niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 12

[ by Sweet_Lemon ]
Chwile mi zajęło, nim się otrząsnąłem. Znowu mnie pocałowała! Opanuj się Joe! Przeżywasz to jak mrówka okres. Pokręciłem głową i udałem się do salony, gdzie była reszta mojego towarzystwa.
- Dziękuje ci Joe. Nie wiem jak mam ci dziękować. Dzięki tobie ja i Dal odzyskałyśmy siostrę. – Powiedziała Miley i mnie przytuliła.
- Bo będę zazdrosny. – Zażartował Nick. Dal również mnie wyściskała. Po jakiś 10 minutach wszyscy opuścili moje mieszkanie.
- No i sam muszę teraz sprzątać. – Mruknąłem sam do siebie i wziąłem się za sprzątanie. 

/ kilka dni później /
 Można rzec, że między mną a Demi jest coraz lepiej. Powoli odbudowujemy naszą przyjaźń. Jest dla mnie miła, ja dla niej. Po tym całym incydencie z pocałunkami, przeprosiła mnie i dziękowała za odzyskanie rodziny.

- Ej Lovato, poczekaj na mnie. – Powiedziałem z uśmiechem i przytuliłem Demi, która czekała przed budynkiem policji.
- Witaj Jonas. – Odpowiedziała mi. Wiedziałem, że się ze mną droczy.
- No ładnie! Nie wolno flirtować w pracy. – Odwróciłem się do uśmiechniętej Jessiki, która spoglądała na nas. – Porąbało was. – Dodała po chwili i odeszła.
- No, co ty. – Powiedziałem. – A tak przy okazji, co robisz wieczorem? – Spytałem Demi.
- No nie wiem, a czemu pytasz?
- Wyprawiamy w klubie urodziny Jessice, więc może… - Nie dokończyłem, bo mi przerwała.
- O kurna, zapomniałam o urodzinach przyjaciółki, no pięknie! – Prawie krzyknęła zwracając uwagę przechodniów.
- Ej mała wyluzuj, po pracy mogę iść z tobą wybrać coś dla niej. – Powiedziałem. Jeszcze chwila i było by po Demce.
- Dzięki. – Odpowiedziała lekko się uśmiechając.
- A wracając do pytania, to no wiesz, pójdziesz ze mną. Jako przyjaciele. – Dodałem szybko.
- Jak chcesz to tak. – Odpowiedziała. Zadowolony ruszyłem za nią do budynku.
   
- Gotowa? – Zapytałem Dee. Byliśmy już po pracy i wybieraliśmy się na zakupy.
- Jasne, idziemy. – Powiedziała i skierowaliśmy się w stronę sklepów.
- A tak w ogóle to, co chcesz jej kupić? – Spytałem.
- No nie wiem. Pójdziemy na spontan.
- Mi pasuje. – Odpowiedziałem zadowolony. Zawsze uda się coś wybrać, nie?

Przez prawie dwie godziny chodziliśmy po całym mieście i nic nie znaleźliśmy. Niby tyle sklepów a jednak nie ma, co wybrać!
- Poddaję się. – Powiedziała moja towarzyszka, gdy siedzieliśmy w kawiarni.
- Jasne, ty się poddajesz. Dobry żart Lovato. – Powiedziałem.
- To nie żart, nie mam pojęcia, co… - Przerwała i na coś patrzyła.
- Ej wcięło cię czy jak? – Spytałem machając jej ręką przed oczami.
- Nie, ale chyba znalazłam prezent. – Powiedziała, nie odrywając wzroku od urządzenia. Podążałem wzrokiem za nią i dostrzegłem to, co ona.
- Idziemy. – Powiedziałem i weszliśmy do sklepu. 

Nie mogłem dopasować stroju na urodziny Jess. W końcu się zdecydowałem, zdając sobie sprawę, że Demi może się zjawić lada chwila.
- No wreszcie. – Powiedziała, kiedy wyszedłem z mieszkania.
- Sorki, problem z zamkiem. – Odpowiedziałem. – Idziemy. – Dodałem. Zatrzymał nas czyjś głos. Głos, który mi kogoś przypomina.
- Demi? – Spytał ktoś. Powoli się odwróciła.
- Hej Selena, co tu robisz? – Spytała zaskoczona Dee.
- A wiesz przyjechałam. – Odpowiedziała. Jak na mój gust to chyba pracuje w burdelu. – Postanowiłam odwiedzić dawną koleżankę. – Odpowiedziała.
- Em Joe, to jest Seler, znaczy Selena. – o mało się nie zaśmiałem z wpadki Demi. – Selena to Joe.
- Miło mi poznać twojego nowego chłopaka. – Powiedziała. Taa, dobre sobie.
- Em, nie jesteśmy razem. – Od razu odpowiedziała jej Demi.
- Oh a tak to wygląda. – Powiedziała, zastanawiając się.
- Miło było spotkać, ale troszkę się śpieszymy. – Powiedziałem troszeczkę zły.
- Ach, rozumiem, macie swoje sprawy. To do zobaczenia. – Powiedziała patrząc na mnie. Kiedy się odwróciła, o mało nie dostałem zawału. Miała ten sam tatuaż, co ta laska z napadu. Postanowiłem to zachować dla siebie i nic nie mówić Demi.
- Dzięki ci, że ją spławiłeś. – Powiedziała. – Ugh, ale ona jest wkurzająca!
- Nie ma, za co. – Odpowiedziałem dalej patrząc w miejsce, gdzie stała Selena.
   

Szliśmy na piechotę do klubu, doskonale wiedzieliśmy, że nie będziemy mogli prowadzić.
- Dee, Joe. Dobrze, że jesteście. – Powiedziała Jess podchodząc do nas.
- Wszystkiego najlepszego. – Pierwsza uściskała ją Demi, potem ja. Oboje daliśmy jej prezent.
- Dzięki, ale nie trzeba było. – Powiedziała.
- Drobiazg. – Odpowiedziała jej Demi.
- Zapraszam do baru. – Powiedziała wskazując kierunek. Jak na imprezę dla 22-latki to było całkiem bogato. Od razu poszedłem po drinka. Po chwili Demi zrobiła to samo.
- Zatańczysz? – Szepnąłem jej na ucho i uśmiechnąłem się.
- Nie, idź sam. – Odpowiedziała. Oj nie, moja droga. Mnie się nie odmawia.
- Oj nie daj się prosić. – Powiedziałem dalej się  uśmiechając.
- No dobrze. – Odpowiedziała. Kiedy weszliśmy na parkiet, leciała wolna piosenka. Objąłem ją w pasie. O dziwo jej to nie przeszkadzało.
- Mówiłem ci już, że ślicznie wyglądasz? – Spytałem po chwili.
- Nie, nie przypominam sobie. – Odpowiedziała śmiejąc się.
- Więc pięknie wyglądasz. – Powiedziałem i pocałowałem ją w policzek.
- Dziękuję. – Odpowiedziała i odwróciła głowę.

Impreza urodzinowa Jess to najlepsza, na jakiej byłem dotychczas. Odnalazłem wzrokiem Demi, która siedziała przy barze i piła kolejnego drinka.
- No ładnie, pani policjant wstawiona. – Powiedziałem siadając obok niej. Sam też byłem pod wpływem procentów.
- No ładnie pan policjant wstawiony. – Odpowiedziała mi.
- Nie jestem policjantem, dopiero się uczę. – Postanowiłem się trochę z nią podroczyć.
- Uważaj, bo dostaniesz karę. Skoro ja jestem gliną ty uczniem to mogę cię aresztować. –Mówiła już żartem.
- No ciekawe, jaka ta kara? – Spytałem. Nagle mi przed oczami przeleciała scena z inną osobą.
- Taka. – Powiedziała i zaczęła mnie całować. Nie wiem, czemu, ale mi się podobało. Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie i postanowiliśmy iść do domu, żeby nie zrobić większej głupoty. Pożegnaliśmy się i zamówiłem taksówkę, która zawiozła nas do mojego mieszkania.  

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Demi spała w najlepsze. Kiedy się ocknęła, patrzyła na mnie tymi swoimi oczami, że nie mogłem się jej oprzeć.

Miałem dziwny sen. Śniło mi się, że ja i Demi upiliśmy się na jakiejś imprezie, potem nas poniosło i wylądowaliśmy razem w łóżku. Otworzyłem powoli oczy i rozejrzałem się po sypialni. Czyli to jednak nie był sen. Moją uwagę przykuła mała karteczka leżąca obok na poduszce. Wziąłem ją i zacząłem czytać, to, co napisała Demi:

„Joe. Gdy się obudzisz, chcę, żebyś się nie obwiniał, za to co zaszło miedzy nami. Ten wieczór i noc na długo zostanie w mojej pamięci. Dziękuje za wszystko.
D. ;*
PS Nie miałam serca Cię budzić”

Mimowolnie się uśmiechnąłem. Czyli nie jest zła. Zadowolony opadłem na poduszki i zacząłem się śmiać, niewiadomo, z czego. Przymknąłem powieki i starałem się, przypomnieć jak najwięcej szczegółów z nocy. Jedyne, co pamiętałem to uśmiechnięta twarz Demi.

Miałem dobrze, bo nie musiałem iść do pracy, ze względu na studia, które kończę już po jutrze. Nawet nie wiem, kiedy ponownie zasnąłem.

Obudziło mnie głośne stukanie do drzwi. O ile to można było nazwać stukaniem.
- Nie ma mnie. – Mruknąłem i zakryłem się kołdrą po sam czubek głowy. Niestety, ktoś był tak natarczywy i dalej pukał. Nie chętnie wstałem i skierowałem się do drzwi.
- Cześć. – Powiedziała moja sąsiadka. – Masz może pożyczyć szklankę cukru? Robię ciasto i nie mam czasu iść do sklepu. – Z otwarta buzią patrzyłem na niewiastę o imieniu Selena. Co za skaranie, że mieszka naprzeciwko mnie!
- Eee…. Chyba mam. Czekaj. – Powiedziałem. Szybko wpadłem do kuchni i wziąłem całe opakowanie cukru, by mi później nie przeszkadzała.
- Ja chciałam tylko szklankę…
- Daj spokój. Wybacz, ale jestem zajęty. – Powiedziałem. Chciałem się jej pozbyć, bo przyprawiała mnie o bóle głowy. Uśmiechnęła się i odeszła. Ciarki mnie przeszły, kiedy zobaczyłem jej tatuaż na przedramieniu w kształcie litery „J”. Od razu przed oczami stanęła mi scena z napadu. Z hukiem zamknąłem drzwi, że się sam wystraszyłem. Postanowiłem zadzwonić do Dee i opowiedzieć jej o moich przypuszczeniach. Poszukałem telefonu i wybrałem jej numer.
- Tak? – Usłyszałem po chwili jej głos.
- Cześć. Co słychać? – Spytałem i po chwili uderzyłem się ręką w głowę. Głupek.
- Dobrze, a u Ciebie? – Usłyszałem jej cichy chichot.
- Brakuje mi komisariatu. Te wydarzenia z wczorajszej nocy…- Zastanawiałem się nad dobraniem słów, ale mi przerwała.
- Nie czytałeś kartki. – Stwierdziła. – Napisałam ci, co o tym myślę. Mimo że to było pod wpływem impulsu i mieliśmy nieźle nasranie w bani to nie żałuję. Nie wiem, co z tobą. –  Powiedziała cicho. Zatkało mnie.
- Jeśli cię to ucieszy to też nie żałuję. – Odpowiedziałem z uśmiechem. – Mam prośbę. Będziesz miała czas wpaść do mnie na chwilę? Weź akta mojej sprawy, okej?
- To twoja prośba? Okej, ale dopiero koło 20 wcześniej nie da rady.
- Dobra. Może być. – Powiedziałem zadowolony.
- Wybacz, ale mam wezwanie. Do zobaczenia Joe.
- Na razie. – Po chwili słyszałem już sygnał zakończonego połączenia.

Dzisiejszego dnia Selena dała się we znaki. Była u mnie ze 20 razy jak nie więcej. Nie dziwię się, że teraz nie mam ochoty wychodzić z wanny. Nie dość, że jutro mam egzamin to jej posrany tatuaż nie daje mi spokoju. Coś czuję, że ona ma dużo wspólnego z napadem.
Kolejny raz usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie wychodziłem z wanny dopóki nie zadzwonił mój telefon.
- Słucham? – Prawie, że warknąłem.
- Joe? Jesteś w domu?! Stoję i dzwonię, a ty nie raczysz wyjść głupku! – Krzyknęła Demi.
- Już idę. – Świetnie. Szybko się wysuszyłem i ubrałem.
- Hej. Wchodź. – Powiedziałem i wpuściłem Dee do środka. – Sorki, że nie otwierałem, ale byłem w łazience. Rozgość się.
- Miło, że w ogóle przyszedłeś. Masz akta. Kto to na tym zdjęciu? – Spytała Demi, pokazując mi zdjęcie.
-To była moja….

***********
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Rozdział miał być w zeszłym tygodniu, ale mi nie wyszło. Jak po świętach? Ja mam dość. Nie przynudzam. Dziś bez dedykacji, bo mam dużo na głowie. Następny należy do Myself.

Do 14.!
Sweet_Lemon ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz