niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 2

[ by Sweet_Lemon ]
Zawsze się nam wydaje, że wszystko robimy jak należy. Ktoś nas do czegoś zmusza, albo sami robimy coś, czego nie powinniśmy. Pod wpływem impulsu, chwili, nerwów czy nawet stresu potrafimy wszystko zepsuć. Całe swoje życie, życie bliskich i innych obcych i nieznanych nam osób. Lecz jakiś nieszczęśliwy wypadek doprowadza nas do ciągłych problemów.

Dzisiejszy dzień, jak co dzień. O 6 pobudka i na spacerniak. Później o 7 śniadanie i do swoich cel. Zdążyłem się przyzwyczaić. Trzy lata w pace uczą człowieka. Przynajmniej mnie nauczyły. Nie wiem jak mojego kolegę z celi. Dorian, podobnie jak ja siedzi za kradzieże, włamania i inne tego typu pierdoły. Problem jest taki, że on siedzi słusznie już od pięciu lat, a ja siedzę niewinnie. Mój pech polega na tym, że nikt mi nie wieży. Całkowicie przez przypadek znalazłem się w tym miejscu o nie właściwej porze. Byłem odwieźć tylko kumpli, a skończyło się na tym, że sam ucierpiałem. Pamiętam to jak by było dziś.
 Kiedy Ben i Marcus wyszli z samochodu, włączyłem sobie radio. Trochę już nie wychodzili, więc poszedłem sprawdzić, co się z nimi dzieje. Myślałem, że mi się zdaje, albo coś z moją głową nie tak, kiedy ich zobaczyłem. Ben stał z pistoletem w ręce na przeciwko kobiety z dzieckiem i mierzył do nich. Marcus poganiał ekspedientkę. Była tam jeszcze jakaś dziewczyna o ciemnych, kręconych włosach. Miała kominiarkę na głowie.  Ona kierowała tą całą akcją. Nie czekając dłużej zadzwoniłem na policję. Kiedy to zrobiłem, postanowiłem wejść do środka. I to był mój błąd. Marcus widząc mnie jak wchodzę do środka zaczął krzyczeć  i wymachiwać pistoletem. Ta dziewczyna widząc mnie opuściła starszą kobietę i podbiegła do Marcusa. Straciłem Bena z pola widzenia i po chwili poczułem jak coś silnego uderza w mnie w głowę. Osunąłem się na ziemię i ona strzeliła do mnie. Słyszałem jak mówiła jeszcze wystraszonym ludziom, że jak by, co to wszystko moja sprawa. A jeśli tego nie zrobią to pożałują. Jedyną rzeczą, która mi przypomina tą dziewczynę był tatuaż w kształcie litery J.

Wrong place, wrong time
Dont charge me for the crime
Wrong place, wrong time
Dont charge me for the crime

Tyle tylko pamiętam. Zanim wzięło mnie pogotowie, zauważyłem tą dziewczynę, która składała zeznania. W pewnym czasie wskazała na mnie i domyśliłem się, o co im chodziło. Odkąd wyszedłem ze szpitala trafiłem prosto do więzienia. Siedziałem tu już od trzech lat. Wydawało mi się jakbym był tu wieczność. Nie miałem korzyści z przyjaźni z Markusem i Benem. Sam nie wiem, po co się zgodziłem jechać z nimi. Widocznie tak musiało być.

Siedziałem w celi i tępo patrzyłem w sufit. To robiłem najczęściej. Często też graliśmy w karty z Dorian’em, który ciągle przegrywał. Obecnie miał dwugodzinną rozmowę ze swoją dziewczyną. Czasami mu zazdrościłem, że sam nie mam swojej i tak jak jego mnie nie odwiedza. Nie raz sobie wyobrażałem jak będzie wyglądało moje życie jak wyjdę na wolność. Czy znajdę sobie wybrankę na całe życie? Czy będziemy kiedyś szczęśliwą rodzinką z gromadką dzieci? Czy w ogóle będę szczęśliwy? Czy w ogóle wyjdę na wolność? Myślałem tak dopóki nie usłyszałem przekręcanego klucza w zamku. Nie podnosiłem się mając nadzieję, że to tylko Dorian wrócił. Moja intuicja mnie zawiodła bo w drzwiach stała pani policjant.
- O kogo ja widzę? Osobę, przez którą tu jestem? – Spytałem trochę zły. Nie było jej u mnie już jakieś dwa miesiące.
- Sam się o to prosiłeś. Do rzeczy. Mów wszystko, co wiesz o Benie Fieldzie i Markusie Blacku. Chyba ich kojarzysz? Osoby z twojej ligi. – Powiedziała. No i co z tego? Oni nigdy nie byli w mojej paczce.
- Tyle, co wy wiecie. – Powiedziałem z zgodnie z prawdą.
- Czyżby? Przecież to twoi przyjaciele Jonas, nie możliwe, że wiesz tyle, co my. Gadaj. –  Rozkazała. Wkurzał mnie ten jej charakterek, więc się nie odzywałem.
- Znowu zaczęli działać. Nie tęsknisz za przyjaciółmi?
- A co ma piernik do wiatraka?! – Zapytałem całkowicie wyprowadzony z równowagi.
- Dużo. Gdzie się mogą ukrywać? – A ona ciągle swoje. Mówiłem, że nie wiem, to nie wiem.
- Nie wiem. Ale to nie ja stałem za tamtą akcją 3 lata temu. Demi mówię prawdę. – Powiedziałem już spokojniej.
- Nie Demi, Jonas. – Syknęła.
- Przepraszam, pani policjant. Nie wiem. – Powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Wiesz. Więc gadaj. Gdzie wtedy się chowaliście? – Spytała a ja milczałem.
- Naprawdę chcesz, żeby tyle osób przez nich cierpiało?! Chcesz się do tego przyczynić?! – Ooo zdenerwowała się. I mnie przy okazji też.
- Nie, mam już nauczkę.
- Świetnie, więc gdzie mogą być?! – Spytała dalej zła.
- Na końcu parku w centrum miasta jest stary budynek. Tam mieliśmy siedzibę 3 lata temu. –  Powiedziałem obojętnie.
- Jasne. – Powiedziała i wyszła.

Kiedy pani policjant wyszła, wrócił Dorian cały w skowronkach.
- Co ci tak wesoło? – Spytałem.
- Wiesz, że życie jest piękne? – Spytał mnie. Spojrzałem na niego z pod byka.
- Narajałeś się czy co, że głupoty gadasz?
- Ależ skąd, Joe. Po prostu jutro wychodzę na wolność. Na dodatek zaręczyłem się z Lisą.
- To gratuluję. – Powiedziałem. Świetnie. Od jutra będę sam siedział w tej celi. O ile mi kogoś nie wsadzą.

Nie wiem ile czasu minęło, ale ponownie dzisiejszego dnia usłyszałem zamek w drzwiach celi. Wymieniłem spojrzenie z Doran’em i usiadłem na krześle.
- Szukaliśmy wszędzie i nie ma ich. – Zaczęła Demi. Nawet nie zauważyła Dorian’a, który siedział na swoim łóżku.
- Nie moja wina. Pewnie się przenieśli. – Odpowiedziałem jej najspokojniej jak potrafiłem.
- Słuchaj. Nie obchodzi mnie czy twoja czy nie. Mam przeczucie, że kłamiesz i wiesz gdzie są albo jakimś cudem dowiedzieli się, że tam będziemy. – Powiedziała.
-Oczywiście, że się dowiedzieli, przecież napadli na sklep a co się z tym wiąże policja ich szuka. – Zaśmiałem się. To przecież oczywiste. Zastanawiałem się czy jest z nimi ta dziewczyna, co była 3 lata temu.
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. – Powiedziała. Zauważyłem jak Dorian uważnie się nam przysłuchuje.
- Czyli, że ja im powiedziałem?! No ciekawe jak? Siedzę tu zamknięty 24/h bez dostępu do telefonu i innych rzeczy, więc jak mógłbym im coś powiedzieć? – Zdenerwowałem się nie na żarty. – Oni zrobią to jeszcze nie raz. Tak jak teraz i 3 lata temu. To nie ja wtedy byłem.
- Jasne stała gadka. Lepiej wysil swoją mózgownicę i gadaj gdzie jeszcze mogli się ukryć. –  Jak zwykle to samo. Ja mówię prawdę, a oni mi nie wierzą.
- Przysięgam, że nie wiem. Nie mam pojęcia. – Powiedziałem wstając z krzesła.
- Jasne. Ale wiesz, że jeżeli kłamiesz w niczym ci to nie pomoże. – Ona także wstała i wyszła.
- Nie no stary. Ona na ciebie leci. – Powiedział Dorian.
- Zamknij się lepiej. – Powiedziałem zły i usiadłem na swoim łóżku.

Dzisiejsza kolacja była okropna. Zupa szczawiowa była nie do zjedzenia. Najwyraźniej przekupili panią na stołówce, żeby nam takie dziadostwo dawała. Miałem jednak szczęście, bo nie musiałem jej jeść.
- Jonas, Twój adwokat chce się z tobą widzieć. – Powiedział Mike, strażnik. Udałem się za nim do specjalnego pomieszczenia, gdzie czekał na mnie mój brat. Tak mam brata - adwokata, który od 3 lat próbuje mnie stad wyciągnąć.
- Witaj Joe. – Powiedział i uściskał mnie jak brata.
- Jeszcze żyje. Coś się stało, że przychodzisz o tej porze? – Spytałem trochę zaskoczony jego obecnością. Nigdy o tej porze do mnie nie przychodził. Uśmiech, który do tej pory gościł na jego twarzy znikł.
- Wiesz, Joe. – Zaczął i usiał. Zrobiłem to samo. – Jutro mamy rozprawę. I chcę żebyś był na nią przygotowany.
- Co? Ale jak to? Przecież… - Jeśli będzie prawdą to, o czym myślę, to mogę pożegnać się ze swoimi planami życiowymi po opuszczeniu więzienia.
- Nie martw się. Praktycznie nie ma dowodów na to, że jesteś winny. Zobaczysz wygramy to.
- Praktycznie nie ma dowodów. Ale jakieś są, nie? – Spytałem poirytowany.
- Jejku, nie ma wcale dowodów. – Powiedział.
- Kto będzie zeznawał? – Spytałem, bo to było najważniejsze.
- Sami policjanci i osoby z tego napadu. Aa i ta pani policjant, przez którą tu siedzisz.
- Demi? Niby, dlaczego?
- Uważa, że kłamiesz i powinieneś siedzieć. – Powiedział. – Muszę już lecieć. Mam spotkanie za pół godziny. Trzymaj się, Joe. – Powiedział i odszedł. Wróciłem do swojej celi w mieszanym nastroju. Z jednej strony się cieszyłem, że prawdopodobnie będę wolny, a z drugiej zastanawiałem się, dlaczego Demi chce, żebym siedział w wiezieniu. Ciekawy też byłem czy wie o tajemnicy swojej siostry…

******

Nareszcie napisałam.  Pierwszy raz takie coś pisze. Szczerze powiedziawszy, to pisane okiem chłopaka mi się spodobało. Rozdział nie za bardzo mi się podoba. Wena mi uciekła i nie do końca wróciła.
Dedykacje:
* Myself- nigdy nie jadłam szczawiu, ale już go nie lube. I przepraszam, wiesz za co ;*
* Iswed Wolf- gdyby nie ty, to nie wiem jakby Dorian miał na imię, dzięki ;*

I wszystkim czytającym. Następny należy do Myself. To do czwartego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz