niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 7

[ by Myself ]
Nie wiem ile siedziałam pod tą ścianą i szczerze nie obchodziło mnie to. Nie będziesz się teraz użalać, pomyślałam i podniosłam się. Podeszłam do okna i spojrzałam przez nie. Najwidoczniej, moje bezczynne siedzenie trwało zaledwie kilka chwil, gdyż przed domem nadal stali bracia Jonas i moja siostra. W pewnym momencie Średniak odwrócił się i spojrzał prosto na mnie, po chwili odwracając się z powrotem i wsiadł do samochodu Nicka. Odeszłam od okna, kierując się w stronę szafy, z której wyciągnęłam złotą, świecącą bluzkę na krótki rękaw i dość dużym dekoltem, czarne spodnie i buty tego samego koloru na dość wysokim obcasie. Musiałam się od stresować a jedną z rzeczy, jakie mogłam zrobić, aby to uczynić, było pójście na imprezę z moim chłopakiem.

Poszłam do łazienki, przebrałam się, umalowałam i uczesałam. Po 15 minutach byłam gotowa. Wyszłam z pomieszczenia, w którym byłam, do swojego pokoju, chwyciłam telefon w rękę i wybrałam dobrze znany mi numer.
- Halo? – Usłyszałam po drugiej stronie.
- Hej skarbie. Co powiesz na jakąś imprezę? Muszę odreagować. – Spytałam, zbierając wszystkie akta. Co, jak co ale one należały do policji i nie mogły jednak zginąć.
- O, moja, Demi chce iść na imprezę. Spoko, spotkajmy się o 18:15 w parku, w naszym miejscu okej? – Spytał i wiedziałam, że się uśmiecha
- Świetnie. Do zobaczenia. – Powiedziałam i rozłączyłam się. Wzięłam małą czarną torebkę i zawiesiłam ją przez ramię, po czym wrzuciłam do niej telefon, klucze i błyszczyk, a akta wzięłam rękę. Nie mówiąc nic starszej siostrze wyszłam z domu, uprzednio zakładając kurtkę. Po pierwsze pewnie wcale nie chciałaby mnie słuchać, lub nie przejęłaby się tym, a po drugie byłam dorosła i nie musiałam się nikomu tłumaczyć.
Wsiadłam do mojego samochodu, teczki rzucając na siedzenie pasażera. Włożyłam kluczyki do stacyjki, przekręciłam je i po chwili odjechałam. Do spotkania z Will’em zostało mi jeszcze 40 minut. Postanowiłam najpierw pojechać na komisariat i odłożyć te przeklęte akta. Po co mi one.

Na posterunku byłam 15 minut później. Zaparkowałam auto, wysiadłam z niego i zamknęłam odpowiednim przyciskiem na pilocie, wcześniej zabierając ze środka dokumenty. Weszłam do budynku gdzie powitała mnie Jess.
- Hej Dee. Co tu robisz? Przecież skończyłaś. – Spytała.
-Przyjechałam oddać akta-powiedziałam wskazując na trzymane przeze mnie dokumenty. Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem
-Wzięłam je dzisiaj po południu, myślałam, że może dowiedziałabym się czegoś o tej rzekomej dziewczynie, o której mówił Jonas. – Wyjaśniłam jej.
- I jak? – Spytała, zatrzymując się przy czajniku z gotującą się wodą.
- Ni jak. Nic się nie dowiedziałam, tylko spieprzyłam cały mój nieświadomie obmyślony plan zbliżenia się do Jonasa i wyciągnięcia od niego prawdy. – Powiedziałam.
- Czyli nadal mu nie wierzyłaś? – Spytała zaskoczona. – Przecież w sądzie wydawało mi się, że…
- Nie umiem ci tego wyjaśnić Jess. Nie wierzyłam mu, nie wierzę i pewnie nie uwierzę. – Powiedziałam. – Nawet nie wiem, po co ja w ogóle wzięłam te teczki, skoro w podświadomości wiedziałam, że to jednak on to zrobił. – Dodałam.
- Spokojnie Dee, wszystko się wyjaśni. – Powiedziała
- Dzięki. Słuchaj musze już lecieć. Odstawię tylko te akta i spadam. Muszę odreagować.
- Właśnie widzę. – Powiedziała uśmiechając się. – Tak się odwaliłaś, więc pewnie idziesz na jakąś imprezę. Miłej zabawy. – Dodała.
- Dzięki. Do jutra. – Odpowiedziałam i poszłam do archiwum.

Wychodząc z komisariatu spojrzałam na zegarek. Wskazywał 17:55 co oznaczało, ze miałam jeszcze 20 minut. Park nie znajdował się aż tak daleko wiec postanowiłam nie jechać samochodem tylko przejść się. Poprawiłam torebkę na ramieniu i skierowałam się w stronę miejsca, w którym według ustaleń miałam spotkać się z Will’em. Po drodze oglądałam różne wystawy, różnych sklepów. Odzieżowy, obuwniczy, jubilerski i inne. Najbardziej spodobała mi się chyba srebrna bransoletka z listkami i różyczką. <look> Cóż kolor było trudno stwierdzić gdyż była za szybą. Cenę pewnie też ma ładną, pomyślałam. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w parku. Poszłam w nasze miejsce gdzie czekał już Will. Wysoki, dobrze zbudowany ciemny, blondyn o zielonych oczach.
- Hej. – Powiedziałam
- Cześć Dem. – Odpowiedział i pocałował mnie. Kiedy się oderwaliśmy od siebie przytuliłam go.
- Co tam u Ciebie? – Spytałam. W końcu nie widziałam go dwa dni, gdyż powiedział, ze musi gdzieś wyjechać.
- Wszystko w porządku. Załatwiłem wszystkie sprawy. – Odpowiedział uśmiechnięty i znów mnie pocałował. Nie wiem jak Mils mogła nienawidzić mojego chłopaka. I do tego mówić, że mnie oszukuje. W życiu by tego nie zrobił. Jestem tego pewna. Postanowiliśmy posiedzieć jeszcze chwilę na ławce.
- To, co idziemy? – Spytałam kilka minut później
- Tak. Chodźmy – odpowiedział. Podnieśliśmy się z ławki, Will złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do najbliższego klubu.
- Ops, Dem, zapomniałem kluczy z ławki. Idź do klubu a ja się po nie wrócę okej? – Spytał, kiedy odeszliśmy jakiś kawałek od parku.
- Jasne, leć. – Odpowiedziałam a sama skierowałam się na dyskotekę. Na miejscu byłam po 5 minutach. Weszłam do środka a humor od razu zaczął mi się poprawiać. Pokonałam kilka schodków w dół i podeszłam do baru.
- Co podać? – Spytał barman.
- Coś mocnego. – Odpowiedziałam a chwilę potem przede mną pojawił się zamówiony drink.

Byłam właśnie w połowie drugiego drinka, gdy, poczułam, że ktoś zasłania mi oczy rękami a po chwili całuje w policzek.
- Znalazłeś klucze? – Spytałam.
- Co? A tak, tak. Znalazłem. – Odpowiedział i dopił mój napój.
- Hej, to było moje. – Powiedziałam jak mała dziewczynka.
- Oj Dem, kupię ci drugiego. – Odpowiedział. – Ale najpierw chodź potańczyć. – dodał i pociągnął mnie na parkiet. Zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki razem z innymi imprezowiczami. DJ był genialny, więc ani przez chwilę żadne z towarzystwa się nie nudziło. Po godzinie zabawy i trzech kolejnych drinkach byłam już kompletnie wstawiona, z resztą moi nowi znajomi też. Tak, Will zapoznał mnie z paroma ludźmi, a że alkohol robił swoje to od razu bez żadnych ceregieli zaczęliśmy się razem bawić.
Poczułam wibrację mojego telefonu, więc wyciągnęłam go z torebki, leżącej obok mnie, gdyż właśnie odpoczywaliśmy po 5 szybkich piosenkach. Spojrzałam na wyświetlacz i nadal się śmiejąc odebrałam.
- Halo? – Spytałam.
- Demi? – Spytał mężczyzna po drugiej stronie
- Zależy, kto mówi. – Powiedziałam.
- Chris. Pamiętasz?
- Jaki Chris, nie znam żadnego Chrisa. – Powiedziałam.
- Barman, byłaś u nas w klubie niedawno. – Powiedział. – Prosiłaś mnie o kontakt gdyby zjawił się twój kuzyn. – Powiedział. Teraz skojarzyłam. Przestałam się śmiać i odeszłam od stolika kierując się w cichsze miejsce.
- Już pamiętam. Jest tam? – Spytałam.
- Tak. Właśnie przyszedł. – Odpowiedział.
- Dzięki Chris. Za parę minut będę. – Powiedziałam i rozłączyłam się. Nie wiem jak to możliwe, ale dzięki temu telefonowi trochę otrzeźwiałam. Świetnie się bawiłam i nie chciałam wychodzić, ale praca to jednak praca. Wróciłam do stolika i zaczęłam się zbierać.
- Sorry, muszę się zbierać. – Powiedziałam.
- Co się stało? – Spytała Angela. „Nowa znajoma”.
- To skomplikowane, kiedyś ci powiem. – Odpowiedziałam i skierowałam się do wyjścia. Kiedy byłam już na zewnątrz dogonił mnie Will.
- Czemu się już zwinęłaś? – Spytał.
- Obowiązki wzywają. Przepraszam, ale może dzisiaj uda nam się złapać jedną z poszukiwanych osób. Zadzwonię jutro. – Powiedziałam i przyspieszyłam. Nie mogłam mu powiedzieć więcej, mimo iż mu ufałam. Musiałam go chronić, na wypadek gdyby kiedykolwiek coś poszło nie tak.
Wybrałam numer Jess a po chwili w słuchawce usłyszałam jej głos.
- Co jest? – Spytała.
- Weź ze sobą kilka osób i przyjeżdżaj do klubu „Night Dance”. Field tam jest. – Powiedziałam
- Okej, będziemy za parę minut. – Odpowiedziała i rozłączyła się.

Kilkanaście minut później byłam już pod klubem. Weszłam do środka, wzrokiem odnalazłam Chrisa i podeszłam do niego.
- Hej Chris. – Powiedziałam.
- O już jesteś Demi, Ben jest przy stoliku piątym. – Powiedział i uśmiechnął się.
- Dzięki. – Odpowiedziałam również się uśmiechając. Podeszłam do wskazanego stolika. Widziałam jak rozdawał ludziom narkotyki.
- To koniec Field. – Powiedziałam i dopiero spojrzał na mnie. Chyba mnie rozpoznał.
- O ku*wa. – Przeklął, szybko wstał z miejsca i zaczął zwiewać. Co, jak co ale po takiej dawce alkoholu mój organizm nie pracował do końca prawidłowo, więc i byłam trochę wolniejsza od niego. Ludzie zaczęli się na nas patrzeć, ale to nie było teraz ważne. Wybiegł z klubu a ja za nim. Na szczęście pod budynkiem stała już Jess z ekipą. Field nie miał już jak uciec, więc skuli go a przyjaciółka podeszła do mnie.
- Dobra robota Dem. – Powiedziała a ja uśmiechnęłam się lekko. Alkohol teraz zaczął dawać mi się we znaki, oparłam się o ramię Jessiki i zaczęłam głęboko oddychać.
- Dobrze się czujesz? – Spytała.
- Nie bardzo. Za dużo wypiłam. – Odpowiedziałam.
- Chodź odwiozę cię do domu. – Powiedziała i skierowałyśmy się do auta.

Następnego dnia obudziłam się z wielkim bólem głowy. Trzymając się za głowę zeszłam na dół i wyciągnęłam z szafki jakieś tabletki przeciwbólowe.
- Gdzie Miley? – spytałam Dallas siedzącą w kuchni.
- Nie wróciła na noc. Jest u Nicka. – odpowiedziała tylko potem się już nie odzywając.


[2 miesiące później]
Od tego obiadu minęły 2 miesiące, a wszystko nadal było źle. Miley przeprowadziła się do Nicka, Dallas, kiedy musiała to się odzywała, a poza tym, ignorowała mnie. Z Joe widziałam się tylko 3 razy na ulicy, ale za każdym razem kiedy nasze spojrzenia się spotykały, widziałam, że nadal jest zły. Nie, nie zły. On był wściekły. Co do pracy to Field niczego nam nie powiedział. Na każdym przesłuchaniu milczał jak grób i siedział w pace. Will zaczął dziwnie się zachowywać, nie odbierał przeważnie moich telefonów a kiedy już odebrał rozmowa wyglądała tylko tak „Cześć, co u Ciebie, Dobrze, To fajnie, Na razie” Spotkania też nie były już takie same. Nie było zbyt czułych gestów, słów. Tylko od czasu do czasu.

Trwała właśnie kolejna impreza, na którą poszłam z Will’em i Angelą. Starałam się dobrze bawić, ale sytuacja między mną a moim chłopakiem przygnębiała mnie. Co prawda dzisiaj był bardziej rozmowny niż przez ostatni miesiąc, i było tak jak wcześniej, ale jednak nie mogłam jakoś przestać się martwić. Stałam właśnie przed  toaletą, kiedy poczułam czyjeś ręce w pasie.
- Ślicznie wyglądasz. – Powiedział i pocałował mnie w szyję. Odwrócił mnie do siebie przodem i zaczął całować. Nie pił dużo, ale czuć było od niego zapach alkoholu. Otworzył drzwi do toalety i wciągnął mnie do niej. Zaczęłam się wyrywać, gdyż domyślałam się, co chce zrobić. Niestety był silniejszy a po chwili poczułam jego rękę pod bluzką.
- Zostaw mnie. – Powiedziałam i czułam jak w oczach zbierają mi się zły. Niestety to nic nie dało. Kilka kolejnych próśb też, nie. Jedyną deską ratunku było użycie obcasa. Wbiłam mu wspomnianą część buta w stopę i gdy zaczął zwijać się z bólu ja zdołałam uciec. Wybiegłam z tego przeklętego klubu i biegłam przed siebie. Łzy spływały mi po twarzy a ja nie mogłam ich zatrzymać. Ufałam mu, jak skończona idiotka a ona chciał to tylko wykorzystać. Obraz zamazywał mi się przed oczami, przez co potknęłam się i upadłam. Nie wiem ile tak siedziałam, ale nagle przede mną zatrzymał się jakiś samochód. Wysiadł z niego jakiś mężczyzna i podszedł do mnie.
- Co ty tu robisz? – Spytał. Spojrzałam na niego i okazało się, że to był Joe.
- Czemu to cię raptem obchodzi? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Nie obchodzi. – Odpowiedział chłodno.
- To po co tu stoisz? – Spytałam nadal płacząc.
- Nie wiem. Myślałem, że to ktoś inny. – Odpowiedział.
- Więc jedź dalej i zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęłam.
- Dobrze! – Odkrzyknął i wsiadł z powrotem do auta, lecz nie odjechał od razu. Wysiadł, znowu podszedł do mnie i kucnął naprzeciw.
- Wsiadaj. Odwiozę cię. – Powiedział.
- Zostaw mnie.
- Zamknij się i wsiadaj. – Powiedział i pociągnął mnie za rękę do góry. Otworzył drzwi od auta i pomógł mi wsiąść.
- Po co to robisz? – Spytałam, lecz nic nie odpowiedział tylko odpalił silnik i ruszył a ja oparłam głowę o szybę. Dopiero teraz zrozumiałam, ze Miley miała rację. Will cały czas mnie okłamywał, bo zależało mu tylko na jednym…

***************************************************
Witam, witam ;D
Co tam u was ludzie? U mnie nawet dobrze. Oceny w miarę tylko jutro klasówka z polaka, kartkówka z reli i mówienie z anglika biografii. Masakra ale z ostatniego już prawie umiem. Dobra nie przeciągając.
Dedykacja:
-Mrs._Sonija-bo mi pomogłaś z tym rozdziałem ;*
Jeżeli o kimś zapomniałam to przepraszam ;)
Next: Sweet_Lemon.
Papa ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz