[ by Sweet_Lemon ]
Miałem dość parku i ciągłego lizania się
faceta Lovato. Ciekawy jestem, kiedy w końcu przejrzy na oczy i dowie się o
jego drugiej lasce. Żal mi Miley, bo ma rację, a Demi potraktowała ją, jak nie
powiem, kogo. Naszła mnie ochota na napicie się czegoś mocniejszego. Będąc pod
„Night Dance”, zauważyłem grupkę policjantów, którzy wyprowadzają kogoś. Wśród
nich zauważyłem także Jess, koleżankę Lovato. Nie zabrakło tez samej
zainteresowanej. Wydawało mi się, że brunetka mnie zauważyła, ale szybko się
odwróciłem i udałem się w kierunku domu. Mało brakowało i znów bym wylądował w
pace.
Po 20 minutach byłem w domu. Zdziwiłem
się trochę, kiedy wszyscy siedzieli w salonie i zawzięcie o czymś dyskutowali.
No, bo kto normalny siedzi po 23 i rozmawia, skoro rano musi wstać nie
wcześniej niż przed 6? Chyba nikt. Zdziwiłem się też, kiedy zauważyłem mojego
brata z Miley.
-
Cześć. – Przywitałem się z nimi. Usiadłem koło Kevina, który przeglądał jakieś
papiery i co chwilę wybuchał śmiechem. Rodzice siedzieli razem tak samo jak
Nick z Miley.
-
Miley będzie ze mną mieszkać. – Powiedział po chwili Nick. W salonie
zapanowała grobowa cisza. Każdy spoglądał to na Miley to na Nicka. Po chwili
mama się uśmiechnęła, co oznaczało akceptację. Rodzice dowiedzieli się, co
zaszło na kolacji w domu Miley. Ojciec wyglądał na wściekłego, mama trochę się
zasmuciła, a Kevin wydawał się być nieporuszony całym tym zajściem. Dopiero
grubo po północy poszliśmy spać.
[2 miesiące później]
Od ostatnich dwóch miesięcy moje życie
nie wiele się zmieniło. W końcu zacząłem studia, o których tak strasznie
marzyłem. Jeśli dobrze pójdzie, będę policjantem jeszcze w tym roku. Co do
mojej rodziny. Miley i Nick tak jak mówili, zamieszkali razem. Moja przyszła
bratowa była tylko raz w swoim domu, ale tylko po swoje rzeczy. Rodzice dalej
pracują, Kevin ma dużo spraw na głowie i ledwo wyrabia. W każdy weekend
spotykamy się z siostrą Miley - Dallas, która mówi nam, co wyprawia Demetria. Z
tego, co mówiła to rzadko ze sobą rozmawiają. Zdarzyło mi się ją spotkać jakieś
trzy razy na ulicy, ale za każdym razem byłem bliski furii i jak najszybciej
oddalałem się od niej. Od dwóch tygodni szukam sobie lokum. Nie chcę siedzieć
rodzicom na głowie. W końcu ich dom jest przepisany na mojego starszego brata.
Od przyszłego tygodnia zacznę pracę w policji, mam cichą nadzieję, że nie
trafię do zespołu Lovato, bo bym tego nie przeżył.
Zawsze w weekendy, po tym jak szukam
mieszkania, jeżdżę na strzelnicę. Tym razem musiałem zrezygnować z przyjemności
i zająć się szukaniem mieszkania. Niechętnie wstałem o 7, wykonałem
poranne czynności, zjadłem w biegu śniadanie i udałem się na spotkanie z panią
Sparks, która pokazywała mi nieruchomości.
-
To jest to. Podoba mi się. – Powiedziałem. Zauważyłem uśmiech na twarzy pani
Sparks, która była zadowolona tak samo jak ja. Oglądaliśmy właśnie piąte z
kolei mieszkanie, które przypadło mi do gustu. Miało trzy pokoje, balkon, w
miarę dużą łazienkę i kuchnie połączoną z jadalnią. O takim mieszkaniu
marzyłem. – Biorę je.
-
Jest pan pewien? Proszę się dobrze zastanowić. – Powiedziała.
-
Jestem pewien. Jak nigdy dotąd. – Uśmiechnąłem
się. Nareszcie własne mieszkanie.
Wracałem ze sklepu meblowego. Zamówiłem
meble, które idealnie będą pasować do mojego mieszkania. Będę musiał się trochę
namęczyć z ich wniesieniem. Mój dom znajduje się na 16 piętrze. Cały wieżowiec
ma ich aż 30. Przejeżdżając zauważyłem kogoś na chodniku. Trochę się
przestraszyłem. Zatrzymałem auto i podbiegłem do owej osoby. Jakież było moje
zdziwienie, kiedy tą osobą okazała się być Demetria.
-
Co ty tu robisz? – Spytałem zaskoczony.
-
Czemu to cię raptem obchodzi? – Spytała.
-
Nie obchodzi. – Odpowiedziałem, chociaż prawda była inna.
-
To, po co tu stoisz? – Spytała. Zauważyłem jak łzy spływają jej po policzkach.
-
Nie wiem. Myślałem, że to ktoś inny. – Odpowiedziałem poirytowany. Dalej byłem
na nią zły.
-
Więc jedź dalej i zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęła wściekła.
-Dobrze!
– Odkrzyknąłem. Wsiadłem z powrotem do auta. Nie odjechałem, nie
byłem takim idiotą, za jakiego mnie uważała. Wysiadłem i ponownie podszedłem do
niej kucając naprzeciwko.
-
Wsiadaj. Odwiozę cię. – Powiedziałem. W głębi serca dalej była moją przyjaciółką,
mimo że zrobiła mi takie świństwo.
-
Zostaw mnie. – Powiedziała szarpiąc się.
-
Zamknij się i wsiadaj. – Powiedziałem. Pomogłem jej wsiąść do samochodu.
-
Po co to robisz? – Spytała, ale jej nie odpowiedziałem. W ogóle sam nie wiem,
po co to robiłem. Chciała mnie tylko wykorzystać a ja jej dzisiaj pomogłem. Cóż
być może nie jestem takim egoistą jak ona i stąd wziął się ten odruch.
-
Bardzo jesteś wściekły? – Spytała po chwili. Nie, wiesz wcale, po prostu uwielbiam być wykorzystywany, pomyślałem,
ale nie powiedziałem tego głośno.
-
A jak ci się zdaje? – Odparłem suchym tonem. Nie odzywała się przez dłuższą
chwilę.
-
Na prawdę myślałem, że jesteś inna, ale widać myliłem się. Jesteś taka jak
wszyscy, ty też dbasz tylko o siebie, i nie zwracasz uwagi na uczucia innych.
Zwykła egoistka.
-
Przestań. – Powiedziała.
-
Nie, mówię to, co myślę, a nie udaję tak jak ty! Nawet nie wiesz jak zraniłaś
Miley. Jak zraniłaś mojego brata i swoją siostrę. To miał być wyjątkowy dzień,
ale nie, musiałaś wszystko zniszczyć! – Mówiłem podniesionym głosem. Kiedy
staliśmy na czerwonym świetle spojrzałem na nią. W jej oczach jakby błyszczały
pojedyncze łzy. – Nie bierz mnie na litość, bo to nie zadziała. – Dodałem.
-
Nie mam zamiaru. – Odpowiedziała ocierając oczy. – Wysadź mnie za
skrzyżowaniem. Ten kawałek już dojdę. – Powiedziała. Nie odpowiedziałem tylko
ruszyłem gdyż światło zmieniło się na zielone. Nie zatrzymałem się jak prosiła.
Tylko pojechałem okrężną drogą.
-
Co robisz? Miałeś mnie wysadzić. – Spytała.
-
Co tam sie stało? – Spytałem a ona spojrzała na mnie.
-
Czemu chcesz wiedzieć? – Spytała.
-
Nie wiem, ale nie codziennie widzi się wielką panią policjant płaczącą. – Zadrwiłem.
Spuściła głowę i nie odezwała się.
-
Wiesz, że on cię zdradzał? – Spytałem. Najwidoczniej nie miała pojęcia, bo po
chwili jej oczy znowu zrobiły się mokre. Dojechaliśmy pod jej dom.
-
Dzięki. – Szepnęła i otworzyła drzwi.
-
Prawdziwy przyjaciel zawsze pomaga. – Powiedziałem cicho. Rzuciła na mnie
wzrokiem a potem wyszła zamykając drzwi i poszła do domu. Westchnąłem ciężko i
odjechałem.
W drodze do domu zadzwoniłem do mojego
brata by jak najszybciej przyjechał z Miley do rodziców. Chwilę potem sam byłem
na miejscu. dobrze, że nie było rodziców w domu, inaczej ojciec by zareagował
na wieść o tym, co się wydarzyło.
-
Wróciłem. – Krzyknąłem. W domu był tylko
Kevin, za niedługo mieli pojawić się też Nick z Miley. Nawet nie zdążyłem wejść
do salonu, a po chwili usłyszałem trzask drzwi frontowych i głosy mojego brata
i jego dziewczyny.
-
Cześć. O co chodzi? Byłeś taki zdenerwowany. – Powiedział Nicholas witając się
z Kevinem.
-
Chodzi o jej siostrę. – Powiedziałem wskazując na Miley.
- Podekscytowany? – Spytał Kevin
następnego dnia, kiedy wchodziłem do kuchni. – Może od dziś będę mówił do ciebie
psie, co? – Zaśmiał się, przez co oberwał po głowie. – Ałł, za co to?
-
Za całokształt braciszku. – Odpowiedziałem zgryźliwie. Nalałem sobie kawy i
usiadłem naprzeciwko mojego brata.
-
Ciekawe, jaki będziesz mieć team. Będę się śmiał jak okaże się, że będziesz z
Demi w zespole.
-
Tak? Możemy się o to założyć, co? – Spytałem z triumfalnym uśmieszkiem. Mina
mojego starszego brata była bezcenna. Nigdy nie był dobry w zakładaniu się o
cokolwiek. Wczoraj ledwo mi uwierzył w to, co przytrafiło się Lovato. – Dobra
ja zmykam. Praca wzywa.
-
Powodzenia psie! – krzyknął Kev i zaczął się śmiać.
-
Powodzenia marno adwokacino! – Odpowiedziałem mu tym samym. Zaczął się krztusić
i mówić coś pod nosem. Na całe szczęście go nie słyszałem.
Pół godziny później byłem już na
posterunku. Nie wiem czy to był przypadek czy specjalnie zrobione, ale
przyjechałem wtedy, kiedy Lovato. Ona również się zdziwiła moim widokiem. W
końcu jak kpić to na całego.
-
Kogo ja widzę. Histeryczka numer jeden. – Powiedziałem.
-
Dałbyś spokój, Jonas. – Jak ja cię
uwielbiam, pomyślałem. W sumie nie ją, ale jej riposty.
-
Przyzwyczajaj się złotko. – Rzuciłem i ją wyminąłem. W końcu często będziemy
się widywać. Mam tylko nadzieję, że to będzie raz na rok, podczas świątecznych
bankietów. Hmmm, żyć i nie umierać po prostu.
-
Zaczekaj! – Krzyknęła. Niech to szlag! Odwróciłem się powoli w jej stronę. –
Zapomniałam spytać, co tutaj robisz.
-
Nie powinno cię obchodzić. – Odpowiedziałem chłodno.
-
Tu jesteście. – Powiedziała Jess. – Witaj Joe. – Posłałem jej uśmiech i dalej
patrzyłem na Lovato.
-
Cześć Dee. McGann chce Was widzieć. – Powiedziała śmiejąc się. Zapewne z miny
Demetrii. Patrzyła to na mnie to na Jess. W dodatku z szeroko otwartymi oczami.
-
Dzięki Jess. – Powiedziałem i udałem się do biura McGanna.
-
Miło cię widzieć Joe. A gdzie Demi? Miała przyjść z tobą. – Powiedział McGann
ściskając moją dłoń.
-
Rozmawia z Jess. Za chwilę powinna być. – Powiedziałem siadając na skórzanym
fotelu.
-
Dzień dobry. Stało się coś? – Spytała Demi siadając obok mnie.
-
Chce Wam tylko powiedzieć, że od dziś pracujecie razem.
***********
Bum..!
Cześć Wam. Co tam? U mnie jakoś leci. Nie wiem jak Wy, ale ja mam dość
szkoły ;/ Jedna wielka masakra. W dodatku wkurza mnie baba od historii,
masakra jednym słowem.
Tak
pojawił się w końcu rozdział. Tak wiem ogromnie się cieszycie..(żart
xD). Jest słabej jakości, ale wybaczcie. Nie było mnie stać na lepszego.
Podoba mi się rozmowa w aucie a to wszystko dzięki Myself, która ją wymyśliła. Dziękuje Ci kochana ;*
Następny należy właśnie do niej.
Buziaki i do 10.!
Sweet_Lemon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz