[ by Myself ]
Gwar, hałas i mój samolot. Weszłam do środka i
zajęłam swoje miejsce. Wyjęłam z torebki telefon, drugą ocierając mokre od łez
oczy. Ciekawa byłam czy już wrócił do domu, czy przeczytał list, jak
zareagował…
I jak na złość mój telefon zaczął
dzwonić a na wyświetlaczu pojawiło się Jego imię. Odebrałam to cholerne
połączenie i od razu usłyszałam Jego głos, pełen złości, gniewu i chyba nawet
smutku i żalu.
Próbowałam się powstrzymać i nie płakać,
ale po zakończeniu rozmowy łzy wylewały się z moich oczu z zawrotną prędkością.
Co ja w ogóle robiłam?! Jeśli tak miała wyglądać nasza znajomość, to mogłaby
się wcale nie zaczynać …
męczące
kłótnie, ciągłe kłamstwa, awantury,
co dzień dzieliły Nas coraz większe mury.[1]
co dzień dzieliły Nas coraz większe mury.[1]
Otworzyłam
drzwi od domu i weszłam do środka, zamykając je. Odstawiłam walizkę pod ścianę
i usiadłam na kanapie w salonie, zakrywając twarz dłońmi. Wszędzie panował
totalny mrok, ale szczerze mówiąc miałam to w głębokim poważaniu. Chciałam być
teraz sama. Sama użerać się z tym pieprzonym życiem, z Jego kłamstwami i z Nim
…
Przestać go w końcu kochać jak wariatka
i zacząć od nowa. Sprawić, że moje życie przestanie wyglądać jak wielki bałagan
i wreszcie je uporządkować. Ale nie potrafię tak łatwo wyrzucić go z mojej
pamięci! Zbyt bardzo mi na nim zależy! Zbyt bardzo go kocham! Chociaż bym
chciała to nie mogę!
Na pewno byś chciała?
Tak
i zamknij się!
Jak chcesz.
Nie wiedziałam, co się z Nami tak naprawdę stało!?
Dlaczego Nasze życie w proch się rozsypało?[2]
Dlaczego Nasze życie w proch się rozsypało?[2]
-
Demi? Co ty tutaj robisz? – Usłyszałam głos Nicka a po chwili światło się
zapaliło. – Gdzie Joe? – Spytał podchodząc do kanapy i siadając obok mnie.
-
Nie … nie ma …go. Zost … został w … Vegas. – Wyszeptałam, ledwo dosłyszalnie.
-
A, czemu ty tu jesteś i na dodatek płaczesz? Przecież miałaś się z nim
pogodzić.
-
I tak było … tyle, ze dzisiejszy dzień i spotkanie z jego byłą narzeczoną
wszystko zmieniły … On cały czas kłamie, rozumiesz?! Mówił, że Annie była jego
dziewczyną a nie narzeczoną, nie powiedział, że zostawił ją przed ołtarzem, że
była z nim … że miała mieć z nim dziecko! – Powiedziałam a Nicka jakby wcięło.
Po chwili jednak przyciągnął mnie do siebie i przytulił a ja czułam się jak
największa idiotka na świecie, największa zakochana idiotka, zakochana w kimś,
w kim nie powinnam być! W zwykłym kłamcy, który najwidoczniej bał się prawdy! …
Teraz
wiem, że musiałam od Ciebie odejść.
bo co miałam zrobić by temu zapobiec?
spakowałam rzeczy i poszłam w siną dal,
została tylko cicha pustka, gniew i wielki żal.[3]
bo co miałam zrobić by temu zapobiec?
spakowałam rzeczy i poszłam w siną dal,
została tylko cicha pustka, gniew i wielki żal.[3]
Następnego
dnia obudziłam się w swoim łóżku i z bolącą od płaczu głową. Moja walizka stała
przy drzwiach nierozpakowana. Wstałam z łóżka i na chwilę zrobiło mi się ciemno
przed oczami i zaczęło kręcić w głowie. Oparłam się o stolik nocny a po chwili
wszystko wróciło do normy. Powoli skierowałam się do łazienki i nie patrząc w
lustro zrzuciłam z siebie wczorajsze ciuchy i weszłam pod prysznic. Zimne
krople wody, trochę mnie rozbudziły, jednak nie dały zapomnieć o wydarzeniach z
poprzedniego dnia. Czułam, że zaraz znowu zacznę płakać, okazując w ten sposób
jak słaba jestem, ale na szczęście udało mi się zahamować słoną ciecz.
Gdy mój prysznic dobiegł końca, owinęłam
się ręcznikiem i wyszłam z łazienki, podchodząc do walizki. Otworzyłam ją
wyjmując z niej bieliznę i zaczęłam szukać czegoś do ubrania. Nagle w oczy
rzucił mi się czarny T-shirt. Joe,
pomyślałam od razu. Wzięłam to, co znalazłam i ubrałam się. Włosy
pozostawiłam do wyschnięcia i położyłam się na łóżko-znowu. Zwinęłam się w kulkę i zamknęłam oczy.
Curle up in a ball with
something Hanes.
In bed I lay in nothing but your t-shirt on.[4]
In bed I lay in nothing but your t-shirt on.[4]
-
Jesteś świnią Jonas! – Krzyknęłam i weszłam do jego sypialni trzaskając
drzwiami. Oparłam się o nie, zjechałam na dół a łzy ciekły po mojej twarzy
niszcząc makijaż. Nie miałam siły, żeby wstać. Położyłam się na dywanie i
zamknęłam oczy. Dlaczego to wszystko było takie trudne?! Dlaczego nie mogliśmy
być szczęśliwi jak inne pary?! Dlaczego?! Boże, co ja takiego zrobiłam?!
Dlaczego nie dasz mi, choć odrobiny szczęścia?! Najpierw zabrałeś mi siostrę a
teraz chcesz i w jakiś sposób zabrać mi Joe?!
Zamiast
usiąść, porozmawiać
ja trzasnęłam drzwiami by za nimi płakać.[5]
ja trzasnęłam drzwiami by za nimi płakać.[5]
Obudziłam
się ma skutek szturchnięcia. Otworzyłam oczy i przetarłam je ręką a po chwili
zobaczyłam przed sobą postać Nicka.
-
Co tam? – Spytałam cicho.
-
Właściwie to nic. Chciałem ci tylko powiedzieć, że ja i Mils idziemy do moich
rodziców i zapytać czy idziesz z nami? – Spytał siadając na łóżku obok mnie.
-
Nie Nick. – Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. – Ale, dzięki, że pytasz.
-
Jesteś siostrą mojej narzeczonej, musimy być dla siebie mili. – Powiedział i
wyszczerzył się a ja lekko walnęłam go w ramię. – Ej! To bolało!
-
Ta, chyba twoją dumę, że dziewczyna cię walnęła. – Przewróciłam oczami i
przytuliłam go.
-
Ołłłł. Jak dobrze widzieć was w pokojowych stosunkach. – Raptem do pokoju
zajrzała moja siostra i uśmiechnęła się.
-
Lećcie już. Pozdrów rodziców Nick. – Powiedziałam a po chwili znowu zostałam w
pokoju sama. Wyciągnęłam mojego laptopa a w czasie, gdy się uruchamiał, weszłam
pod kołdrę i przykryłam się. Pól minuty potem na można było zobaczyć tło
pulpitu. Dwie uśmiechnięte, przytulone osoby, oparte o drzewo w parku a na
twarzy każdej z nich widniał uśmiech.
Znowu
zachciało mi się płakać. Znowu o Nim myślałam. Ja tak nie chce! …
Gdy
wróciłam już do domu i opadło to napięcie,
Zobaczyłam
na pulpicie nasze wspólne zdjęcie.
Byliśmy
tam szczęśliwi jak nikt inny,
Więc
powiedz mi proszę, kto jest teraz winny.[6]
Mijały sekundy, minuty, godziny, dni,
tygodnie a ja tak jak go kochałam tak nadal to robiłam. Nie ruszałam się z
pokoju ani na krok. Miley przynosiła mi jedzenie, picie, ale też wiedziałam, że
powoli miała dość mojego zachowania. Na dworze było coraz cieplej, więc kilka
razy wyszłam na taras odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Do tego nie czułam
się zbyt dobrze i nie miałam pojęcia, czym to mogło być spowodowane. Nie wiem,
może tym, że jedzenie, które przynosiła mi siostra w większości lądowały za
oknem albo to, co zjadłam w kiblu.
-Demi. – Usłyszałam a po chwili w moim
pokoju pojawiła się Jessika. Spojrzałam na nią a potem znowu schowałam twarz w
poduszkę. Dlaczego tak trudno jest przestać kochać i zapomnieć?! Dlaczego to
tak boli?! Niech mi ktoś odpowie!
-
Kochanie, wiem, że nie doszłaś jeszcze do siebie i zwolniłaś się z komisariatu,
ale to naprawdę wyjątkowa sprawa. Dzisiaj mamy ich złapać a ty jesteś
potrzebna. Proszę Demi. – Powiedziała siadając obok mnie a ja podniosłam się do
pozycji siedzącej. To prawda, zwolniłam się z komisariatu. Nie potrafiłam tam
pracować. Za dużo wspomnień było z tym związanych.
Spojrzałam na nią, a widząc jej wyraz
twarzy, pokiwałam głową i wstałam. Przebrałam się i 10 minut potem siedziałyśmy
już w jej samochodzie. Wyjęłam komórkę i w liście kontaktów znalazłam
odpowiedni numer. Wpatrywałam się chwile w ekran, trzymając palec na zielonej
słuchawce, chcąc usłyszeć jego głos, ale w ostatniej chwili stchórzyłam.
Schowałam telefon z powrotem do kieszeni i oparłam głowę o szybę, „podziwiając”
krople padającego z nieba deszczu.
Nawet nie zauważyłam, że jesteśmy na
miejscu. Dopiero głos panny Olson, uświadomił mi to, że auto stoi a ona szykuje
się do akcji.
-Weź
to. Przyda ci się. – Powiedziała, podając mi pasek z przyczepioną bronią.
Wzięłam go od niej, wysiadłam i założyłam a po chwili zaczęłam rozglądać się po
okolicy. Szary budynek przed nami, który oświetlała tylko jedna latarnia,
sprawiał wrażenie opuszczonego, zaniedbanego i co tu ukrywać śmierdzącego. Miał
dwa piętra i zero szyb o w oknach.
Podeszłyśmy, z Jess do kilku osób z
naszego dawnego zespołu, witając się i dzieląc informacjami, kto idzie gdzie i
na jaki znak zaczynamy akcję.
Kiedy wszystko było już ustalone
ruszyliśmy do środka. „Pokój”, w którym znajdowali się przestępcy otoczyliśmy z
każdej możliwej strony. Po około dwóch minutach Jessika dała sygnał reszcie i
wkroczyliśmy do pomieszczenia. I to był dopiero początek. Zaczęło się od
„rozmowy” przez krzyki aż doszło do strzelaniny. Schowałam się za ścianą, aby
uniknąć postrzału a chwilę później usłyszałam swoje imię. Odwróciłam głowę w
stronę dźwięku i to był błąd. Poczułam pieczenie i okropny ból pod klatką
piersiową a przed oczami zaczynało mi się robić ciemno. Ostatkami sił oparłam
się ścianę a po chwili upadłam na ziemię jak marionetka, której odcięto
sznureczki, przed oczami mając tylko najważniejsza osobę w moim życiu i dwa
ważne słowa skierowane właśnie do tej osoby: „Kocham Cię”…
[Jessika]
-Demi! Dee! Demi otwórz oczy, proszę!
Mike, dzwoń po pogotowie! Już! – Krzyknęłam. W tym momencie złapanie tych
kryminalistów zeszło na drugi plan a liczyło się tylko uratowanie mojej
przyjaciółki.
-
Zaraz przyjadą. – Powiedział Mike, podchodząc do mnie. W budynku został cały
zespół a te pieprzone łajzy zwiały.
-
Demi, proszę. – Szepnęłam czując, ze łzy zaczynają zbierać mi się pod
powiekami. Przetarłam oczy ręką a potem, złapałem dłoń mojej przyjaciółki.
Kilka minut później przyjechało
pogotowie a sanitariusze wzięli ją na nosze. Szłam obok nich a przy karetce
Demi otworzyła oczy.
-Nie
mów nic Miley ani nikomu. – Szepnęła ledwo dosłyszalnie a chwilę potem znalazła
się już w karetce. Podbiegłam do zespołu i powiedziałam, ze jadę z nią a oni
mają nic nikomu nie mówić tak jak prosiła. Wsiadłam do samochodu i po chwili
ruszyłam za karetką modląc się, by wszystko było dobrze, żeby z tego wyszła.
Do szpitala dotarłam 10 minut później
gdyż obowiązywała mnie sygnalizacja świetlna. Mogłam włączyć „koguta” na dachu
auta, ale zorientowałam się dopiero, gdy byłam pod szpitalem. Wyskoczyłam z
pojazdu jak oparzona, zamknęłam go i weszłam przez główne drzwi do budynku.
Podeszłam do recepcji pytając panią około 50 lat o Lovato.
-
Jest na sali operacyjnej. Proszę poczekać na korytarzu. – Odpowiedziała nie
posyłając w moją stronę nawet najmniejszego uśmiechu dodającego otuchy ani
nawet głupiego spojrzenia.
-
Dziękuję. – Odpowiedziałam i usiadłam na wolnym krześle na korytarzu.
Odwróciłam głowę w lewą stronę i zauważyłam siostrę Dee z narzeczonym idących w
moja stronę. Mils miała czerwone oczy a na jej policzkach było widać łzy
pomieszane z tuszem do rzęs.
-
Jess, co z nią? – Spytała, ocierając oczy i przytulając się do Nicholasa.
-
Nie wiem, operują ją. – Powiedziałam, spuszczając wzrok. Czułam się winna tego
„wypadku”. To ja mimo tego, że już nie pracowała w policji, poprosiłam ją, aby
z nami poszła.
-
To moja wina Miley. To ja ją poprosiłam, żeby nam pomogła.
-
Jess …
-
Nie to moja wina!
-
Jessika uspokój się! To nie twoja wina! To był przypadek. Cholerny przypadek. –
Powiedziała i usiadła obok mnie, czekając na jakiekolwiek wieści o Demi.
-Jak
to było z Wami? No wiesz, jak się poznaliście itd.? – Spytałam, upijając łyk
kawy rozpuszczalnej.
-Śmieszna historia.
Poznaliśmy się w 5 lat temu chciałam zaparkować a wolne miejsce było tylko obok
auta Joe. Spróbowałam tam wjechać i przypadkowo zahaczyłam o jego samochód.
Zaczęliśmy się wyzywać, on mnie od niedorozwiniętych blondynek, co nie powinny
za kierownicę siadać, ja go od przebrzydłych szczurów, w czym szczury były
ładniejsze a potem tak jakoś wyszło umówiliśmy się na kawę.
- A zerwaliście, bo
musiałaś wyjechać no nie?
- Co? Nie, to Joe
zerwał nasze zaręczyny. Zostawił mnie przed ołtarzem, a ja byłam w drugim
miesiącu ciąży, ale tak bywa. Jakoś się z tym pogodziłam. Co wcale nie było
łatwe. – Powiedziała a mnie wmurowało w podłogę. Miałam ochotę się rozpłakać i
zacząć rzucać rzeczami. Znowu mnie okłamał! Znowu sprawił, ze miałam chęć
udusić go gołymi rękami …
-Wybudza się. – Usłyszałam nad sobą i
powoli zaczęłam otwierać oczy. Kręciło mi się w głowie jakbym właśnie zaliczyła
kilka przejażdżek na Roller Coaster’ze tylko po „pętlach”. Zegar wiszący na
ścianie wydawał się być w pięciu różnych miejscach naraz a osoba patrząca na
mnie miała dwie pary oczu. Dopiero, kiedy obraz przestał się kręcić
spostrzegłam osobę siedzącą obok łóżka i czułam jak trzyma moją
rękę. Przeniosłam wzrok na osobnika i zauważyłam, ze to Jessika.
Miała czerwone oczy, w których teraz można było zobaczyć radość.
-Wie
pani, co się wydarzyło? - Spytał lekarz stojący nade mną a ja
pokiwałam lekko głową, gdyż w gardle miałam sucho jak na pustyni i nie mogłam
nic powiedzieć. Pamiętałam, krzyk, huk a potem ciemność, ale wiedziałam, z czym
to się wiązało.
-
Przykro mi to mówić, ale dziecka nie dało się uratować. – Powiedział a moje
oczy rozszerzyły się do granic możliwości.
-
Ja … jakiego dziecka? – Wychrypiałam patrząc na lekarza jak na kosmitę.
-
Była pani w trzecim tygodniu ciąży. – Odpowiedział. To nie możliwe, pomyślałam i jak na zawołanie przed oczami pokazała
mi się odpowiednia scena.
-
Zostawię panie same. – Rzekł po chwili mężczyzna i zaczął kierować się do
drzwi.
-
Chwilkę. – Zdołałam wymówić jedno słowo a lekarz się wrócił. Jessika zwilżyła
mi trochę usta i od razu poczułam się lepiej. – Proszę powiedzieć mojej
siostrze i reszcie, ze bardzo wam przykro, ale nie udało się mnie uratować. –
Spojrzałam na doktora a potem na Jess, której wzrok mówił „popieprzyło cie czy
jak?”
-
Ale …
-
Bardzo pana proszę. Musze zacząć wszystko od nowa. Proszę. – Spojrzałam na
niego błagalnym wzrokiem a po chwili wahania zgodził się. Wyszedł z sali a po
chwili dało się usłyszeć płacz mojej siostry i chyba nawet Nicka. Nie powiem,
mi samej zachciało się ryczeć, ale resztkami sił powstrzymałam się i spojrzałam
na Jess.
-
Czemu to zrobiłaś? – Spytała.
-
Mówiłam. Muszę zacząć wszystko od nowa. Oni wkrótce pogodzą się z moją rzekomą
śmiercią a ja będę mogła całkowicie zmienić swoje życie. Jessika, proszę nic
nikomu nie mów. Przysięgnij mi to.
-
Dobrze. Przysięgam, mimo, iż tego nie pochwalam. – Odpowiedziała a ja starałam
się do niej uśmiechnąć. Jednak zaraz potem w oczach poczułam piekące łzy,
spowodowane wiadomością od lekarza. Miałam mieć dziecko, ale przez chwilę
nieuwagi straciłam je … Na zawsze … Wiem, że być może będę miała kiedyś dzieci,
ale świadomość tego, które już nigdy nie będzie miało szansy przyjść na świat
była bolesna i to bardzo.
If I could take it all back
I would now …[7]
Minęły trzy tygodnie, podczas których
odwiedzała mnie tylko i wyłącznie Jessika. Czułam się już dobrze fizycznie, ale
psychicznie nie było jeszcze tak dobrze. Wciąż prześladowały mnie słowa
lekarza. Przykro mi to mówić, ale
dziecka nie dało się uratować. Naszego dziecka, mojego i tego kłamcy …
Jessika przy każdej wizycie
opowiadała mi, co słychać u Miley, Nicka, Kevina, ale gdy temat schodził na komisariat
jakoś trąciła ochotę do rozmowy.
-
Jess, czemu nie chcesz rozmawiać o pracy? – Spytałam tego samego dnia, w którym
wychodziłam ze szpitala. Rana już się prawie ślicznie zagoiła, więc lekarz
uznał, ze nie będzie mnie trzymać.
-
Bo mam wyrzuty sumienia. To przeze mnie tu trafiłaś i to przeze mnie nie
będziesz w najbliższym czasie matką. – Widziałam w jej oczach smutek i poczucie
winy, ale wiedziałam też, że kłamie. Nie w tym, że jej przykro tylko, że
wybrała drugą odpowiedź. Tak naprawdę był pewnie też inny powód, ale
postanowiłam tego nie drążyć.
-
Jessie, to nie twoja wina. To ja nie uważałam. Nie byłam skoncentrowana. Owszem
boli mnie utrata dziecka, ale trzeba żyć dalej, z tą świadomością. A Gomez,
Will i spółkę złapiemy, znaczy wy złapiecie.
-
Demi, wiesz, ze zawsze możesz wrócić do nas. McGann też ci to mówił. –
Odpowiedziała biorąc moją torbę z łóżka, gdy ja sprawdzałam czy wszystko
wzięłam.
-
Wiem, ale nie umiem. Może kiedyś …
-Jess, zatrzymaj się tutaj. Skoro mam
zacząć nowe życie to potrzebuję zmiany. – Powiedziałam, gdy przejeżdżałyśmy
obok centrum handlowego. Moja przyjaciółka bez sprzeciwu zaparkowała a po
chwili skierowałyśmy się do salonu fryzjerskiego. Przywitałyśmy się z
pracownicami, a ja usiadłam na fotel czekając aż fryzjerka zacznie swoją prace.
-
No to, co robimy? – Spytała i uśmiechnęła się przyjaźnie.
-
Trochę skracamy, grzywkę zostawiamy jak jest i farbujemy może na …
-
Może na rudo? – Podsunęła panna Olson.
-
A wiesz, ze brzmi nieźle. – Bardziej powiedziałam niż spytałam. Fryzjerka
wyciągnęła wszystkie potrzebne przyrządy a po umyciu moich włosów zabrała się
do pracy.
-
Wyglądasz … inaczej. – Stwierdziła Jess, gdy wychodziłyśmy z zakładu. – Słowo
daję, gdybym nie przyszła z tobą to bym cię nie poznała.
-
I o to mi właśnie chodziło Jess. – Odpowiedziałam uśmiechając się.
-
No to teraz jedziemy do mnie. Zobaczysz, spodoba ci się. – Powiedziała
uradowana. – Nie będzie tak pusto w tym domu.
-
Wiesz, ze nie chce ci robić kłopotu …
-
Siedź cicho, jesteś moją przyjaciółką i ty zrobiłabyś to samo dla mnie.
-
Okej, ale będę ci się dokładać do rachunków. – Powiedziałam od razu a chwilę
potem zaczęłyśmy się śmiać.
-
Idę się przejść. Nie długo wrócę. – Powiedziałam, zakładając buty.
-
Tylko uważaj na siebie. – Krzyknęła Jess z salonu.
-
Dobrze mamo! – Odkrzyknęłam z żartem a zaraz zdałam sobie sprawę, że do mnie
nikt nie powie mamo … Kurde, ogarnij się. Zaczęłaś nowe życie z nowym imieniem
– Kaylee Evans. Żyj przyszłością, a przeszłość zostaw za sobą …
Ta, żeby to było takie łatwe …
Przechadzając
się ulicami Los Angeles postanowiłam wejść do jakiegoś baru. Nie chciałam się
upić ani nic z tych rzeczy, tylko … właściwie to sama nie wiem, ale weszłam do
pierwszego lepszego i usiadłam przy barze. Poprosiłam kelnera o zwykła wodę a
chwilę potem stała w szklance przede mną. Było głośno, gdy nagle wszystko
ucichło a do środka wparowała policja. Nie odwróciłam się nawet w stronę
wejścia tylko siedziałam jak gdyby nigdy nic.
-
Idziesz z nami. – Usłyszałam i poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Poznałam
ten głos …
Odwróciłam
głowę w Jego stronę, napotykając te hipnotyzujące oczy i modliłam się żeby
tylko mnie nie poznał …
[1] Lales – Tylko ciebie chcę
[2] Lales – Tylko ciebie chcę
[3] Lales – Tylko ciebie chcę
[4] Shontelle – T-shirt
[5] Lales – Tylko ciebie chcę
[6] Lales – Tylko ciebie chcę
*******
Good
evning guys xd Co u was słychać? ;D Na szczęście już po testach
gimnazjalnych z których tylko angol poszedł mi bardzo dobrze a o macie
to lepiej nie mówić ;/ Wyrobiłam się w 4 dni. haha. Ale pisanie tego
rozdziału dobrze mnie odprężało przed testami. xd Hmmm? co ja miałam
jeszcze napisać? a tak, powoli zbliżamy się do końca love-or-lie ale
spokojnie, zostało jeszcze 11 rozdziałów + epilog ;D. Nie przedłużam bo
moja kochana współautorka skopie mi zaraz tyłek, ze tak długo. Więc ...
następny pisze Sweet_Lemon czyli do 21 ;D ;*
Myself
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz