niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 22

[ by Sweet_Lemon ]
Co to kurwa miało być?! Oparłem się o samochód i zacząłem ciężko oddychać. Nie rozumiałem jej wcale. Co przez te gierki usiłowała zrobić? Co chciała tym osiągnąć? Nie wiem i to mnie denerwowało. Ona tak strasznie jest podobna do Dee, że czasami zaczynam się zastanawiać czy naprawdę nią jest. Ale przecież to jest takie głupie i niedorzeczne, że od razu przestaje o tym myśleć.

Poczułem wibrację w kieszeni. Szybko wyjąłem telefon i odczytałem wiadomość.

Masz być za dwie godziny u nas. To tak dla przypomnienia :)

Zaśmiałem się. Miles umiała poprawić humor człowiekowi.
- Przepraszam. Nie powinnam była tego robić. Bardzo jesteś zły? – Spytała Kaylee.
- A mam powód, by nie być? Jakbyś się ty czuła, gdybyś była na moim miejscu? Niedawno straciłem osobę, którą kochałem nad życie. A ty mi ją strasznie przypominasz.
- Joe, jestem… jestem… ja…
- Daj spokój. Musimy jechać. Mam spotkanie rodzinne za niedługo. – Westchnęła zrezygnowana i wsiadała do samochodu.

W połowie drogi, zorientowałem się, że nie wiem tak naprawdę, dokąd mam ją zawieźć. Nie miałem zamiaru jej pytać, a ona sama się nie odzywała.
- Mogę cię o coś spytać? – W końcu przemówiła. Kiwnąłem głową na znak, że może mówić.
- Co byś zrobił, gdyby się okazało, że twoja dziewczyna żyje, tylko pod zmienionym nazwiskiem? – Tym pytaniem totalnie mnie zaskoczyła.
- Co bym zrobił? Na pewno byłbym wściekły na nią, że mnie okłamała. Wiesz, czasami się zastanawiam, co tak naprawdę do mnie czuła. Bo gdyby mnie kochała, nie wierzyłaby żadnym zmyślonym plotkom. – Wyjaśniłem. Zatrzymałem się pod domem Jess.
- Przepraszam za tamto w restauracji. Dzięki za podwiezienie. – powiedziała i wysiadła z samochodu. Nie czekałem, aż wejdzie do środka. Po prostu chciałem jak najszybciej znaleźć się z dala od niej.

Odkąd wróciłem z Vegas, ani razu nie spotkałem Seleny. Możliwe, że się ukrywa razem z Willem, przecież są poszukiwani. Ale dzisiaj postanowiłem to zmienić. Stałem właśnie pod drzwiami jej mieszkania i czekałem, aż mi ktoś otworzy. Bądź i nie. Po chwili usłyszałem przekręcanie zamka w drzwiach i twarz brunetki.
- Joe? – Jej głos drżał. Bała się.
- Musimy porozmawiać. Nie bój się. Nie zaaresztuję cię. – po wypowiedzeniu moich słów, rozluźniła się trochę.
- Proszę. – Otworzyła szerzej drzwi, bym mógł wejść. – Rozumiem, że chcesz rozmawiać o Demi. I słusznie. Nie potrzebnie mydli ci oczy. – Powiedziała.
- Ona nie żyje. Zabiliście ją. – Powiedziałem z wyrzutem.
- Oj Joe, Joe. Czy ty naprawdę jesteś taki głupi i ślepy, czy na serio nie wiesz, o czym mówię? – Spytała patrząc na mnie.
- Bladego pojęcia nie mam. – Odparłem zgodnie z prawdą. Westchnęła i zaczęła się śmiać.
- Pozwól, że cię oświecę. Demi żyje i wierz mi- ma się świetnie. – Ta wiadomość była dla mnie jak grom z jasnego nieba.
- Możesz nie żartować? Jej śmierć mnie boli, jakbyś nie zauważyła. Więc nie kpij z Demi i ze mnie.
- Joe, ja nie żartuję. Posłuchaj. Will kazał mi śledzić Demi od wypadku, dopóki mi nie powie. Przebrałam się za pielęgniarkę i bywałam często w pokoju Demetrii. I wiesz, co? Ona to zmyśliła i zaplanowała. Oczywiście Jess tego nie popierała, ale w końcu się zgodziła. To jeszcze nie koniec. – Powiedziała. Czułem się zdołowany. To, co mówi Selena, wydaje się być prawdziwe i to nawet aż za bardzo. – Ona była w ciąży Joe. Miała urodzić twoje dziecko, ale niestety lekarzom nie udało się go uratować.
- Co?! Demi była w ciąży?! Jaką mam mieć pewność, że nie kłamiesz? – Spytałem.
- Bądź tak miły i mi nie przerywaj, a się dowiesz reszty.
- Jest jeszcze reszta? – Spytałem zaskoczony.
- Przecież powiedziałam, że Demi żyje i ma się świetnie. Nie wiem czy zauważyłeś, na pewno nie, ale dzisiaj cię śledziłam. Znaczy się ciebie i Kaylee. Lepiej weź głęboki oddech, bo to, co ci zaraz powiem, może źle się dla ciebie skończyć. – Powiedziała, siadając obok mnie na kanapie.
- Już chyba nic mnie nie zdziwi. – Powiedziałem tonem wypranym z emocji.
- Kaylee to Demi. – Zacząłem się śmiać. – Mówię poważnie Joe. Kaylee to Demi. Jakie mam ci podać przykłady, że mówię prawdę? – Spytała, a ja spoważniałem.
- Mówisz poważnie? Czyli… Demi kłamała? Kaylee to Demi, Demi to Kaylee. Ale dlaczego? – Spytałem. Byłem bliski płaczu. Oszukała mnie. Moja Demi mnie zdradziła! Wybrała kłamstwo niż miłość.
- Wiem, że cię to boli, ale musisz być silny. Uznałam, że powinieneś się o tym dowiedzieć.
- Masz rację. Dziękuje. Dziękuje, że powiedziałaś mi prawdę. – Uśmiechnęła się lekko.
- Nie chcę być niemiła, ale lada chwila pojawi się tu Will. Lepiej będzie jak już pójdziesz.
 -Lepiej z tym skończ. Cześć. – W szybkim tempie opuściłem jej mieszkanie i udałem się do brata i Miles.

Miałem wielką ochotę coś rozwalić. Byłem strasznie wściekły. Jeśli Selena mówiła prawdę, to nie chciałbym wiedzieć, co zrobię, kiedy spotkam Demi, Kaylee. Kurde! Jedna i druga to ta sama. Trudne do zrozumienia, zwłaszcza, że jedną z nich nadal kocham.

Gdyby życie było łatwiejsze - nie miałbym teraz problemów, które mnie strasznie denerwują i doprowadzają do szału. Byłbym szczęśliwy razem z Dee. Chociaż, nie wiem, czy chciałbym dalej z nią być, po tym, co zrobiła.

Zaparkowałem na podjeździe i  dostrzegłem samochód Jess. Czyli ona tu jest, pomyślałem. Teraz kolej na mój plan, który dzisiaj wcielam w życie. Zobaczymy, kto tym razem wygra. Wysiadłem z samochodu i skierowałem się do domu Miley. Wszedłem bez pukania, zawsze tak robiłem, odkąd Nicholas zamieszkał z nią. Z jadalni dobiegały głosy. Rozpoznałem wśród nich ten, który zawsze był dla mnie ukojeniem. Zaśmiałem się cicho i powoli wszedłem do pomieszczenia. Cel: dać Kaylee to zrozumienia, że podejrzewam, iż jest Demetrią.
- Cześć. – Przywitałem się. Mina Demi była bezcenna. Taka wystraszona i wściekła? Aaa, pewnie chciała wyznać prawdę siostrze. Ale mój brat przecież jest. No tak. Znowu chciała oznajmić wszystkim, tylko nie mnie.
- Nareszcie jesteś. Bałam się, że nie przyjdziesz. – Powiedziała Mils i przytuliła mnie na powitanie.
- Jakbym nie przyszedł, to i tak byś mnie tu przyciągnęła. – Zaśmiałem się i przywitałem z pozostałymi. Na koniec urocza Kaylee.
- Aaa, bo wy się nie znacie. Joe to Kaylee…
- Pracujemy razem. Jakże miło xię widzieć ponownie Kaylee. – Zironizowałem. Czuję, że dzisiejszy wieczór będzie idealny.  
- Taaak. Mnie xiebie też. – Czyli 1:0? Świetnie.

Usiadłem przy stole i bacznie obserwowałem Kaylee. Kiedy na mnie spojrzała, uśmiechnąłem się szeroko. Wszystko po to, by ją zdenerwować i pokazać jak bardzo się myli, udając kogoś, kim nie jest. Wiem, że zachowywałem się jak szczeniak, ale musiałem jakoś opanować złość i gniew na Demi pod postacią Kaylee. To jak kontratak. Ja również potrafię zadać ból, nie tylko ona.
- To świetnie…- Odparł Nicholas. Biedaczek. Nie przepadał za Kaylee jak samo, jak ja. Miałem mu już powiedzieć, czego się dowiedziałem, ale to zniszczyłoby mój plan.

Nie przypuszczałem, że dzisiejszego wieczoru się tak ubawie. Zmyślanie życiorysu Kaylee wypadł Lovato genialnie! Dowiedziałem się, że studiowała na Harvardzie, jest jedynaczką, uwielbia zwierzęta i cieszy się, że jest blisko kuzynki.
- Masz kogoś? – spytał znienacka Nicholas. Od razu się ożywiłem. Poprawiłem się na krześle i z uśmiechem czekałem na jej odpowiedź.
- Eee… no… Jess! Jak się tobie i Lucasowi układa? – Śmiać mi się chciało. Niezły kit, Lovato. Miałem ochotę skończyć tą zabawę, ale przeszkodził mi sms. Dyskretnie wyjąłem telefon z kieszeni i odczytałem wiadomość, od nieznanego mi numeru.

Stoję przed domem. Wyjdź, bo musimy porozmawiać. Tu chodzi o życie Demi.
S.

Odruchowo spojrzałem na Lovato, która rozmawiała z pozostałymi. Wstałem od stołu, nie zwracając tym ruchem niczyjej uwagi. Podszedłem do okna i lekko uchyliłem firankę. Przy samochodzie stała Selena i nerwowo się rozglądała dookoła. Westchnąłem i zerknąłem na moje towarzystwo. Zawzięcie nad czymś dyskutowali, więc nie zorientują się, że mnie nie ma. W holu założyłem kurtkę i opuściłem dom. Podbiegłem do Seleny, która na mój widok wyraźnie się ucieszyła.
- Wybacz, że przeszkadzam, ale to ważne. On nas wszystkich zabije. Boje się Joe. – Szepnęła i wtuliła się we mnie. Stałem jak sparaliżowany i nie wiedziałem, co mam robić.
- O, czym ty mówisz? – Spytałem, odsuwając ją lekko od siebie.
- Rozmawiałam z Will’em dzisiaj. Chce się zemścić na was. Jutro McGann poinformuje was, że robi imprezę z okazji jego urodzin, a Will wtedy skończy swój plan. Nie pytaj skąd to wiem. Ważne, żebyście się przygotowali. Tutaj masz wszystkie informacje. Walcz o swoje szczęście Joseph. – Powiedziała. Szybko wsiadła do samochodu i odjechała z piskiem opon.

Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w białą kopertę, którą dostałem od dziewczyny. Jej słowa trochę mnie przeraziły. Schowałem cenną rzecz do kieszeni i odwróciłem się. Na ganku stała Demetria i bacznie mi się przyglądała. Prychnąłem i chcąc czy nie skierowałem swe kroki do środka.
- Kto to był? – Spytała, krzyżując ręce na piersi.
- Czy to ważne kotku? Co robisz na dworze? - Zdziwienie wstąpiło na twarz brunetki. Zaśmiałem się i zostawiłem ją samą.

Od Miley i Nicka wróciłem koło dwudziestej trzeciej, tłumacząc, że czeka mnie jutro podróż do Vegas. Całe szczęście, że Lovato wyszła wcześniej i nic o tym nie wiedziała. W pracy będzie czekać na nią miła niespodzianka. Postanowiłem napisać do niej anonim, że wiem, kim jest i jej ukochany wkrótce się dowie prawdy. Miałem przy tym niezły ubaw, taki jak Demetria, kiedy mnie okłamywała. Wiadomości zawarte w kopercie od Seleny postanowiłem otworzyć w samolocie. Kiedy już ją otwarłem, moje oczy z każdą sekundą się powiększały. Dzięki Selenie, sprawa, która nie może się skończyć dobiegnie końca.

Przeczytałem i ponownie schowałem ważne dla policji informacje. Musiałem wszystkie sprawy, związane z mieszkaniem załatwić dziś, by jutro zdążyć na krwawe urodziny szefa, w których ja gram główną rolę razem z Lovato…



****

Jedno słowo: beznadzieja!

8+ epilog ;(

Do 24.!

Sweet_Lemon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz