[ by Myself ]
Weszłam do domu, zamykając za sobą drzwi
i po zdjęciu butów skierowałam się do salonu. Rzuciłam torebkę na kanapę i sama
po chwili usiadłam. Oparłam głowę o tył mebla i zamknęłam oczy, wciąż mając w pamięci
niektóre obrazy z nocy. Mimowolnie uśmiech wkradł się na moje usta.
-
A gdzie to Panna Lovato się włóczy po nocach? – Usłyszałam przed sobą głos
Dallas i podniosłam powieki. Zobaczyłam ją stojącą nade mną z rękami założonymi
na biodrach i wyrazem twarzy, który miał chyba przypominać matkę czekającą na
swoją zbuntowaną, nastoletnią córkę. Jednak widziałam, że powstrzymuje się
przed wyszczerzem w moją stronę.
-
Nigdzie się nie włóczy, byłam bezpieczna. – Odpowiedziałam wymijająco, starając
się zachować poważny ton. Jednak po chwili obie wybuchłyśmy śmiechem i moja
siostra usiadła obok mnie.
-
No to gdzie byłaś? – Spytała trącając mnie lekko w ramię.
-
Tajemnica. – Odpowiedziałam.
-
Jasne, jasne, a może powinnam zapytać, z kim byłaś? – Spytała poruszając
znacząco brwiami.
-
To także tajemnica. – Wywaliłam na nią język.
-
Oj Dee, przecież wiem, ze byłaś z Joe, razem wyszliście z imprezy. – Dalej
ciągnęła.
-
No dobra byłam z Joe i więcej ci nie powiem. – Powiedziałam od razu, widząc, że
chce zadać kolejne pytanie. – Idę się przebrać. – Dodałam i popędziłam schodami
na górę, chcąc uciec przed świdrującym mnie na wylot wzrokiem siostry. Weszłam
do pokoju i podeszłam do szafy, wyciągając z niej dość luźną bluzkę na
krótki rękaw w biało czarne poziome paski, podarte jeansy i bieliznę. >look < po
czym skierowałam się do łazienki. Zdjęłam ubrania i wrzuciłam je do kosza na
pranie a sama weszłam pod prysznic. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i po chwili
lekko zadrżałam. Umyłam dokładnie całe ciało płynem o zapachu lawendy a włosy
szamponem o zapachu limonki, spłukałam pianę i wyszłam okrywając się
ręcznikiem. Wytarłam się porządnie i włożyłam wcześniej wybrane ubrania. Po
wytarciu włosów w ręcznik rozczesałam je, i wysuszyłam nakładając uprzednio
małą ilość jedwabiu. Zrobiłam makijaż, który zawierał czarny tusz do rzęs,
eyeliner oraz pomarańczowy błyszczyk i gotowa wyszłam z łazienki. Dokładnie w
tym samym czasie usłyszałam dzwonek mojego telefon. Rozejrzałam się po pokoju,
jednak nigdzie go nie znalazłam. Zostawiłam go na dole w torebce, pomyślałam i
zeszłam na dół, do salonu i odebrałam telefon.
-
Halo?
-
Demi, jesteś potrzeba, był wypadek na skrzyżowaniu Centinela Avenue i Jefferson
Bolevard. – Usłyszałam głos Jess.
-
Okej, zaraz będę. – Odpowiedziałam i się rozłączyłam.
-
Dallas wychodzę, mamy sprawę! – Krzyknęłam i wyszłam. Wsiadłam do samochodu,
odpaliłam silnik i odjechałam w stronę ulic wskazanych przez Jessikę. Gdy byłam
mniej więcej w połowie drogi ponownie usłyszałam dźwięk telefonu, jednak nie
mogłam odebrać, gdyż właśnie prowadziłam auto.
Kiedy
dojechałam już na miejsce wysiadłam z samochodu i podeszłam do przyjaciółki.
-
Co jest? – Spytałam.
-
17-latek pod wpływem alkoholu i narkotyków wjechał w drugiego kierowcę, ten
drugi jest ranny.
-
Spisaliście zeznania świadków? – Spytałam.
-
Jeszcze nie, czekaliśmy na ciebie. – Odpowiedziała i uśmiechnęła się w moją
stronę.
-
Okej, więc zaczynajmy. – Odpowiedziałam, po czym ruszyliśmy do świadków.
- I jak po urodzinach? – Spytałam, gdy
siedziałyśmy w kawiarence po uporządkowaniu zeznań, popijając ciepłą
kawę.
-
Super, ta impreza była najlepszą z imprez, które miałam na urodziny. –
Odpowiedziała, a po chwili spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem. Oho, czyżby
zmierzała w tym samym kierunku, co Dallas? Proszę tylko nie to, pliss .
-
Demi. – Zaczęła spoglądając na mnie. – Co jest między Tobą a Jonasem?
-
Nic, przyjaźnimy się. – Odpowiedziałam wymijająco nie patrząc na nią.
-
Czyżby? – Dalej patrzyła na mnie podejrzliwie. No i co teraz? Jess tak szybko
nie odpuści, więc myśl Dee myśl. – Mnie to nie wygląda na zwykłą przyjaźń. –
Oznajmiła. – Ty coś ukrywasz. – Dodała.
-
Dobra masz rację, tylko przestań tak na mnie patrzeć. – Powiedziałam po chwili,
na co Jess tylko uśmiechnęła się zwycięsko. Przykro mi kochana, ale i tak nie
dowiesz się wszystkiego z wczoraj.
-
Owszem to nie jest zwykła przyjaźń, ponieważ zaczęła się w gimnazjum, lecz
zniszczyliśmy ją i teraz staramy się odbudować. – Wyjaśniłam.
-
Jasne, jasne, nie o to mi chodzi Dee. – Powiedziała ponownie. Jak na zbawienie
akurat zaczął dzwonić mój telefon. – Przepraszam na chwilę. – Zwróciłam się do
przyjaciółki i odebrałam.
-
Tak.
-
Cześć. Co słychać? – Usłyszałam głos Joe.
-
Dobrze, a u Ciebie? – Spytałam hamując śmiech.
-
Brakuje mi komisariatu. Te wydarzenia z wczorajszej nocy… - Przerwał na chwilę
a ja skorzystałam z okazji by się odezwać.
-
Nie czytałeś kartki. – Stwierdziłam z westchnięciem. – Napisałam ci, co o tym
myślę. Mimo że to było pod wpływem impulsu i mieliśmy nieźle nasranie w bani to
nie żałuję. Nie wiem, co z tobą. – Powiedziałam czekając na jego odpowiedź.
-
Jeśli cię to ucieszy to też nie żałuję. – Odpowiedział po chwili ciszy. – Mam
prośbę. Będziesz miała czas wpaść do mnie na chwilę? Weź akta mojej sprawy,
okej?
-
To twoja prośba? Okej, ale dopiero koło 20 wcześniej nie da rady.
-
Dobra. Może być. – Odpowiedział.
-
Wybacz, ale mam wezwanie. – Powiedziałam patrząc na Jess, która subtelnie dała
mi do zrozumienia, że musimy już iść. – Do zobaczenia Joe.
-
Na razie. – Odpowiedział a ja się rozłączyłam. Wróciłam do stolika patrząc z
zaciekawieniem na Jess.
-
Co się stało? – Spytałam.
-
Mamy wracać na komisariat. – Odpowiedziała a już po chwili obie wychodziłyśmy z
kawiarenki.
Stałam pod drzwiami mieszkania Josepha i
od jakiś 10 minut dobijałam się do jego drzwi, ale ten pacan dalej nie otwierał.
Nie, no jak się umawiasz kochany to powinieneś być w tym swoim domu a nie. Po
chwili wyciągnęłam z torebki moją komórkę < Look >
i wybrałam z listy kontaktów jego numer. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci
sygnał.
-
Słucham. – Warknął do telefonu.
-
Joe? Jesteś w domu?! Stoję i dzwonię, a ty nie raczysz wyjść głupku! –
Krzyknęłam a po chwili usłyszałam jego już normalny głos.
-
Już idę. – Odpowiedział, po czym się rozłączył a chwilę potem usłyszałam
przekręcanie zamka w drzwiach.
-
Hej, wchodź. – Powiedział, po czym przepuścił mnie w drzwiach. – Sorki, że nie
otwierałem, ale byłem w łazience. Rozgość się.
-
Miło, że w ogóle przyszedłeś. Masz akta. – Powiedziałam podając mu teczkę.
Podeszłam do regału i zaczęłam oglądać zdjęcia. Byłam tu dwa razy a nie
zwróciłam na nie uwagi. Za pierwszym razem nie przywiązywałam do takich rzeczy
wagi a za drugim to już lepiej nie mówić. Ogólnie salon był w kolorach jasnego
beżu. Meble były w kolorze jasno brązowym; na prawo od drzwi było okno a pod
nim sofa, naprzeciwko sofy stał średniej wielkości stół i dwa krzesła a
naprzeciw drzwi półka, na której stały zdjęcia.
-
Kto to na tym zdjęciu? – Spytałam wskazując fotografię, na której znajdowała
się ładna blondynka. <look< Joe
podszedł do mnie a po chwili zaczął.
-
To była moja … - Przerwał na chwilę spoglądając gdzieś za okno i jakby zbierał
myśli. Przyjrzałam mu się a po chwili dodałam.
-
Nie musisz mówić, jak nie chcesz. Rozumiem. – Powiedziałam i spontanicznie
złapałam go za rękę. Trochę dziwnie było mi przebywać w jego towarzystwie sam
na sam mimo,że był moim przyjacielem. Odwrócił wzrok w moją stronę i uśmiechnął
się delikatnie, po czym mocniej ścisnął moją dłoń i przytulił mnie. Nie
wiedziałam, co się z nim dzieje, ale wiedziałam, że muszę coś zrobić.
-
Joe. – Zaczęłam a on po chwili poluźnił swój uściski spojrzał na mnie. Podniosłam
rękę i odsunęłam mu grzywkę z czoła. – W porządku?
-
Tak, przepraszam. – Odpowiedział mi. – To była moja …dziewczyna. Rozstaliśmy
się przed moim zamknięciem, gdyż musiała wyjechać i oboje uznaliśmy, że związek
na odległość nie ma sensu. Ale skończmy ten temat. Chciałem, żebyś przyszła, bo
muszę ci coś powiedzieć. – Puścił mnie już całkowicie i pokazał, żebym usiadła
na krześle przy stole. Położyłam torebkę na łóżku i usiadłam a Joe naprzeciwko
mnie.
-
No to, o co chodzi? – Spytałam.
-
Pamiętasz jak w śledztwie była wzmianka o tatuażu na ramieniu? – Spytał,
przeglądając akta a ja pokiwałam głową. – A widziałaś coś takiego na ramieniu
Seleny? – Kolejne pytanie i moja twierdząca odpowiedź. No i wszystko zaczynało
się układać w jedną całość.
-
Czyli, chcesz powiedzieć, że Gomez też jest…
-
Tak, wydaje mi się, że tak. Demi nie mam pewności, ale tatuaż, jego kształt,
dziewczyna, wszystko do siebie pasuje.
-
Ja pierdole. – Szepnęłam. – Że wcześniej na to nie wpadliśmy.
-
Dee, ale ja …
-
Rozwiążemy to. Obiecuję. Przyjaciele sobie pomagają, prawda? – Spytałam patrząc
mu w oczy, które zaczęły znowu być wesołe a nie smutne jak jeszcze kilka minut
temu.
-
Prawda. Napijesz się czegoś? – Spytał po chwili.
-
Może soku jak masz.
-
Jasne, że mam. – Odpowiedział, po czym wstał i skierował się do kuchni a ja za
nim.
-
A jak główka? – Spytał z uśmiechem.
-
Nieźle. Ale mowy nie ma, żebym się drugi raz tak urządziła. – Odpowiedziałam
wypinając mu język.
Sama nie wiem jak to się stało, ale
przesiedziałam u niego całą noc. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i wspominaliśmy
czasy z gimnazjum popijając którąś z kolei kawę. Dochodziła 6 rano, gdy
dostałam sms-a. Wzięłam telefon do ręki i nacisnęłam odczyt.
„Demi
masz dzisiaj czas? Obiecałaś, ze się spotkamy w przyszłym tygodniu.
Will”
Kurde, szczerze mówiąc kompletnie mi z
głowy wyleciało to spotkanie.
-Co
jest? – Spytał Joe, i wziął mój telefon. – Chcesz się z nim spotkać? – Spojrzał
na mnie, gdy przeczytał wiadomość.
-
Nie wiem. Chyba powinnam. – odpowiedziałam niepewnie, patrząc na niego.
-
Może iść z tobą?
-
Nie Joe! – Krzyknęłam nagle a on zrobił dziwną minę. – Nie musisz, poradzę
sobie. –Odpowiedziałam i wzięłam od niego mój telefon, po czym odpisałam.
„Park
przy Wilshire Boulevard, za 20 minut.”
Kliknęłam wyślij i podniosłam się z
kanapy. Skierowałam się do przedpokoju a Joe za mną. Założyłam buty, po czym
stanęłam przed Josephem.
-
Dziękuję za miłą noc. – Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-
Jak coś się będzie działo daj mi znać. – Odpowiedział a ja pokiwałam głową. Otworzyłam
drzwi, po czym wyszłam kierując się w odpowiednią stronę.
Gdy dochodziłam już do miejsca, w którym
miałam się spotkać z Will’em, zobaczyłam go rozmawiającego przez telefon i
całkowicie wyluzowanego. Wzięłam głęboki oddech i pewnym krokiem
podeszłam do niego. Gdy tylko mnie zobaczył od razu zakończył połączenie
chowając telefon do kieszeni. Wstał z ławki i najwyraźniej chciał mnie
przytulić, lecz odtrąciłam jego rękę.
-
O co chodzi? – Spytałam bez zbędnych wstępów.
-
Demi, ja chciałem cię bardzo przeprosić za tamten wieczór. Naprawdę mi głupio i
przykro. Nie chciałem cię skrzywdzić. Wróć do mnie. Proszę. – zaczął swój
monolog. Czy chciałam do niego wracać? Raczej nie. Czy wierzyłam w jego słowa? Też
raczej nie. Więc trzeba coś zrobić.
-
Przykro mi Will, ale ja już mam … chłopaka – Skłamałam, patrząc mu w oczy by
zabrzmiało to bardziej wiarygodnie.
-
Kogo? Czyżby tego pojebusa Sronasa czy jak mu tam? – Spytał z kpiną w głosie.
-
Pojebusa?! Sam jesteś pojebusem! Joe w przeciwieństwie do ciebie jest miły,
troskliwy i …na prawdę mi ufa i kocha! Nie to, co ty! – Kurwa, kurwa, kurwa! Co
ja pieprzę do jasnej cholery?!
-
Ufa ci i kocha? Wow, nie wiedziałem, że jesteś aż taką idiotką! – Krzyknął
śmiejąc się na całe gardło. Nie czekając na jego dalsze słowa, przywaliłam mu w
policzek i odeszłam, kierując się w stronę domu.
Wściekła na siebie, że w ogóle
zgodziłam się na to spotkanie, szarpnęłam za klamkę od drzwi wejściowych od
domu i zdziwiłam się, gdy były otwarte. Weszłam do środka i rzuciłam torebkę na
półkę i skierowałam się do kuchni, krzycząc do Dallas, że już jestem. Ponownie
zdziwiłam się, nie słysząc jej odpowiedzi. Nie dość, ze drzwi były otwarte to
jeszcze się nie odzywała. Może
poszła do sąsiadów, pomyślałam i nalałam sobie do kubka soku malinowego, po
czym skierowałam się do salonu.
To, co zobaczyłam, będę pamiętać chyba
do końca życia. Kubek w jednej sekundzie wypadł mi z ręki, rozbijając się na
podłodze a ja klęczałam przy Dallas leżącej na dywanie z dziurą postrzałową w
klatce piersiowej. Oczy zaszły mi mgłą i przez chwilę byłam jak sparaliżowana.
Cały beżowy dywan był nasiąknięty krwią mojej siostry a jej oczy były
zamknięte. Sprawdziłam puls, ale ona już …, już nie … nie żyła. Jednak do mnie
to nie docierało.
-
Dallas, Dall, Dally!!! – Zaczęłam krzyczeć, lecz nic o nie dało. Leżała
bezwładna na dywanie a ciszę panującą w pokoju przerywał jedynie mój
szloch. Dlaczego? Kto? Kiedy? Takie
pytania cały czas kłębiły mi się w głowie. Trzęsłam się na całym ciele a po
policzkach spływały tony łez, z powodu straconej starszej siostry. To ona się
mną opiekowała, gdy rodzice byli w pracy, to ona mi pomagała, kiedy tego potrzebowałam,
to ona wiedziała jak mi pomóc a teraz tak po prostu jej nie ma.
Jakieś 10 minut potem, nie wiem jak, nie
wiem skąd, ale w moim domu pojawiła się policja. Rozpoznałam głos Jessiki,
która widząc mnie, podbiegła i przytuliła do siebie. Nie pocieszała mnie, bo
wiedziała, że to nic nie da, a mogę poczuć się jeszcze gorzej. Wtuliłam się w
jej ramię i ciągle powtarzałam, „Dlaczego
ona?” Potem poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i zanosi do kuchni, a
potem Jess okrywa mnie kocem. Otworzyłam oczy i przed sobą dostrzegłam twarz
Josepha. Wzrok miał utkwiony w jeden punkt i nic nie mówił.
-Joe.
– Szepnęłam a chłopak spojrzał na mnie, po czym lekko mnie przytulił.
Pół godziny potem, gdy policja wykonała już
swoją robotę, a ja byłam już bardziej wszystkiego świadoma, do kuchni wszedł
pracownik komendy, którego nie znałam. Nie zwróciłam na niego uwagi na początku
do póki nie zwrócił się do mnie.
-
Demetria Lovato? – Spytał a ja ledwo, co pokiwałam głową. – Wiem, że to dla
ciebie ciężkie, ale zostajesz zatrzymana pod zarzutem zabójstwa. – Powiedział a
mi kolejny raz tego dnia świat się zawalił. Widziałam wyraz twarzy Jess i Joe.
Jessika patrzyła na mnie i chyba zbierało jej się na płacz, natomiast Joe stał
ze wzrokiem wpatrzonym w podłogę.
-
Proszę wstać. – Powiedział policjant a ja wykonałam czynność, po której on
zapiął mi na rękach kajdanki a potem wyprowadził z kuchni przez salon i do radiowozu,
przed którym znajdowało się kilku reporterów.
- Ja tego nie zrobiłam! Jak mogłabym
zabić rodzoną siostrę! – Krzyczałam siedząc przed tym samym facetem, co
wyprowadzał mnie z domu i setny raz powtarzając to samo.
-
Więc, kto? Na Nikogo innego nie było w domu, nie znaleziono żadnych śladów a na
broni były twoje odciski palców...
-
Oczywiście, że były moje skoro broń należała do mnie!
-
Demi! – Usłyszałam krzyk Mils wbiegającej do pomieszczenia gdzie aktualnie
przebywałam a był to „Pokój Przesłuchań”.
-
Miley. – Powiedziałam cicho i przytuliłam się do siostry i znowu rozpłakałam.
Ona tak samo nie kryła swojego smutku tylko płakała ze mną.
-
Dobrze, to koniec. Joe! – Krzyknął, a chwilę potem w pomieszczeniu pojawiła się
postać Josepha – Zaprowadź panią do tymczasowej celi. Nie mamy innych
podejrzanych, więc musi zostać w areszcie i czekać na rozprawę. – Powiedział.
Joe tylko skiną głową i podszedł do mnie.
-
Chodź. – Szepnął. Puściłam siostrę i spojrzałam na niego, jednak on nie patrzył
na mnie. Wstałam z krzesła i we trójkę wyszliśmy z sali.
-
Joe, przecież wiesz, ze ona tego nie zrobiła. Nie mogłaby tego zrobić. –
Powiedziała Mils.
-
Właśnie nie wiem. Skąd mam mieć pewność skoro przed wyjściem ode mnie się
dziwnie zachowywała. – Odpowiedział a ja momentalnie się
zatrzymałam. Nie wierzył mi. Nie wierzył w moją niewinność. Ktoś mógłby
powiedzieć, ze teraz role się odwróciły i miałby rację. Mimo to, stałam w
jednym miejscu patrząc się przed siebie, dopiero głos Miley wybudził mnie z
„transu”.
-Nie
spodziewałam się tego po tobie Joe. Myślałam, że zależy ci na odbudowie
przyjaźni, ale widać myliłam się i Dee też! – Wycedziła. – Nie masz pojęcia, co
ona teraz przechodzi. Że oprócz najbliższych potrzebuje też ciebie, bo myślała,
że może na ciebie liczyć!
W tym momencie pokonałam kilka kroków
dzielących mnie od nich i stanęłam naprzeciwko Jonasa.
-
Nienawidzę Cię! – Powiedziałam i ruszyłam przed siebie, dalej nie wierząc, że
byłam taka głupia by mu zaufać…
We could’ve been smilin’.
You should’ve been the light
Inside my eyes,
And I shouldn’t have been crying*
You should’ve been the light
Inside my eyes,
And I shouldn’t have been crying*
********************
*-Demi Lovato - Shut up and love me <3
Może
to dziwnie zabrzmi ale jestem w miarę zadowolona z tego rozdziału. Wiem
długo go pisałam ale ma 5 stron w wordzie ;). Nie rozpisuję się za
bardzo bo nawet nie wiem co napisać prócz tego, ze bardzo się cieszę, że
Demi wyszła już z ośrodka i znowu możemy widzieć ją uśmiechniętą.
Razem z Talą zapraszamy na http://disney-stories-awards.blog.onet.pl/ ;D
Dedyjacje:
# Passion - bo nie kończysz Frances ale myślisz nad nowym opowiadaniem ;*
# Sweet_Lemon - bo się doczekać nie mogłaś i udanej reszty ferii xD ;*
Następny: Sweet_Lemon. ;*
Myself
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz