niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 19

[ by Myself ]
          Gwar, hałas i mój samolot. Weszłam do środka i zajęłam swoje miejsce. Wyjęłam z torebki telefon, drugą ocierając mokre od łez oczy. Ciekawa byłam czy już wrócił do domu, czy przeczytał list, jak zareagował…

I jak na złość mój telefon zaczął dzwonić a na wyświetlaczu pojawiło się Jego imię. Odebrałam to cholerne połączenie i od razu usłyszałam Jego głos, pełen złości, gniewu i chyba nawet smutku i żalu.
Próbowałam się powstrzymać i nie płakać, ale po zakończeniu rozmowy łzy wylewały się z moich oczu z zawrotną prędkością. Co ja w ogóle robiłam?! Jeśli tak miała wyglądać nasza znajomość, to mogłaby się wcale nie zaczynać …

męczące kłótnie, ciągłe kłamstwa, awantury,
co dzień dzieliły Nas coraz większe mury.[1]

          Otworzyłam drzwi od domu i weszłam do środka, zamykając je. Odstawiłam walizkę pod ścianę i usiadłam na kanapie w salonie, zakrywając twarz dłońmi. Wszędzie panował totalny mrok, ale szczerze mówiąc miałam to w głębokim poważaniu. Chciałam być teraz sama. Sama użerać się z tym pieprzonym życiem, z Jego kłamstwami i z Nim …

Przestać go w końcu kochać jak wariatka i zacząć od nowa. Sprawić, że moje życie przestanie wyglądać jak wielki bałagan i wreszcie je uporządkować. Ale nie potrafię tak łatwo wyrzucić go z mojej pamięci! Zbyt bardzo mi na nim zależy! Zbyt bardzo go kocham! Chociaż bym chciała to nie mogę!
Na pewno byś chciała?
Tak i zamknij się!
Jak chcesz.

Nie wiedziałam, co się z Nami tak naprawdę stało!?
Dlaczego Nasze życie w proch się rozsypało?[2]

          - Demi? Co ty tutaj robisz? – Usłyszałam głos Nicka a po chwili światło się zapaliło. – Gdzie Joe? – Spytał podchodząc do kanapy i siadając obok mnie.
- Nie … nie ma …go. Zost … został w … Vegas. – Wyszeptałam, ledwo dosłyszalnie.
- A, czemu ty tu jesteś i na dodatek płaczesz? Przecież miałaś się z nim pogodzić.
- I tak było … tyle, ze dzisiejszy dzień i spotkanie z jego byłą narzeczoną wszystko zmieniły … On cały czas kłamie, rozumiesz?! Mówił, że Annie była jego dziewczyną a nie narzeczoną, nie powiedział, że zostawił ją przed ołtarzem, że była z nim … że miała mieć z nim dziecko! – Powiedziałam a Nicka jakby wcięło. Po chwili jednak przyciągnął mnie do siebie i przytulił a ja czułam się jak największa idiotka na świecie, największa zakochana idiotka, zakochana w kimś, w kim nie powinnam być! W zwykłym kłamcy, który najwidoczniej bał się prawdy! …

Teraz wiem, że musiałam od Ciebie odejść.
bo co miałam zrobić by temu zapobiec?
spakowałam rzeczy i poszłam w siną dal,
została tylko cicha pustka, gniew i wielki żal.[3]

           Następnego dnia obudziłam się w swoim łóżku i z bolącą od płaczu głową. Moja walizka stała przy drzwiach nierozpakowana. Wstałam z łóżka i na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami i zaczęło kręcić w głowie. Oparłam się o stolik nocny a po chwili wszystko wróciło do normy. Powoli skierowałam się do łazienki i nie patrząc w lustro zrzuciłam z siebie wczorajsze ciuchy i weszłam pod prysznic. Zimne krople wody, trochę mnie rozbudziły, jednak nie dały zapomnieć o wydarzeniach z poprzedniego dnia. Czułam, że zaraz znowu zacznę płakać, okazując w ten sposób jak słaba jestem, ale na szczęście udało mi się zahamować słoną ciecz.

Gdy mój prysznic dobiegł końca, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki, podchodząc do walizki. Otworzyłam ją wyjmując z niej bieliznę i zaczęłam szukać czegoś do ubrania. Nagle w oczy rzucił mi się czarny T-shirt. Joe,  pomyślałam od razu. Wzięłam to, co znalazłam i ubrałam się. Włosy pozostawiłam do wyschnięcia i położyłam się na łóżko-znowu. Zwinęłam się w kulkę i zamknęłam oczy.

Curle up in a ball with something Hanes.
In bed I lay in nothing but your t-shirt on.
[4]

- Jesteś świnią Jonas! – Krzyknęłam i weszłam do jego sypialni trzaskając drzwiami. Oparłam się o nie, zjechałam na dół a łzy ciekły po mojej twarzy niszcząc makijaż. Nie miałam siły, żeby wstać. Położyłam się na dywanie i zamknęłam oczy. Dlaczego to wszystko było takie trudne?! Dlaczego nie mogliśmy być szczęśliwi jak inne pary?! Dlaczego?! Boże, co ja takiego zrobiłam?! Dlaczego nie dasz mi, choć odrobiny szczęścia?! Najpierw zabrałeś mi siostrę a teraz chcesz i w jakiś sposób zabrać mi Joe?!

Zamiast usiąść, porozmawiać
ja trzasnęłam drzwiami by za nimi płakać.[5]

          Obudziłam się ma skutek szturchnięcia. Otworzyłam oczy i przetarłam je ręką a po chwili zobaczyłam przed sobą postać Nicka.
- Co tam? – Spytałam cicho.
- Właściwie to nic. Chciałem ci tylko powiedzieć, że ja i Mils idziemy do moich rodziców i zapytać czy idziesz z nami? – Spytał siadając na łóżku obok mnie.
- Nie Nick. – Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. – Ale, dzięki, że pytasz.
- Jesteś siostrą mojej narzeczonej, musimy być dla siebie mili. – Powiedział i wyszczerzył się a ja lekko walnęłam go w ramię. – Ej! To bolało!
- Ta, chyba twoją dumę, że dziewczyna cię walnęła. – Przewróciłam oczami i przytuliłam go.
- Ołłłł. Jak dobrze widzieć was w pokojowych stosunkach. – Raptem do pokoju zajrzała moja siostra i uśmiechnęła się.
- Lećcie już. Pozdrów rodziców Nick. – Powiedziałam a po chwili znowu zostałam w pokoju sama. Wyciągnęłam mojego laptopa a w czasie, gdy się uruchamiał, weszłam pod kołdrę i przykryłam się. Pól minuty potem na można było zobaczyć tło pulpitu. Dwie uśmiechnięte, przytulone osoby, oparte o drzewo w parku a na twarzy każdej z nich widniał uśmiech.
Znowu zachciało mi się płakać. Znowu o Nim myślałam. Ja tak nie chce! …

Gdy wróciłam już do domu i opadło to napięcie,
Zobaczyłam na pulpicie nasze wspólne zdjęcie.
Byliśmy tam szczęśliwi jak nikt inny,
Więc powiedz mi proszę, kto jest teraz winny.[6]


Mijały sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie a ja tak jak go kochałam tak nadal to robiłam. Nie ruszałam się z pokoju ani na krok. Miley przynosiła mi jedzenie, picie, ale też wiedziałam, że powoli miała dość mojego zachowania. Na dworze było coraz cieplej, więc kilka razy wyszłam na taras odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Do tego nie czułam się zbyt dobrze i nie miałam pojęcia, czym to mogło być spowodowane. Nie wiem, może tym, że jedzenie, które przynosiła mi siostra w większości lądowały za oknem albo to, co zjadłam w kiblu.

-Demi. – Usłyszałam a po chwili w moim pokoju pojawiła się Jessika. Spojrzałam na nią a potem znowu schowałam twarz w poduszkę. Dlaczego tak trudno jest przestać kochać i zapomnieć?! Dlaczego to tak boli?! Niech mi ktoś odpowie!
- Kochanie, wiem, że nie doszłaś jeszcze do siebie i zwolniłaś się z komisariatu, ale to naprawdę wyjątkowa sprawa. Dzisiaj mamy ich złapać a ty jesteś potrzebna. Proszę Demi. – Powiedziała siadając obok mnie a ja podniosłam się do pozycji siedzącej. To prawda, zwolniłam się z komisariatu. Nie potrafiłam tam pracować. Za dużo wspomnień było z tym związanych.

Spojrzałam na nią, a widząc jej wyraz twarzy, pokiwałam głową i wstałam. Przebrałam się i 10 minut potem siedziałyśmy już w jej samochodzie. Wyjęłam komórkę i w liście kontaktów znalazłam odpowiedni numer. Wpatrywałam się chwile w ekran, trzymając palec na zielonej słuchawce, chcąc usłyszeć jego głos, ale w ostatniej chwili stchórzyłam. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni i oparłam głowę o szybę, „podziwiając” krople padającego z nieba deszczu.

Nawet nie zauważyłam, że jesteśmy na miejscu. Dopiero głos panny Olson, uświadomił mi to, że auto stoi a ona szykuje się do akcji.
-Weź to. Przyda ci się. – Powiedziała, podając mi pasek z przyczepioną bronią. Wzięłam go od niej, wysiadłam i założyłam a po chwili zaczęłam rozglądać się po okolicy. Szary budynek przed nami, który oświetlała tylko jedna latarnia, sprawiał wrażenie opuszczonego, zaniedbanego i co tu ukrywać śmierdzącego. Miał dwa piętra i zero szyb o w oknach.
Podeszłyśmy, z Jess do kilku osób z naszego dawnego zespołu, witając się i dzieląc informacjami, kto idzie gdzie i na jaki znak zaczynamy akcję.
Kiedy wszystko było już ustalone ruszyliśmy do środka. „Pokój”, w którym znajdowali się przestępcy otoczyliśmy z każdej możliwej strony. Po około dwóch minutach Jessika dała sygnał reszcie i wkroczyliśmy do pomieszczenia. I to był dopiero początek. Zaczęło się od „rozmowy” przez krzyki aż doszło do strzelaniny. Schowałam się za ścianą, aby uniknąć postrzału a chwilę później usłyszałam swoje imię. Odwróciłam głowę w stronę dźwięku i to był błąd. Poczułam pieczenie i okropny ból pod klatką piersiową a przed oczami zaczynało mi się robić ciemno. Ostatkami sił oparłam się ścianę a po chwili upadłam na ziemię jak marionetka, której odcięto sznureczki, przed oczami mając tylko najważniejsza osobę w moim życiu i dwa ważne słowa skierowane właśnie do tej osoby: „Kocham Cię”…

[Jessika]
-Demi! Dee! Demi otwórz oczy, proszę! Mike, dzwoń po pogotowie! Już! – Krzyknęłam. W tym momencie złapanie tych kryminalistów zeszło na drugi plan a liczyło się tylko uratowanie mojej przyjaciółki.
- Zaraz przyjadą. – Powiedział Mike, podchodząc do mnie. W budynku został cały zespół a te pieprzone łajzy zwiały.
- Demi, proszę. – Szepnęłam czując, ze łzy zaczynają zbierać mi się pod powiekami. Przetarłam oczy ręką a potem, złapałem dłoń mojej przyjaciółki.

Kilka minut później przyjechało pogotowie a sanitariusze wzięli ją na nosze. Szłam obok nich a przy karetce Demi otworzyła oczy.
-Nie mów nic Miley ani nikomu. – Szepnęła ledwo dosłyszalnie a chwilę potem znalazła się już w karetce. Podbiegłam do zespołu i powiedziałam, ze jadę z nią a oni mają nic nikomu nie mówić tak jak prosiła. Wsiadłam do samochodu i po chwili ruszyłam za karetką modląc się, by wszystko było dobrze, żeby z tego wyszła.

Do szpitala dotarłam 10 minut później gdyż obowiązywała mnie sygnalizacja świetlna. Mogłam włączyć „koguta” na dachu auta, ale zorientowałam się dopiero, gdy byłam pod szpitalem. Wyskoczyłam z pojazdu jak oparzona, zamknęłam go i weszłam przez główne drzwi do budynku. Podeszłam do recepcji pytając panią około 50 lat o Lovato.
- Jest na sali operacyjnej. Proszę poczekać na korytarzu. – Odpowiedziała nie posyłając w moją stronę nawet najmniejszego uśmiechu dodającego otuchy ani nawet głupiego spojrzenia.
- Dziękuję. – Odpowiedziałam i usiadłam na wolnym krześle na korytarzu. Odwróciłam głowę w lewą stronę i zauważyłam siostrę Dee z narzeczonym idących w moja stronę. Mils miała czerwone oczy a na jej policzkach było widać łzy pomieszane z tuszem do rzęs.
- Jess, co z nią? – Spytała, ocierając oczy i przytulając się do Nicholasa.
- Nie wiem, operują ją. – Powiedziałam, spuszczając wzrok. Czułam się winna tego „wypadku”. To ja mimo tego, że już nie pracowała w policji, poprosiłam ją, aby z nami poszła.
- To moja wina Miley. To ja ją poprosiłam, żeby nam pomogła.
- Jess …
- Nie to moja wina!
- Jessika uspokój się! To nie twoja wina! To był przypadek. Cholerny przypadek. – Powiedziała i usiadła obok mnie, czekając na jakiekolwiek wieści o Demi.

-Jak to było z Wami? No wiesz, jak się poznaliście itd.? – Spytałam, upijając łyk kawy rozpuszczalnej.
-Śmieszna historia. Poznaliśmy się w 5 lat temu chciałam zaparkować a wolne miejsce było tylko obok auta Joe. Spróbowałam tam wjechać i przypadkowo zahaczyłam o jego samochód. Zaczęliśmy się wyzywać, on mnie od niedorozwiniętych blondynek, co nie powinny za kierownicę siadać, ja go od przebrzydłych szczurów, w czym szczury były ładniejsze a potem tak jakoś wyszło umówiliśmy się na kawę.
- A zerwaliście, bo musiałaś wyjechać no nie?
- Co? Nie, to Joe zerwał nasze zaręczyny. Zostawił mnie przed ołtarzem, a ja byłam w drugim miesiącu ciąży, ale tak bywa. Jakoś się z tym pogodziłam. Co wcale nie było łatwe. – Powiedziała a mnie wmurowało w podłogę. Miałam ochotę się rozpłakać i zacząć rzucać rzeczami. Znowu mnie okłamał! Znowu sprawił, ze miałam chęć udusić go gołymi rękami …

-Wybudza się. – Usłyszałam nad sobą i powoli zaczęłam otwierać oczy. Kręciło mi się w głowie jakbym właśnie zaliczyła kilka przejażdżek na Roller Coaster’ze tylko po „pętlach”. Zegar wiszący na ścianie wydawał się być w pięciu różnych miejscach naraz a osoba patrząca na mnie miała dwie pary oczu. Dopiero, kiedy obraz przestał się kręcić spostrzegłam osobę siedzącą obok łóżka i czułam jak trzyma moją rękę.  Przeniosłam wzrok na osobnika i zauważyłam, ze to Jessika. Miała czerwone oczy, w których teraz można było zobaczyć radość.
-Wie pani, co się wydarzyło?  - Spytał lekarz stojący nade mną a ja pokiwałam lekko głową, gdyż w gardle miałam sucho jak na pustyni i nie mogłam nic powiedzieć. Pamiętałam, krzyk, huk a potem ciemność, ale wiedziałam, z czym to się wiązało.
- Przykro mi to mówić, ale dziecka nie dało się uratować. – Powiedział a moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości.
- Ja … jakiego dziecka? – Wychrypiałam patrząc na lekarza jak na kosmitę.
- Była pani w trzecim tygodniu ciąży. – Odpowiedział. To nie możliwe, pomyślałam i jak na zawołanie przed oczami pokazała mi się odpowiednia scena.
- Zostawię panie same. – Rzekł po chwili mężczyzna i zaczął kierować się do drzwi.
- Chwilkę. – Zdołałam wymówić jedno słowo a lekarz się wrócił. Jessika zwilżyła mi trochę usta i od razu poczułam się lepiej. – Proszę powiedzieć mojej siostrze i reszcie, ze bardzo wam przykro, ale nie udało się mnie uratować. – Spojrzałam na doktora a potem na Jess, której wzrok mówił „popieprzyło cie czy jak?”
- Ale …
- Bardzo pana proszę. Musze zacząć wszystko od nowa. Proszę. – Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem a po chwili wahania zgodził się. Wyszedł z sali a po chwili dało się usłyszeć płacz mojej siostry i chyba nawet Nicka. Nie powiem, mi samej zachciało się ryczeć, ale resztkami sił powstrzymałam się i spojrzałam na Jess.
- Czemu to zrobiłaś? – Spytała.
- Mówiłam. Muszę zacząć wszystko od nowa. Oni wkrótce pogodzą się z moją rzekomą śmiercią a ja będę mogła całkowicie zmienić swoje życie. Jessika, proszę nic nikomu nie mów. Przysięgnij mi to.
- Dobrze. Przysięgam, mimo, iż tego nie pochwalam. – Odpowiedziała a ja starałam się do niej uśmiechnąć. Jednak zaraz potem w oczach poczułam piekące łzy, spowodowane wiadomością od lekarza. Miałam mieć dziecko, ale przez chwilę nieuwagi straciłam je … Na zawsze … Wiem, że być może będę miała kiedyś dzieci, ale świadomość tego, które już nigdy nie będzie miało szansy przyjść na świat była bolesna i to bardzo.

If I could take it all back I would now …[7]

Minęły trzy tygodnie, podczas których odwiedzała mnie tylko i wyłącznie Jessika. Czułam się już dobrze fizycznie, ale psychicznie nie było jeszcze tak dobrze. Wciąż prześladowały mnie słowa lekarza. Przykro mi to mówić, ale dziecka nie dało się uratować. Naszego dziecka, mojego i tego kłamcy …
         
 Jessika przy każdej wizycie opowiadała mi, co słychać u Miley, Nicka, Kevina, ale gdy temat schodził na komisariat jakoś trąciła ochotę do rozmowy.
- Jess, czemu nie chcesz rozmawiać o pracy? – Spytałam tego samego dnia, w którym wychodziłam ze szpitala. Rana już się prawie ślicznie zagoiła, więc lekarz uznał, ze nie będzie mnie trzymać.
- Bo mam wyrzuty sumienia. To przeze mnie tu trafiłaś i to przeze mnie nie będziesz w najbliższym czasie matką. – Widziałam w jej oczach smutek i poczucie winy, ale wiedziałam też, że kłamie. Nie w tym, że jej przykro tylko, że wybrała drugą odpowiedź. Tak naprawdę był pewnie też inny powód, ale postanowiłam tego nie drążyć.
- Jessie, to nie twoja wina. To ja nie uważałam. Nie byłam skoncentrowana. Owszem boli mnie utrata dziecka, ale trzeba żyć dalej, z tą świadomością. A Gomez, Will i spółkę złapiemy, znaczy wy złapiecie.
- Demi, wiesz, ze zawsze możesz wrócić do nas. McGann też ci to mówił. – Odpowiedziała biorąc moją torbę z łóżka, gdy ja sprawdzałam czy wszystko wzięłam.
- Wiem, ale nie umiem. Może kiedyś …

-Jess, zatrzymaj się tutaj. Skoro mam zacząć nowe życie to potrzebuję zmiany. – Powiedziałam, gdy przejeżdżałyśmy obok centrum handlowego. Moja przyjaciółka bez sprzeciwu zaparkowała a po chwili skierowałyśmy się do salonu fryzjerskiego. Przywitałyśmy się z pracownicami, a ja usiadłam na fotel czekając aż fryzjerka zacznie swoją prace.
- No to, co robimy? – Spytała i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Trochę skracamy, grzywkę zostawiamy jak jest i farbujemy może na …
- Może na rudo? – Podsunęła panna Olson.
- A wiesz, ze brzmi nieźle. – Bardziej powiedziałam niż spytałam. Fryzjerka wyciągnęła wszystkie potrzebne przyrządy a po umyciu moich włosów zabrała się do pracy.

- Wyglądasz … inaczej. – Stwierdziła Jess, gdy wychodziłyśmy z zakładu. – Słowo daję, gdybym nie przyszła z tobą to bym cię nie poznała.
- I o to mi właśnie chodziło Jess. – Odpowiedziałam uśmiechając się.
- No to teraz jedziemy do mnie. Zobaczysz, spodoba ci się. – Powiedziała uradowana. – Nie będzie tak pusto w tym domu.
- Wiesz, ze nie chce ci robić kłopotu …
- Siedź cicho, jesteś moją przyjaciółką i ty zrobiłabyś to samo dla mnie.
- Okej, ale będę ci się dokładać do rachunków. – Powiedziałam od razu a chwilę potem zaczęłyśmy się śmiać.

- Idę się przejść. Nie długo wrócę. – Powiedziałam, zakładając buty.
- Tylko uważaj na siebie. – Krzyknęła Jess z salonu.
- Dobrze mamo! – Odkrzyknęłam z żartem a zaraz zdałam sobie sprawę, że do mnie nikt nie powie mamo … Kurde, ogarnij się. Zaczęłaś nowe życie z nowym imieniem – Kaylee Evans. Żyj przyszłością, a przeszłość zostaw za sobą …
Ta, żeby to było takie łatwe …

Przechadzając się ulicami Los Angeles postanowiłam wejść do jakiegoś baru. Nie chciałam się upić ani nic z tych rzeczy, tylko … właściwie to sama nie wiem, ale weszłam do pierwszego lepszego i usiadłam przy barze. Poprosiłam kelnera o zwykła wodę a chwilę potem stała w szklance przede mną. Było głośno, gdy nagle wszystko ucichło a do środka wparowała policja. Nie odwróciłam się nawet w stronę wejścia tylko siedziałam jak gdyby nigdy nic.
- Idziesz z nami. – Usłyszałam i poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Poznałam ten głos …
Odwróciłam głowę w Jego stronę, napotykając te hipnotyzujące oczy i modliłam się żeby tylko mnie nie poznał … 


[1] Lales – Tylko ciebie chcę
[2] Lales – Tylko ciebie chcę
[3] Lales – Tylko ciebie chcę
[4] Shontelle – T-shirt
[5] Lales – Tylko ciebie chcę
[6] Lales – Tylko ciebie chcę
[7] Camp Rock 2- Demi Lovato – It’s not too late
*******
Good evning guys xd  Co u was słychać? ;D Na szczęście już po testach gimnazjalnych z których  tylko angol poszedł mi bardzo dobrze a o macie to lepiej nie mówić ;/  Wyrobiłam się w 4 dni. haha. Ale pisanie tego rozdziału dobrze mnie odprężało przed testami. xd  Hmmm? co ja miałam jeszcze napisać? a tak, powoli zbliżamy się do końca love-or-lie ale spokojnie, zostało jeszcze 11 rozdziałów + epilog ;D. Nie przedłużam bo moja kochana współautorka skopie mi zaraz tyłek, ze tak długo. Więc ... następny pisze Sweet_Lemon czyli do 21 ;D ;*
Myself

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz