[ by Sweet_Lemon ]
Nie mogłem skupić się na pracy. Nic mi
nie wychodziło, a to wszystko przez zatrzymanie Dee. Kompletnie nie mogłem
poukładać myśli. To niedorzeczne. Miałem ochotę płakać. Zraniłem moją najlepszą
przyjaciółkę i teraz mnie nienawidzi. Przecież nie to miałem na myśli.
Pieprzone życie.
-
Joe? Co się stało? Gdzie jest Miles? – Popatrzyłem na mojego młodszego brata.
Był zdenerwowany i najwyraźniej martwił się o swoją ukochaną. Nie musiałem
odpowiadać. Miley tylko widząc Nicholasa, przywarła do niego szlochając w
koszule. Nie mogli jej zamknąć w więzieniu, jest policjantką. Jeśli nie znajdą
innego przestępcy, to może zostać pozbawiona prawa wykonywania
zawodu.
-
Jak to możliwe Joe? Moja siostra… Jedna nie żyje, druga oskarżona o jej
zabicie. Kto to mógł zrobić? Kto jej tak nienawidzi? – Miley ciągle zadawała
pytania, ale byłem tak zamyślony, że nie wiedziałem nawet, co mam jej
odpowiedzieć, kiedy mnie olśniło.
-
Przepraszam, muszę coś załatwić. – Powiedziałem. Szybko pobiegłem do mojego
przełożonego.
- Tylko 10 minut Joe. – Powiedział Barry
i otworzył mi cele. Od samego widoku serce prawie mi stanęło.
-
Nie chce cię widzieć! Wyjdź!
-
Chcę pomóc, ale musisz ze mną współpracować. Obiecuję…- Zawahałem się na
chwile, ale uświadomiłem sobie, że jeśli to powiem, będzie jej łatwiej.- Obiecuję,
że jeśli cię oczyścimy z podejrzeń to nigdy więcej mnie nie zobaczysz. – jej
reakcja była natychmiastowa. Była zdziwiona, przepełniona bólem, nienawiścią i
goryczą.
-
Już raz to słyszałam. – Powiedziała Demi niedosłyszalnie i stanęła do mnie
tyłem.
-
Mam tego dość! Wiem, że nie zabiłaś Dallas i jesteś na mnie wściekła, ale
musisz mi wszystko powiedzieć! Kevin może być twoim adwokatem, jeśli chcesz. Ja
w przeciwieństwie do ciebie od samego początku próbuje ci pomóc. Ale widzę,
tobie nie zależy. Żebyś później nie żałowała Demi. – Powiedziałem. Byłem zły,
bo nie chciałem, żeby cierpiała. Wstałem z krzesła i skierowałem się do drzwi.
-
Poczekaj. Niech ci będzie, powiem, co wiem. – Uśmiechnąłem się i wróciłem z
powrotem.
Demi
usiadła na łóżku, a gdy zająłem miejsce obok, jednak w odpowiedniej odległości,
zaczęła mówić, ale za nic nie chciała mi spojrzeć w oczy. Miałem wrażenie, że
zaraz na jej twarzy pojawią się łzy.
-
Jak wyszłam od ciebie, od razu poszłam do tego parku. Spotkałam się z Will’em,
ale pokłóciliśmy się. Nagadałam mu parę głupot, które nigdy nie powinny wyjść z
moich ust, potem mu przywaliłam z liścia i poszłam do domu. Drzwi były otwarte
a ja nie słyszałam, żeby ktokolwiek był w środku, więc uznałam, że Dally… - W
tym momencie już na pewno widziałem jej łzy. Co więcej, patrząc na nią, mnie
samemu chciało się płakać. – poszła do sąsiadów, poszłam do kuchni a potem do
salonu i... i... Wiesz, co było dalej... - Szepnęła i nie zważając na nic
położyła się na swoim łóżku, chowając twarz w poduszkę. Chciałem ją jakoś
dotknąć, przytulić, byle by czuła, że nie jest sama, ale w ostatniej chwili
zrezygnowałem wiedząc, że jej reakcja nie należałaby do miłych. Podniosłem się
z łóżka i kucnąłem koło jej twarzy.
- Pomogę ci. Obiecuję. – Szepnąłem, po czym skierowałem się do wyjścia z celi, ostatni raz spoglądając na nią.
- I co? – Spytała Miley, gdy znowu byłem w towarzystwie jej i brata.
- Powiedziała mi wszystko, ale, musiałem jej coś obiecać. – Powiedziałem, a gdy oni na mnie spojrzeli dziwnym wzrokiem kontynuowałem. – Obiecałem jej, że jeśli uda nam się ją oczyścić to nigdy więcej mnie nie zobaczy. Zniknę z jej życia. – Powiedziałem a Nick położył mi dłoń na ramieniu.
- Na pewno tego chcesz? Zostawić ją? Zniknąć? – Spytała Miley cichym głosem.
- Nie chcę, ale muszę. – Odpowiedziałem, patrząc przed siebie.
- Pomogę ci. Obiecuję. – Szepnąłem, po czym skierowałem się do wyjścia z celi, ostatni raz spoglądając na nią.
- I co? – Spytała Miley, gdy znowu byłem w towarzystwie jej i brata.
- Powiedziała mi wszystko, ale, musiałem jej coś obiecać. – Powiedziałem, a gdy oni na mnie spojrzeli dziwnym wzrokiem kontynuowałem. – Obiecałem jej, że jeśli uda nam się ją oczyścić to nigdy więcej mnie nie zobaczy. Zniknę z jej życia. – Powiedziałem a Nick położył mi dłoń na ramieniu.
- Na pewno tego chcesz? Zostawić ją? Zniknąć? – Spytała Miley cichym głosem.
- Nie chcę, ale muszę. – Odpowiedziałem, patrząc przed siebie.
-
Cześć Kev, słuchaj mam do ciebie prośbę. – Powiedziałem. Znajdowałem się w
jakby to ująć "salonie" komendy. Usiadłem na kanapie i postanowiłem
zacząć działać i tak oto rozmawiałem z moim starszym bratem.
- Słucham cię. – Odpowiedział trochę zdołowanym głosem.
- Weźmiesz sprawę Demi? Proszę cię, zrób to. Z tego, co mówiła jest całkowicie niewinna, ale rozprawa i tak ma się odbyć.
- Słucham cię. – Odpowiedział trochę zdołowanym głosem.
- Weźmiesz sprawę Demi? Proszę cię, zrób to. Z tego, co mówiła jest całkowicie niewinna, ale rozprawa i tak ma się odbyć.
-
Zobaczę, co da się zrobić. Nie obiecuję, że to będę ja, ale kogoś z kancelarii
mogę dać. – Powiedział. W tle dało się słyszeć jakieś rozmowy. – Zadzwonię
później. Nie mogę za bardzo rozmawiać. Trzymaj się Joe. – Łatwo mu mówić.
Schowałem telefon do kieszeni i odchyliłem głowę do tyłu. To będzie ciężka noc.
Przez te parę dni, nie byłem sobą w
swoim ciele. Miałem wrażenie, że inna osoba zawładnęła moim umysłem.
Postanowiłem do końca rozprawy nie zbliżać się do Demi. Musiałem się zacząć
przyzwyczajać do jej nieobecności. Na szczęście Kevin wziął sprawę Dee w swoje
ręce. Jedna obietnica z głowy.
Od dłuższego czasu wpatrywałem się w
sufit, myśląc nad życiem. Powoli przekręciłem głowę, w stronę zegarka, który
stał na szafce obok łóżka i wskazywał godzinę 9.
Westchnąłem ciężko i podniosłem się do pozycji siedzącej. Dziś była
rozprawa Demi. Dokładnie za 15 minut. Nie mogłem i nie chciałem tam być i
patrzeć jak się męczy. Swoje kroki skierowałem do łazienki. Wziąłem zimny
prysznic, który po części przywrócił mnie do życia. Miałem nadzieję, że mój
brat się postara i Demi będzie wolna, a co wiąże się z tym - ja będę musiał
zniknąć. Do późna w nocy szukałem miejsc, gdzie mógłbym żyć w spokoju i
pracować w swoim zawodzie. A to wszystko dla Demi…
-
Joe? Marcus chce z tobą rozmawiać. – Powiedziała Jess na przywitanie.
-
Ale ja z nim nie. Jest coś nowego? – Szybko zmieniłem temat. Nie miałem ochoty
słyszeć o moim byłym „kumplu”.
-
Mówił, że to jest związane z Demi i tobą. Byłeś na rozprawie? – Spytała.
Ściągnąłem okulary przeciwsłoneczne i spojrzałem na nią.
-
Nie byłem. W której jest celi?
-
752. Jest wolna. – Powiedziała i odeszła. Czyli ja jestem na „wygnaniu”.
- Gadaj, bo nie mam czasu na twoje
gierki. Mam inne ważne sprawy na głowie. – Powiedziałem od razu, wchodząc do
celi Marcusa.
-
Nie mogę już dłużej milczeć i tak jak wyjdę to mnie dopadną. Znasz Willa? – na
dźwięk tego imienia zacisnąłem ręce w pięści.
-
Były Demi? A co? – Spytałem.
-
On kieruje naszą szajką. To przez niego byłeś w więzieniu. Był chorobliwie
zazdrosny o nią i nie potrafił z niej zrezygnować, dlatego zdradzał ją z
Seleną. Ona była z nami w dzień napadu. Oni dalej chcą z wami skończyć i wierz
mi, zrobią to, jeśli ich nie powstrzymacie. – Skończył i patrzył na mnie
wyczekująco. Nie byłem teraz w stanie cokolwiek powiedzieć. Czyli dlatego
Selena mieszka w tym samym bloku, co ja i to nawet naprzeciwko.
-
Dlaczego? Dlaczego teraz mi to mówisz?
-
Była kiedyś u mnie moja mama i dała mi kartkę od Will’a, że moje dni są
policzone. I tak nie mam nic do stracenia, więc ci powiedziałem. A co do
zabójstwa Dallas, to Selena ją zabiła z polecenia jej chłopaka.
-
Dzięki Marcus, to dużo wyjaśnia. Kiedy wychodzisz? – Spytałem.
-
Jutro. Należą ci się wyjaśnienia. W końcu siedziałeś na darmo w więzieniu, za
coś, czego nie zrobiłeś. – Powiedział z uśmiechem.
-
W takim razie powodzenia i do zobaczenia. – Uścisnąłem jego dłoń.
-
Trzymaj się Joe. – Powiedział, a ja wyszedłem z uśmiechem na ustach.
- Jesteś pewien, że to dobre
rozwiązanie? – Spytał mnie Nick, kiedy byliśmy w drodze do domu dziewczyn.
Miley zaprosiła mojego brata na kolacje i ja go odwoziłem.
-
A co innego sugerujesz? Will’iam musi siedzieć razem z Seleną za to co zrobili.
O której mam przyjechać? – Spytałem, kiedy wjechałem w dobrze znaną mi ulice.
-
Ile razy mam powtarzać, że Miley też cię zaprosiła?! Nie możesz jej tego
zrobić.
-
Nie mogę, obiecałem Demi przecież…
-
Wiem, dlatego tam pójdziesz. Choćbym miał zaciągnąć cię siłą to pójdziesz! – Warknął
zły. Powiem szczerze, że nigdy tak się nie denerwował, jak teraz. – Zrób to dla
mnie Joe. – Zatrzymałem się pod domem dziewczyn i zastanawiałem się, co zrobić.
Cierpliwość mojego brata z sekundy na sekundę malała.
-
Ostatni raz mną manipulujesz. – Powiedziałem i zgasiłem silnik.
Siedzieliśmy w salonie z Nickiem, kiedy
Miley z dość niewesołą miną do nas dołączyła.
-
Demi zaraz przyjdzie. Napijecie się czegoś? – Spytała. Nie wiem czy mój brat
zauważył, ale była zdenerwowana.
-
Nie i usiądź. Posłuchaj. To, co się działo z Demi nie było zwykłym przypadkiem.
Jej były chce się na niej zemścić. On za tym wszystkim stoi. – Powiedziałem.
-
Will? A tak bardzo był…- Nie dokończyła, bo Demi właśnie weszła do salonu.
-
Co tu robisz?! Miałeś przecież zniknąć?! – Krzyczała. Nie byłem pewien, czy chciałabym
naprawdę to zrobił. – Obiecałeś! – Zauważyłem łzy w jej oczach.
-
Nie byłoby mnie tu, gdyby nie Nick. Poza tym, powinnaś chyba wiedzieć, kto
zabił twoją siostrę i wrobił ciebie w to całe bagno! – Również podniosłem głos.
Nie potrzebnie się zgadzałem tu przyjeżdżać.
-
Nie musiałeś słuchać brata!
-
Tak, nie musiałem! Ale chciałem przyjść i może się pożegnać z przyszłą bratową.
Tego nie możesz mi zabraniać! – Zabolało. Przynajmniej mnie. Nie chciałem tego
mówić, ale nie dała mi wyboru. – Masz kluczyki. Nie musisz dziś oddawać mi
auta. Żegnaj Mils. – Powiedziałem i wściekły wyszedłem stamtąd. Co za paranoja.
Żaden normalny człowiek nie zrobiłby czegoś takiego głupiego.
-
I co teraz tak po prostu sobie wyjdziesz, obrażony, że powiedziałam prawdę?
Świetnie, jesteś po prostu ... ugh, nawet nie znam takich słów, żeby cię
określić! Ale proszę bardzo, odejdź sobie, zniszcz znowu wszystko, mam to w
dupie. – Powiedziała Demi, doganiając mnie. Z trudem powstrzymałem się od
wybuchnięcia śmiechem.
-
Wiesz, co? Nie rozumiem cię. Raz mówisz, że zależy ci na przyjaźni, raz ze
chcesz, bym odszedł. Może byś się zastanowiła, czego naprawdę chcesz. – Powiedziałem
i nie czekając na odpowiedź ruszyłem przed siebie.
-
Jesteś kretynem Jonas! – Oho, zaczyna się. Wydaje mi się, że zrobiła to
specjalnie, by zwrócić moją uwagę.
-
Teraz będziesz mnie na ulicy wyzywała… przy twoim byłym? – Powiedziałem. Od razu
ciśnienie mi skoczyło. Demi momentalnie się odwróciła w jego stronę i zrobiła
kilka kroków w tył tak, że wpadła na mnie. Przytrzymałem ją i to mi wystarczyło,
by wiedzieć, że się go boi. Jebany sukinsyn.
-
Czyżby kryzys w związku? – Zakpił Will. Popatrzyłem zdezorientowany na Demi,
która mi posłała przepraszające spojrzenie.
-
Nie ma żadnego kryzysu to po pierwsze, a po drugi, co cię obchodzą nasze
prywatne sprawy. Nie powinieneś być czasami z Selenką? Gdzie ją ukrywasz?
Dobrze wiesz, że ją znajdziemy i wtedy ty i ona pójdziecie siedzieć. – Byłem z
siebie dumny. Moja towarzyszka słuchała mnie z otwartymi szeroko oczami. Twarz
Will’a przybrała purpurowy kolor. Był gorzej niż zły.
-
Czyli ta suka mówiła prawdę. Jesteście razem. – Powiedział, a we mnie się
zagotowało.
-
Co powiedziałeś?! – Spytałem przez zaciśnięte zęby.
-
Joe… - Powiedziała płaczliwym tonem Demi. Byłem tak zły, że w tej chwili
żałowałem, że nie mam przy sobie broni.
-
Nikt nie będzie obrażał mojej dziewczyny, zwłaszcza ty! – Zamachnąłem się i
uderzyłem go z całej siły w twarz. Idiota stracił równowagę i zaliczył bliższe
spotkanie z chodnikiem. Wykorzystałem to i kopnąłem go parę razy w brzuch.
-
To za to, że Dallas z twojej winy nie żyje i za to, że nazwałeś moją dziewczynę
dziwką!
-
Joe przestań! Uspokój się! Idziemy, chodź. – Powiedziała i szarpnęła mnie za
rękę.
-
Jak cię dopadnę to obiecuje, że nigdy Seleny na oczy nie zobaczysz! – Zdążyłem
jeszcze krzyknąć. Nikt nie będzie tak mówił na… właśnie. Muszę to z Demi
wyjaśnić. – Możesz mi powiedzieć, od kiedy jesteśmy parą? – Spytałem.
Dziewczyna spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i spuściła głowę.
-
Powiedziałam tak, bo Will mnie wyprowadził z równowagi. Nie powinnam była tak
mówić, przepraszam. Zrozumiem jak nawrzeszczysz teraz na mnie. – Zaśmiała się
przez łzy.
-
Nie zamierzam krzyczeć na moją dziewczynę. – Powiedziałem. Nie czekając na jej
reakcję szybko ją pocałowałem…
****
Przepraszam,
przepraszam,przepraszam! Wybaczcie mi taką zwłokę, ale nie mogłam
zabrać się do „kupy”. Miałam doła i dopiero Myself dała mi do
zrozumienia, że moja kolej i rozdział ma się pojawić w tym tygodniu xd
Przepraszam
Was za to, że zawiodłam. Poprzedni rozdział mojego wykonania, nie był
najlepszy i szczerze żałuję, że nie skopaliście mnie po dupie za takie
coś ;D
Mam nadzieję, że ten chociaż wmiarę się Wam spodoba. Wiele z niego to zasługa Myself, której baaardzo dziękuję ;*
Nie będę zanudzać, więc od razu przejdę do dedykacji:
Myself-
bo uświadomiłaś mi rzeczy,o których zapomniałam, nasze nocne
Forspringme było boskie i za to, że jesteś;* ;D kolejny twój xd
Chery- za dobre chęci ;)
Mojej wrednej wenie ( o ile to realne), która Plata mi figle czasami xd
Nstępny: Myself
Do 16!
Sweet_Lemon ;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz