[ by Sweet_Lemon ]
Zrobiłem to. Zrobiłem to, co chciała.
Ale czy na pewno? Czy byłem na tyle głupi, żeby posunąć się do czegoś takiego?
Dlaczego tak zrobiłem? Czy dlatego, że chciałem? Czy może dla świętego spokoju?
Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na żadne pytania. Ciągle przed oczami mam obraz
tego, co się stało dwa tygodnie temu.
- Dee… - Szepnąłem.
- Yhym.
- Ja, słuchaj, pamiętasz, co ci
powiedziałem a raczej krzyknąłem jak byliśmy na wzgórzu? – Spytałem a ona lekko
pokiwała głową. – Zależy mi … na Tobie, …bardziej jak na przyjaciółce, … ja … -
Nie wiedziałem jak dopasować słowa, ale brunetka natychmiast się odsunęła.
- Nie mów tego, proszę nie mów
tego. Po prostu idź.
- Demi…- Ponownie mi przerwała.
- Nie, tak nie może być. Miałeś
odejść. – Powiedziała cicho. – Obiecałeś, więc dotrzymaj danego słowa.
- Świetnie! Zdecyduj się w końcu!
Ale dobrze, sama zobaczysz, że odejdę! – Powiedziałem podniesionym głosem i
złapałem Demi za rękę, ciągnąc. Musiałem jej udowodnić, że potrafię dotrzymać
słowa. Otworzyłem drzwi, rzuciłem klucze na półkę i z szafy wyciągnąłem
walizkę.
- Tak bardzo tego chcesz, więc
proszę! – Warknąłem. Poszedłem do sypialni i wrzucałem wszystkie swoje ubrania
do walizki. Byłem tak wściekły, że nie panowałem nad sobą. Kiedy skończyłem,
niemalże wypchałem Demi za drzwi i zszedłem na dół, gdzie czekała już taksówka,
którą zamówiłem wcześniej. – Proszę bardzo. Robię, co chcesz i już mnie nigdy
nie zobaczysz. Powinnaś się cieszyć. – Powiedziałem i z bólem na sercu
odjechałem…
To
jak potem ją potraktowałem, nie dawało mi spokoju.
- Halo?
- Joe…
- A to ty. – Powiedziałem
zawiedziony. Nie przypuszczałem, że zadzwoni.
- Słuchaj ja …
- Nie mam czasu na pogadanki. –
Powiedziałem, chociaż nie miałem takiego zamiaru. –Zadzwoń jak przestaniesz
mieć wahania nastrojów. – W taki sposób zakończyłem rozmowę z Demi.
Byłem kretynem. Głupim kretynem. Tak
bardzo nienawidziłem się za to, co się stało. Przecież nie musiałem tego robić,
ale jej uległem. Pytanie tylko, dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta…
Stałem w oknie balkonowym i patrzyłem na
krople deszczu, spływające po szybie. Ciekawe czy tęskni za mną, czy wie, co
zrobiła źle. Wziąłem kolejny łyk whisky i usiadłem na sofie. Czekanie
bezczynnie na odpowiedź, było udręką. Wtedy kiedy zadzwoniła do mnie Demi, byłem
w pobliskiej policji, w sprawie pracy. Powiedzieli, że się odezwą.
Minęło dwa tygodnie i cisza.
Byłem jeszcze bardziej zdołowany tym, że
Nick się zmienił. I to bardzo. Z tego, co mówił Kev, stał się nie do poznania. O
wszystko obwinia swoją przyszłą szwagierkę. Będę musiał z nim pogadać. I to
koniecznie.
Siedzenie w Vegas to jak więzienie.
Możliwe, że gdybym miał jakieś zajęcie, to byłoby inaczej. Wypiłem do końca
trunek i napełniłem sobie ponownie szklankę. Upiłem trochę i odstawiłem na
ławę. Musiałem pogadać z Nickiem. I to natychmiast. Wyjąłem z torby laptopa i
włączyłem go. Na szczęście nie musiałem długo czekać aż mi się system załaduje
i po chwili logowałem się na skype. Tylko, żeby mój brat był… Dzisiaj
wyjątkowo wszystko mi się udaje. A może to szczęśliwy dzień? Nie
czekałem dłużej i kliknąłem w „wideo rozmowę”. Po chwili na ekranie pojawiła
się Miley. Jak zawsze uśmiechnięta.
-
Cześć Joe. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że dzwonisz. Jak się czujesz? –
Spytała.
Uśmiechnąłem
się lekko.
-
Jakoś sobie radzę. Nie jest łatwo, ale w końcu muszę, nie? A u was, co słychać?
-
Ja, Nick i Kevin jakoś się trzymamy. Gorzej z twoimi rodzicami i z Dee…- Powiedziała
i obróciła się za siebie. Na pewno nie było jej łatwo pogodzić mojego brata z
jej siostrą.
-
Na pewno dadzą sobie radę. Jak przygotowania do ślubu? Mam nadzieję, że mnie
zaprosicie. – Zaśmiałem się. Miley też, ale po chwili spoważniała. – Ej co
jest? Tylko mi nie mów, że ślubu nie będzie.
-
Tu nie chodzi o mnie i Nicka, tylko o ciebie i Dee. Ona naprawdę cierpi. Błagam
cię Joe, wróć do Los Angeles. Zrób to dla twojego brata. Ja już nie mogę znieść
ich ciągłych kłótni z twojego powodu. Wiem, że jesteś zakochany w Demi i
zrobiłbyś dla niej wszystko, ale do cholery pomyśl o swojej rodzinie! Nawet nie
wiesz jak się czuje, kiedy nie wiem, po której stronie mam stanąć! Dłużej tego
nie zniosę…- Powiedziała i się rozpłakała. Byłem w kropce.
Nawet w czarnej dupie.
-
Miley… to nie takie proste jak ci się wydaje. Ona musi poukładać myśli i
zrozumieć, czego chce. Wrócić kiedyś na pewno będę chciał, ale nie prędzej niż
na wasz ślub. Poza tym niedługo…- Nie dokończyłem, bo usłyszałem jej głos.
-
Z kim rozmawiasz Miley? McGann znowu się wścieka o Joe. Mam już dość. –
Speszona Milez nie wiedziała, co ma robić. Patrzyła to na nią to na mnie.
-
Myślę, że powinniście porozmawiać. Zostawię was samych. Do usłyszenia Joe. –
Powiedziała i znikła. Po raz pierwszy w życiu nie wiedziałem, co mam zrobić.
Nie wiedziałem czy ja pierwszy mam się odezwać czy może się rozłączyć.
-
Cześć. – Czyli ona jednak zaczęła.
-
Cześć. – Normalnie masakra. – Humorki już ci przeszły? – Spytałem. Przez jej
twarz przeszedł cień uśmiechu.
-
Można tak powiedzieć. – Zapadła cisza. Oboje wpatrywaliśmy się w siebie jak w
obrazek. Może powinienem wrócić? A co jeśli ona nie chce? – Mogę wiedzieć gdzie
teraz jesteś? – Spytała, a mnie wmurowało.
-
W Vegas. – Odpowiedziałem.
-
Aha… pracujesz już? – Kolejne pytanie.
-
Czekam na odpowiedź. Może w wydziale zabójstw będzie ciekawie. – Zaśmiałem się.
Wydawało mi się, że ją to wcale nie
cieszy. Przeciwnie, była zdołowana tym, że nie ma mnie w L.A.
-
Jest ci łatwo? – Miałem wielką ochotę się roześmiać.
-
Nie udawaj, że cię to obchodzi. Dlaczego jesteś nie miła dla Nicka? On ci nic
nie zrobił. –Powiedziałem, zmieniając temat. Moje słowa ją zabolały.
Momentalnie w jej oczach pojawiły się łzy.
-
Tak, ale cały czas mnie obwinia o twój wyjazd! – Krzyknęła.
-
Przecież sama tego chciałaś! – Ja również podniosłem głos. – Nie wiedziałem, że
Will aż tak cię zmienił. Głupi jestem, nie? Dla ciebie zostawiłem rodzinę! I
nawet cię to nie obchodzi! Najlepiej będzie jak zapomnimy o sobie. I tak się
nam udało, pamiętasz? – Powiedziałem.
-
Tak po prostu chcesz zapomnieć? Przecież mnie… kochasz? – Powiedziała
niepewnie. – Przynajmniej tak mówiłeś. W dzień, kiedy wyjechałeś, zapomniałam
ci powiedzieć, że… że… cię kocham. Kocham cię Joe i błagam byś wrócił. – Powiedziała
płacząc. Przez chwilę miałem mętlik w głowie. Czy ona właśnie wyznała mi
miłość?
-
Przykro mi, ale nie wrócę. Żegnaj Demi. – Powiedziałem i z bólem serca się
rozłączyłem.
- Dzięki Mayra. Na pewno się jutro
zjawię. Do zobaczenia. – Zakończyłem rozmowę z moją koleżanką z pracy. Tak, od
jutra zacznę wszystko od nowa. Tak jak powinienem był to zrobić kilka miesięcy
temu. Postanowiłem się przejść po okolicy. Była dopiero godzina 14, więc nie
miałem nic do stracenia. Wziąłem kurtkę, telefon, zamknąłem za sobą drzwi
hotelowego pokoju i udałem się na spacer.
-
Coś podać?
-
Kawę i jakieś dobre ciastko. – Powiedziałem do kelnerki. Uśmiechnęła się i
znikła między stolikami. Siedziałem teraz w jednej z restauracji i myślałem nad
tym, co się wydarzyło dzisiaj. Przecież mogłem powiedzieć coś innego, rzucić to
całe Vegas i być teraz w drodze do domu. Ale oczywiście moja męska duma mi nie
pozwalała. Kawał egoisty ze mnie i tyle. Oboje z Demi jesteśmy uparci. Wiemy,
że się kochamy, ale jakoś trudno nam się zejść. To wszystko jedna, wielka
paranoja.
-
Proszę bardzo. Smacznego. – Powiedziała kelnerka i odeszła.
Gdyby
nie to, że zależało mina pracy, w ogóle bym do niej nie wstawał. Niestety
budzik był namolny i musiałem go wyłączyć. Piekielne urządzenie. Niechętnie
podniosłem się i rozejrzałem po pokoju. Koniecznie muszę mieć swoje mieszkanie,
jak dalej będę mieszkał w hotelu, to zostanę bankrutem. Z niechęcią zwlokłem
się z łóżka i udałem się do łazienki.
- Cieszę się Joe, że będziemy mogli z
tobą współpracować. Mam nadzieję, że ten zespół będzie taki jak poprzedni. – Powiedział
Spencer, mój nowy szef, a ja wspomnieniami wróciłem do dnia, kiedy dowiedziałem
się, że będę pracować z Demi.
-
Też tak myślę. – Odparłem.
-
W takim razie do roboty. – Zaśmiał się i odprowadził mnie do drzwi. – Mayra?
Pomóż Josephowi się zaaklimatyzować w nowej grupie. – Nie powiem, poczułem się
jak 6-latek, który przyszedł do nowej szkoły. Pokiwała głową i ruszyła przed
siebie.
-
Masz szczęście Joe. Dostaliśmy nowe wezwanie. – Powiedziała. Od razu stanąłem w
miejscu. Czyżby powtórka z rozrywki?
- … wydaje mi się, że tą kobietę zabił
mężczyzna. Prawdopodobnie mąż. – Mayra właśnie rozmawiała z koronerem, a ja
rozglądałem się po pokoju.
-
Nie. To nie mąż. – Powiedziałem i odwróciłem się do nich. – Kochanka męża ją
otruła. Podmieniła jej leki. Mieli w sypialni kamerę, o której zapomniała
podejrzana. Niech technicy to sprawdzą. – Powiedziałem. Dziwnie się poczułem,
kiedy oni się na mnie gapili. Przecież to żadna nowość, wystarczy dobrze się
rozejrzeć.
Siedziałem nad papierkową robotą, kiedy
rozdzwonił się mój telefon.
-
Nie odbierzesz? – Spytała Mayra, bacznie mi się przyglądają.
-
Nie mam ochoty na rozmowy z kimkolwiek. – Odpowiedziałem i wróciłem do swojej
pracy, wcześniej wyciszając telefon.
-
Wiesz, że dzięki twojej pomocy, rozwiązaliśmy w tym tygodniu ponad 50 spraw?
Jak ty to robisz? Pracujesz z nami prawie tydzień i wszyscy cię
wręcz uwielbiają. – Powiedziała.
Przerwałem na chwilę pisanie i
spojrzałem na nią.
-
O to musisz spytać moich z przyjaciół z L.A. – Powiedziałem.
-
Może wyskoczymy na kawę? Mam dość na dziś roboty.
-
Czemu nie? Dokończę tylko to i możemy iść. Właściwie to i tak jesteśmy sami na
komisariacie. – Powiedziałem. Za to Mayra uśmiechnęła się od ucha do ucha.
Musiałem uważać, by nie robić jej nadziei.
- Dzięki za miły wieczór. Do zobaczenia
w pracy. – Powiedziała Mayra i pocałowała mnie w policzek. Po chwili znikła za
bramą swojego domu. Będąc na kawie wytłumaczyłem jej wszystko. Na początku było
jej trudno zrozumieć, ale później jakoś to do niej to dotarło.
Poczułem wibrację w kieszeni i wyciągnąłem
telefon. Zdziwiłem się, kiedy na wyświetlaczu pojawił się napis: „Kevin”. Czego
on chce, pomyślałem i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-
W końcu odebrałeś! Dzwonie i dzwonie, a ty nic. Musimy pogadać.
-
O co chodzi? – Spytałem. Przekroczyłem właśnie próg mojego nowego, jeszcze nieurządzonego
mieszkania, które zakupiłem kilka dni temu.
-
Mogę wpaść do ciebie na dwa tygodnie? – Powiedział i chyba klepnął się w czoło.
-
Dobrze się czujesz? Jasne, że możesz, ale to nie powód by od razu walić się w czoło,
Kev. – Zaśmiałem się.
-
Słyszałeś? Wybacz, ale mucha mi latała i jakoś musiałem ją odgonić. To się
cieszę bracie. Będę za dwa dni. Zdzwonimy się jeszcze. Trzymaj się Joe. – Powiedział
i się rozłączył.
-
Tak, tak. Do usłyszenia Kev. – Powiedziałem już do siebie. Czyli muszę brać
wolne w pracy.
Odkąd zadzwonił Kevin w moim mieszkaniu
można było normalnie mieszkać. Przynajmniej mi się tak wydawało. Byłem teraz na
lotnisku i czekałem na ten samolot. Rozumiem, żeby się spóźniał, ale bez
przesady! Poczułem wibrację i wyjąłem telefon z kurtki. Wiadomość od Keva. Ciekawe,
co tym razem.
To
dla twojego dobra. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Powodzenia. Kev.
Kompletnie nie rozumiałem, o co mu
chodzi. Ale nim zdążyłem zrozumieć, przede mną stanęła Demi z walizką w ręce.
-
Powiedz, że to jakiś żart. Głupi żart mojego brata. – Powiedziałem. W środku
cieszyłem się jak dziecko. Będę musiał podziękować bratu.
-Nie
tylko Kevin maczał w tym palce. Moja siostra, Nick i twoi rodzice także. Miło cię
widzieć Joe. – Zaśmiała się i rzuciła się na mnie. Boże, jej perfumy. Jak mi
tego brakowało! Nie wiele myśląc, przytuliłem ją mocno do siebie. – Nawet nie
wiesz, jak bardzo tęskniłam. Nigdy sobie nie wybaczę tego, że kazałam ci
odejść. Kocham cię Joe. – Powiedziała i odsunęła się lekko ode mnie. Spojrzałem
jej głęboko w oczy i otarłem łzy.
-
Spokojnie mała. Każdemu zdarzają się takie chwile. Nie wiesz jak długo czekałem
na te słowa. – Powiedziałem. Po chwili Dee złączyła nasze usta w pocałunku.
„Słodka minuta”trwała trochę dłużej i
oczywiście to ja musiałem ją przerwać. – Chyba nie masz zamiaru zostać na
lotnisku, co? Jedziemy do mnie. – Powiedziałem i wziąłem walizkę Dems, a ją
samą otoczyłem ramieniem.
-
Miałam taką nadzieję. – Zaśmiała się i objęła mnie w pasie, co uniemożliwiało
mi chodzenie. – Ale wcześniej muszę wiedzieć, czy mogę mówić do ciebie
kochanie?
-
Wiesz Demi? Zadajesz czasami głupie pytania. – Powiedziałem i ją pocałowałem.
-
Mam to rozumieć, jako pozytywną odpowiedź? Dobrze kochanie. Mam nadzieje, że
mieszkasz niedaleko. – Powiedziała i tym razem ona mnie pocałowała…
****
Ta
dam.! Jesteście happy? Boja bardzo. xd Rozdział wyszedł mi na prawie 6
str. w Wordzie. Jestem z niego strasznie zadowolona, co u mnie zdarza
się rzadkością. Mam nadzieję, że nie przesłodziła, ale chwilami nie
miałam weny na rozdział…
Chciałam
bardzo, ale to bardzo podziękować Wam w moim i Myself imieniu za
oddawanie na naszego bloga głosów w sondach. Jest nam ogromnie miło, że
doceniacie nasze starania.Dziękujemy! ;* Ci, którzy jeszcze nie głosowali, a chcieliby oddać na nas głos, mogą wejść >tu< >tu< >tu< >tu< i >tu< by zagłosować.
Następny: Myself- masz ciężkie zadanie Honey xd ;pp
Do 18.!
Sweet_Lemon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz