niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 8

[ by Sweet_Lemon ]
Miałem dość parku i ciągłego lizania się faceta Lovato. Ciekawy jestem, kiedy w końcu przejrzy na oczy i dowie się o jego drugiej lasce. Żal mi Miley, bo ma rację, a Demi potraktowała ją, jak nie powiem, kogo. Naszła mnie ochota na napicie się czegoś mocniejszego. Będąc pod „Night Dance”, zauważyłem grupkę policjantów, którzy wyprowadzają kogoś. Wśród nich zauważyłem także Jess, koleżankę Lovato. Nie zabrakło tez samej zainteresowanej. Wydawało mi się, że brunetka mnie zauważyła, ale szybko się odwróciłem i udałem się w kierunku domu. Mało brakowało i znów bym wylądował w pace.

Po 20 minutach byłem w domu. Zdziwiłem się trochę, kiedy wszyscy siedzieli w salonie i zawzięcie o czymś dyskutowali. No, bo kto normalny siedzi po 23 i rozmawia, skoro rano musi wstać nie wcześniej niż przed 6? Chyba nikt. Zdziwiłem się też, kiedy zauważyłem mojego brata z Miley.
- Cześć. – Przywitałem się z nimi. Usiadłem koło Kevina, który przeglądał jakieś papiery i co chwilę wybuchał śmiechem. Rodzice siedzieli razem tak samo jak Nick z Miley.
- Miley będzie ze mną mieszkać. –  Powiedział po chwili Nick. W salonie zapanowała grobowa cisza. Każdy spoglądał to na Miley to na Nicka. Po chwili mama się uśmiechnęła, co oznaczało akceptację. Rodzice dowiedzieli się, co zaszło na kolacji w domu Miley. Ojciec wyglądał na wściekłego, mama trochę się zasmuciła, a Kevin wydawał się być nieporuszony całym tym zajściem. Dopiero grubo po północy poszliśmy spać.

[2 miesiące później]

Od ostatnich dwóch miesięcy moje życie nie wiele się zmieniło. W końcu zacząłem studia, o których tak strasznie marzyłem. Jeśli dobrze pójdzie, będę policjantem jeszcze w tym roku. Co do mojej rodziny. Miley i Nick tak jak mówili, zamieszkali razem. Moja przyszła bratowa była tylko raz w swoim domu, ale tylko po swoje rzeczy. Rodzice dalej pracują, Kevin ma dużo spraw na głowie i ledwo wyrabia. W każdy weekend spotykamy się z siostrą Miley - Dallas, która mówi nam, co wyprawia Demetria. Z tego, co mówiła to rzadko ze sobą rozmawiają. Zdarzyło mi się ją spotkać jakieś trzy razy na ulicy, ale za każdym razem byłem bliski furii i jak najszybciej oddalałem się od niej. Od dwóch tygodni szukam sobie lokum. Nie chcę siedzieć rodzicom na głowie. W końcu ich dom jest przepisany na mojego starszego brata. Od przyszłego tygodnia zacznę pracę w policji, mam cichą nadzieję, że nie trafię do zespołu Lovato, bo bym tego nie przeżył.

Zawsze w weekendy, po tym jak szukam mieszkania, jeżdżę na strzelnicę. Tym razem musiałem zrezygnować z przyjemności i zająć się szukaniem mieszkania. Niechętnie wstałem o 7, wykonałem poranne czynności, zjadłem w biegu śniadanie i udałem się na spotkanie z panią Sparks, która pokazywała mi nieruchomości.

- To jest to. Podoba mi się. – Powiedziałem. Zauważyłem uśmiech na twarzy pani Sparks, która była zadowolona tak samo jak ja. Oglądaliśmy właśnie piąte z kolei mieszkanie, które przypadło mi do gustu. Miało trzy pokoje, balkon, w miarę dużą łazienkę i kuchnie połączoną z jadalnią. O takim mieszkaniu marzyłem. – Biorę je.
- Jest pan pewien? Proszę się dobrze zastanowić. – Powiedziała.
- Jestem pewien. Jak nigdy dotąd. –  Uśmiechnąłem się. Nareszcie własne mieszkanie.

Wracałem ze sklepu meblowego. Zamówiłem meble, które idealnie będą pasować do mojego mieszkania. Będę musiał się trochę namęczyć z ich wniesieniem. Mój dom znajduje się na 16 piętrze. Cały wieżowiec ma ich aż 30. Przejeżdżając zauważyłem kogoś na chodniku. Trochę się przestraszyłem. Zatrzymałem auto i podbiegłem do owej osoby. Jakież było moje zdziwienie, kiedy tą osobą okazała się być Demetria.
- Co ty tu robisz? – Spytałem zaskoczony.
- Czemu to cię raptem obchodzi? – Spytała.
- Nie obchodzi. – Odpowiedziałem, chociaż prawda była inna.
- To, po co tu stoisz? – Spytała. Zauważyłem jak łzy spływają jej po policzkach.
- Nie wiem. Myślałem, że to ktoś inny. – Odpowiedziałem poirytowany. Dalej byłem na nią zły.
- Więc jedź dalej i zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęła wściekła.
-Dobrze! – Odkrzyknąłem. Wsiadłem  z powrotem do auta. Nie odjechałem, nie byłem takim idiotą, za jakiego mnie uważała. Wysiadłem i ponownie podszedłem do niej kucając naprzeciwko.
- Wsiadaj. Odwiozę cię. – Powiedziałem. W głębi serca dalej była moją przyjaciółką, mimo że zrobiła mi takie świństwo.
- Zostaw mnie. – Powiedziała szarpiąc się.
- Zamknij się i wsiadaj. – Powiedziałem. Pomogłem jej wsiąść do samochodu.
- Po co to robisz? – Spytała, ale jej nie odpowiedziałem. W ogóle sam nie wiem, po co to robiłem. Chciała mnie tylko wykorzystać a ja jej dzisiaj pomogłem. Cóż być może nie jestem takim egoistą jak ona i stąd wziął się ten odruch.
- Bardzo jesteś wściekły? – Spytała po chwili. Nie, wiesz wcale, po prostu uwielbiam być wykorzystywany, pomyślałem, ale nie powiedziałem tego głośno.
- A jak ci się zdaje? – Odparłem suchym tonem. Nie odzywała się przez dłuższą chwilę.
- Na prawdę myślałem, że jesteś inna, ale widać myliłem się. Jesteś taka jak wszyscy, ty też dbasz tylko o siebie, i nie zwracasz uwagi na uczucia innych. Zwykła egoistka.
- Przestań. – Powiedziała.
- Nie, mówię to, co myślę, a nie udaję tak jak ty! Nawet nie wiesz jak zraniłaś Miley. Jak zraniłaś mojego brata i swoją siostrę. To miał być wyjątkowy dzień, ale nie, musiałaś wszystko zniszczyć! – Mówiłem podniesionym głosem. Kiedy staliśmy na czerwonym świetle spojrzałem na nią. W jej oczach jakby błyszczały pojedyncze łzy. – Nie bierz mnie na litość, bo to nie zadziała. – Dodałem.
- Nie mam zamiaru. – Odpowiedziała ocierając oczy. – Wysadź mnie za skrzyżowaniem. Ten kawałek już dojdę. – Powiedziała. Nie odpowiedziałem tylko ruszyłem gdyż światło zmieniło się na zielone. Nie zatrzymałem się jak prosiła. Tylko pojechałem okrężną drogą.
- Co robisz? Miałeś mnie wysadzić. – Spytała.
- Co tam sie stało? – Spytałem a ona spojrzała na mnie.
- Czemu chcesz wiedzieć? – Spytała.
- Nie wiem, ale nie codziennie widzi się wielką panią policjant płaczącą. – Zadrwiłem. Spuściła głowę i nie odezwała się.
- Wiesz, że on cię zdradzał? – Spytałem. Najwidoczniej nie miała pojęcia, bo po chwili jej oczy znowu zrobiły się mokre. Dojechaliśmy pod jej dom.
- Dzięki. – Szepnęła i otworzyła drzwi.
- Prawdziwy przyjaciel zawsze pomaga. – Powiedziałem cicho. Rzuciła na mnie wzrokiem a potem wyszła zamykając drzwi i poszła do domu. Westchnąłem ciężko i odjechałem.

W drodze do domu zadzwoniłem do mojego brata by jak najszybciej przyjechał z Miley do rodziców. Chwilę potem sam byłem na miejscu. dobrze, że nie było rodziców w domu, inaczej ojciec by zareagował na wieść o tym, co się wydarzyło.
- Wróciłem. –  Krzyknąłem. W domu był tylko Kevin, za niedługo mieli pojawić się też Nick z Miley. Nawet nie zdążyłem wejść do salonu, a po chwili usłyszałem trzask drzwi frontowych i głosy mojego brata i jego  dziewczyny.
- Cześć. O co chodzi? Byłeś taki zdenerwowany. – Powiedział Nicholas witając się z Kevinem.
- Chodzi o jej siostrę. – Powiedziałem wskazując na Miley.

- Podekscytowany? – Spytał Kevin następnego dnia, kiedy wchodziłem do kuchni. – Może od dziś będę mówił do ciebie psie, co? – Zaśmiał się, przez co oberwał po głowie. – Ałł, za co to?
- Za całokształt braciszku. – Odpowiedziałem zgryźliwie. Nalałem sobie kawy i usiadłem naprzeciwko mojego brata.
- Ciekawe, jaki będziesz mieć team. Będę się śmiał jak okaże się, że będziesz z Demi w zespole.
- Tak? Możemy się o to założyć, co? – Spytałem z triumfalnym uśmieszkiem. Mina mojego starszego brata była bezcenna. Nigdy nie był dobry w zakładaniu się o cokolwiek. Wczoraj ledwo mi uwierzył w to, co przytrafiło się Lovato. – Dobra ja zmykam. Praca wzywa.
- Powodzenia psie! – krzyknął Kev i zaczął się śmiać.
- Powodzenia marno adwokacino! – Odpowiedziałem mu tym samym. Zaczął się krztusić i mówić coś pod nosem. Na całe szczęście go nie słyszałem.

Pół godziny później byłem już na posterunku. Nie wiem czy to był przypadek czy specjalnie zrobione, ale przyjechałem wtedy, kiedy Lovato. Ona również się zdziwiła moim widokiem. W końcu jak kpić to na całego.
- Kogo ja widzę. Histeryczka numer jeden. – Powiedziałem.
- Dałbyś spokój, Jonas. – Jak ja cię uwielbiam, pomyślałem. W sumie nie ją, ale jej riposty.
- Przyzwyczajaj się złotko. – Rzuciłem i ją wyminąłem. W końcu często będziemy się widywać. Mam tylko nadzieję, że to będzie raz na rok, podczas świątecznych bankietów. Hmmm, żyć i nie umierać po prostu.
- Zaczekaj! – Krzyknęła. Niech to szlag! Odwróciłem się powoli w jej stronę. – Zapomniałam spytać, co tutaj robisz.
- Nie powinno cię obchodzić. – Odpowiedziałem chłodno.
- Tu jesteście. – Powiedziała Jess. – Witaj Joe. – Posłałem jej uśmiech i dalej patrzyłem na Lovato.
- Cześć Dee. McGann chce Was widzieć. – Powiedziała śmiejąc się. Zapewne z miny Demetrii. Patrzyła to na mnie to na Jess. W dodatku z szeroko otwartymi oczami.
- Dzięki Jess. – Powiedziałem i udałem się do biura McGanna.
- Miło cię widzieć Joe. A gdzie Demi? Miała przyjść z tobą. – Powiedział McGann ściskając moją dłoń.
- Rozmawia z Jess. Za chwilę powinna być. – Powiedziałem siadając na skórzanym fotelu.
- Dzień dobry. Stało się coś? – Spytała Demi siadając obok mnie.
- Chce Wam tylko powiedzieć, że od dziś pracujecie razem.

***********

Bum..! Cześć Wam. Co tam? U mnie jakoś leci. Nie wiem jak Wy, ale ja mam dość szkoły ;/ Jedna wielka masakra. W dodatku wkurza mnie baba od historii, masakra jednym słowem.
Tak pojawił się w końcu rozdział. Tak wiem ogromnie się cieszycie..(żart xD). Jest słabej jakości, ale wybaczcie. Nie było mnie stać na lepszego. Podoba mi się rozmowa w aucie a to wszystko dzięki Myself, która ją wymyśliła. Dziękuje Ci kochana ;*
Następny należy właśnie do niej.
Buziaki i do 10.!
Sweet_Lemon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz