niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 15

[ by Myself ]
Kilka dni. Już kilka dni siedziałam w więzieniu za swoją niewinność i nie mogłam iść nawet na pogrzeb siostry. Po rozmowie z Joe, rzeczywiście mi pomógł. Kevin był moim adwokatem a dzisiaj odbywała się rozprawa. Od 10 minut czekaliśmy na rozpoczęcie procesu, który miał zadecydować czy spędzę kolejne 25 lat w areszcie czy będę wolna.
- Spokojnie Demi, będzie dobrze. – Powiedział Kevin uspokajając mnie. Spojrzałam na niego wzrokiem pełnym wdzięczności, po czym zaczęłam rozglądać się dookoła w poszukiwaniu jednej osoby – Joe, ale nigdzie go nie było. Poczułam jakieś dziwne ukłucie w okolicach serca, ale z drugiej strony sam mi obiecał, że więcej go nie zobaczę. Jedynym słusznym wyjściem było zapomnieć. Całkowicie o nim zapomnieć. Wstałam z krzesła widząc, ze drzwi sali się otwierają, po czym razem z prokuratorem  i moim adwokatem weszliśmy do środka, czekając na ostateczną decyzję.

Wyszłam z sali czując się jak nowonarodzona. …Uniewinnia ją od dokonania … Najlepsze słowa, jakie mogły paść w tym dniu. Byłam wolna a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Odwróciłam się za siebie i mocno przytuliłam najstarszego z braci.
- Dziękuję. Naprawdę jestem ci ogromnie wdzięczna. Równie dobrze mogłeś odmówić pomocy mi, ale tego nie zrobiłeś. – Powiedziałam.
-Dee, jesteśmy przyjaciółmi i możesz na mnie liczyć. Zawsze. – Odpowiedział a ja pocałowałam go w policzek i skierowaliśmy się do wyjścia.

- Demi! – Krzyknęła Miley, gdy tylko przekroczyłam próg naszego domu, po czym rzuciła mi się na szyję. – Udało się! Tak się cieszę siostrzyczko. – Dodała i cmoknęła mnie w policzek.
- Dzięki Miles. – Odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk. Dziewczyna puściła mnie po chwili i zaprowadziła do salonu, w którym zastałam … rodziców?
- Mama? Tata? Co wy tu robicie? – Spytałam zaskoczona ich obecnością.
- Kochanie. – Odpowiedziała pięćdziesięcioletnia kobieta, z czarnymi włosami do ramion i ciemno niebieskimi oczami, podchodząc do mnie i przytulając. Po chwili podszedł do nas także tata, pięćdziesięciotrzylatek, dość wysoki i przytulił nas obie a ja przez parę sekund nie miałam pojęcia, co zrobić. Jakaś zaćma mi padła na mózg, jednak ocknęłam się i przytuliłam dwójkę osób.
- Skarbie wybacz, że nie było nas przy tobie, ale … - Zaczęła mama, ale skutecznie jej przerwałam.
- Mamo, nie przejmujcie się. Wszystko jest już w porządku, no prawie wszystko. – Ostatnie zdanie szepnęłam, przypominając sobie o mojej Świętej Pamięci siostrze.
         
Rodzice zostali u nas na obiad, przy którym staraliśmy się swobodnie rozmawiać i trochę śmiać. Każde z nas wiedziało, że Dallas jest teraz w lepszym miejscu. W miejscu gdzie nie ma zła, zazdrości, zemsty, jest tylko pokój. Uśmiechnęłam się lekko myśląc o tym, po czym ponownie włączyłam się do konwersacji z siostrą i rodzicami.

Następny dzień cały spędziłam w domu. Nie musiałam iść do pracy gdyż ze względu na wydarzenia, jakie miały miejsce w ostatnim czasie McGann powiedział, że zadzwoni do mnie, żebym do niego przyszła. Postanowiłam nie marnować czasu tylko wykorzystać go do jakiś pożytecznych rzeczy jak na przykład posprzątanie mieszkania, czy zrobienie porządku w szafie. Dochodziła godzina, 18 gdy układałam w garderobie sukienki do mojego pokoju weszła Miley.
- Demi, trochę późno ci o tym mówię, ale Nick przyjechał na kolację. – Powiedziała delikatnie.
- Okej, nie będę wam przeszkadzać. – Odpowiedziałam nie odrywając się od wykonywanej czynności.
- Ty też masz zejść. – Powiedziała spokojnie, ale jednak wyczuwałam, że czymś się denerwuje.
- Nie przejmuj się mną.
- Dems zejdź na dół i zjedz z nami. Proszę.
- No dobra. Będę za 10 minut. – Odpowiedziałam, wyciągnęłam z szafy niebieskie rurki i zieloną bluzkę na krótki rękaw i poszłam do łazienki się ogarnąć.

Musze przyznać, że ogarnięcie się zajęło mi mniej niż 10 minut także właśnie schodziłam po schodach, weszłam do salonu i … zamarłam?
- Co ty tu robisz?! Miałeś przecież zniknąć! – Krzyknęłam, widząc średniego z braci Jonas. Obiecał mi to. Obiecał, że jak wyjdę zniknie z mojego życia i nigdy więcej go nie zobaczę. Doba wystarczyła, żeby się z tym pogodzić, chociaż nie było to łatwe. Pół nocy zawaliłam myśląc tylko i wyłącznie o nim, ze spływającymi łzami. – Obiecałeś! – W tym momencie nie wytrzymałam i poczułam jak moje oczy robią się mokre od małych, słonych kropelek.
- Nie byłoby mnie tu, gdyby nie Nick. Poza tym, powinnaś chyba wiedzieć, kto zabił twoją siostrę i wrobił ciebie w to całe bagno!
- Nie musiałeś słuchać brata!
- Tak, nie musiałem! Ale chciałem przyjść i może się pożegnać z przyszłą bratową. Tego nie możesz mi zabraniać! – Krzyknął i nie wiem, czemu znowu coś mnie ukuło. – Masz kluczyki. Nie musisz dziś oddawać mi auta. Żegnaj Mils. – Powiedział i tak po prostu wyszedł z domu. Otarłam łzy i poszłam za nim, chcąc go dogonić i powiedzieć, co myślę.
- I co, teraz tak po prostu sobie wyjdziesz, obrażony, że powiedziałam prawdę? Świetnie, jesteś po prostu ...ugh, nawet nie znam takich słów, żeby cię określić! Ale proszę bardzo, odejdź sobie,  zniszcz znowu wszystko, mam to w dupie. – Powiedziałam.
- Wiesz, co? Nie rozumiem cię. Raz mówisz, że zależy ci na przyjaźni, raz ze chcesz, bym odszedł. Może byś się zastanowiła, czego naprawdę chcesz. – Powiedział i ruszył dalej.
- Jesteś kretynem Jonas!
- Teraz będziesz mnie na ulicy wyzywała… przy twoim byłym? – Powiedział a ja w jednej chwili się odwróciłam, oczy mi się „powiększyły” i zaczęłam powoli cofać aż w końcu wpadłam na Joe, i gdyby nie on zaliczyłabym bliskie spotkanie III stopnia z asfaltem.
- Czyżby kryzys w związku? – Zakpił a ja poczułam na sobie palące spojrzenie Jonasa dotyczące wypowiedzianych przez Will’a słów i posłałam mu przepraszające spojrzenie.
- Nie ma żadnego kryzysu to po pierwsze, a po drugie, co cię obchodzą nasze prywatne sprawy. Nie powinieneś być czasami z Selenką? Gdzie ją ukrywasz? Dobrze wiesz, że ją znajdziemy i wtedy ty i ona pójdziecie siedzieć. – Powiedział a ja patrzyłam na niego zaszokowanym wzrokiem. Czy on właśnie mnie krył? Przecież miał idealną okazję, żeby odegrać się na mnie a tego nie zrobił.
- Czyli ta suka mówiła prawdę. Jesteście razem.
- Co powiedziałeś?!
- Joe… - Powiedziałam chcą jakoś powstrzymać dalszy rozwój wydarzeń.
- Nikt nie będzie obrażał mojej dziewczyny, zwłaszcza ty! – W jednej chwili Średniak stał obok mnie a w drugiej uderzył Will’a w twarz i jeszcze dołożył nogą.
- To za to, że Dallas z twojej winy nie żyje i za to, że nazwałeś moją dziewczynę dziwką! – Krzyknął a ja poczułam się jakoś dziwnie, gdy wypowiedział słowa „moją dziewczynę”, ale nie mogłam pozwolić by zrobił mu coś poważnego. Złapałam go za rękę i szarpnęłam.
- Joe przestań! Uspokój się! Idziemy, chodź.
- Jak cię dopadnę to obiecuje, że nigdy Seleny na oczy nie zobaczysz! – Krzyknął, gdy odeszliśmy już dalej a po chwili zadał mi pytanie. – Możesz mi powiedzieć, od kiedy jesteśmy parą? – Spojrzałam na niego na chwilę ponurym wzrokiem a potem spuściłam głowę patrząc na chodnik, po którym szliśmy.
- Powiedziałam tak, bo Will mnie wyprowadził z równowagi. Nie powinnam była tak mówić, przepraszam. Zrozumiem jak nawrzeszczysz teraz na mnie. – Powiedziałam i zaśmiałam się lekko.
- Nie zamierzam krzyczeć na moją dziewczynę. – Powiedział. Zaraz, przecież nikogo niema w pobliżu, więc czemu on tak do mnie mówi? Zanim zdążyłam znaleźć jakąkolwiek odpowiedź poczułam jego usta na swoich. Zamknęłam oczy i poddałam się rozkoszy, zapominając kompletnie o tym, że jeszcze kilka minut temu kłóciłam się z nim na środku ulicy. Po chwili oderwał się ode mnie, ale ja nie miałam dosyć i ponownie złączyłam nasze usta a on nie protestował.
- Dee… - Szepnął, leciutko się ode mnie odsuwając.
- Yhym.
- Ja, słuchaj, pamiętasz, co ci powiedziałem a raczej krzyknąłem jak byliśmy na wzgórzu? – Spytał a ja lekko pokiwałam głową. – Zależy mi … na tobie, …bardziej jak na przyjaciółce, … ja … - Zaczął, a ja natychmiast oprzytomniałam, odsunęłam się i przerwałam mu.
- Nie mów tego, proszę nie mów tego. Po prostu idź. – Powiedziałam z kulą w gardle.
- Demi…
- Nie, tak nie może być. Miałeś odejść. – Powiedziałam cicho. – Obiecałeś, więc dotrzymaj danego słowa.
- Świetnie! Zdecyduj się w końcu! Ale dobrze, sama zobaczysz, że odejdę! – Powiedział podniesionym głosem i złapał mnie za rękę ciągnąc dalej i jak się okazało do jego mieszkania.
Otworzył drzwi, rzucił klucze na półkę i z szafy wyciągnął walizkę.
- Tak bardzo tego chcesz, więc proszę! – Warknął, poszedł do sypialni i zaczął pakować swoje rzeczy a ja stałam tylko i patrzyłam się na niego. Nawet nie wiem ile czasu minęło, gdy skończył. Wziął walizkę, otworzył drzwi i  dosłownie wypchnął mnie z mieszkania ciągnąc za sobą bagaż, zamykając drzwi. Zeszliśmy na dół, zapakował walizkę do taksówki, po czym podał kierowcy miejsce, którym było lotnisko i spojrzał w moją stronę.
- Proszę bardzo. Robię, co chcesz i już mnie nigdy nie zobaczysz. Powinnaś się cieszyć. – Powiedział ironicznie i wsiadł do taksówki, która chwilę później odjechała.

Tak wiele przecież łączy nas
Ty mówisz, nie to życie, nie ten czas
tak ciężko odejść po prostu tak
czuje, życie przestaje trwać…[1]

Dopiero teraz tak naprawdę do mnie dotarło, że wyjechał. Zrobił to, co chciałam. Opuścił miasto i zniknął z mojego życia …  na zawsze. Biegiem skierowałam się w stronę mojego domu, czując na policzkach słoną ciecz. Po 10 minutach wpadłam do domu, nie zwracając uwagi na spojrzenia Mils i Nicka i pobiegłam na górę do pokoju. Trzasnęłam drzwiami a potem położyłam się i na łóżku i zaczęłam ryczeć w moją ulubioną poduszkę, brudząc ją czarnym tuszem do rzęs.
I co cieszysz się teraz?
Daj mi spokój.
Masz, co chciałaś. Zostawił cię w spokoju. Powinnaś skakać ze szczęścia.
Nie potrafię.
Właśnie. Nie potrafisz, bo popełniłaś największy błąd swojego życia.
Skąd wiesz, że największy? Mogę popełnić jeszcze znacznie gorsze.
To ja wiem, co tak na prawdę czujesz. I tego nigdy nie będziesz w stanie zmienić. Gdybyś zareagowała inaczej na to, co chciał ci powiedzieć, siedzielibyście pewnie teraz u niego i oglądali jakiś film czy coś.
Czy to cholerne sumienie zawsze musiało mieć rację?! Sama się o to prosiłam. Gdybym dała mu dokończyć, wszystko byłoby inaczej. Wszystko…

Następnego dnia obudziłam się przykryta kołdrą. Najwyraźniej Miley musiała zajrzeć do mnie wczoraj wieczorem. Przetarłam lekko oczy a po chwili znowu je zamknęłam. Widziałam Joe, wczorajsze wydarzenia i znowu zaczęłam płakać.

Twój obraz trzymam ciągle pod powiekami,
Lecz jestem bezwładna jak liść na wietrze.[2]

Natychmiast otworzyłam oczy i wstałam z łóżka, kierując się do szafy a gdy wybrałam ubrania poszłam do łazienki. Odłożyłam ciuchy na półkę a sama spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Potargane włosy + rozmazany tusz + czerwone oczy = jedno wielkie nieszczęście. Podeszłam do umywalki, nalałam trochę wody, po czym wzięłam ją w ręce i chlusnęłam sobie w twarz, przecierając oczy i zmywając pozostałości po makijażu. Potem zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod zimny prysznic, który jednak wcale mnie nie orzeźwił. Wciąż miałam przed oczami wyraz twarzy i te śliczne, czekoladowe oczy.  Wyszłam z kabiny, wytarłam się ręcznikiem i ubrałam w przygotowane rzeczy, którymi były brązowa, luźna bluzka na grube ramiączka i jeansy. Zrobiłam delikatny makijaż chcąc zatuszować lekko oczy, a potem zeszłam na dół.
- Dzień dobry. – Szepnęłam widząc w kuchni siostrę.
- Hej. – Odpowiedziała. – Jak się czujesz?
- Beznadziejnie, ale sama się prosiłam. A nie wiesz może od Nicka czy …
- Doleciał cały i zdrowy. Nick rozmawiał z nim dzisiaj rano i mi powiedział. – Odpowiedziała stawiając przede mną szklankę ciepłej kawy.
- Dzięki.
- Nie obraź się, że to powiem, ale zrobiłaś najgłupszą rzecz w swoim życiu. Rozumiem, że zabolało cię jak powiedział, że ci nie wierzy, ale na litość boską to nie powód żebyś kazała mu wyjechać!
- Obiecał mi.
- I, co jesteś szczęśliwa? Dobrze wiesz, że tego nie chciałaś a z tego, co wiem od Nicka możesz nawet nie próbować się kontaktować z Joe i namawiać go do powrotu, bo i tak nie wróci. On też ma uczucia! Pomyśl o tym. – Powiedziała i wyszła z kuchni zostawiając mnie samą z moimi myślami i kolejną porcją poczucia winy.

Siedziałam w swoim pokoju na łóżku i już któryś raz pisałam tego samego sms-a, lecz za każdym razem, gdy miałam nacisnąć wyślij – tchórzyłam.

„Przepraszam. Jestem największą idiotką na świecie. Wybacz i wróć… D.”

Zakończyłam, ale nie wysłałam. Wpatrywałam się w mały ekranik komórki i słowa, które znowu wymazałam. Weszłam w kontakty i wybrałam trzeci numer z listy a swój zastrzegłam by nie wiedział, kto dzwoni a po dwóch sygnałach usłyszałam jego głos.
- Halo?
- Joe…
- A to ty. – Powiedział zawiedziony. Zapewne spodziewał się, że dzwoni ktoś inny.
- Słuchaj ja …
- Nie mam czasu na pogadanki. – Gdzieś w tle usłyszałam kobiecy głos. – Zadzwoń jak przestaniesz mieć wahania nastrojów. – Warknął i rozłączył się nie dając mi dojść do słowa.
Rzuciłam telefon obok siebie na łóżko, po czym oparłam głowę na rękach. Już nawet nie miałam siły żeby płakać, gdy usłyszałam po drugiej stronie jakąś babę. Pierwszy dzień go nie ma i już znalazł sobie inne znajomości, więc, po co były te podchody wczoraj wieczorem? Po co chciał to powiedzieć skoro tak szybko się pocieszył? Po co?
Wzięłam laptopa, włączyłam go, wygodnie układając się na łóżku, podłączyłam słuchawki i puściłam pierwszą piosenkę z play listy, którą okazała się „Cry” Rihanny.

Did it happen when we first kissed /Czy to się stało, kiedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy?
Cause it's hurting me to let it go  / Ponieważ, raniło mnie to, pozwolić temu odejść
Maybe cause we spent so much time / Być może dlatego, że spędziliśmy tyle czasu razem
And I know that it's no more / I wiem, że nigdy więcej
I should have never let you hold me baby / Nigdy nie powinnam ci pozwolić na troskę o mnie, kochanie
Maybe why I'm sad to see us apart / Być może dlatego jestem smutna widząc nas osobno
I didn't give it to you on purpose / Nigdy nie dałam ci tego w zamiarze
Gotta figure out how you stole my heart / Nie potrafię dojść do wniosku jak ukradłeś moje serce

My mind is gone / Mój umysł jest nieobecny
I'm spinning 'round / Obracam się dookoła
And deep inside / I głęboko w środku
My tears all drown / Moje łzy toną
I'm losing grip / Gubię opanowanie
What's happening?/  Co się stało?
I stray from love / Jestem zbłąkana przez miłość
This is how I feel.../  To jest, co czuje

This time was different /Ten czas był inny
Felt like I was just a victim / Czułam jakbym była po prostu ofiarą
And it cut me like a knife / I to skaleczyło mnie jak nóż
When you walked out of my life / Kiedy odszedłeś z mojego życia
Now I'm in this condition / Teraz jestem w tym stanie
And I've got all the symptoms / I mam wszystkie objawy
Of a girl with a broken heart / Dziewczyny ze złamanym sercem
But no matter what you'll never see my cry / Ale nie ważne, nigdy nie zobaczysz mnie płaczącej


Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc wstałam z kanapy i poszłam otworzyć.
- Jess? Co Ty tu robisz? – Spytałam, widząc przyjaciółkę w drzwiach.
- Przyszłam, bo nie odbierasz telefonów. Wpuścisz mnie?
- Tak, jasne, przepraszam. – Powiedziałam i wpuściłam ją do środka. Jess zdjęła buty, po czym zaprosiłam ją gestem ręki do salonu.
- Napijesz się czegoś?
- Nie dzięki. Słuchaj, przyjechałam, bo po pierwsze McGann mnie po ciebie przysłał, więc zaraz wychodzimy, a po drugie wyjaśnij mi, o co chodzi z Joe. – Powiedziała. Usiadłam obok niej, ciężko wzdychając i zaczęłam jej opowiadać, co się stało.
- …, no i potem spakował się i wyjechał. – Skończyłam. – A mi jest teraz cholernie ciężko.
- Dem, jemu na tobie zależy rozumiesz? Wiesz jak on się zachowywał jak byłaś w więzieniu? Był totalnym wrakiem, nie dało się z nim normalnie pogadać. Przyznaj się przed samą sobą, że też coś do niego czujesz to zobaczysz, ulży ci trochę. – Skończyła, przytulając mnie lekko.
Czy miała rację? Cholera, po co ja się pytam skoro sama wiem, że jestem od niego uzależniona! Od jego oczu, uśmiechu od niego całego.
- Okej. Jestem Demi Lovato i jestem Joe-holiczką. – Powiedziałam a Jessica uśmiechnęła się do mnie.
-No, to teraz dzwoń do niego, powiedz, co czujesz i żeby wracał.
- Nie da rady. Nie chce ze mną gadać. Próbowałam, się z nim skontaktować, ale powiedział tylko, żebym zadzwoniła jak przestanę mieć wahania nastrojów.
- Ja was czasami naprawdę nie rozumiem. Ciągnie was do siebie, ale robicie wszystko, żeby nie być razem. Sorry, ale to jest trochę porypane.
- Wiem, Jess, wiem.

- Od jutra wracasz do pracy. Wszystko to znaczy wynagrodzenie, godziny pracy i tym podobne są tak jak były. –Powiedział szef, gdy siedziałam u niego w gabinecie.
- Dobrze.
- Demi, słuchaj, nie obchodzi mnie, co się stało między tobą a Jonasem, ale przez te wasze, obiecanki, zachcianki i tak dalej, straciliśmy dobrego policjanta. – Powiedział patrząc na mnie.
- Nie przez nasze tylko przez moje. Obiecał mi, że więcej go nie zobaczę a ja nie chciałam mu odpuścić.
- Mnie to nie obchodzi. Możecie się nie lubić, ale prawda jest ta sama. – Powiedział. – To wszystko. Możesz już iść. – Dodał. Wiedziałam, że jest zły, dlatego szybko się podniosłam i wyszłam zamykając za sobą drzwi.

- Połączyłeś się z pocztą głowową numeru … - Usłyszałam ponownie i rozłączyłam się. Od kilku minut znowu próbowałam się dodzwonić do Średniaka, ale za każdym razem odrzucał połączenie. Rzuciłam telefon na półkę w samochodzie, który odpaliłam, po czym skierowałam się do domu.

Podróż zajęła mi 15 minut, dlatego zamykałam właśnie pojazd. Gdy otwierałam drzwi od domu usłyszałam, że ktoś mnie woła, więc odwróciłam się i spostrzegłam Nicka.
- Cześć.
- Hej. Co tam? – Spytałam.
- Co tam?! Chyba sobie żartujesz.
- O, co ci chodzi?
- Nie ważne, miałem ci tylko to przekazać, więc proszę. – Powiedział i podał mi kopertę.
- Nick, o co ci chodzi? Czemu się tak zachowujesz?
- Bo wciąż nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś! Że kazałaś mu wyjechać!
- Chociaż ty odpuść, wiem,  co zrobiłam do jasnej cholery! Przeze mnie straciliśmy policjanta, ty brata a ja przepłakałam prawie całą noc, wiec daruj sobie i idź już! – Powiedziałam podniesionym głosem, po czym weszłam do domu i zatrzasnęłam drzwi, klucze rzucając na półkę. Zdjęłam buty i poszłam do salonu gdzie otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać jej zawartość.

„Demi.
Właściwie to sam nie wiem, czemu pisze ten list. Być może nie myślę w tym momencie w pełni racjonalnie i słucham się minimalnej cząstki mojego sumienia, które podpowiada mi, żeby pożegnać się inaczej niż to zrobiliśmy.
Mówią ,że życie jest jak papier toaletowy – długie, szare i do dupy. Ale nie zawsze to się sprawdza. Czasami dzięki jednej osobie, potrafi nabrać kolorów i znaczenia. Dziękuję. Dziękuję za te kilka tygodni, które spędziliśmy razem, które dobiegły końca i jednocześnie przepraszam za nie. Nie wiem ile one znaczyły dla Ciebie, ale ja chyba nigdy ich nie zapomnę. Żałuje, że to wszystko nie potoczyło się inaczej. Że wtedy w Ciebie zwątpiłem, mimo, że byłaś moją przyjaciółką. Myślałem, że coś zaczyna nas łączyć. Te uściski, pocałunki, i sama wiesz, co, ale najwyraźniej się myliłem.
Life is too short so take the time[3]…
Nie mam pojęcia, co jeszcze mogę napisać…
Powodzenia i żegnaj.
Joe.
PS. Oddaję Ci to. Najwyraźniej magiczne wisiorki, kupione 8 lat temu na targowisku podczas festiwalu straciły swoją moc… „

Zakończyłam czytać a po chwili wyciągnęłam z koperty wisiorek na rzemyku w kształcie połowy serduszka z napisem, „Friends”. <look> Drugą połówkę miałam ja. Leżała gdzieś w biżuterii w moim pokoju zupełnie zapomniana przeze mnie a on ciągle pamiętał.
- Forever. – Szepnęłam i zacisnęłam pięść z kawałkiem przedmiotu w środku … 


[1] Honey – Po nocy przyjdzie dzień
[2] Honey – Po nocy przyjdzie dzień
[3] Nick Jonas - Appreciate

**************************************
Dzień dobry! Co tam? :D  Uf rozdział jest po tygodniu i muszę powiedzieć, że w miarę mi się podoba. Wiem, że myśleliście, ze będzie Jemi i nie ma, ale już nie długo. Co by tu jeszcze napisać? Hmmm chyba nic. Nie będę was zanudzać. ;D
Sweet_Lemon - Następny Ty Sweety xD haha
No to do za dwa tygodnie ;D
Myself

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz