niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 3

[ by Myself ]
Dochodząc do pierwszego klubu byłam pewna, że jest to jedna z większych imprez. Muzykę było słychać już kilka metrów przed budynkiem a pod stało sporo ludzi. Podchodząc do wejścia uśmiechnęłam się do jednego chłopaka. No, co, jak zbierać informacje to na całego. Pokazałam „bramkarzowi” dowód, który potwierdzał, że mam ukończone 21 lat i weszłam do środka. Typowy klub nocny. Pełno podpitych już ludzi, którzy mimo wszystko siedzieli przy barze z kolejnymi drinkami, faceci niepatrzący na nic innego tylko na dolną część pleców wszystkich dziewczyn, niektórzy palili papierosy a inni tańczyli, jeżeli te wygibasy na środku parkietu i ruchy przypominające striptizerki można było nazwać tańcem, ale dobra.
Usiadłam na krześle przy barze a po chwili obok mnie pojawił się barman o blond włosach i zielonych oczach.
- Co podać pięknej pani? – Spytał uśmiechając się zalotnie.
- A co ma pan do zaoferowania? – Spytałam odwzajemniając uśmiech.
- Co tylko sobie życzysz ślicznotko. – Powiedział a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Na razie coś lekkiego poproszę. – Powiedziałam.
- Już się robi. – Odpowiedział i wziął się do przygotowywania drinka. Podczas gdy barman szykował napój, ja przysłuchiwałam się rozmowom ludzi. Starałam się wyłapać, co mówią, ale szczerze powiem,  szło mi nie zbyt dobrze.
- Oto twoje zamówienie. – Powiedział barman a ja odwróciłam się do niego.
- Dzięki. – Uśmiechnęłam się.
- A jak ci na imię? – Spytał.
- Demi, a tobie przystojniaku? – Spytałam przybliżając się do niego. Mówiłam już jak zbierać informacje to trzeba się najpierw do kogoś bardziej zbliżyć.
- Chris. – Odpowiedział
- Ładnie. Chris masz trochę czasu?
- Zależy, dla kogo ale dla ciebie na pewno znajdę. – Odpowiedział z wielkim uśmiechem.
- Świetnie, to może chodźmy na zewnątrz. – Zaproponowałam a po chwili już wychodziliśmy z klubu.

- Słuchaj potrzebuję pomocy. – Powiedziałam, gdy byliśmy na zewnątrz. Spojrzał na mnie pytająco, więc kontynuowałam – Znasz Bena Fielda…- Nie dokończyłam, ponieważ mi przerwał
- Kojarzę go. Wpada do klubu ze cztery razy w tygodniu i za każdym razem ma ze sobą nowy towar. – Powiedział.
- Towar?
- No wiesz, narkotyki itd. A co zainteresowana? – Spytał.
- Znaczy to jest mój…kuzyn, tak kuzyn i wiesz pomyślałam, że skoro jest w mieście to moglibyśmy się spotkać. Dawno go nie widziałam. – Skłamałam. No a co miałam zrobić? Powiedzieć „jestem policjantką szukam go i chce wsadzić do paki”. To by raczej nie zadziałało. – Nigdy nie miał dobrego kontaktu z matką ani ojcem. Jedynie ze mną się dogadywał.
- Spoko. Jak przyjdzie to powiem mu, że go szukałaś…- Zaczął.
- Nie! – Powiedziałam chyba zbyt szybko, bo dziwnie na mnie spojrzał. – Znaczy, zadzwoń do mnie. Chcę mu zrobić niespodziankę. – Powiedziałam próbując się wykręcić.
- Nie ma sprawy, ale jest jeden problem mała.
- Jaki problem?
- Nie mam Twojego numeru ślicznotko. – Powiedział a ja walnęłam się otwartą głową w czoło.
- Jasne, daj telefon. – Powiedziałam a po chwili wpisywałam już ciąg cyferek do jego komórki. Puściłam do siebie sygnał, żeby mieć i jego, po czym oddałam telefon właścicielowi.
- To ja już się będę zwijać. – Zaczęłam.
- Odprowadzić cię? – Spytał.
- Nie dzięki, poza tym chyba musisz już wracać do pracy. – Powiedziałam.
- A tak. To do zobaczenia śliczna. – Powiedział a ja zaczęłam się oddalać.

Weszłam do domu i zapaliłam światło w holu. Zdjęłam te niewygodne buty na obcasie, których, na co dzień nie noszę i weszłam do salonu. Na stole leżała kartka od Miley.
„W kuchni na blacie jest dla ciebie list. Chyba z sądu. Nie wiem, nie otwierałam. Miley”.
Przeczytałam i skierowałam się do kuchni. Rzeczywiście na blacie była koperta zaadresowana do mnie i pochodziła z sądu. Otworzyłam ją, wyjęłam pismo i zaczęłam czytać. „…Informujemy, że dnia 20 maja o godzinie 11 odbędzie się rozprawa przeciwko Josephowi Adamowi Jonas… Zostanie Pani przesłuchana w charakterze świadka. Prosimy o przybycie…” Świetnie. Nie dość, że mamy sprawę Fielda i Blacka to jeszcze rozprawa Jonasa, pomyślałam. Schowałam pismo z powrotem do koperty, pogasiłam światła i skierowałam się na górę do swojego pokoju. Rzuciłam kopertę na biurko, wzięłam moją piżamę i zamknęłam się w łazience. Wyszłam z niej 20 minut później, po czym weszłam pod pierzynę i zasnęłam.

- Demi, wstawaj! – Krzyczała Dallas – Demi! No kurka wodna no. Masz kolejne wezwanie! – Tak , próbowała mnie obudzić ale nie szło jej to zbytnio. Po chwili poczułam na sobie zimny strumień wody i od razu się zerwałam.
- Bóg cię opuścił czy na mózg padło?! – Krzyknęłam.
- Ani to ani to. Próbuję cię obudzić od 15 minut. – Powiedziała odstawiając wazon.
- A która godzina? – Spytałam wstając z łóżka i zakładając moje mięciutkie kapciuszki.
- 10. – Powiedziała.
- Co?! Cholera, spóźnię się na rozprawę! – Krzyknęłam i zaczęłam latać po całym pokoju. Wbiegłam do łazienki i wykonałam wszystkie czynności, po czym w ręczniku weszłam z powrotem do pokoju i otworzyłam szafę.
- Kurka, co założyć do tego przeklętego sądu. – Mówiłam do siebie, przerzucając kolejne ciuchy. – Jest! – Wyjęłam czarne jeansy do tego czarną bluzkę i biały sweter i znowu wpadłam do łazienki.

Zbiegłam na dół i wpadłam jak burza do kuchni. Wzięłam do ręki jabłko leżące w misce na blacie i pobiegłam założyć buty.
- Demi! – Krzyknęła Mils.
- Co? Spieszę się.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że dzisiaj na obiad przychodzi mój chłopak. – Powiedziała stając przede mną.
- Okej. Spoko. A teraz do zobaczenia. – Powiedziałam, dałam jej buziaka w policzek i wybiegłam z domu, mało nie zwalając się ze schodów, po czym wsiadłam do auta, odpaliłam je i ruszyłam w stronę sądu.

Wpadłam do środka jak burza, ale na szczęście się nie spóźniłam. Rozprawa jeszcze się nie zaczęła. Wszyscy byli przed salą rozpraw. W dalszej części dostrzegłam Jessikę. Ruszyłam w jej kierunku rozglądając się, kto jest. Oczywiście byli ludzie z naszego oddziału, jacyś ludzie i sam oskarżony. Mimo woli spojrzałam na niego. Stał pod ścianą i rozmawiał ze swoim bratem - adwokatem. W pewnym momencie odwrócił wzrok i spojrzał prosto na mnie. Odwróciłam głowę i podeszłam do Jess.
- Hej. – Powiedziała.
- Cześć. Słuchaj byłam wczoraj w klubie nocnym…
- A co ty tam robiłaś? – Przerwała mi.
- Spokojnie. Trochę się rozglądałam i dowiedziałam się, że…- Znowu ktoś mi przerwał. Tym razem głos dochodził zza moich pleców.
- Pani policjant. – Zaczął.
- Wybacz Jess. – Powiedziałam do niej i odwróciłam się w jego stronę.
- Słucham? – Spytałam.
- Możemy porozmawiać?
- Wydaje mi się, ze nie mamy, o czym. – Powiedziałam sucho.
- Proszę. – Poprosił.
- Okej. – Zgodziłam się i odeszliśmy kawałek na bok. – O co ci chodzi?
- Najpierw chcę wiedzieć, czemu chcesz, żebym został w więzieniu?
- A co to przesłuchanie?! – Spytałam oburzona jego tonem.
- Nie, ale odpowiedz.
- Bo wiem, ze jesteś winny i musisz odsiedzieć swoje. – Powiedziałam.
- Ale skąd masz tego pewność? – Zadał kolejne pytanie. Właśnie nie miałam pewności, ale był tam wtedy i to wystarczyło.
- Nie mam. – Odpowiedziałam szczerze.
- Więc, dlaczego nie chcesz mi uwierzyć Demi? Nie masz pewności, ale zachowujesz się tak jakbyś była stuprocentowo przekonana, że to ja. Nie zrobiłbym tego. Musisz mi uwierzyć! – Leciutko podniósł głos.
- Ale dlaczego mam ci wierzyć? To, że tak mówisz o niczym jeszcze nie świadczy.
- Przecież ty sama wiesz, że nie mógłbym tego zrobić. Znasz mnie. Przecież kiedyś byliśmy…- Przerwał na chwilę a ja chyba wiedziałam, co chce dalej powiedzieć. – Najlepszymi przyjaciółmi. Nie pamiętasz? Zawsze i wszędzie razem. – Zakończył. Chyba spodziewał się, że powiem, że mu wierzę a ja tylko lekko opuściłam głowę i nic nie odpowiedziałam. Najwyraźniej  uznał moje milczenie za to, że i tak mu nie wierzę.
- Zmieniała się pani. – Powiedział i odszedł zostawiając mnie z mętlikiem w głowie.

Rozprawa się rozpoczęła kilka minut temu i już przesłuchali 3 świadków a ja czekałam na swoją kolej i myślałam nad słowami Jonasa. W pewnej chwili z Sali wyszedł ochroniarz.
-Demetria Lovato proszona na salę. – Powiedział. Wstałam, wzięłam torebkę i weszłam na salę. Podeszłam do barierki.
- Proszę się przedstawić, powiedzieć ile pani ma lat. – Zaczął sąd.
- Nazywam się Demetria Lovato. Mam 22 lata, mieszkam w Los Angeles i pracuję w tutejszej policji. – Powiedziałam.
- Z oskarżonym nie jest pani spokrewniona, spowinowacona?
- Nie.
- Pouczam, że składanie zeznań nie zgodnych z prawda jest karalne, ale pani o tym wie.
- Oczywiście.
- Proszę powiedzieć, co działo się dnia 3 marca 2007 roku.
- Tego dnia dostaliśmy wezwanie. Dotyczyło ono napadu na sklep. Kiedy przybyliśmy na miejsce zostaliśmy tam właśnie oskarżonego. Leżał na posadzce i krwawił. Kiedy przyjechało pogotowie, zabrali go do szpitala a kiedy wyszedł trafił prosto do aresztu.
- Mam pytanie do świadka. – Zwrócił się do sądu Kevin, obrońca Joe’go.
- Proszę bardzo. – Powiedział sąd.
- Proszę pani, czy w pobliżu nie było kogoś jeszcze oprócz oskarżonego?
- Oczywiście było tam sporo ludzi, którzy przyszli zobaczyć, co się stało ale nikogo szczególnego nie zauważyłam. Jedna dziewczyna składała tylko zeznania.
-A pamięta pani jak się nazywała?
- Niestety nie.
- A jakiś szczególny znak, po którym można by ją było rozpoznać?
- To znaczy na ramieniu miała chyba wytatuowane „J”. – Powiedziałam i spojrzałam na Jonasa. Patrzył się na mnie chyba lekko zdziwiony? Nie wiem trudno było odczytać wyraz jego twarzy.
- Czy są jeszcze pytania do świadka? – Spytał sąd.
- Nie mam pytań. – Odpowiedział prokurator.
- Ja również nie mam. – Dodał Kevin.
- Dziękujemy, może pani usiąść a na salę poprosimy…

Podczas gdy sąd przesłuchiwał kolejnych świadków ja totalnie się wyłączyłam. Znowu myślałam nad tym, co powiedział Joe. „Najlepszymi przyjaciółmi”. Więc czemu nie dałam mu szansy nic wytłumaczyć?
„Zmieniłaś się” Czy na prawdę aż tak? Że nawet nie chciałam wysłuchać jego wyjaśnień. Wyjaśnień kogoś, z kim przyjaźniłam się od dziecka aż do końca gimnazjum?
 Moje rozmyślania przerwał głos sędzi ogłaszający krótką przerwę. Wszyscy wyszliśmy z sali i czekaliśmy pod nią. Kiedy jako ostatni wyszedł Jonas, przełamałam się i podeszłam do niego.
- Joe…- Zaczęłam.
- Co? – Odpowiedział nie miło.
- Możemy jeszcze raz porozmawiać? – Spytałam z nadzieją w oczach.
- Okej. – Powiedział i znowu odeszliśmy kawałek dalej. Nie był zakuty w kajdanki ni nic, chociaż to trochę dziwne.
- Posłuchaj…
- Do rzeczy. – Znowu ten nie miły ton i grymas na twarzy.
- Joe ja, przepraszam. Przepraszam, że ni dałam ci nic wytłumaczyć, że osądziłam cię z góry. – Mówiłam patrząc mu w oczy i widziałam jak wyraz jego twarzy zmienia się. – Ja…chyba ci wierzę. Nie chyba, jestem pewna, że to nie ty. – Powiedziałam.
- Oczywiście, że to nie ja. Jak myślisz, sam bym zadał sobie tę ranę? – Spytał i chyba lekko się uśmiechnął. – Tam był ktoś jeszcze, oprócz mnie Markusa i Bena. Jakaś dziewczyna, właśnie ta z „J”.
- No właśnie. Sam byś się nie skrzywdził. – Powiedziałam. – Boże, a ja cię tak osądzałam…egoistka
- Dem, rozumiem cię to twoja praca. – Naszą rozmowę przerwał głos, który prosił wszystkich z powrotem na salę.

Trwały przesłuchania kolejnego świadka. Myślałam nad tym, o czym rozmawialiśmy i…
- Wysoki sądzie mogłabym coś dodać? – Spytałam wstając. Widziałam, że niektórzy się na mnie patrzą jak na wariatkę.
- Proszę.
- Oskarżony, według mnie nie mógł tego zrobić. Jak wynika z zeznań była tam jeszcze jedna osobo. Ta, która zeznawała. Poza tym myślę, że oskarżony nie zrobił by sobie specjalnie krzywdy, ma wszystko dobrze z głową, więc sądzę, że ktoś mógł go wrobić, zważając na to że wtedy miał do czynienia z dwójką innych kryminalistów którzy wznowili swoją działalność. – Powiedziałam i usiadłam z lekkim uśmiechem na ustach. Nie wiem, czemu ale znowu spojrzałam w stronę Jonasa. Znowu gapił się na mnie i chyba widziałam lekki uśmiech.

Kolejna przerwa i ogłoszenie wyroku. Dłużyło się to strasznie, ale w końcu przyszedł ten moment
-…Sąd okręgowy po rozpoznaniu sprawy Josepha Adama Jonasa uznaje go za…

CDN.
***********************************
Ufff. Nareszcie napisałam ten rozdział. Męczyłam się z nim jakiś czas ale w końcu jest. Mi się nawet podoba chociaż nie jestem pewna czy trochę nie za szybko Demi się przekonała. Haha specjalnie przerwałam w takim momencie ;D. Jestem okrutna wiem ;P
Dedykejszyn:
-Sweet_Lemon-napisałaś rozdział więc i ja dodaję ;*
-Passion-bo napisałaś mi, że jak nie dodam to będzie ze mną źle ;D ;*
Kolejny? Proszę męczyć Sweet_Lemon. ;D
Do napisania ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz