma żadnego, ale. – Powiedział stanowczo, lecz z uśmiechem. – Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak się o ciebie bałem. – Dodał po chwili przejeżdżając delikatnie ręką po moim policzku. Wzięłam jego dłoń i splotłam ze swoją. Chłopak uśmiechnął się ciepło w moją stronę i przytulił mnie do siebie jednocześnie kciukiem delikatnie gładząc mój nadgarstek w miejscu gdzie były sznury. Uśmiechnęłam się, zamykając oczy i ciesząc się chwilą.


[ Kilka tygodni później ]

Minęło kilka tygodni a wszystko układało się świetnie. Na święta pojechałyśmy z Miley do rodziców, którzy po tym jak dowiedzieli się o wydarzeniach mających miejsce na początku października zażyczyli sobie a wręcz zażądali abyśmy przyjechały na święta.

Jak się okazało na wigilię do rodziców przyjechała również siostra taty – Amanda razem z mężem Alexem i córką Stellą, która ma dopiero 4 lata. Atmosfera była naprawdę niesamowita, wręcz magiczna. Cały dom przyozdobiony był świątecznymi ozdobami, choinka w salonie była urozmaicona różnego koloru bombkami, łańcuchami i lampkami, a małe choinki przed domem samymi lampkami, które sprawiały, że śnieg wieczorem był wielokolorowy. Jedynym minusem było to, że Joe i Nick pojechali do swoich rodziców i nie spędzaliśmy świąt razem. Ale z drugiej strony, co się dziwić; oni też chcieli się zobaczyć z rodziną.

Nastał drugi dzień świąt. Wstałam rano z uśmiechem na ustach. Wykonałam poranną toaletę i ubrałam się w czarne rajstopy we wzory, czarną zwiewną bluzkę na ramiączka, czarną materiałową spódniczkę z poziomymi srebrnymi paskami i frędzlami przed kolana i zarzuciłam na to niebieską marynarkę oraz czarne zamszowe szpilki. Do tego długi srebrny wisiorek i byłam gotowa.  Zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni gdzie była cała rodzinka. Mama, tata, Miley, ciocia z wujkiem i mała Stella.
- Dzień dobry. – Powiedziałam a po chwili wszyscy mi odpowiedzieli.
- Czekaliśmy na ciebie, żeby zjeść śniadanie. – Powiedziała mama a ja uśmiechnęłam się do niej. Po chwili wszyscy skierowaliśmy się do salonu, aby zjeść uroczysty posiłek.
- Jedziemy po śniadaniu do miasta, jedziesz z nami Demi? – Spytała ciocia.
- Właściwie to chyba zostanę w domu. Jakoś nie bardzo mam ochotę jechać do miasta. – Odpowiedziałam. 
- A czy w taki razie mogłabyś zaopiekować się Stellą? Nie bardzo chcę ją brać. Na dworze jest zimno a pewnie trochę pochodzimy.
- Oczywiście. Nie ma najmniejszego problemu. – Odpowiedziałam. Ciocia uśmiechnęła się do mnie dziękując.

- Za jakieś dwie, trzy godziny będziemy z powrotem. Do zobaczenia. – Powiedziała. Pocałowała mnie w policzek i wyszła a ja zamknęłam drzwi i skierowałam się do salonu.
-No mała, zostałyśmy same. – Powiedziałam do blondwłosej dziewczynki o zielonych oczkach. Stella uśmiechnęła się do mnie i zaczął śmiać. – To, co chcesz robić?
- Na rąćki. – Powiedziała a ja bez chwili zastanowienia wykonałam jej prośbę. Mała zaczęła się bawić moimi włosami śmiejąc się przy tym a swoim śmiechem zarażając i mnie. Dziesięć minut później bawiłam się z nią zabawkami rozłożonymi na kocyku w salonie.
- Uwaga, jedzie ciuchcia. – Powiedziałam wyższym głosem powodując u Stelli kolejny uśmiech.
- Demi cicho. – Powiedziała po chwili i zaczęła wydawać dźwięki przypominające samochód.
- Brum bruuum. – Powiedziała i wjechała małym samochodzikiem na lalkę.
- Oj i przejechałaś zabawkę. – Stwierdziłam.

 Minęła godzina a mała dalej bawiła się w salonie. Nie mając nic do roboty, zamiast włożyć naczynia do zmywarki, pozmywałam je własnoręcznie, wytarłam a potem powstawiałam do odpowiednich szafek. Nie słysząc żadnych odgłosów dobiegających z salonu, zaniepokojona skierowałam się tam i zobaczyłam śpiącą na kocyku dziewczynkę. Podeszłam do niej cichutko, wzięłam na ręce i położyłam na kanapie, przykrywając kocykiem i przystawiłam dwa krzesła, które miały robić za barierkę w razie gdyby mała się przekręciła. Usiadłam obok niej, delikatnie głaszcząc ją po główce. Była jeszcze taka mała, taka krucha, przed nią było całe  dzieciństwo a potem dorosłość. Od razu przypomniałam sobie o moim dziecku, które nigdy nie ujrzy światła dziennego, nigdy nie będzie rosnąć ani bawić się jak Stella, ponieważ przez moją głupotę zginęło. W oczach zebrały mi się łzy przesłaniające cały obraz, które już po chwili spłynęły po policzkach.

Nagle zadzwonił dzwonek. Poderwałam się z kanapy i ocierając wierzchem dłoni łzy podeszłam do drzwi. Nie patrząc przez wizjer otworzyłam je a przed nimi dostrzegłam … Josepha, opierającego się o framugę drzwi.
- Joe? Co ty tu robisz? – Spytałam.
- Jest drugi dzień świąt, więc przyjechałem do ciebie. – Powiedział wchodząc do środka.
- Kocham cię. – Odparłam i uwiesiłam mu się na szyi.
- Naprawdę. Udowodnij. – Powiedział z uśmiechem a już po chwili mnie całował. Odsunęłam się od niego po kilkudziesięciu sekundach i zaprowadziłam do salonu.
- O, a ta mała istotka to, kto? – Spytał, patrząc na śpiąca Stellę.
- Córka siostry mojego taty, czyli moja siostra cioteczna. – Odpowiedziałam, poprawiając kocyk i znowu posmutniałam.
- Ej, co się stało? – Spytał chłopak widząc smutek malujący się na mojej twarzy.
- Nic, nic. – Odparłam szybko. Jednak Joe nie uwierzył.
- Myślisz o …
- Tak. To moja wina. To przeze mnie jej lub jego nie ma na tym świecie. – Powiedziałam, przytulając się do niego.
- Skarbie, spokojnie. Nie obciążaj się.
- Nie mogę. Będę żyć ze świadomością, że przeze mnie zginęło nasze dziecko.
- Już cicho. Spokojnie, uspokój się. – Odparł, głaszcząc mnie uspakajająco po głowie.

Nastał sylwester. Joe wrócił do swoich rodziców i mieliśmy się spotkać na balu sylwestrowym. Od samego rana trwały przygotowania. Każdy latał po domu i czegoś szukał. A to butów, a to naszyjnika, lakieru do włosów czy paznokci, potem zmywacza, bo coś nie wyszło. Kompletowanie stroju. Istny chaos.

Po południu wszystkie panie, czyli ja, moja mama, siostra i ciocia wybrałyśmy się do fryzjera i kosmetyczki, aby przygotowały nas na nadchodząca imprezę. Miley postanowiła spiąć kilka pasemek włosów do tyłu a resztę pofalować i zrobić sobie naturalny makijaż, ciocia związała włosy w ślicznego koka, mama, pozostawiła rozpuszczone jednakże pokręcone a ja postanowiłam je bardzo delikatnie pofalować. Do tego miałam trochę ciemniejszy niż Miley makijaż. Koło 18 wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy dalej się szykować.
- Demi! Zapnij mi sukienkę! – Krzyknęła Mils wchodząc do mojego pokoju. Na sobie miała śliczną długa białą sukienkę bez ramiączek luźno spływająca w dół i lekko ciągnącą się po ziemi.
- Kurcze, siostrzyczko, wyglądasz ślicznie. – Powiedziałam zasuwając jej zamek.
- Dzięki. Ty też siostrzyczko. – Odpowiedziała. Miałam na sobie czarna sukienkę na ramiączka lekko ściąganą u dołu. Do tego włożyłam czarne szpilki, srebrne kolczyki i srebrną kopertówkę a na lewym ręku bransoletkę.
- To będzie magiczny wieczór, zobaczysz. – Dodała i z tajemniczym uśmiechem na ustach wyszła z pokoju. Wzruszyłam ramionami i przejrzałam się w lusterku poprawiając włosy.
Zapowiada się cudowny wieczór.

Wybiła 23:55 a my byliśmy na balu. Były tańce, rozmowy, stoły zastawione smacznym jedzeniem, ale to wszystko nie było tak naprawdę ważne. Dla mnie liczyło się tylko to, z kim byłam. Leciała akurat wolna piosenka a ja tańczyłam z zamkniętymi oczami przytulona do swojego chłopaka.
- Ej, mała tylko nie zaśnij. – Zażartował Joe. Podniosłam głowę z jego ramienia i spojrzałam na niego.
- Mowy nie ma. – Odpowiedziałam.
- Szanowni goście, serdecznie zapraszamy na taras. Za chwilę Nowy Rok. – Powiedział organizator. Wszyscy skierowaliśmy się do wyjścia a kelnerzy poroznosili kieliszki z szampanem. Oparłam się o Joe’go i czekałam na fajerwerki. Gdy odliczanie zeszło już do 10 sekund, Joseph odkręcił mnie do siebie przodem, oddał kieliszek Nickowi i sięgnął do kieszeni. Spojrzał mi w oczy a potem…
- 5! 4! 3! 2! 1!
- Demi, wyjdziesz za mnie? – Spytał klękając przede mną na jedno kolano a mnie wcięło …

*********************
Witam, z tej strony Myself. Jak się macie? Osobiście jestem zła, ze ferie się już kończą ale trudno xd  Jak Wam się podoba rozdział? Mnie osobiście nawet nawet. 
O następny proszę męczyć: Sweet_Lemon. ;D 
Do końca 1 rozdział i epilog :)
PS. Jeśli gdzieś wyrazy się "posklejały" to wybaczcie. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz