[ by Myself ]
Siedząc z głową opartą o szybę
postanowiłam zadać kolejne pytanie.
-
Bardzo jesteś wściekły? – Spytałam, mimo iż zdawałam sobie sprawę, że jest to
pewnie pytanie retoryczne.
-
A jak ci się zdaje? – Odparł suchym tonem. Nie odezwałam się przez dłuższą
chwilę. Idiotko, oczywiście, że był wściekły.
-
Na prawdę myślałem, że jesteś inna, ale widać myliłem się. Jesteś taka jak
wszyscy, ty też dbasz tylko o siebie, i nie zwracasz uwagi na uczucia innych.
Zwykła egoistka.
-
Przestań. – Powiedziałam. Nie chciałam tego słuchać. Nie miał prawa robić mi
jakiś wykładów.
-
Nie, mówię to, co myślę, a nie udaję tak jak ty! Nawet nie wiesz jak zraniłaś
Miley. Jak zraniłaś mojego brata i swoją siostrę. To miał być wyjątkowy dzień,
ale nie, musiałaś wszystko zniszczyć! – Mówił podniesionym głosem. Kiedy
staliśmy na czerwonym świetle spojrzał na mnie, lecz ja nie odwróciłam wzroku w
jego stronę, gdyż w oczach miałam znowu łzy. Wiedział jak dobić człowieka, to
musze przyznać.
-
Nie bierz mnie na litość, bo to nie zadziała. – Dodał po chwili.
-
Nie mam zamiaru. – Odpowiedziałam szybko ocierając oczy. – Wysadź mnie za
skrzyżowaniem. Ten kawałek już dojdę. – Dodałam. Jeżeli tak miała wyglądać „podróż” do
domu to ja dziękuję. Nie mam nastroju.
Nie odpowiedział tylko ruszył gdyż
światło zmieniło się na zielone. Nie zatrzymał się jak prosiłam. Tylko pojechał
okrężną drogą.
-
Co robisz? Miałeś mnie wysadzić. – Spytałam.
-
Co tam sie stało? – Spytał jakby ignorując moje pytanie a ja przeniosłam wzrok
na niego.
-
Czemu chcesz wiedzieć? – Spytałam.
-
Nie wiem, ale nie codziennie widzi się wielką panią policjant płaczącą. – Zadrwił.
Spuściłam głowę i nie odezwałam się. Naprawdę był wredny i zaczynał mnie
wkurzać, jednak nic mu nie odpowiedziałam
-
Wiesz, że on cię zdradzał? – Spytał. Co Ty pieprzysz człowieku?! Chociaż
chwila, skoro cały czas mnie okłamywał to przecież mógł na boku kręcić z jakąś
lalą. Boże, jaka ja byłam głupia, ze mu ufałam. Will Benson jeszcze mnie
popamięta! Jednak po chwili jakby na zaprzeczenie moim słowom moje oczy znowu
zrobiły się mokre. Akurat dojechaliśmy pod mój dom.
-
Dzięki. – Szepnęłam i otworzyłam drzwi.
-
Prawdziwy przyjaciel zawsze pomaga. – Powiedział cicho. Rzuciłam na niego
wzrokiem a potem wyszłam zamykając drzwi i poszłam do domu. Kiedy ja sięgałam
do torebki po klucze on właśnie odjeżdżał. Znalazłam potrzebną rzecz, włożyłam
ją do zamka i przekręciłam, powodując, że drzwi się otworzyły. Weszłam do
środka i nie zapalając światła od razu pobiegłam na górę. Zamknęłam drzwi od
pokoju na klucz, zdjęłam buty i skierowałam się do łazienki. Wzięłam bardzo
krótki prysznic, po czym przebrałam się w piżamy i zmyłam makijaż. Wróciłam z
powrotem do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Przykryłam się ciepłą kołdra i
najzwyczajniej w świecie znowu zaczęłam płakać.
Kolejny dzień nastał zbyt szybko jak dla
mnie. Czułam się jakbym dopiero, co wróciła do domu a w rzeczywistości
dochodziła 10. Wstałam z łóżka z nieukrywaną niechęcią, podeszłam do szafy i
wyciągnęłam z niej zestaw ubrań na dzień dzisiejszy, który składał się z
czarnych spodni, szarej, dłuższej bluzki z nadrukiem i czerwonego sweterka z
rękawami ¾. Poszłam do łazienki, zrobiłam wszystko, co robi się rano, do tego
lekki makijaż i byłam gotowa. Wyszłam z łazienki i skierowałam się na dół
biorąc wcześniej torbę i komórkę z pokoju. Nie zdziwiłam się widząc tam starszą
siostrę. Po wydarzeniach z poprzedniego dnia uznałam, że chociaż spróbuję to
wszystko naprawić. Sytuację
między nami.
Now I’ve got to try
To turn it all around
And figure out how to fix
this…
-
Dall. – Zaczęłam.
-
Co? – Odpowiedziała głosem wypranym z emocji.
-
Słuchaj, ja… ja chciałam cię no, ten no, przeprosić. – Wydusiłam to z siebie.
-
Wiesz, wydaje mi się, że powinnaś przeprosić kogoś innego. – Odpowiedziała
takim samym tonem jak wcześniej i wyszła z kuchni, zabierając kubek z kawą, po
czym skierowała się na górę. Okej, nie chcesz przeprosin to nie. Łaski bez, pomyślałam. Wzięłam z miski
stojącej na blacie kuchennym jabłko i skierowałam się do holu, założyłam buty i
wyszłam lekko trzaskając drzwiami. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik i
skierowałam się w stronę posterunku.
Na miejscu byłam 20 minut później. Nie
powiem, zdziwiłam się widząc auto Jonasa, które właśnie parkował. Zrobiłam to
samo i wysiadłam z samochodu.
-
Kogo ja widzę. Histeryczka numer jeden. – Powiedział i wiedziałam, że sobie kpi.
-
Dałbyś spokój, Jonas. – Odpowiedziałam obojętnie.
-
Przyzwyczajaj się złotko. – Dodał, po czym wyminął mnie. Nie no kuźwa, co on
tutaj robi do jasnej cholery?! Chociaż jeżeli moi znajomi z pracy chcieli go
zamknąć to jak najbardziej nie mam nic przeciwko. A może by tak się spytać, co
jego szanowny tyłek tutaj robi?
-
Zaczekaj! – Krzyknęłam za nim. Odwrócił się powoli w moją stronę. – Zapomniałam
spytać, co tutaj robisz?
-
Nie powinno cię obchodzić. – Odpowiedział chłodno. Eee, przepraszam, ale to
„mój teren” koleś.
-
Tu jesteście. – Powiedziała Jess, kiedy weszliśmy do budynku. – Witaj Joe. – Dodała
widząc, Jonasa. Uśmiechnął się do niej, po czym przeniósł wzrok na mnie, a ja
otworzyłam buzię i oczy ze zdziwienia. Że co?! Ona to mówi tak spokojnie?!
Zaczęłam skakać wzrokiem to z Joe na Jess z Jess na Joe i tak w kółko.
-
Cześć Dee. McGann chce Was widzieć. – Powiedziała śmiejąc się, pewnie z mojej
miny, jak przypuszczam.
-
Dzięki Jess. – Powiedział Jonas, po czym udał się do biura szefa.
-
Jess, co to ma znaczyć? – Spytałam przyjaciółkę.
-
Dowiesz się zaraz. – Odpowiedziała.
-
Jessiko Olson powiedz mi, o co chodzi z tym twoim nastawieniem do Jonasa i co
on w ogóle tutaj robi?
-
Mówiłam, zaraz się dowiesz. Idź do biura. – Odpowiedziała uśmiechnięta. – Chcesz
kawy? – Spytała na odchodnym
-
Tak, poproszę. – Odpowiedziałam i skierowałam się w stronę, w którą przed
chwilą szedł Jonas.
-
Dzień dobry. Stało się coś? – Spytałam wchodząc do pomieszczenia, zamykając za
sobą drzwi i siadając na fotelu obok Joe.
-
Chcę Wam tylko powiedzieć, ze od dziś pracujecie razem. – Powiedział a ja
kolejny raz tego dnia otworzyłam moja buźkę. Przeanalizowałam te słowa w głowie
jeszcze raz i dopiero po chwili zareagowałam.
-
Że co?! Ja z nim w jednej pracy?! Pan chyba żartuje?! Mowy nie ma. Nie mam
zamiaru codziennie widywać się z tym, tym, z tym kimś zwanym potocznie Joe!
Absolutnie, wykluczone. – Powiedziałam mając nadzieję, ze to jakiś żart, i
zobaczyłam jak ten Józek się śmieje.
-
Nie Demi, nie żartuję. Jestem jak najbardziej poważny. – Odpowiedział.
Świetnie, po prostu o tym marzyłam.
-
A nie może być w innym oddziale? – Spróbowałam.
-
Nie, jest przydzielony tutaj. Poza tym tobie, Jessice i reszcie przyda się
jeszcze jedna osoba.
-
Czyli nie ma szans…
-
Nie, nie ma.
-
Dobrze, ale jeżeli będzie mi wchodził w drogę to nie ręczę, że mu czegoś nie
zrobię. Poza tym będę go unikać jak tylko się da…- Zaczęłam wyliczać swoje
warunki.
-
Lovato, opanuj się i przestań narzekać. Ja mam gorzej. Będę musiał spędzać całe
dnie w twoim towarzystwie i na dodatek podszkolić się od ciebie i Jess a
wolałbym tylko od niej. –Powiedział rozbawiony a ja zmroziłam go wzrokiem.
-
Słuchajcie, mamy wezwanie. – Do pomieszczenie, w którym siedzieliśmy wpadła
Olson.
-
No to do roboty. – Powiedział McGann. Podnieśliśmy się z krzeseł i
skierowaliśmy w stronę drzwi.
-Co się stało? – Spytałam, Jess kiedy
wsiadałyśmy do samochodu razem z szanownym panem Jonas.
-
Dostaliśmy telefon od jakiejś staruszki. Mówiła, że zostawiła wnuczkę na
podwórku na chwilę a gdy wróciła jej już nie było. – Odpowiedziała. Dla
wyjaśnienia nie zajmowaliśmy się tylko sprawą Blacka i Fielda ale także innymi
na przykład takimi jak ta.
Kilka minut później byliśmy już w
odpowiedniej dzielnicy. Znaleźliśmy odpowiedni dom, po czym Jessika zaparkowała
i wysiedliśmy z auta.
-
Demi, Joe idźcie się rozejrzeć, ja porozmawiam z ta panią. – Powiedziała moja
przyjaciółka, na co nie chętnie, ale przystałam na ten układ.
-
Może zacznijmy od…- Zaczął Joe
-
Zacznijmy od pobliskiego lasu. – Przerwałam mu. Skierowaliśmy się w tamtą
stronę w ogóle do siebie nie odzywając. Bo, po co? On mnie nie trawił a ja nie
trawiłam jego, wystarczający powód, do szukania dziecka w ciszy.
- Ej Lovato, mówię do ciebie. – Usłyszałam
głos Jonasa.
-
Czego? – Odpowiedziałam.
-
Mówiłem, ze tam się coś rusza, głucha jesteś czy twój mały umysł zajmuje taka
przystojna i mądra osoba jak ja. No wiem, że jestem boski, ale skup się na
pracy. – Powiedział i uśmiechnął się zwycięsko.
-
Jeszcze jedno słowo a pożegnasz się z życiem. – Powiedziałam przez zęby.
-
Oo, jaka groźna. – Dalej się nabijał. – Lepiej będę uciekał, bo skończę w tej
małej rzece. – No i się doigrałeś koleś. Podeszłam do niego a on zaczął się
odsuwać a w pewnym momencie stracił grunt pod nogami i wpadł do rzeki, ale
niestety pociągnął mnie za sobą.
-
JONAS! – Krzyknęłam.
-
Kobieto, nie drzyj się! Słyszę cię przecież. – Powiedział. Podniosłam się i on
także. Wyszedł pierwszy z wody a ja starałam się za nim. Tak, starałam się, bo
za bardzo mi do nie wychodziło. Kiedy myślałam, ze znowu się wywalę, poczułam
jak Joe łapie mnie za rękę i ciągnie w swoją stronę. Kiedy stałam już na stabilnym
podłożu zauważyłam, ze przestrzeń między nami jest bardzo, bardzo mała.
Stykaliśmy się ciałami jakbyśmy się przytulali.
Podniosłam głowę i spojrzałam w jego
oczy. Teraz dostrzegłam, jakie na prawdę były. Można było w nich utonąć i nie
zorientować się. Patrzyłam tak w niej przez dłuższy czas i on w moje też.
Odległość, między naszymi twarzami malała z każda sekundą. Byliśmy już na prawdę,
blisko, gdy uświadomiłam sobie, do czego zmierzamy. Oderwałam wzrok od jego
oczu i odsunęłam się.
-
Szukajmy dalej. Musimy znaleźć tą dziewczynkę. – Powiedziałam nie patrząc na
niego. Odwróciłam się i wznowiłam poszukiwania. Nie mogłam się jednak skupić na
niczym, bo przed oczami ciągle miałam obraz oczu Joe’go. Potrząsnęłam lekko
głową chcą wyrzucić z niej te myśli. W pewnym momencie usłyszeliśmy jakiś
szelest. Szybko skierowaliśmy się w tamtą stronę. Na kamieniu przy rzece,
siedziała mała dziewczynka w blond włosach. Podeszliśmy do niej i kucnęłam
obok.
-
Ty jesteś Abbie? – Spytałam małą. Płakała, widziałam po jej zielonych oczkach.
-
Ta…tak. – Odpowiedziała. – A pani, kim jest?
-
Twoja babcia do mnie zadzwoniła. Martwiła się o ciebie. Chodź zaprowadzimy cię
do domku. – Powiedziałam i wyciągnęłam rękę w stronę małej. Złapała ją po
chwili i wstała.
-
A co ty tu robiłaś? – Spytał Joe.
-
Pobiegłam za motylkiem a potem nie wiedziałam jak wrócić. – Odpowiedziała. Joe
uśmiechnął się do niej a ona odwzajemniła uśmiech.
-
Abbie, mój Boże, dziecko nic ci nie jest? – Spytała babcia wnuczkę.
-
Nie, babciu. – Odpowiedziała mała i się przytuliła do niej.
-
Em Dee, Joe, czemu jesteście mokrzy? – Spytała Jess.
-
Mały wypadek przy pracy. – Odpowiedział Joe.
-
Na serio? – Spytała podejrzliwie.
-
No dobra. Chciała mnie zabić, ale wlecieliśmy do rzeki. – Odpowiedział a Jess
wybuchła śmiechem
-
Nie no bardzo śmieszne, wiesz. Dzięki. – Powiedziałam. Pożegnaliśmy się z panią
i jej wnuczką i wsiedliśmy do samochodu.
-
A czy coś się stało nad tą rzeką? Bo jakoś się nie odzywacie do siebie, znaczy
nawet nie kłócicie.
-
Nie, nic się nie wydarzyło. A czemu się nie kłócimy to nie wiem, ale możemy to
zmienić. – Powiedziałam. Odwróciłam głowę w stronę okna a w lusterku zobaczyłam
jak Józek mi się przygląda. Przeniosłam wzrok na krajobraz za oknem i myślałam.
Co mi odbiło dzisiaj? Co jemu odbiło? Co nam odbiło? Mało brakowało a nasze
usta by się połączyły. I wtedy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz
i nie wiedziała czy odebrać czy nie. Postanowiłam jednak, ze wygarnę mu wszystko,
co myślę.
-
Czego chcesz? – Powiedziałam do słuchawki
-
Demi porozmawiajmy, nie rozłączaj się.
-
Streszczaj się. – Powiedziałam chłodno.
-
Przepraszam za wczoraj. Ja nie chciałem cię skrzywdzić, naprawdę. Za dużo
wypiłem. Dee uwierz mi. Przepraszam. Spotkajmy się w… - Zaczął swój monolog. A
kto? Oczywiście Will.
-
Dobrze Will spotkajmy się. Ale w przyszłym tygodniu, w tym nie dam rady. – Powiedziałam,
chociaż tak na prawdę nic nie miałam zaplanowane. Potrzebowałam czasu.
-
Okej, jeszcze zadzwonię. Kocham cię. – Powiedział a ja się rozłączyłam.
Schowałam telefon do kieszeni i nic nie powiedziałam…
********************************
No hej. Co tam? U mnie leci tyle ze babę od polaka totalnie porąbało. A wszystko przez zachowanie na sztuce. ;/ Nie
rozpisuję się za bardzo bo nie wiem co napisać. A co do sprawy z Demi
to mam nadzieję , że szybko wszystko się ułoży i Dee wyzdrowieje.

(Pomysł z tym obrazkiem zawdzięczam Kari z you are my favorite song
Dobra spadam. Kolejny pisze moja kochana Sweet_Lemon ;*
Dziękuję Passion za pomoc w doborze odpowiednich piosenek. Wiesz o co chodzi ;) ;*
Happy Halloween (które po woli dobiega końca xP)
Do napisania
Myself
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz