[ by Myself ]
Kiedy osiągasz pełnoletniość zaczynasz
sam decydować o swoim życiu. Zaczynasz podejmować ważne decyzje. Przestajesz
być pod kontrolą rodziców, którzy do tej pory pomagali ci decydować, co jest
dobre a co złe. Ale czy ja podjęłam dobrą decyzję? Czy naprawdę chciałam w
jakiś sposób decydować o losie innych? „Skazywać” ich na pozbawienie wolności?
Pozbawiać rodzinę jednego z członków tylko, dlatego, że ta osoba zbłądziła?
Zgubiła właściwą drogę? Nie, nie chciałam. Ale mój zawód tego wymagał. Chociaż
nie wszystko było w nim idealne, kochałam to, co robiłam. I nie chciałam tego
zmieniać…
Poranne promienie słońca zaczęły
przedzierać się do mojego pokoju, mimo rolet na oknach. Otworzyłam niechętnie
oczy po chwili znów je zamykając przez światło. Kiedy już mnie nie raziło
spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:06. Postanowiłam wstać już z
łóżka i ogarnąć się. Jak dobrze, że dzisiaj miałam wolne i nie musiałam iść na
komisariat. W ostatnim tygodniu było pełno zleceń a znaleźć, chociaż chwile na
odpoczynek to była tragedia.
Skierowałam się w stronę szafy, z której
wyciągnęłam żółtą bluzkę na krótki rękaw, jeansy oraz zestaw bielizny, po czym
skierowałam się do łazienki. Wykonałam wszystkie czynności, po czym ubrałam się
we wcześniej przygotowane ubrania. Włosy związałam w kucyk i
zrobiłam lekki makijaż. W łazienki wyszłam po 20 minutach. Wzięłam jeszcze
telefon z szafki i zeszłam na dół.
-
A ty już nie śpisz? – Spytałam Miley widząc ją w kuchni.
-
Jakoś nie. Poza tym zaraz muszę iść do pracy. – Odpowiedziała podając mi kawę.
-
Dzięki
-
A ty? Masz wolne?
-
Tak. Dali mi 3 dni urlopu. – Powiedziałam biorąc łyk ciepłego napoju.
-
Wreszcie. Przepracowujesz się siostra. Jesteś i pomagasz na każdej sprawie od 2
tygodni. Należy ci się przerwa. – Powiedziała siadając naprzeciwko mnie.
-
Wiesz, ktoś musi. Inaczej nasze piękne Los Angeles nie byłoby zbyt bezpieczne.
–Powiedziałam lekko się uśmiechając.
-
Co nie zmienia faktu, że za dużo pracujesz. – Powiedziała. Posiedziałyśmy
jeszcze kilka minut i rozmawiałyśmy, gdy do kuchni zawitała nasza starsza
siostra.
-
Cześć dziewczyny. – Powiedziała. – Masz wolne? – Zwróciła się do mnie
-
Tak, 3 dni. – Odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
-
Dobra, ja już się zbieram. Na razie. – Powiedziała Mils i skierowała się do
przed pokoju.
Mils miała fajny zawód. Kiedy była mała
chciała zostać projektantką, ale z wiekiem zmieniła zdanie. Teraz jest
przedszkolanką i naprawdę dobrze jej to wychodzi. Dzieciaki wprost ją uwielbiają
tak jak ona je. Codziennie rano, gdy wychodzi do przedszkola jest uśmiechnięta
i widać, że sprawia jej to przyjemność.
-
Hej, Dem słuchasz mnie? – Dal pomachała mi ręką przed oczami
-
Sorry, co mówiłaś? – Spytałam z przepraszającą miną
-
Że skoro masz wolne to jak wrócę z jutro z pracy to musimy iść na zakupy. – Powtórzyła.
– Dawno razem nigdzie nie byłyśmy.
-
Okej. Wiem, przez moją pracę. Ale lubię to, co robię. – Powiedziałam. W tym
momencie zadzwonił mój telefon. Wyjęłam urządzenie z kieszeni i spojrzałam na
wyświetlacz, gdzie pisało „Mike dzwoni”. No to mój urlop się skończył. Dallas
spojrzała na mnie z troską w oczach a ja w tym czasie nacisnęłam zieloną
słuchawkę.
-
Słucham? – Powiedziałam
-
Cześć Demi. Słuchaj wiem, że miałaś mieć urlop, ale…
-
Ale potrzebujecie mnie na komisariacie, prawda? – Spytałam wstając z krzesła
-
Tak, przepraszam. – Powiedział
-
Spokojnie. Będę za 15 minut. Na razie-powiedziałam i rozłączyłam się.
-
Sorry Dal, ale z jutrzejszych zakupów chyba nici. Przepraszam. – Powiedziałam i
skierowałam się do przed pokoju. Założyłam buty i wzięłam kluczyki od samochodu,
po czym wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i odjechałam.
10 minut później byłam już pod
komisariatem. Zamknęłam auto i weszłam do środka.
-
Co tym razem? – Spytałam wchodząc do pomieszczenia gdzie znajdowali się wszyscy
z naszego oddziału.
-
Napad na sklep jubilerski i mocne pobicie sprzedawcy. Udało nam się ustalić,
kto to był z zeznań świadków.
-
Czyli zrobiliście prawie wszystko? – Bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-
No wiesz… - Zaczęła Jess.
-
Spoko. Jak się nazywają? – Spytałam i zaczęliśmy kierować się w stronę wyjścia.
-
Ben Field, Markus Black i jeszcze kilku, których musimy znaleźć. Tu
masz ich akta. – Powiedziała i podała mi dwie teczki.
-
No nie źle, wykroczenia, przestępstwa, narkotyki… Czekaj a oni przypadkiem nie
brali udziału w jakiejś akcji 3 lata temu? Wydaje mi się, że to są wspólnicy
Jonasa. Wiesz, którego nie? – Spytałam.
-
Jasne, że wiem. Jego udało się złapać, ale reszty już nie. – Powiedziała Jess
-
Dokładnie. Zajmij się ich szukaniem a ja w tym czasie odbędę sobie małą
pogawędkę z Jonasem. – Powiedziałam i skierowałam się w stronę aresztu.
-
Cześć Jordan. – Zwróciłam się do strażnika. – Mogę pogadać z Jonasem? – Spytałam.
-
Jasne, chodź. – Powiedział a ja poszłam za nim. Chwilę potem znajdowaliśmy się
już pod jego celą. Jordan otworzył „drzwi” i wpuścił mnie do środka.
-
O kogo ja widzę? Osobę, przez którą tu jestem? – Spytał ironicznie Jonas.
-
Sam się o to prosiłeś. Do rzeczy. Mów wszystko, co wiesz o Benie Field’zie i
Markusie Black’u. Chyba ich kojarzysz? Osoby z twojej ligi. – Powiedziałam nie
miło.
-
Tyle, co wy wiecie. – Odpowiedział i usiadł na łóżku.
-
Czyżby? Przecież to twoi przyjaciele Jonas, nie możliwe, że wiesz tyle, co my.
Gadaj. – Powiedziałam ostro. Żadnej reakcji.
-
Znowu zaczęli działać. Nie tęsknisz za przyjaciółmi? – Spytałam.
-
A, co ma piernik do wiatraka?! – Spytał zły.
-
Dużo. Gdzie się mogą ukrywać?
-
Nie wiem. Ale to nie ja stałem za tamtą akcją 3 lata temu. Demi mówię prawdę.
-
Nie Demi, Jonas
-
Przepraszam, pani policjant. Nie wiem.
-
Wiesz. Więc gadaj. Gdzie wtedy się chowaliście?
-
…
-
Naprawdę chcesz, żeby tyle osób przez nich cierpiało?! Chcesz się do tego
przyczynić?! – Podniosłam głos
-
Nie, mam już nauczkę.
-
Świetnie, więc gdzie mogą być?!
-
Na końcu parku w centrum miasta jest stary budynek. Tam mieliśmy siedzibę 3
lata temu. – Powiedział i spojrzał na mnie
-
Jasne. – Powiedziałam i wyszłam z celi. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i
wykręciłam numer do Mike’a. – Za dwie minuty w samochodzie. Wiem gdzie mogą być.
– Powiedziałam i się rozłączyłam. Potem zadzwoniłam do Jess. Kilka minut
później jechaliśmy już we wskazane miejsce.
- Jess idź tam a ty Mike tam. Ja pójdę
tutaj. – Powiedziałam i wskazałam ręką.
-
Okej. – Odpowiedzieli i się rozdzieliliśmy.
Budynek był stary i poniszczony.
Wszędzie walały się butelki po wódce i puszki po piwach a zapach stęchlizny
strasznie drażnił nos. Zaczęłam wchodzić po schodach, gdy usłyszałam
jakiś dźwięk w pomieszczeniu obok. Wymierzyłam w tamtą stronę pistoletem i
zaczęłam kierować się w tamtą stronę. Weszłam do pomieszczenia i okazało się,
że to tylko kot a „pokój” wyglądał na nieużywany przez długi czas. Nie było ich
tu.
-
Dobra zbieramy się. Nie ma tu nikogo! – Krzyknęłam a chwilę potem wychodziliśmy
z budynku.
Przeszukaliśmy wszystkie tego typu
budynki na terenie wokół parku, ale w żadnym nic nie znaleźliśmy. Wszędzie to
samo.
-
Wracamy do biura i tak ich dzisiaj nie znajdziemy. – Zaczęła Jess. – Dochodzi 4
powinniśmy też coś zjeść.
-
Ja nie jestem głodna. – Powiedziałam. – Złożę jeszcze jedną wizytę Jonasowi. – Wsiedliśmy,
więc do samochodu i skierowaliśmy się na komisariat. Mike i Jess poszli coś
zjeść, ja natomiast ponownie tego dnia skierowałam się w stronę aresztu.
- Szukaliśmy wszędzie i nie ma ich. – Zaczęłam.
-
Nie moja wina. Pewnie się przenieśli. – Odpowiedział.
-
Słuchaj. Nie obchodzi mnie czy twoja czy nie. Mam przeczucie, że kłamiesz i
wiesz gdzie są albo jakimś cudem dowiedzieli się, że tam będziemy. – Powiedziałam
-
Oczywiście, że się dowiedzieli, przecież napadli na sklep a co się z tym wiąże
policja ich szuka.
-
Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. – Powiedziałam zimno.
-
Czyli, że ja im powiedziałem?! No ciekawe jak? Siedzę tu zamknięty 24/h bez
dostępu do telefonu i innych rzeczy, więc jak mógłbym im coś powiedzieć? – Kontynuował
widząc, że nie odpowiadam. – Oni zrobią to jeszcze nie raz. Tak jak teraz i 3
lata temu. To nie ja wtedy byłem.
-
Jasne, stała gadka. Lepiej wysil swoją mózgownicę i gadaj gdzie jeszcze mogli
się ukryć. –Powiedziałam.
-
Przysięgam, że nie wiem. Nie mam pojęcia.
-
Jasne. Ale wiesz, że jeżeli kłamiesz w niczym ci to nie pomoże. – Powiedziałam
i wyszłam.
Jonas coś ukrywał i doskonale o tym
wiedziałam.
- I co? – Spytała mnie Jess.
-
Nic. Nie chce gadać. – Odpowiedziałam nalewając sobie kawy.
-
Demi powinnaś iść do domu. Jesteś wykończona. Uczestniczysz w każdej sprawie.
Nie potrzebnie cię ściągaliśmy z urlopu. – Dodał Mike.
-
Może i trochę jestem zmęczona, ale musimy ich złapać. Nie ma innego wyjścia.
-
A ty musisz odpocząć. Poradzimy sobie 2 dni bez ciebie.
-
Dobra, ale biorę ich akta i spróbuję jeszcze się czegoś dowiedzieć. Na własną
rękę. – Powiedziałam zbierając akta.
-
Ale uważaj na siebie. – Odpowiedziała Jess.
-
Będę. Na razie. Jakby, co jestem pod telefonem. – Powiedziałam i
wyszłam. Wsiadłam do samochodu i skierowałam się w stronę domu.
-Cześć dziewczyny. – Powiedziałam do
sióstr i opadłam na kanapę.
-
Zmęczona? – Spytała Mils.
-
Trochę. Zrobię sobie coś do jedzenia i idę do siebie. Muszę przejrzeć parę
dokumentów. – Powiedziałam.
-
Nie musisz nic robić. Obiad jest w lodówce. Wyjmij i podgrzej sobie. –
Powiedziała Dall siadając obok mnie.
-
Kochane jesteście. – Odpowiedziałam i skierowałam się do kuchni. Odgrzałam
sobie risotto, do kubka nalałam kawy i poszłam do siebie. Położyłam akta na
łóżku i sama na nim usiadłam. Wzięłam do ręki najpierw teczkę Markusa i
zaczęłam ją przeglądać.
-
Zatrzymany za kilka bójek, potem pobicia, kradzieże, narkotyki. Teczka
normalnego łamacza prawa. – Powiedziałam do siebie. Potem przejrzałam teczkę Bena,
lecz w niej było to samo. Widać, ze od zawsze działali razem.
Postanowiłam wyjść i pochodzić po
klubach. Może ktoś ich kojarzył lub wiedział gdzie przeważnie przebywali.
Przebrałam się w fioletowe spodnie ¾ do tego zieloną bluzkę na ramiączka a na
to czarna kurtka. Na nogi włożyłam buty na obcasie, zrobiłam dość mocny makijaż
i zakręciłam lekko włosy. Dochodziła już 20. Zeszłam na dół, poinformowałam dziewczyny,
że wychodzę i poszłam. Nie wiedzieć, czemu zaczęłam myśleć o Jonasie. Mimo, iż
byłam pewna, że kłamał coś jednak nie dawało mi w to do końca wierzyć. Może
naprawdę nie wiedział gdzie mogą być?
*******************
No
i 1 rozdział za nami. Mam nadzieję, że się podoba. Jeszcze nigdy nie
pisałam takiego opowiadania więc... Z ogłoszeń to chyba tyle. Następny
należy do Sweet_Lemon. To do napisania ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz