niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 1

[ by Myself ]
Kiedy osiągasz pełnoletniość zaczynasz sam decydować o swoim życiu. Zaczynasz podejmować ważne decyzje. Przestajesz być pod kontrolą rodziców, którzy do tej pory pomagali ci decydować, co jest dobre a co złe. Ale czy ja podjęłam dobrą decyzję? Czy naprawdę chciałam w jakiś sposób decydować o losie innych? „Skazywać” ich na pozbawienie wolności? Pozbawiać rodzinę jednego z członków tylko, dlatego, że ta osoba zbłądziła? Zgubiła właściwą drogę? Nie, nie chciałam. Ale mój zawód tego wymagał. Chociaż nie wszystko było w nim idealne, kochałam to, co robiłam. I nie chciałam tego zmieniać…

Poranne promienie słońca zaczęły przedzierać się do mojego pokoju, mimo rolet na oknach. Otworzyłam niechętnie oczy po chwili znów je zamykając przez światło. Kiedy już mnie nie raziło spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:06. Postanowiłam wstać już z łóżka i ogarnąć się. Jak dobrze, że dzisiaj miałam wolne i nie musiałam iść na komisariat. W ostatnim tygodniu było pełno zleceń a znaleźć, chociaż chwile na odpoczynek to była tragedia.
Skierowałam się w stronę szafy, z której wyciągnęłam żółtą bluzkę na krótki rękaw, jeansy oraz zestaw bielizny, po czym skierowałam się do łazienki. Wykonałam wszystkie czynności, po czym ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania.  Włosy związałam w kucyk i zrobiłam lekki makijaż. W łazienki wyszłam po 20 minutach. Wzięłam jeszcze telefon z szafki i zeszłam na dół.
- A ty już nie śpisz? – Spytałam Miley widząc ją w kuchni.
- Jakoś nie. Poza tym zaraz muszę iść do pracy. – Odpowiedziała podając mi kawę.
- Dzięki
- A ty? Masz wolne?
- Tak. Dali mi 3 dni urlopu. – Powiedziałam biorąc łyk ciepłego napoju.
- Wreszcie. Przepracowujesz się siostra. Jesteś i pomagasz na każdej sprawie od 2 tygodni. Należy ci się przerwa. – Powiedziała siadając naprzeciwko mnie.
- Wiesz, ktoś musi. Inaczej nasze piękne Los Angeles nie byłoby zbyt bezpieczne. –Powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Co nie zmienia faktu, że za dużo pracujesz. – Powiedziała. Posiedziałyśmy jeszcze kilka minut i rozmawiałyśmy, gdy do kuchni zawitała nasza starsza siostra.
- Cześć dziewczyny. – Powiedziała. – Masz wolne? – Zwróciła się do mnie
- Tak, 3 dni. – Odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Dobra, ja już się zbieram. Na razie. – Powiedziała Mils i skierowała się do przed pokoju.
Mils miała fajny zawód. Kiedy była mała chciała zostać projektantką, ale z wiekiem zmieniła zdanie. Teraz jest przedszkolanką i naprawdę dobrze jej to wychodzi. Dzieciaki wprost ją uwielbiają tak jak ona je. Codziennie rano, gdy wychodzi do przedszkola jest uśmiechnięta i widać, że sprawia jej to przyjemność.
- Hej, Dem słuchasz mnie? – Dal pomachała mi ręką przed oczami
- Sorry, co mówiłaś? – Spytałam z przepraszającą miną
- Że skoro masz wolne to jak wrócę z jutro z pracy to musimy iść na zakupy. – Powtórzyła. – Dawno razem nigdzie nie byłyśmy.
- Okej. Wiem, przez moją pracę. Ale lubię to, co robię. – Powiedziałam. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Wyjęłam urządzenie z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz, gdzie pisało „Mike dzwoni”. No to mój urlop się skończył. Dallas spojrzała na mnie z troską w oczach a ja w tym czasie nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham? – Powiedziałam
- Cześć Demi. Słuchaj wiem, że miałaś mieć urlop, ale…
- Ale potrzebujecie mnie na komisariacie, prawda? – Spytałam wstając z krzesła
- Tak, przepraszam. – Powiedział
- Spokojnie. Będę za 15 minut. Na razie-powiedziałam i rozłączyłam się.
- Sorry Dal, ale z jutrzejszych zakupów chyba nici. Przepraszam. – Powiedziałam i skierowałam się do przed pokoju. Założyłam buty i wzięłam kluczyki od samochodu, po czym wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i odjechałam.

10 minut później byłam już pod komisariatem. Zamknęłam auto i weszłam do środka.
- Co tym razem? – Spytałam wchodząc do pomieszczenia gdzie znajdowali się wszyscy z naszego oddziału.
- Napad na sklep jubilerski i mocne pobicie sprzedawcy. Udało nam się ustalić, kto to był z zeznań świadków.
- Czyli zrobiliście prawie wszystko? – Bardziej stwierdziłam niż spytałam.
- No wiesz… - Zaczęła Jess.
- Spoko. Jak się nazywają? – Spytałam i zaczęliśmy kierować się w stronę wyjścia.
- Ben  Field, Markus Black i jeszcze kilku, których musimy znaleźć. Tu masz ich akta. – Powiedziała i podała mi dwie teczki.
- No nie źle, wykroczenia, przestępstwa, narkotyki… Czekaj a oni przypadkiem nie brali udziału w jakiejś akcji 3 lata temu? Wydaje mi się, że to są wspólnicy Jonasa. Wiesz, którego nie? – Spytałam.
- Jasne, że wiem. Jego udało się złapać, ale reszty już nie. – Powiedziała Jess
- Dokładnie. Zajmij się ich szukaniem a ja w tym czasie odbędę sobie małą pogawędkę z Jonasem. – Powiedziałam i skierowałam się w stronę aresztu.
- Cześć Jordan. – Zwróciłam się do strażnika. – Mogę pogadać z Jonasem? – Spytałam.
- Jasne, chodź. – Powiedział a ja poszłam za nim. Chwilę potem znajdowaliśmy się już pod jego celą. Jordan otworzył „drzwi” i wpuścił mnie do środka.
- O kogo ja widzę? Osobę, przez którą tu jestem? – Spytał ironicznie Jonas.
- Sam się o to prosiłeś. Do rzeczy. Mów wszystko, co wiesz o Benie Field’zie i Markusie Black’u. Chyba ich kojarzysz? Osoby z twojej ligi. – Powiedziałam nie miło.
- Tyle, co wy wiecie. – Odpowiedział i usiadł na łóżku.
- Czyżby? Przecież to twoi przyjaciele Jonas, nie możliwe, że wiesz tyle, co my. Gadaj. – Powiedziałam ostro. Żadnej reakcji.
- Znowu zaczęli działać. Nie tęsknisz za przyjaciółmi? – Spytałam.
- A, co ma piernik do wiatraka?! – Spytał zły.
- Dużo. Gdzie się mogą ukrywać?
- Nie wiem. Ale to nie ja stałem za tamtą akcją 3 lata temu. Demi mówię prawdę.
- Nie Demi, Jonas
- Przepraszam, pani policjant. Nie wiem.
- Wiesz. Więc gadaj. Gdzie wtedy się chowaliście?
- …
- Naprawdę chcesz, żeby tyle osób przez nich cierpiało?! Chcesz się do tego przyczynić?! – Podniosłam głos
- Nie, mam już nauczkę.
- Świetnie, więc gdzie mogą być?!
- Na końcu parku w centrum miasta jest stary budynek. Tam mieliśmy siedzibę 3 lata temu. – Powiedział i spojrzał na mnie
- Jasne. – Powiedziałam i wyszłam z celi. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wykręciłam numer do Mike’a. – Za dwie minuty w samochodzie. Wiem gdzie mogą być. – Powiedziałam i się rozłączyłam. Potem zadzwoniłam do Jess. Kilka minut później jechaliśmy już we wskazane miejsce.

- Jess idź tam a ty Mike tam. Ja pójdę tutaj. – Powiedziałam i wskazałam ręką.
- Okej. – Odpowiedzieli i się rozdzieliliśmy.
Budynek był stary i poniszczony. Wszędzie walały się butelki po wódce i puszki po piwach a zapach stęchlizny strasznie drażnił nos.  Zaczęłam wchodzić po schodach, gdy usłyszałam jakiś dźwięk w pomieszczeniu obok. Wymierzyłam w tamtą stronę pistoletem i zaczęłam kierować się w tamtą stronę. Weszłam do pomieszczenia i okazało się, że to tylko kot a „pokój” wyglądał na nieużywany przez długi czas. Nie było ich tu.
- Dobra zbieramy się. Nie ma tu nikogo! – Krzyknęłam a chwilę potem wychodziliśmy z budynku.

Przeszukaliśmy wszystkie tego typu budynki na terenie wokół parku, ale w żadnym nic nie znaleźliśmy. Wszędzie to samo.
- Wracamy do biura i tak ich dzisiaj nie znajdziemy. – Zaczęła Jess. – Dochodzi 4 powinniśmy też coś zjeść.
- Ja nie jestem głodna. – Powiedziałam. – Złożę jeszcze jedną wizytę Jonasowi. – Wsiedliśmy, więc do samochodu i skierowaliśmy się na komisariat. Mike i Jess poszli coś zjeść, ja natomiast ponownie tego dnia skierowałam się w stronę aresztu.

- Szukaliśmy wszędzie i nie ma ich. – Zaczęłam.
- Nie moja wina. Pewnie się przenieśli. – Odpowiedział.
- Słuchaj. Nie obchodzi mnie czy twoja czy nie. Mam przeczucie, że kłamiesz i wiesz gdzie są albo jakimś cudem dowiedzieli się, że tam będziemy. – Powiedziałam
- Oczywiście, że się dowiedzieli, przecież napadli na sklep a co się z tym wiąże policja ich szuka.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. – Powiedziałam zimno.
- Czyli, że ja im powiedziałem?! No ciekawe jak? Siedzę tu zamknięty 24/h bez dostępu do telefonu i innych rzeczy, więc jak mógłbym im coś powiedzieć? – Kontynuował widząc, że nie odpowiadam. – Oni zrobią to jeszcze nie raz. Tak jak teraz i 3 lata temu. To nie ja wtedy byłem.
- Jasne, stała gadka. Lepiej wysil swoją mózgownicę i gadaj gdzie jeszcze mogli się ukryć. –Powiedziałam.
- Przysięgam, że nie wiem. Nie mam pojęcia.
- Jasne. Ale wiesz, że jeżeli kłamiesz w niczym ci to nie pomoże. – Powiedziałam i wyszłam.
Jonas coś ukrywał i doskonale o tym wiedziałam.

- I co? – Spytała mnie Jess.
- Nic. Nie chce gadać. – Odpowiedziałam nalewając sobie kawy.
- Demi powinnaś iść do domu. Jesteś wykończona. Uczestniczysz w każdej sprawie. Nie potrzebnie cię ściągaliśmy z urlopu. – Dodał Mike.
- Może i trochę jestem zmęczona, ale musimy ich złapać. Nie ma innego wyjścia.
- A ty musisz odpocząć. Poradzimy sobie 2 dni bez ciebie.
- Dobra, ale biorę ich akta i spróbuję jeszcze się czegoś dowiedzieć. Na własną rękę. – Powiedziałam zbierając akta.
- Ale uważaj na siebie. – Odpowiedziała Jess.
- Będę. Na razie. Jakby,  co jestem pod telefonem. – Powiedziałam i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i skierowałam się w stronę domu.

-Cześć dziewczyny. – Powiedziałam do sióstr i opadłam na kanapę.
- Zmęczona? – Spytała Mils.
- Trochę. Zrobię sobie coś do jedzenia i idę do siebie. Muszę przejrzeć parę dokumentów. – Powiedziałam.
- Nie musisz nic robić. Obiad jest w lodówce. Wyjmij i podgrzej sobie. – Powiedziała Dall siadając obok mnie.
- Kochane jesteście. – Odpowiedziałam i skierowałam się do kuchni. Odgrzałam sobie risotto, do kubka nalałam kawy i poszłam do siebie. Położyłam akta na łóżku i sama na nim usiadłam. Wzięłam do ręki najpierw teczkę Markusa i zaczęłam ją przeglądać.
- Zatrzymany za kilka bójek, potem pobicia, kradzieże, narkotyki. Teczka normalnego łamacza prawa. – Powiedziałam do siebie. Potem przejrzałam teczkę Bena, lecz w niej było to samo. Widać, ze od zawsze działali razem.

Postanowiłam wyjść i pochodzić po klubach. Może ktoś ich kojarzył lub wiedział gdzie przeważnie przebywali. Przebrałam się w fioletowe spodnie ¾ do tego zieloną bluzkę na ramiączka a na to czarna kurtka. Na nogi włożyłam buty na obcasie, zrobiłam dość mocny makijaż i zakręciłam lekko włosy. Dochodziła już 20. Zeszłam na dół, poinformowałam dziewczyny, że wychodzę i poszłam. Nie wiedzieć, czemu zaczęłam myśleć o Jonasie. Mimo, iż byłam pewna, że kłamał coś jednak nie dawało mi w to do końca wierzyć. Może naprawdę nie wiedział gdzie mogą być?

*******************
No i 1 rozdział za nami. Mam nadzieję, że się podoba. Jeszcze nigdy nie pisałam takiego opowiadania więc...  Z ogłoszeń to chyba tyle. Następny należy do Sweet_Lemon. To do napisania ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz