niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 17

[ by Myself ]
Mijał właśnie trzeci tydzień odkąd tak naprawdę zrozumiałam, czego chcę. Odkąd zrozumiałam, że kłótnie i awanturynie prowadzą do niczego dobrego, ale do bólu, cierpienia i ogromnego poczucia winy za krzywdy, które się wyrządziło drugiej osobie. I to nie byle, jakiej osobie. Swojemu przyjacielowi.

You don’t know what you got
Till it goes away, goes away baby
Anything that you lost you're the one to blame,
One to blame, SO SAVE IT[1]

W mojej głowie wciąż miałam obrazy wszystkich wydarzeń z tych 21 dni.
Zaczynając od prawie codziennych kłótni z narzeczonym mojej siostry, które wyglądały tak samo i sprowadzały się tylko do jednego i chyba każdy wie, czego ...

- Demi , czemu się nie uśmiechasz i nie skaczesz z radości?- Spytał drwiącym głosem Nick.
- A, co cię to obchodzi? – Odparłam, siedząc na kanapie, zmęczona po pracy.
- Nie denerwuj się tak. Przecież każdy jest takim egoistą jak ty. Nie masz się, co przejmować, poza tym …
- Kurwa, zamknij się wreszcie!  Mam cię dosyć rozumiesz?! Nie wiem jak ktoś taki jak ty może być spokrewniony z Joe! – Krzyknęłam. Wstałam z kanapy i poszłam na piętro, zauważając jeszcze tylko ostre spojrzenie Miley skierowane w stronę młodego Jonasa. Trzasnęłam drzwiami od pokoju i znowu położyłam się na łóżku z łzami w oczach.

… Przez kolację u państwa Jonas …

Siedzieliśmy w pięknym salonie państwa Jonas i w całkowitej ciszy jedliśmy posiłek. Co chwila czułam na sobie wzrok mamy braci i co raz lepiej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie potrzebnie w ogóle tu przyszłam. W końcu nie wytrzymałam i odezwałam się pierwsza.
- Proszę. Jeżeli chce pani coś powiedzieć odnośnie wyjazdu swojego starszego syna, albo zacząć na mnie wrzeszczeć, proszę bardzo. – Powiedziałam. Chyba już nic mnie bardziej nie dobije, więc jedno kazanie w jedną czy drugą stronę nie zrobi żadnej różnicy, dodałam w myślach. Pani J. odłożyła sztućce na talerz, po czym oparła brodę na rekach przez chwilę nic nie mówiąc a tylko obserwując mnie. Czułam się trochę dziwnie, gdy wszyscy zainteresowali się naszą przyszłą wymianą zdań.
- Zawsze uważałam cię za porządną dziewczynę Demi, ale teraz mam mieszane uczucia. Sama nie wiem, co mam myśleć o całej tej sytuacji poza tym, że mój syn ”włóczy się” po jakimś innym mieście, zamiast być tu teraz z nami.
- No tak, i obwinia pani za to mnie i słusznie.
- Nie obwiniam cię Demi, po prostu trochę się na tobie zawiodłam. – Odpowiedziała w miarę opanowanym głosem, ale wiedziałam, że jest bliska płaczu.
- Gdybym tylko mogła cofnąć czas, wszystko byłoby zupełnie inaczej. – Powiedziałam, poczym wstałam. – Dziękuję bardzo za pyszny posiłek, ale lepiej będzie, jeżeli już pójdę. – Dodałam. Skierowałam się do holu, założyłam buty i wyszłam.

… Ciągłe czepianie się szefa i moją rozmowę z Nim …

- Z, kim rozmawiasz Miley? McGann znowu się wścieka o Joe. Mam już dość. –Weszłam do pokoju siostry a ona zaczęła patrzeć to na mnie to na … Joe, z którym rozmawiała na Skype.
- Myślę, że powinniście porozmawiać. Zostawię was samych. Do usłyszenia Joe. – Powiedziała i wyszła z pokoju a ja postanowiłam się odezwać.
- Cześć.
- Cześć. – Odpowiedział. – Humorki już Ci przeszły? –  Spytał a ja delikatnie się uśmiechnęłam. 
- Można tak powiedzieć. – Zapadła cisza. Patrzył się na mnie a ja na niego szukając jakiejkolwiek oznaki, że tęskni, choć odrobinkę. – Mogę wiedzieć gdzie teraz jesteś? – Spytałam.
- W Vegas.
- Aha… pracujesz już? – Kolejne pytanie z mojej strony.
- Czekam na odpowiedź. Może w wydziale zabójstw będzie ciekawie. – Zaśmiał się, ale mi wcale nie było do śmiechu, wręcz przeciwnie. Chciałam by był przy mnie, by mnie przytulił, pocałował, cokolwiek.
- Jest ci łatwo?
- Nie udawaj, że cię to obchodzi. Dlaczego jesteś nie miła dla Nicka? On ci nic nie zrobił. – Powiedział, zmieniając temat a w moich oczach mimowolnie pojawiły się łzy
- Tak, ale cały czas mnie obwinia o twój wyjazd! – Krzyknęłam.
- Przecież sama tego chciałaś! – Również podniósł głos. – Nie wiedziałem, że Will aż tak cię zmienił. Głupi jestem, nie? Dla ciebie zostawiłem rodzinę! I nawet cię to nie obchodzi! Najlepiej będzie jak zapomnimy o sobie. I tak się nam udało, pamiętasz? – Zabolało jeszcze bardziej. Chciałam mu powiedzieć, że wcale mój były chłopak mnie nie zmienił, że wciąż jestem taka sama, ale zamiast tego powiedziałam coś innego.
- Tak po prostu chcesz zapomnieć? Przecież mnie… kochasz? – Powiedziałam niepewnie. – Przynajmniej tak mówiłeś. W dzień, kiedy wyjechałeś, zapomniałam ci powiedzieć, że… że – teraz albo nigdy Lovato. Dłużej już nie wytrzymasz - … cię kocham. Kocham cię Joe i błagam byś wrócił. – Powiedziałam pozwalając słonym łzom spływać po moich policzkach. Miałam nadzieję, że powie, że wraca, że mi wybaczy, ale jego słowa były zupełnie inne.
- Przykro mi, ale nie wrócę. Żegnaj Demi. – Powiedział, rozłączył się a mój świat się rozpadł jak zwykły domek z kart.

… Chwilę słabości …

Dwa dni później, stałam w łazience przed lustrem z kawałkiem metalu w ręku. Nie radziłam sobie już z niczym a na komisariacie zamiast pomagać tylko przeszkadzałam. Po moich policzkach nieustannie spływały słone krople po części spowodowane ciągłym bólem po jego wyjeździe a po części czerwoną kreską na mojej ręce. Ponownie przyłożyłam metalowy przedmiot do nadgarstka, gdy w mojej głowie usłyszałam znajomy głos. Bardzo znajomy – mojej siostry.
- Nierób tego Demi. To nie pomoże.
- Już nie mogę dłużej. – Szepnęłam.
- Nie jesteś głupią nastolatką.
- To, co mam robić?
- Najpierw odłóż żyletkę, opłucz ręce, zaklej plastrem i wyjdź z łazienki. – Zrobiłam to. Wszystko po kolei a na korytarzu spotkałam Miley. Dziewczyna widząc mnie, przytuliła mnie do siebie i złapała za świeżo skaleczoną rękę. Syknęłam cicho z bólu a ona popatrzyła na mnie, po czym odwróciła moją rękę do góry, spojrzała na nadgarstek, potem na mnie i znowu przytuliła.

… Wyjazd do rodziców …

- Cześć mamo. – Powiedziałam, gdy drzwi się otworzyły a za nimi dostrzegłam rodzicielkę.
- Demiś, co ty tu robisz? – Spytała. – Co się stało?
- Dłużej już tak nie wytrzymam. – Szepnęłam, po czym przytuliłam się do kobiety.
-Co się stało? Z czym nie wytrzymasz? –Spytała, gdy siedzieliśmy z tatą przy stole a mama podała nam gorącą czekoladę, która zawsze robiła, gdy któraś z jej córek miała jakiś problem i potrzebowała rozmowy.
- Nie wytrzymuję już tego, że wszyscy mnie obwiniają o jego wyjazd. – Powiedziałam smutnym głosem. Nie musiałam wymawiać imienia chłopaka, bo rodzice doskonale wiedzieli, o kim mówię. – Jak rozmawiałam z nim, na Skype to prosiłam, żeby wrócił, ale to nic nie dało, powiedziałam, co czuję i nic. Już nie wiem, co mam robić. – Dokończyłam.
- Jeżeli ci zależy, napraw to. Zrób wszystko, co możesz. – Powiedział tata.
- Walcz o niego kochanie. Kochasz go to widać, więc jedź do niego i bądźcie w końcu szczęśliwi. – Dodała mama.
- Sama nie dam rady. – Szepnęłam.
- Masz przyjaciół i siostrę, którzy ci pomogą, rodziców Joe i nas też. – Odezwał się tata.
- Dziękuję. Nie wiem, co bym bez was zrobiła. – Powiedziałam ocierając łzy.
- Zawsze możesz na nas liczyć córeczko. – Powiedziała mama.

… I w końcu plan naprawienia wszystkiego …

- Miley, Nick, Kevin, Proszę Państwa. – Zaczęłam, gdy wszyscy zgromadzili się u nas w domu. – Potrzebuję waszej pomocy, ale najpierw Nick i państwo, chcę was przeprosić. Nie powinnam była tego robić, ale stało się i chcę to naprawić. Chcę, żeby wszystko wróciło do normy z przed … zabójstwa mojej siostry. – Zakończyłam i zerknęłam na wszystkich wyczekującym wzrokiem i zauważyłam jak Mils szturcha lekko Nicka.
- Ja też przepraszam Demi. Zachowywałem się jak głupek. Wybacz. – Powiedział a ja go przytuliłam.
- Demi, zawsze byłaś bliska Joe a on tobie, nie musisz nas przepraszać. – Powiedział tata chłopaków a ja się uśmiechnęłam.
- Dobra, to skoro wszyscy są pogodzeni to, co mamy robić? – Spytał Kev.
- Nick, zamów mi bilet do Vegas, Ty, Kev zadzwoń do Joe i zapytaj się czy możesz przyjechać a Miley pomoże mi się spakować. – Powiedziała i wszyscy zajęli się przydzielonymi zadaniami.

Dlatego walcz, o to uczucie, które masz
Bezcenny skarb, nadaje życiu smak[2]

Dwa dni później stałam na lotnisku w Vegas i rozmawiałam z Kevinem przez telefon.
- Tak jestem już na miejscu. Wyślij mu już sms’a. – Powiedziałam.
- Okej, powodzenia. – Powiedział i się rozłączył a po chwili widziałam jak Joe odczytuje sms’a, więc podeszłam bliżej niego i stanęłam a wtedy on podniósł głowę.
- Powiedz, że to jakiś żart. Głupi żart mojego brata. – Powiedział patrząc na mnie.
- Nie tylko Kevin maczał w tym palce. Moja siostra, Nick i twoi rodzice także. Miło cię widzieć Joe. – Powiedziałam i po chwili rzuciłam się na niego, a on przytulił mnie do siebie mocno. – Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłam. Nigdy sobie nie wybaczę tego, że kazałam ci odejść. Kocham cię Joe. – Powiedziałam i odsunęłam się lekko od niego. Spojrzał mi głęboko w oczy i otarł łzy spływające po moich policzkach.
- Spokojnie mała. Każdemu zdarzają się takie chwile. Nie wiesz jak długo czekałem na te słowa. – Powiedział a ja po prostu pocałowałam go. Nie wiem ile tak staliśmy, ale nie obchodziło mnie to. W końcu Joe przerwał „większego całusa”.
- Chyba nie masz zamiaru zostać na lotnisku, co? Jedziemy do mnie. – Powiedział, wziął moją walizkę a mnie otoczył swoim ramieniem. Nawet nie umiem opisać jak się wtedy czułam. Wybaczył mi i nie odesłał z kwitkiem.
- Miałam taką nadzieję.– Powiedziałam szczerze, śmiejąc się i objęłam go w pasie. – Ale wcześniej muszę wiedzieć, czy mogę mówić do ciebie kochanie?
- Wiesz Demi? Zadajesz czasami głupie pytania. – Powiedział i pocałował mnie lekko.
- Mam to rozumieć, jako pozytywną odpowiedź? Dobrze kochanie. Mam nadzieje, że mieszkasz niedaleko. – Powiedziałam znowu go całując.

- Ładnie tu. – Powiedziałam wchodząc do domu Jonasa.
-Teraz tak, gorzej było dwa dni temu jak nic nie było jeszcze urządzone. – Odpowiedział zamykając drzwi i stawiając mój bagaż pod ścianą. – Jesteś głodna? Zaraz zrobię kolację.
- Nie poznaję cię. Ty zrobisz kolację? – Spytałam uśmiechając się szeroko.
- Czyżbyś we mnie nie wierzyła? – Spytał mrużąc groźnie oczy.
- Ależ skąd, oczywiście, że wierzę. – Powiedziałam z sarkazmem? Chyba tak, bo po chwili byłam na rękach chłopaka, który niósł mnie do kuchni i posadził dopiero na krześle.
- To zaraz się przekonasz. – Powiedział i wziął się do przygotowywania jakiejś potrawy a ja zaczęłam się śmiać jak idiotka, gdy mąka spadła mu na podłogę, brudząc przy okazji całą kuchnię a on znów spojrzał na mnie z pod przymrużonych powiek.
- Okej, okej, rób dalej a ja posprzątam. – Powiedziałam i zabrałam się za sprzątanie mąki z podłogi.

Około pół godziny później siedzieliśmy już w salonie i jedliśmy (o dziwo) pyszne Spaghetti przyrządzone przez Średniaka. Na dworze zaczynało się już ściemniać, więc zapaliliśmy jedno światło by widzieć talerze.
- To było pyszne! –Powiedziałam. – Nie miałam pojęcia, że aż tak dobrze gotujesz.
- Wiesz jak się mieszka samemu to trzeba umieć coś upichcić. – Odpowiedział uśmiechając się, a raczej wyszczerzając w moją stronę a po chwili pokazał palcem na swój policzek.
- Co?
- Wątpiłaś w moje zdolności, więc teraz chce przeprosin albo się obrażę. – Powiedział a ja westchnęłam. Wstałam z krzesła, podeszłam do niego i dałam tego buziaka a gdy chciałam wrócić na swoje miejsce, posadził mnie na swoich kolanach.
-Wariat. – Skomentowałam.
- Ale cholernie zakochany. – Dodał przytulając się do mnie.
- W kim? Znam ją? Skopię jej tyłek. – Zażartowałam a Joe zaczął się śmiać a po chwili sama do niego dołączyłam.

Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Czy to, że byłam teraz z Średniakiem, było czymś wspaniałym? Nie wiem, ale jedno wiem  na pewno: kocham tego upartego wariata i nic tego nie zmieni.

Cały czas na mojej twarzy widniał wielki uśmiech. Gdyby Miley mnie teraz zobaczyła, śmiejącą się do naczyń, wzięłaby mnie za idiotkę, chociaż patrząc na to inaczej ona robiła gorsze rzeczy, jak się zakochała w najmłodszym Jonasie. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w pasie i zaczyna całować po szyi. Zaśmiałam się i zaprzestałam na chwilę czynności zmywania.
- Wiesz, czasami wydaje mi się, że myślisz tylko o jednym. – Powiedziałam i odwróciłam się do Josepha.
- Masz rację. Myślę tylko o tobie. – Powiedział i złączył nasze usta w pocałunku. Wiedziałam, że między pocałunkami się uśmiechał. Skąd? Ja robiłam to samo.
- Może przejdziemy do sypialni? – Spytałam, kiedy ten zaczął się śmiać. – Co?
- I kto tu myśli tylko o jednym? – Spytał i ponownie się zaśmiał, biorąc mnie na ręce.
Wiedziałam, że się ze mną drażni i również pragnie tego, co ja. Chwilę później poczułam jak Joe kładzie mnie na łóżko i zaczęłam odpinać mu guziki od koszuli. Uwielbiałam jego dobrze wyrzeźbione mięśnie. Zjechał pocałunkami na moją szyję, wcześniej pozbywając się mojej bluzki.
- Joe? – Wymruczałam w jego usta.
- Hmm?
- Kochasz mnie? – Spytałam, a on znieruchomiał. Patrzył się na mnie, szeroko uśmiechając. W jego oczach dostrzegłam to, co chciałam. Dużo miłości i pożądania.
- Już ci mówiłem, że czasami zadajesz głupie pytania. Kocham cię do szaleństwa. – Powiedział i ponownie mnie pocałował. Taka odpowiedź mnie uszczęśliwiła. Powiedział to, co chciałam usłyszeć z jego ust.
Przekręciłam nas tak, że teraz ja byłam nad nim. Zwinnym ruchem pozbyliśmy się reszty ubrań i ponownie Joe był nade mną.
- Kocham cię. – Szepnął i poczułam jak we mnie wchodzi. Na początku był delikatny, ale z każdą chwilą stawał się bardziej brutalny. Zdecydowanie Jonas to facet dla mnie.

Obudziłam się, gdy poczułam, jak chłopak wstaje z łóżka. Odwróciłam się w jego stronę i otworzyłam zaspane oczy.
- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. – Powiedział cicho.
- Nie przejmuj się. Gdzie idziesz?
- Wziąć prysznic. Zaraz wrócę kochanie.
- Hej, to ja miałam tak na ciebie mówić. – Powiedziałam uśmiechając się do niego a on odwzajemnił uśmiech. – Która godzina?
- 7:27. – Odpowiedział wyciągając ubrania z szafy.
- Dopiero? Kładź się jeszcze.
- Nie mogę, Mayra dzwoniła i musze jechać do pracy nawet nie wiem, po co. – Odpowiedział z nietęga miną.
- Kim jest Mayra? – Spytałam od razu.
- To moja znajoma z pracy.
- Ahaaaaaa.– Przeciągnęłam ostatnią literę, ziewając a Joe zaśmiał się.
- Śpij słonko. – Powiedział, pocałował mnie w głowę i wszedł do łazienki a ja wróciłam do Krainy Snu.
          
Ponownie obudziłam się dwie godziny później. Przetarłam ręką oczy i narzuciłam na siebie szlafrok leżący na szafce a następnie podeszłam do mojej walizki, z której wyciągnęłam czystą bieliznę,j eansy i czarna długą bluzkę z dość sporym dekoltem i rękawami ¾ . Wzięłam jeszcze kosmetyczkę i weszłam do łazienki. Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoje odbicie bez przeszkód stwierdzając, ze jestem szczęśliwa, czego znakiem był szeroki uśmiech na mojej twarzy. Wzięłam prysznic, wytarłam się, ubrałam, uczesałam i zrobiłam delikatny makijaż, na który składał się tusz do rzęs i truskawkowy błyszczyk. Gdy wyszłam z łazienki, skierowałam się na dół do kuchni gdzie zjadłam śniadanie a potem, stwierdzając, że pogoda jest bardzo ładna, wzięłam telefon oraz iPoda, słuchawki włożyłam do uszu i wyszłam z domu zamykając drzwi kluczami, które wzięłam z półki. Nie znałam dobrze Las Vegas, więc musiałam być ostrożna gdzie skręcam, bo w przeciwnym razie zgubiłabym się.
- Przepraszam. – Powiedziałam, gdy wpadłam na kogoś.
- Nic się nie stało. – Odpowiedziała blondynka, na oko w moim wieku, obdarzając mnie miłym uśmiechem, który odwzajemniłam.
-Nie wiesz może jak dojść na komendę? – Spytałam. Uznałam, że skoro nie mam, co do roboty to zobaczę, co robi mój chłopak. Hmm, mój chłopak, jak to fajnie brzmi.
- Nie mieszkam tutaj, tylko przyjechałam na parę dni, ale żeby dojść na komendę musisz iść prosto a potem skręcić w lewo. Potem już ją zobaczysz. – Odpowiedziała.
- Dzięki. – Odpowiedziałam i skierowałam się we wskazanym przez blondynkę kierunku. Jak powiedziała, potem bez trudu trafiłam na posterunek. Wyjęłam słuchawki z uszu i weszłam do środka. Od razu zobaczyłam Joe, stojącego przy blacie a obok niego jakąś dziewczynę, która najwyraźniej go podrywała wiec podeszłam trochę bliżej.
- Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy? Możemy być jedynie przyjaciółmi. Nikim więcej, ja …
- Cześć Joe. – Powiedziałam dochodząc do niego i całując w policzek na przywitanie.
- Dee? Co ty tutaj robisz? – Spytał zaskoczony.
- Nudziło mi się w domu, więc wybrałam się na spacer. Za ile możesz wyjść? Mówiłeś, że jedziesz na chwilę.
- Właściwie to już. – Odpowiedział a Mayra chrząknęła przypominając o swojej obecności. – A tak, Demi to jest Mayra, moja znajoma. Mayra to Demi, moja dziewczyna. – Powiedział a ja z chyba nie muszę mówić, że ze sztucznym uśmiechem wyciągnęłam dłoń w stronę dziewczyny, która po chwili uścisnęła ją.
- Nie mówiłeś, że masz dziewczynę. – Powiedziała.
- Nie było okazji. – Odparł. – To ja lecę. Jak coś to jestem pod komórką. – Dodał, po czym złapał mnie za rękę i skierowaliśmy się do wyjścia.
- Dem, mów prawdę, czemu przyszłaś? – Spytał patrząc na mnie z uśmiechem.
- Mówiłam, nudziło mi się w domu.
- Aha, jasne. Przyznaj się, twoja zazdrość ci kazała mnie sprawdzić.
- To ja już nie mogę być troszeczkę zazdrosna? – Spytałam, pokazując palcami ilość.
- Ależ oczywiście, że możesz …
- Nie, Kochanie należy do mnie. Wymyśl sobie coś innego. – Powiedziałam a po chwili oboje zaczęliśmy się śmiać idąc w stronę centrum.

- Joe, co powiesz na małą dyskotekę? – Spytałam, gdy siedzieliśmy przed telewizorem a na ekranie pojawiły się napisy końcowe jakiegoś filmu.
- Jestem jak najbardziej za. – Odpowiedział. Skierowaliśmy się na górę gdzie każde z nas przebrało się w inne ciuchy i już 20 minut później wyjeżdżaliśmy z domu Joe.
Pod najbliższym klubem byliśmy już po 5 minutach. Wysiedliśmy z auta, które Joe zamknął i obejmując się weszliśmy do środka. W środku było sporo ludzi, ale jeszcze nie tyle by mówić, ze było ciasno. Podeszliśmy do baru a ja przy okazji znowu na kogoś wpadłam.
- Przepraszam. – Powiedziałam i spojrzałam na dziewczynę.
- Znowu się spotykamy w ten sposób, co? – Spytała rozbawiona.
- No ba, ma się szczęście. – Odpowiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać, jednak blondynka przestała, gdy spojrzała na chłopaka obok mnie.
- Joe? To naprawdę ty? – Spytała zszokowana a chłopak uśmiechnął się lekko.
- Boże Annie, trzy lata. – Powiedział a po chwili przytulił blondynkę a ja dopiero teraz się skapnęłam, kto to jest.
- Jesteś byłą dzie… - Zaczęłam, lecz mi przerwała.
- Tak, byłą narzeczoną Joe. – Dokończyła a mi szczęka opadła.
- Narzeczoną? – Spytałam patrząc na chłopaka. – Mówiłeś, że dziewczyną! Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy?!
- Dee, przepraszam, ja … - Zaczął się tłumaczyć.
- Daj spokój. Miło było cię ponownie spotkać Annie. Bez względu na waszą przeszłość. –Powiedziałam rzucając Joe wściekłe spojrzenie, po czym odwróciłam się do baru i zamówiłam sobie mocnego drinka.
- Dee? Ja…
- Daj spokój nie ważne. Chodź potańczyć. – Powiedziałam lekko się uśmiechając, po czym pociągnęłam chłopaka za rękę na parkiet, gdzie spędziliśmy ze 2 godziny.

Koło 23 wróciliśmy do domu. Weszłam do salonu potykając się o dywan i mało, co nie wywróciłam a Joe zaczął się śmiać.
- A tak w ogóle to na ile zostajesz? Nawet nie miałem okazji zapytać.
- Oczywiście, że nie miałeś, bo miałeś mnóstwo innych spraw na głowie. – Odpowiedziałam szczerząc się a Joe, zaczął się znowu śmiać.
- Racja. Więc na ile?
- Tydzień. Potem musze wracać. Znaczy my musimy. – Powiedziałam, nie pewnie patrząc na niego. – Mam dość McGanna i jego ciągłej gadki. – Dodałam ciszej.
- Dee, nie wracam z tobą do L.A.
- Jak to, nie wracasz?!


[1] Miranda CosGrove – There will be tears
[2] Margo – Dlatego walcz

*******************************
* - by Sweet_Lemon ;*
Dzień dobry a raczej dobry wieczór. Jak się macie? :D  Rozdział osobiście nawet mi się podoba, ale moje zdanie się nie liczy xD  Sama nie wiem co mogę jeszcze napisać więc może przejdę do jednej sprawy. :D
Otóż na disney-golden-globes odbyło się niedawno głosowanie i tak się składa, że Love Or Lie wygrało w dwóch kategoriach. Mianowicie w najlepiej wykreowana postać chłopaka i wzruszająca sytuacja związana z parą. A oto dyplomy :
  

  

Następna notka należy do Sweet_Lemon.
Do 19 ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz