[ by Sweet_Lemon ]
Co to kurwa miało być?! Oparłem się o
samochód i zacząłem ciężko oddychać. Nie rozumiałem jej wcale. Co przez te
gierki usiłowała zrobić? Co chciała tym osiągnąć? Nie wiem i to mnie
denerwowało. Ona tak strasznie jest podobna do Dee, że czasami zaczynam się
zastanawiać czy naprawdę nią jest. Ale przecież to jest takie głupie i
niedorzeczne, że od razu przestaje o tym myśleć.
Poczułem wibrację w kieszeni. Szybko
wyjąłem telefon i odczytałem wiadomość.
Masz
być za dwie godziny u nas. To tak dla przypomnienia :)
Zaśmiałem się. Miles umiała poprawić
humor człowiekowi.
-
Przepraszam. Nie powinnam była tego robić. Bardzo jesteś zły? – Spytała Kaylee.
-
A mam powód, by nie być? Jakbyś się ty czuła, gdybyś była na moim miejscu?
Niedawno straciłem osobę, którą kochałem nad życie. A ty mi ją strasznie
przypominasz.
-
Joe, jestem… jestem… ja…
-
Daj spokój. Musimy jechać. Mam spotkanie rodzinne za niedługo. – Westchnęła
zrezygnowana i wsiadała do samochodu.
W połowie drogi, zorientowałem się, że
nie wiem tak naprawdę, dokąd mam ją zawieźć. Nie miałem zamiaru jej pytać, a
ona sama się nie odzywała.
-
Mogę cię o coś spytać? – W końcu przemówiła. Kiwnąłem głową na znak, że może
mówić.
-
Co byś zrobił, gdyby się okazało, że twoja dziewczyna żyje, tylko pod
zmienionym nazwiskiem? – Tym pytaniem totalnie mnie zaskoczyła.
-
Co bym zrobił? Na pewno byłbym wściekły na nią, że mnie okłamała. Wiesz,
czasami się zastanawiam, co tak naprawdę do mnie czuła. Bo gdyby mnie kochała,
nie wierzyłaby żadnym zmyślonym plotkom. – Wyjaśniłem. Zatrzymałem się pod
domem Jess.
-
Przepraszam za tamto w restauracji. Dzięki za podwiezienie. – powiedziała i
wysiadła z samochodu. Nie czekałem, aż wejdzie do środka. Po prostu chciałem
jak najszybciej znaleźć się z dala od niej.
Odkąd wróciłem z Vegas, ani razu nie
spotkałem Seleny. Możliwe, że się ukrywa razem z Willem, przecież są
poszukiwani. Ale dzisiaj postanowiłem to zmienić. Stałem właśnie pod drzwiami
jej mieszkania i czekałem, aż mi ktoś otworzy. Bądź i nie. Po chwili usłyszałem
przekręcanie zamka w drzwiach i twarz brunetki.
-
Joe? – Jej głos drżał. Bała się.
-
Musimy porozmawiać. Nie bój się. Nie zaaresztuję cię. – po wypowiedzeniu moich
słów, rozluźniła się trochę.
-
Proszę. – Otworzyła szerzej drzwi, bym mógł wejść. – Rozumiem, że chcesz
rozmawiać o Demi. I słusznie. Nie potrzebnie mydli ci oczy. – Powiedziała.
-
Ona nie żyje. Zabiliście ją. – Powiedziałem z wyrzutem.
-
Oj Joe, Joe. Czy ty naprawdę jesteś taki głupi i ślepy, czy na serio nie wiesz,
o czym mówię? – Spytała patrząc na mnie.
-
Bladego pojęcia nie mam. – Odparłem zgodnie z prawdą. Westchnęła i zaczęła się
śmiać.
-
Pozwól, że cię oświecę. Demi żyje i wierz mi- ma się świetnie. – Ta wiadomość
była dla mnie jak grom z jasnego nieba.
-
Możesz nie żartować? Jej śmierć mnie boli, jakbyś nie zauważyła. Więc nie kpij
z Demi i ze mnie.
-
Joe, ja nie żartuję. Posłuchaj. Will kazał mi śledzić Demi od wypadku, dopóki
mi nie powie. Przebrałam się za pielęgniarkę i bywałam często w pokoju
Demetrii. I wiesz, co? Ona to zmyśliła i zaplanowała. Oczywiście Jess tego nie
popierała, ale w końcu się zgodziła. To jeszcze nie koniec. – Powiedziała.
Czułem się zdołowany. To, co mówi Selena, wydaje się być prawdziwe i to nawet
aż za bardzo. – Ona była w ciąży Joe. Miała urodzić twoje dziecko, ale niestety
lekarzom nie udało się go uratować.
-
Co?! Demi była w ciąży?! Jaką mam mieć pewność, że nie kłamiesz? – Spytałem.
-
Bądź tak miły i mi nie przerywaj, a się dowiesz reszty.
-
Jest jeszcze reszta? – Spytałem zaskoczony.
-
Przecież powiedziałam, że Demi żyje i ma się świetnie. Nie wiem czy zauważyłeś,
na pewno nie, ale dzisiaj cię śledziłam. Znaczy się ciebie i Kaylee. Lepiej weź
głęboki oddech, bo to, co ci zaraz powiem, może źle się dla ciebie skończyć. – Powiedziała,
siadając obok mnie na kanapie.
-
Już chyba nic mnie nie zdziwi. – Powiedziałem tonem wypranym z emocji.
-
Kaylee to Demi. – Zacząłem się śmiać. – Mówię poważnie Joe. Kaylee to Demi.
Jakie mam ci podać przykłady, że mówię prawdę? – Spytała, a ja spoważniałem.
-
Mówisz poważnie? Czyli… Demi kłamała? Kaylee to Demi, Demi to Kaylee. Ale
dlaczego? – Spytałem. Byłem bliski płaczu. Oszukała mnie. Moja Demi mnie
zdradziła! Wybrała kłamstwo niż miłość.
-
Wiem, że cię to boli, ale musisz być silny. Uznałam, że powinieneś się o tym
dowiedzieć.
-
Masz rację. Dziękuje. Dziękuje, że powiedziałaś mi prawdę. – Uśmiechnęła się
lekko.
-
Nie chcę być niemiła, ale lada chwila pojawi się tu Will. Lepiej będzie jak już
pójdziesz.
-Lepiej z tym skończ. Cześć. – W szybkim
tempie opuściłem jej mieszkanie i udałem się do brata i Miles.
Miałem wielką ochotę coś rozwalić. Byłem
strasznie wściekły. Jeśli Selena mówiła prawdę, to nie chciałbym wiedzieć, co
zrobię, kiedy spotkam Demi, Kaylee. Kurde! Jedna i druga to ta sama. Trudne do
zrozumienia, zwłaszcza, że jedną z nich nadal kocham.
Gdyby życie było łatwiejsze - nie
miałbym teraz problemów, które mnie strasznie denerwują i doprowadzają do
szału. Byłbym szczęśliwy razem z Dee. Chociaż, nie wiem, czy chciałbym dalej z
nią być, po tym, co zrobiła.
Zaparkowałem na podjeździe
i dostrzegłem samochód Jess. Czyli ona tu jest, pomyślałem.
Teraz kolej na mój plan, który dzisiaj wcielam w życie. Zobaczymy, kto tym
razem wygra. Wysiadłem z samochodu i skierowałem się do domu Miley. Wszedłem
bez pukania, zawsze tak robiłem, odkąd Nicholas zamieszkał z nią. Z jadalni
dobiegały głosy. Rozpoznałem wśród nich ten, który zawsze był dla mnie
ukojeniem. Zaśmiałem się cicho i powoli wszedłem do pomieszczenia. Cel: dać
Kaylee to zrozumienia, że podejrzewam, iż jest Demetrią.
-
Cześć. – Przywitałem się. Mina Demi była bezcenna. Taka wystraszona i wściekła?
Aaa, pewnie chciała wyznać prawdę siostrze. Ale mój brat przecież jest. No tak.
Znowu chciała oznajmić wszystkim, tylko nie mnie.
-
Nareszcie jesteś. Bałam się, że nie przyjdziesz. – Powiedziała Mils i
przytuliła mnie na powitanie.
-
Jakbym nie przyszedł, to i tak byś mnie tu przyciągnęła. – Zaśmiałem się i
przywitałem z pozostałymi. Na koniec urocza Kaylee.
-
Aaa, bo wy się nie znacie. Joe to Kaylee…
-
Pracujemy razem. Jakże miło xię widzieć ponownie Kaylee. – Zironizowałem.
Czuję, że dzisiejszy wieczór będzie idealny.
-
Taaak. Mnie xiebie też. – Czyli 1:0?
Świetnie.
Usiadłem przy stole i bacznie
obserwowałem Kaylee. Kiedy na mnie spojrzała, uśmiechnąłem się szeroko.
Wszystko po to, by ją zdenerwować i pokazać jak bardzo się myli, udając kogoś,
kim nie jest. Wiem, że zachowywałem się jak szczeniak, ale musiałem jakoś
opanować złość i gniew na Demi pod postacią Kaylee. To jak kontratak. Ja
również potrafię zadać ból, nie tylko ona.
-
To świetnie…- Odparł Nicholas. Biedaczek. Nie przepadał za Kaylee jak samo, jak
ja. Miałem mu już powiedzieć, czego się dowiedziałem, ale to zniszczyłoby mój
plan.
Nie przypuszczałem, że dzisiejszego
wieczoru się tak ubawie. Zmyślanie życiorysu Kaylee wypadł Lovato genialnie!
Dowiedziałem się, że studiowała na Harvardzie, jest jedynaczką, uwielbia
zwierzęta i cieszy się, że jest blisko kuzynki.
-
Masz kogoś? – spytał znienacka Nicholas. Od razu się ożywiłem. Poprawiłem się
na krześle i z uśmiechem czekałem na jej odpowiedź.
-
Eee… no… Jess! Jak się tobie i Lucasowi układa? – Śmiać mi się chciało. Niezły kit, Lovato. Miałem ochotę
skończyć tą zabawę, ale przeszkodził mi sms. Dyskretnie wyjąłem telefon z
kieszeni i odczytałem wiadomość, od nieznanego mi numeru.
Stoję
przed domem. Wyjdź, bo musimy porozmawiać. Tu chodzi o życie Demi.
S.
Odruchowo spojrzałem na Lovato, która
rozmawiała z pozostałymi. Wstałem od stołu, nie zwracając tym ruchem niczyjej
uwagi. Podszedłem do okna i lekko uchyliłem firankę. Przy samochodzie stała
Selena i nerwowo się rozglądała dookoła. Westchnąłem i zerknąłem na moje
towarzystwo. Zawzięcie nad czymś dyskutowali, więc nie zorientują się, że mnie
nie ma. W holu założyłem kurtkę i opuściłem dom. Podbiegłem do Seleny, która na
mój widok wyraźnie się ucieszyła.
-
Wybacz, że przeszkadzam, ale to ważne. On nas wszystkich zabije. Boje się Joe.
– Szepnęła i wtuliła się we mnie. Stałem jak sparaliżowany i nie wiedziałem, co
mam robić.
-
O, czym ty mówisz? – Spytałem, odsuwając ją lekko od siebie.
-
Rozmawiałam z Will’em dzisiaj. Chce się zemścić na was. Jutro McGann
poinformuje was, że robi imprezę z okazji jego urodzin, a Will wtedy skończy
swój plan. Nie pytaj skąd to wiem. Ważne, żebyście się przygotowali. Tutaj masz
wszystkie informacje. Walcz o swoje szczęście Joseph. – Powiedziała. Szybko
wsiadła do samochodu i odjechała z piskiem opon.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w
białą kopertę, którą dostałem od dziewczyny. Jej słowa trochę mnie przeraziły.
Schowałem cenną rzecz do kieszeni i odwróciłem się. Na ganku stała Demetria i
bacznie mi się przyglądała. Prychnąłem i chcąc czy nie skierowałem swe kroki do
środka.
-
Kto to był? – Spytała, krzyżując ręce na piersi.
-
Czy to ważne kotku? Co robisz na dworze? - Zdziwienie wstąpiło na twarz
brunetki. Zaśmiałem się i zostawiłem ją samą.
Od Miley i Nicka wróciłem koło
dwudziestej trzeciej, tłumacząc, że czeka mnie jutro podróż do Vegas. Całe
szczęście, że Lovato wyszła wcześniej i nic o tym nie wiedziała. W pracy będzie
czekać na nią miła niespodzianka. Postanowiłem napisać do niej anonim, że wiem,
kim jest i jej ukochany wkrótce się dowie prawdy. Miałem przy tym niezły ubaw,
taki jak Demetria, kiedy mnie okłamywała. Wiadomości zawarte w kopercie od
Seleny postanowiłem otworzyć w samolocie. Kiedy już ją otwarłem, moje oczy z
każdą sekundą się powiększały. Dzięki Selenie, sprawa, która nie może się
skończyć dobiegnie końca.
Przeczytałem i ponownie schowałem ważne
dla policji informacje. Musiałem wszystkie sprawy, związane z mieszkaniem
załatwić dziś, by jutro zdążyć na krwawe urodziny szefa, w których ja gram
główną rolę razem z Lovato…
****
Jedno słowo: beznadzieja!
8+ epilog ;(
Do 24.!
Sweet_Lemon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz