[ by Myself ]
Mijał właśnie trzeci tydzień odkąd tak
naprawdę zrozumiałam, czego chcę. Odkąd zrozumiałam, że kłótnie i awanturynie
prowadzą do niczego dobrego, ale do bólu, cierpienia i ogromnego poczucia winy
za krzywdy, które się wyrządziło drugiej osobie. I to nie byle, jakiej osobie.
Swojemu przyjacielowi.
You
don’t know what you got
Till it goes away, goes away
baby
Anything that you lost
you're the one to blame,
One to blame, SO SAVE IT[1]
W mojej głowie wciąż miałam obrazy
wszystkich wydarzeń z tych 21 dni.
Zaczynając od prawie codziennych kłótni
z narzeczonym mojej siostry, które wyglądały tak samo i sprowadzały się tylko
do jednego i chyba każdy wie, czego ...
- Demi , czemu się nie
uśmiechasz i nie skaczesz z radości?- Spytał drwiącym głosem Nick.
- A, co cię to
obchodzi? – Odparłam, siedząc na kanapie, zmęczona po pracy.
- Nie denerwuj się tak.
Przecież każdy jest takim egoistą jak ty. Nie masz się, co przejmować, poza tym
…
- Kurwa, zamknij się
wreszcie! Mam cię dosyć rozumiesz?! Nie wiem jak ktoś taki jak ty
może być spokrewniony z Joe! – Krzyknęłam. Wstałam z kanapy i poszłam na
piętro, zauważając jeszcze tylko ostre spojrzenie Miley skierowane w stronę
młodego Jonasa. Trzasnęłam drzwiami od pokoju i znowu położyłam się na łóżku z
łzami w oczach.
…
Przez kolację u państwa Jonas …
Siedzieliśmy
w pięknym salonie państwa Jonas i w całkowitej ciszy jedliśmy posiłek. Co chwila
czułam na sobie wzrok mamy braci i co raz lepiej utwierdzałam się w przekonaniu,
że nie potrzebnie w ogóle tu przyszłam. W końcu nie wytrzymałam i odezwałam się
pierwsza.
- Proszę. Jeżeli chce
pani coś powiedzieć odnośnie wyjazdu swojego starszego syna, albo zacząć na
mnie wrzeszczeć, proszę bardzo. – Powiedziałam. Chyba już nic mnie bardziej nie
dobije, więc jedno kazanie w jedną czy drugą stronę nie zrobi żadnej różnicy,
dodałam w myślach. Pani J. odłożyła sztućce na talerz, po czym oparła brodę na
rekach przez chwilę nic nie mówiąc a tylko obserwując mnie. Czułam się trochę
dziwnie, gdy wszyscy zainteresowali się naszą przyszłą wymianą zdań.
- Zawsze uważałam cię
za porządną dziewczynę Demi, ale teraz mam mieszane uczucia. Sama nie wiem, co
mam myśleć o całej tej sytuacji poza tym, że mój syn ”włóczy się” po jakimś
innym mieście, zamiast być tu teraz z nami.
- No tak, i obwinia
pani za to mnie i słusznie.
- Nie obwiniam cię
Demi, po prostu trochę się na tobie zawiodłam. – Odpowiedziała w miarę
opanowanym głosem, ale wiedziałam, że jest bliska płaczu.
- Gdybym tylko mogła
cofnąć czas, wszystko byłoby zupełnie inaczej. – Powiedziałam, poczym wstałam.
– Dziękuję bardzo za pyszny posiłek, ale lepiej będzie, jeżeli już pójdę. –
Dodałam. Skierowałam się do holu, założyłam buty i wyszłam.
…
Ciągłe czepianie się szefa i moją rozmowę z Nim …
-
Z, kim rozmawiasz Miley? McGann znowu się wścieka o Joe. Mam już dość. –Weszłam
do pokoju siostry a ona zaczęła patrzeć to na mnie to na … Joe, z którym
rozmawiała na Skype.
- Myślę, że powinniście
porozmawiać. Zostawię was samych. Do usłyszenia Joe. – Powiedziała i wyszła z
pokoju a ja postanowiłam się odezwać.
- Cześć.
- Cześć. –
Odpowiedział. – Humorki już Ci przeszły? – Spytał a ja delikatnie się uśmiechnęłam.
- Można tak powiedzieć.
– Zapadła cisza. Patrzył się na mnie a ja na niego szukając jakiejkolwiek
oznaki, że tęskni, choć odrobinkę. – Mogę wiedzieć gdzie teraz jesteś? –
Spytałam.
- W Vegas.
- Aha… pracujesz już? –
Kolejne pytanie z mojej strony.
- Czekam na odpowiedź.
Może w wydziale zabójstw będzie ciekawie. – Zaśmiał się, ale mi wcale nie było
do śmiechu, wręcz przeciwnie. Chciałam by był przy mnie, by mnie przytulił,
pocałował, cokolwiek.
- Jest ci łatwo?
- Nie udawaj, że cię to
obchodzi. Dlaczego jesteś nie miła dla Nicka? On ci nic nie zrobił. –
Powiedział, zmieniając temat a w moich oczach mimowolnie pojawiły się łzy
- Tak, ale cały czas
mnie obwinia o twój wyjazd! – Krzyknęłam.
- Przecież sama tego
chciałaś! – Również podniósł głos. – Nie wiedziałem, że Will aż tak cię
zmienił. Głupi jestem, nie? Dla ciebie zostawiłem rodzinę! I nawet cię to nie
obchodzi! Najlepiej będzie jak zapomnimy o sobie. I tak się nam udało,
pamiętasz? – Zabolało jeszcze bardziej. Chciałam mu powiedzieć, że wcale mój
były chłopak mnie nie zmienił, że wciąż jestem taka sama, ale zamiast tego
powiedziałam coś innego.
- Tak po prostu chcesz
zapomnieć? Przecież mnie… kochasz? – Powiedziałam niepewnie. – Przynajmniej tak
mówiłeś. W dzień, kiedy wyjechałeś, zapomniałam ci powiedzieć, że… że – teraz
albo nigdy Lovato. Dłużej już nie wytrzymasz - … cię kocham. Kocham cię Joe i
błagam byś wrócił. – Powiedziałam pozwalając słonym łzom spływać po moich
policzkach. Miałam nadzieję, że powie, że wraca, że mi wybaczy, ale jego słowa
były zupełnie inne.
- Przykro mi, ale nie
wrócę. Żegnaj Demi. – Powiedział, rozłączył się a mój świat się rozpadł jak
zwykły domek z kart.
…
Chwilę słabości …
Dwa
dni później, stałam w łazience przed lustrem z kawałkiem metalu w ręku. Nie
radziłam sobie już z niczym a na komisariacie zamiast pomagać tylko
przeszkadzałam. Po moich policzkach nieustannie spływały słone krople po części
spowodowane ciągłym bólem po jego wyjeździe a po części czerwoną kreską na
mojej ręce. Ponownie przyłożyłam metalowy przedmiot do nadgarstka, gdy w mojej
głowie usłyszałam znajomy głos. Bardzo znajomy – mojej siostry.
- Nierób tego Demi. To
nie pomoże.
- Już nie mogę dłużej.
– Szepnęłam.
- Nie jesteś głupią
nastolatką.
- To, co mam robić?
- Najpierw odłóż
żyletkę, opłucz ręce, zaklej plastrem i wyjdź z łazienki. – Zrobiłam to. Wszystko
po kolei a na korytarzu spotkałam Miley. Dziewczyna widząc mnie, przytuliła
mnie do siebie i złapała za świeżo skaleczoną rękę. Syknęłam cicho z bólu a ona
popatrzyła na mnie, po czym odwróciła moją rękę do góry, spojrzała na
nadgarstek, potem na mnie i znowu przytuliła.
…
Wyjazd do rodziców …
- Cześć mamo. –
Powiedziałam, gdy drzwi się otworzyły a za nimi dostrzegłam rodzicielkę.
- Demiś, co ty tu
robisz? – Spytała. – Co się stało?
- Dłużej już tak nie
wytrzymam. – Szepnęłam, po czym przytuliłam się do kobiety.
-Co się stało? Z czym
nie wytrzymasz? –Spytała, gdy siedzieliśmy z tatą przy stole a mama podała nam
gorącą czekoladę, która zawsze robiła, gdy któraś z jej córek miała jakiś
problem i potrzebowała rozmowy.
- Nie wytrzymuję już
tego, że wszyscy mnie obwiniają o jego wyjazd. – Powiedziałam smutnym głosem.
Nie musiałam wymawiać imienia chłopaka, bo rodzice doskonale wiedzieli, o kim
mówię. – Jak rozmawiałam z nim, na Skype to prosiłam, żeby wrócił, ale to nic
nie dało, powiedziałam, co czuję i nic. Już nie wiem, co mam robić. –
Dokończyłam.
- Jeżeli ci zależy,
napraw to. Zrób wszystko, co możesz. – Powiedział tata.
- Walcz o niego
kochanie. Kochasz go to widać, więc jedź do niego i bądźcie w końcu szczęśliwi.
– Dodała mama.
- Sama nie dam rady. –
Szepnęłam.
- Masz przyjaciół i
siostrę, którzy ci pomogą, rodziców Joe i nas też. – Odezwał się tata.
- Dziękuję. Nie wiem,
co bym bez was zrobiła. – Powiedziałam ocierając łzy.
- Zawsze możesz na nas
liczyć córeczko. – Powiedziała mama.
…
I w końcu plan naprawienia wszystkiego …
- Miley, Nick, Kevin,
Proszę Państwa. – Zaczęłam, gdy wszyscy zgromadzili się u nas w domu. –
Potrzebuję waszej pomocy, ale najpierw Nick i państwo, chcę was przeprosić. Nie
powinnam była tego robić, ale stało się i chcę to naprawić. Chcę, żeby wszystko
wróciło do normy z przed … zabójstwa mojej siostry. – Zakończyłam i zerknęłam
na wszystkich wyczekującym wzrokiem i zauważyłam jak Mils szturcha lekko Nicka.
- Ja też przepraszam
Demi. Zachowywałem się jak głupek. Wybacz. – Powiedział a ja go przytuliłam.
- Demi, zawsze byłaś
bliska Joe a on tobie, nie musisz nas przepraszać. – Powiedział tata chłopaków
a ja się uśmiechnęłam.
- Dobra, to skoro wszyscy
są pogodzeni to, co mamy robić? – Spytał Kev.
- Nick, zamów mi bilet
do Vegas, Ty, Kev zadzwoń do Joe i zapytaj się czy możesz przyjechać a Miley
pomoże mi się spakować. – Powiedziała i wszyscy zajęli się przydzielonymi
zadaniami.
Dlatego
walcz, o to uczucie, które masz
Bezcenny
skarb, nadaje życiu smak[2]
Dwa dni później stałam na lotnisku w
Vegas i rozmawiałam z Kevinem przez telefon.
-
Tak jestem już na miejscu. Wyślij mu już sms’a. – Powiedziałam.
-
Okej, powodzenia. – Powiedział i się rozłączył a po chwili widziałam jak Joe odczytuje
sms’a, więc podeszłam bliżej niego i stanęłam a wtedy on podniósł głowę.
-
Powiedz, że to jakiś żart. Głupi żart mojego brata. – Powiedział patrząc na
mnie.
-
Nie tylko Kevin maczał w tym palce. Moja siostra, Nick i twoi rodzice także.
Miło cię widzieć Joe. – Powiedziałam i po chwili rzuciłam się na niego, a on
przytulił mnie do siebie mocno. – Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłam.
Nigdy sobie nie wybaczę tego, że kazałam ci odejść. Kocham cię Joe. – Powiedziałam
i odsunęłam się lekko od niego. Spojrzał mi głęboko w oczy i otarł łzy
spływające po moich policzkach.
-
Spokojnie mała. Każdemu zdarzają się takie chwile. Nie wiesz jak długo czekałem
na te słowa. – Powiedział a ja po prostu pocałowałam go. Nie wiem ile tak
staliśmy, ale nie obchodziło mnie to. W końcu Joe przerwał „większego całusa”.
-
Chyba nie masz zamiaru zostać na lotnisku, co? Jedziemy do mnie. – Powiedział,
wziął moją walizkę a mnie otoczył swoim ramieniem. Nawet nie umiem opisać jak
się wtedy czułam. Wybaczył mi i nie odesłał z kwitkiem.
-
Miałam taką nadzieję.– Powiedziałam szczerze, śmiejąc się i objęłam go w pasie.
– Ale wcześniej muszę wiedzieć, czy mogę mówić do ciebie kochanie?
-
Wiesz Demi? Zadajesz czasami głupie pytania. – Powiedział i pocałował mnie
lekko.
-
Mam to rozumieć, jako pozytywną odpowiedź? Dobrze kochanie. Mam nadzieje, że
mieszkasz niedaleko. – Powiedziałam znowu go całując.
- Ładnie tu. – Powiedziałam wchodząc do
domu Jonasa.
-Teraz
tak, gorzej było dwa dni temu jak nic nie było jeszcze urządzone. –
Odpowiedział zamykając drzwi i stawiając mój bagaż pod ścianą. – Jesteś
głodna? Zaraz zrobię kolację.
-
Nie poznaję cię. Ty zrobisz kolację? – Spytałam uśmiechając się szeroko.
-
Czyżbyś we mnie nie wierzyła? – Spytał mrużąc groźnie oczy.
-
Ależ skąd, oczywiście, że wierzę. – Powiedziałam z sarkazmem? Chyba tak, bo po
chwili byłam na rękach chłopaka, który niósł mnie do kuchni i posadził dopiero
na krześle.
-
To zaraz się przekonasz. – Powiedział i wziął się do przygotowywania jakiejś
potrawy a ja zaczęłam się śmiać jak idiotka, gdy mąka spadła mu na podłogę,
brudząc przy okazji całą kuchnię a on znów spojrzał na mnie z pod przymrużonych
powiek.
-
Okej, okej, rób dalej a ja posprzątam. – Powiedziałam i zabrałam się za
sprzątanie mąki z podłogi.
Około pół godziny później siedzieliśmy
już w salonie i jedliśmy (o dziwo) pyszne Spaghetti przyrządzone przez
Średniaka. Na dworze zaczynało się już ściemniać, więc zapaliliśmy jedno światło
by widzieć talerze.
-
To było pyszne! –Powiedziałam. – Nie miałam pojęcia, że aż tak dobrze gotujesz.
-
Wiesz jak się mieszka samemu to trzeba umieć coś upichcić. – Odpowiedział
uśmiechając się, a raczej wyszczerzając w moją stronę a po chwili pokazał
palcem na swój policzek.
-
Co?
-
Wątpiłaś w moje zdolności, więc teraz chce przeprosin albo się obrażę. –
Powiedział a ja westchnęłam. Wstałam z krzesła, podeszłam do niego i dałam tego
buziaka a gdy chciałam wrócić na swoje miejsce, posadził mnie na swoich
kolanach.
-Wariat.
– Skomentowałam.
-
Ale cholernie zakochany. – Dodał przytulając się do mnie.
-
W kim? Znam ją? Skopię jej tyłek. – Zażartowałam a Joe zaczął się śmiać a po
chwili sama do niego dołączyłam.
Nie mogłam uwierzyć w
swoje szczęście. Czy to, że byłam teraz z Średniakiem, było czymś
wspaniałym? Nie wiem, ale jedno wiem na pewno: kocham tego upartego
wariata i nic tego nie zmieni.
Cały
czas na mojej twarzy widniał wielki uśmiech. Gdyby Miley mnie teraz zobaczyła,
śmiejącą się do naczyń, wzięłaby mnie za idiotkę, chociaż patrząc na to inaczej
ona robiła gorsze rzeczy, jak się zakochała w najmłodszym Jonasie. Poczułam jak
ktoś obejmuje mnie w pasie i zaczyna całować po szyi. Zaśmiałam się i
zaprzestałam na chwilę czynności zmywania.
- Wiesz, czasami wydaje mi się, że myślisz tylko o jednym. – Powiedziałam i odwróciłam się do Josepha.
- Masz rację. Myślę tylko o tobie. – Powiedział i złączył nasze usta w pocałunku. Wiedziałam, że między pocałunkami się uśmiechał. Skąd? Ja robiłam to samo.
- Może przejdziemy do sypialni? – Spytałam, kiedy ten zaczął się śmiać. – Co?
- I kto tu myśli tylko o jednym? – Spytał i ponownie się zaśmiał, biorąc mnie na ręce.
- Wiesz, czasami wydaje mi się, że myślisz tylko o jednym. – Powiedziałam i odwróciłam się do Josepha.
- Masz rację. Myślę tylko o tobie. – Powiedział i złączył nasze usta w pocałunku. Wiedziałam, że między pocałunkami się uśmiechał. Skąd? Ja robiłam to samo.
- Może przejdziemy do sypialni? – Spytałam, kiedy ten zaczął się śmiać. – Co?
- I kto tu myśli tylko o jednym? – Spytał i ponownie się zaśmiał, biorąc mnie na ręce.
Wiedziałam,
że się ze mną drażni i również pragnie tego, co ja. Chwilę później poczułam jak
Joe kładzie mnie na łóżko i zaczęłam odpinać mu guziki od koszuli. Uwielbiałam
jego dobrze wyrzeźbione mięśnie. Zjechał pocałunkami na moją szyję, wcześniej
pozbywając się mojej bluzki.
- Joe? – Wymruczałam w jego usta.
- Hmm?
- Kochasz mnie? – Spytałam, a on znieruchomiał. Patrzył się na mnie, szeroko uśmiechając. W jego oczach dostrzegłam to, co chciałam. Dużo miłości i pożądania.
- Już ci mówiłem, że czasami zadajesz głupie pytania. Kocham cię do szaleństwa. – Powiedział i ponownie mnie pocałował. Taka odpowiedź mnie uszczęśliwiła. Powiedział to, co chciałam usłyszeć z jego ust.
- Joe? – Wymruczałam w jego usta.
- Hmm?
- Kochasz mnie? – Spytałam, a on znieruchomiał. Patrzył się na mnie, szeroko uśmiechając. W jego oczach dostrzegłam to, co chciałam. Dużo miłości i pożądania.
- Już ci mówiłem, że czasami zadajesz głupie pytania. Kocham cię do szaleństwa. – Powiedział i ponownie mnie pocałował. Taka odpowiedź mnie uszczęśliwiła. Powiedział to, co chciałam usłyszeć z jego ust.
Przekręciłam
nas tak, że teraz ja byłam nad nim. Zwinnym ruchem pozbyliśmy się reszty ubrań i
ponownie Joe był nade mną.
- Kocham cię. – Szepnął i poczułam jak we mnie wchodzi. Na początku był delikatny, ale z każdą chwilą stawał się bardziej brutalny. Zdecydowanie Jonas to facet dla mnie.
- Kocham cię. – Szepnął i poczułam jak we mnie wchodzi. Na początku był delikatny, ale z każdą chwilą stawał się bardziej brutalny. Zdecydowanie Jonas to facet dla mnie.
Obudziłam się, gdy poczułam, jak chłopak
wstaje z łóżka. Odwróciłam się w jego stronę i otworzyłam zaspane oczy.
-
Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. – Powiedział cicho.
-
Nie przejmuj się. Gdzie idziesz?
-
Wziąć prysznic. Zaraz wrócę kochanie.
-
Hej, to ja miałam tak na ciebie mówić. – Powiedziałam uśmiechając się do niego
a on odwzajemnił uśmiech. – Która godzina?
-
7:27. – Odpowiedział wyciągając ubrania z szafy.
-
Dopiero? Kładź się jeszcze.
-
Nie mogę, Mayra dzwoniła i musze jechać do pracy nawet nie wiem, po co. – Odpowiedział
z nietęga miną.
-
Kim jest Mayra? – Spytałam od razu.
-
To moja znajoma z pracy.
-
Ahaaaaaa.– Przeciągnęłam ostatnią literę, ziewając a Joe zaśmiał się.
-
Śpij słonko. – Powiedział, pocałował mnie w głowę i wszedł do łazienki a ja
wróciłam do Krainy Snu.
Ponownie obudziłam się dwie godziny później.
Przetarłam ręką oczy i narzuciłam na siebie szlafrok leżący na szafce a
następnie podeszłam do mojej walizki, z której wyciągnęłam czystą bieliznę,j eansy
i czarna długą bluzkę z dość sporym dekoltem i rękawami ¾ . Wzięłam jeszcze
kosmetyczkę i weszłam do łazienki. Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoje
odbicie bez przeszkód stwierdzając, ze jestem szczęśliwa, czego znakiem był
szeroki uśmiech na mojej twarzy. Wzięłam prysznic, wytarłam się, ubrałam, uczesałam
i zrobiłam delikatny makijaż, na który składał się tusz do rzęs i truskawkowy
błyszczyk. Gdy wyszłam z łazienki, skierowałam się na dół do kuchni gdzie
zjadłam śniadanie a potem, stwierdzając, że pogoda jest bardzo ładna, wzięłam
telefon oraz iPoda, słuchawki włożyłam do uszu i wyszłam z domu zamykając drzwi
kluczami, które wzięłam z półki. Nie znałam dobrze Las Vegas, więc musiałam być
ostrożna gdzie skręcam, bo w przeciwnym razie zgubiłabym się.
-
Przepraszam. – Powiedziałam, gdy wpadłam na kogoś.
-
Nic się nie stało. – Odpowiedziała blondynka, na oko w moim wieku, obdarzając
mnie miłym uśmiechem, który odwzajemniłam.
-Nie
wiesz może jak dojść na komendę? – Spytałam. Uznałam, że skoro nie mam, co do roboty
to zobaczę, co robi mój chłopak. Hmm, mój chłopak, jak to fajnie brzmi.
-
Nie mieszkam tutaj, tylko przyjechałam na parę dni, ale żeby dojść na komendę musisz
iść prosto a potem skręcić w lewo. Potem już ją zobaczysz. – Odpowiedziała.
-
Dzięki. – Odpowiedziałam i skierowałam się we wskazanym przez blondynkę
kierunku. Jak powiedziała, potem bez trudu trafiłam na posterunek. Wyjęłam
słuchawki z uszu i weszłam do środka. Od razu zobaczyłam Joe, stojącego przy
blacie a obok niego jakąś dziewczynę, która najwyraźniej go podrywała wiec
podeszłam trochę bliżej.
-
Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy? Możemy być jedynie przyjaciółmi.
Nikim więcej, ja …
-
Cześć Joe. – Powiedziałam dochodząc do niego i całując w policzek na
przywitanie.
-
Dee? Co ty tutaj robisz? – Spytał zaskoczony.
-
Nudziło mi się w domu, więc wybrałam się na spacer. Za ile możesz wyjść?
Mówiłeś, że jedziesz na chwilę.
-
Właściwie to już. – Odpowiedział a Mayra chrząknęła przypominając o swojej
obecności. – A tak, Demi to jest Mayra, moja znajoma. Mayra to Demi, moja
dziewczyna. – Powiedział a ja z chyba nie muszę mówić, że ze sztucznym
uśmiechem wyciągnęłam dłoń w stronę dziewczyny, która po chwili uścisnęła ją.
-
Nie mówiłeś, że masz dziewczynę. – Powiedziała.
-
Nie było okazji. – Odparł. – To ja lecę. Jak coś to jestem pod komórką. –
Dodał, po czym złapał mnie za rękę i skierowaliśmy się do wyjścia.
-
Dem, mów prawdę, czemu przyszłaś? – Spytał patrząc na mnie z uśmiechem.
-
Mówiłam, nudziło mi się w domu.
-
Aha, jasne. Przyznaj się, twoja zazdrość ci kazała mnie sprawdzić.
-
To ja już nie mogę być troszeczkę zazdrosna? – Spytałam, pokazując palcami
ilość.
-
Ależ oczywiście, że możesz …
-
Nie, Kochanie należy do mnie. Wymyśl sobie coś innego. – Powiedziałam a po
chwili oboje zaczęliśmy się śmiać idąc w stronę centrum.
- Joe, co powiesz na małą dyskotekę? – Spytałam,
gdy siedzieliśmy przed telewizorem a na ekranie pojawiły się napisy końcowe
jakiegoś filmu.
-
Jestem jak najbardziej za. – Odpowiedział. Skierowaliśmy się na górę gdzie
każde z nas przebrało się w inne ciuchy i już 20 minut później wyjeżdżaliśmy z
domu Joe.
Pod najbliższym klubem byliśmy już po 5 minutach.
Wysiedliśmy z auta, które Joe zamknął i obejmując się weszliśmy do środka. W
środku było sporo ludzi, ale jeszcze nie tyle by mówić, ze było ciasno.
Podeszliśmy do baru a ja przy okazji znowu na kogoś wpadłam.
-
Przepraszam. – Powiedziałam i spojrzałam na dziewczynę.
-
Znowu się spotykamy w ten sposób, co? – Spytała rozbawiona.
-
No ba, ma się szczęście. – Odpowiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać, jednak
blondynka przestała, gdy spojrzała na chłopaka obok mnie.
-
Joe? To naprawdę ty? – Spytała zszokowana a chłopak uśmiechnął się lekko.
-
Boże Annie, trzy lata. – Powiedział a po chwili przytulił blondynkę a ja
dopiero teraz się skapnęłam, kto to jest.
-
Jesteś byłą dzie… - Zaczęłam, lecz mi przerwała.
-
Tak, byłą narzeczoną Joe. – Dokończyła a mi szczęka opadła.
-
Narzeczoną? – Spytałam patrząc na chłopaka. – Mówiłeś, że dziewczyną! Dlaczego
nie powiedziałeś mi prawdy?!
-
Dee, przepraszam, ja … - Zaczął się tłumaczyć.
-
Daj spokój. Miło było cię ponownie spotkać Annie. Bez względu na waszą
przeszłość. –Powiedziałam rzucając Joe wściekłe spojrzenie, po czym odwróciłam
się do baru i zamówiłam sobie mocnego drinka.
-
Dee? Ja…
-
Daj spokój nie ważne. Chodź potańczyć. – Powiedziałam lekko się uśmiechając, po
czym pociągnęłam chłopaka za rękę na parkiet, gdzie spędziliśmy ze 2 godziny.
Koło
23 wróciliśmy do domu. Weszłam do salonu potykając się o dywan i mało, co nie
wywróciłam a Joe zaczął się śmiać.
-
A tak w ogóle to na ile zostajesz? Nawet nie miałem okazji zapytać.
-
Oczywiście, że nie miałeś, bo miałeś mnóstwo innych spraw na głowie. –
Odpowiedziałam szczerząc się a Joe, zaczął się znowu śmiać.
-
Racja. Więc na ile?
-
Tydzień. Potem musze wracać. Znaczy my musimy. – Powiedziałam, nie pewnie
patrząc na niego. – Mam dość McGanna i jego ciągłej gadki. – Dodałam ciszej.
-
Dee, nie wracam z tobą do L.A.
-
Jak to, nie wracasz?!
*******************************
* - by Sweet_Lemon ;*
Dzień
dobry a raczej dobry wieczór. Jak się macie? :D Rozdział osobiście
nawet mi się podoba, ale moje zdanie się nie liczy xD Sama nie wiem co
mogę jeszcze napisać więc może przejdę do jednej sprawy. :D
Otóż
na disney-golden-globes odbyło się niedawno głosowanie i tak się
składa, że Love Or Lie wygrało w dwóch kategoriach. Mianowicie w
najlepiej wykreowana postać chłopaka i wzruszająca sytuacja związana z
parą. A oto dyplomy :
Następna notka należy do Sweet_Lemon.
Do 19 ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz