[ by Myself ]
Moja zmiana właśnie dobiegła końca, więc
zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-
To ja lecę. Na razie. – pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam z budynku,
kierując się do samochodu. Wsiadłam do środka, po czym oparłam głowę na
zagłówku, zamykając oczy. Myślałam nad dzisiejszym dniem. O rozmowie z
McGann’em rano, co by było gdybym się nie opanowała nad rzeką, o telefonie od
Will’a, o wszystkim. Po 5 minutach, otworzyłam oczy, włożyłam kluczyki do
stacyjki i odjechałam w stronę domu.
Ledwo zdążyłam wejść do domu, gdy w holu
rozległ się dzwonek mojej komórki, oznaczający nadejście wiadomości. Wyjęłam
telefon z torebki i nacisnęłam „Odczyt”
Hej.
Tu Joe. Mogłabyś wpaść do mnie? To bardzo ważne i od tego zależą twoje stosunki
z siostrą i moim bratem.
Moją pierwszą myślą było „Skąd on do cholery ma mój numer?!”. Nie
wystarcza mu, że razem pracujemy, jeszcze mnie zadręcza sms’ami. Druga
natomiast, po co się miesza w nie swoje sprawy! Niech pilnuje własnego nosa a
wsadza go tu gdzie nie trzeba. A niby, kim on jest?! Po dłuższej chwili
nacisnęłam „Odpisz” i zaczęłam tworzyć wiadomość.
A
co czarodziejem jesteś, że jak przyjadę to od razu wszystko będzie dobrze? Sorry
ale nie mieszaj się w te sprawy. Moja wizyta i tak nic nie zmieni.
Nacisnęłam „wyślij”, po czym położyłam
telefon na stole w salonie, a sama skierowałam się do kuchni, żeby coś zjeść.
Wyjęłam z szafki makaron i koncentrat pomidorowy oraz inne przyprawy, aby
przyrządzić spaghetti. Postawiłam wszystko na blacie, gdy usłyszałam dźwięk
kolejnej wiadomości.
Choć
raz mi zaufaj. Bądź w domu. Przyjadę za pół godziny
Odczytałam kolejnego sms-a, od Jonasa.
Upierdliwy człowiek nie ma, co. Jak ten Dorian czy jak on tam miał, wytrzymał z
nim w celi przez 3 lata?! Jednak w mojej świadomości rozpoczęła się właśnie
„bitwa” jednego głosiku z drugim. Jeden szeptał „Zaufaj mu” a drugi „Nie wierz
temu palantowi”. Ale przecież musiał wygrać ten przeklęty pierwszy. Mimo,
że nie uśmiechało mi się to za bardzo, wystukałam 7 wyrazów układających się w
jednego sms-a.
Dobra.
Ale robię to jeden jedyny raz.
Kliknęłam wyślij i zaczęłam się
zastanawiać nad własną głupotą.
Tak jak napisał Jonas, pół godziny
później stał już pod moim domem. Spojrzałam na moje odbicie w lustrze i
stwierdziłam, że wyglądam nieźle w czarnych spodniach, różowej bluzce ze
srebrnymi partiami na przedzie oraz czarną kurteczką i butach na obcasie. Włosy
miałam rozpuszczone i zrobiony makijaż. <look> Wzięłam
torebkę, wcześniej pakując do niej telefon. Wyszłam z domu, zamknęłam go i
ruszyłam do auta Jonasa. Wsiadłam do środka a ona odpalił samochód.
-
Cześć. – Powiedział, gdy wsiadłam.
- Cześć. – Odpowiedziałam.
- Zapnij może pas. – Powiedział.
- Jestem gliną, wiem, że trzeba je zapinać.
- Widocznie nie. – Szepnął pod nosem, ale usłyszałam to. Odwróciłam się do niego i zaczęłam.
- Słuchaj masz jakiś problem to... - Nie dał mi dokończyć.
- Cześć. – Odpowiedziałam.
- Zapnij może pas. – Powiedział.
- Jestem gliną, wiem, że trzeba je zapinać.
- Widocznie nie. – Szepnął pod nosem, ale usłyszałam to. Odwróciłam się do niego i zaczęłam.
- Słuchaj masz jakiś problem to... - Nie dał mi dokończyć.
-
Dobra nic nie mówię.
-
A tak w ogóle to, po, co się mieszasz? – Spytałam ostro.
-
Nie zależy ci żeby pogodzić się z siostrą? – Spytał, zerkając na mnie.
- Zależy, ale, po, co ty się mieszasz?! – Krzyknęłam. No kurka wodna, ja się tu pytam to mi odpowiedz jak człowiek.
- Zależy, ale, po, co ty się mieszasz?! – Krzyknęłam. No kurka wodna, ja się tu pytam to mi odpowiedz jak człowiek.
-
Nie ważne, chyba nie o to chodzi.
- Owszem ważne... - Dalej nie dawałam za wygraną.
- Owszem ważne... - Dalej nie dawałam za wygraną.
-
Zrób jedną rzecz i choć raz mi zaufaj. – Powiedział stając na światłach.
- Już to zrobiłam.
- Dobrze, więc zaufaj mi jeszcze teraz. – Odparł. Nie wiem, czemu ale w jednym momencie mój głos i ton przeszedł z ostrego w niemalże cichy.
- Już to zrobiłam.
- Dobrze, więc zaufaj mi jeszcze teraz. – Odparł. Nie wiem, czemu ale w jednym momencie mój głos i ton przeszedł z ostrego w niemalże cichy.
-
Ale po prostu chcę wiedzieć, dlaczego to robisz. – Widziałam jak mocniej
zaciska ręce na kierownicy. Przez chwile nic nie mówił. – Proszę cię, Joe. – Teraz
mówiłam już błagalnym tonem. Naprawdę chciałam wiedzieć, czemu to robi. Czemu
miesza się w nieswoje sprawy, ale jednocześnie mi pomaga.
-
Powiem ci, ale za chwile. – Mruknął. Zmienił kurs i pojechał w zupełnie inną stronę
niż dotychczas.
Jakieś 20 minut później zatrzymał się,
szybko wysiadł z auta i oparł się o barierkę znajdującą się w miejscu gdzie
przebywaliśmy. Wysiadłam z samochodu nieco podirytowana jego dziwnym (nawet jak
na niego) zachowaniem
-
Co tu robimy? Jak mniemam to nie jest…. Boże, ale tu pięknie. Jak wpadłeś na to
miejsce? – spytałam, zachwycona widokiem całego Los Angeles i usłyszałam jak
Joe krótko się zaśmiał.
-
Chciałaś, żebym ci powiedział, dlaczego ci pomagam. – Powiedział szeptem.
Wyprostował się i spojrzał na mnie a ja na niego by wznowił swoją wypowiedź.
-
Jest kilka powodów, dla których to robię. – Powiedział.
-
Nie rozumiem. – Odparłam nieco zmieszana.
-
Robię to, bo nie mogę znieść cierpienia Mils i mojego brata. Robię to dla ciebie,
bo…. - Przerwał na chwilę jakby zastanawiał się czy na pewno może mi to
powiedzieć. Westchnął i znowu oparł się o barierkę, jednak moja cierpliwość
była nieubłagana.
-
Dlaczego to robisz dla mnie? – Spytałam, podchodząc do niego.
-
Bo mi kurwa na tobie zależy! Zależy mi na twoim szczęściu! – Krzyknął a mnie
wmurowało. Stałam przez chwile nic nie mówiąc i z otwartą gębą gapiąc się na
Joe. Że … what? Jak to mu zależy na…
-
Wybacz, nie chciałem. Jedźmy już. Pewnie się niecierpliwią. – Powiedział.
Ostatni raz rzucił okiem na LA i ruszył w stronę samochodu. A ja stałam jak
jakaś niedorozwinięta, gapiąc się na niego, gdy pod moimi powiekami poczułam
gromadzące się łzy. Ja go tak traktowałam a jemu zależało na moim szczęściu.
-
Poczekaj chwilę Joe! – Krzyknęłam za nim. Zatrzymał się, jednak nadal stał
odwrócony do mnie tyłem. Podeszłam do niego i przytuliłam się cicho szlochając.
Objął mnie leciutko jakby bał się, że zaraz zrozumiem, co robię i nawrzeszczę
na niego. Jednak ja miałam całkowitą świadomość tego, co robiłam.
-
Dziękuję ci. – Szepnęłam. – Nigdy nikt nie zrobił czegoś takiego dla mnie.
Dziękuje. – powiedziałam. Cholera, nie miałam pojęcia czy to był
impuls czy tak tego chciałam, ale lekko pocałowałam go w usta. Tak, oto Joe
Jonas złamał nieubłaganą Demetrię Lovato. – Przepraszam. Jedźmy. – Szepnęłam po
chwili, gdy w pełni zrozumiałam, co robię, i wsiedliśmy do samochodu.
-Co tak długo! – Warknął Nicholas,
kiedy weszliśmy do mieszkania. Trzymałam się za średniakiem, lecz on
wyminął tylko swojego brata i poszedł przywitać się z Mils.
-
Nick, słuchaj, przepraszam, za swoje zachowanie na obiedzie. Byłam wściekła i
dlatego powiedziałam, że nie zgadzam się na ślub Miley z tobą, tak naprawdę… -
Nie dał mi dokończyć
-
Przeprosiny przyjęte. I ja też przepraszam. Po części sprowokowałem cię do
powiedzenia tego, co myślisz. To nie była tylko twoja wina. – Powiedział i
uśmiechnął się do mnie.
-
Czyli zgoda? – Spytałam niepewnie, wyciągając rękę w jego stronę.
-
Zgoda. – Odpowiedział i zamiast uścisnąć mi dłoń przytulił mnie. Więc teraz
pozostało mi już tylko przeproszenie Miley.
-
To idę teraz do Mils. – Powiedziałam. Nick mnie puścił, uśmiechnął się i
odszedł a ja podeszłam do mojej siostry.
-
Miley… - Zaczęłam.
-
Co? – Odpowiedziała.
-
Przepraszam, za wszystko. Za to, że powiedziałam, że nie zgadzam się na ślub,
że…
-
Oh zamknij się. Przeprosiny nie za bardzo ci wychodzą. – Powiedziała
uśmiechnięta i przytuliła mnie. Nareszcie wszystko miało być dobrze.
-
Dzięki siostrzyczko. I jeżeli o mnie chodzi to macie moje błogosławieństwo,
tylko pamiętaj ja chcę zostać chrzestną. – Powiedziałam i zaśmiałyśmy się.
Kiedy wszystko wróciło do normy i znów
zgoda panowała między nami, postanowiłam poszukać tego pajaca, dzięki któremu
to się zmieniło. Ostatnio widziałam jak wychodził na balkon, więc tam też się
udałam. Usiadłam obok niego w momencie, kiedy chciał dolać sobie wina.
-
Dziękuję. – Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-
Nie masz, za co. – Powiedział. – Mogę o coś spytać? – Dodał po chwili. Kiwnęłam
twierdząco głową. – Dalej uważasz, że powinienem gnić w więzieniu? – Spytał
poważnym tonem
-
Ty znowu swoje. Było minęło. Szczerze? Wolę, kiedy jesteś na wolności. Jeszcze
raz dziękuje. Dobranoc Joe. – Powiedziałam i kiedy wstaliśmy, wspięłam się na
palce i ponownie dzisiejszego dnia pocałowałam go w usta. Uśmiechnęłam się, po
czym skierowałam do wyjścia, a Joe osłupiały stał na balkonie.
Mając
ten pamiętnik,
Nie
zapomnij o tym:
Lepiej
żyć w przyjaźni,
A
nie jak pies z kotem
[Kilka dni później]
Wow. Jakie to fajne uczucie, wiedząc, że
znowu żyjesz w pokoju ze swoimi siostrami, a przykrość, którą wyrządziliśmy
dawnemu przyjacielowi idzie w zapomnienie. Tak, właśnie. Po wydarzeniach z
tamtego dnia, następnego przeprosiłam go. Mówiłam, taki pajac jak on, złamał
Demetrię Devonne Lovato, jednym wyjazdem na wzgórze, z którego widać było całe
Los Angeles. No i kto by pomyślał. Ale cieszę, się z tego. Odzyskałam
przyjaciela z przed paru lat. Jednak do pocałunków nie wracaliśmy. I może
dziwnie to zabrzmi, ale zaczynałam mu ufać a nawet … nie, nie, nie, pomyłka. No
jak nie jak tak. Demetrio – jesteś porąbana!
Wysiadłam z auta przed komisariatem i
miałam kierować się do wejścia, jednak usłyszałam kogoś za sobą.
-
Ej Lovato, poczekaj na mnie. – Powiedział z uśmiechem Joe i przytulił mnie na
powitanie.
-
Witaj Jonas. – Odpowiedziałam i również go uścisnęłam.
-
No ładnie! Nie wolno flirtować w pracy. – Usłyszeliśmy Jessikę. Uśmiechnęła
się, spoglądając na nas i z łatwością stwierdziła. – Porąbało was.
-
No, co ty. – Powiedział Joe, gdy lekko się oddaliła a ja zaśmiałam się. – A tak
przy okazji, co robisz wieczorem? – Spytał.
-
No nie wiem, a czemu pytasz?
-
Wyprawiamy w klubie urodziny Jessice, więc może…
-
O kurna, zapomniałam o urodzinach przyjaciółki, no pięknie! – Prawie krzyknęłam.
-
Ej mała wyluzuj, po pracy mogę iść z tobą wybrać coś dla niej. –Powiedział.
-
Dzięki. – Odpowiedziałam.
-
A wracając do pytania, to no wiesz, pójdziesz ze mną? Jako przyjaciele
-
Jak chcesz to tak. – Odpowiedziałam i skierowaliśmy się do budynku.
Dzisiejsza zamiana szybko dobiegła końca
gdyż nie było żadnych wezwań dla naszego oddziału.
Wyszłam z budynku unikając Jess i na
zewnątrz czekałam na Joe.
-
Gotowa? – Zapytał 3 minuty później stając obok mnie.
-
Jasne, idziemy. – Powiedziałam i skierowaliśmy się w stronę sklepów.
-
A tak w ogóle to, co chcesz jej kupić? – Spytał.
-
No nie wiem. Pójdziemy na spontan. – Powiedziałam.
-
Mi pasuje. – Odpowiedział uśmiechnięty.
Przez prawie dwie godziny chodziliśmy po
całym mieście i nic nie znaleźliśmy. Niby tyle sklepów a jednak nie ma, co
wybrać!
-
Poddaję się. – Powiedziałam, gdy siedzieliśmy w kawiarni.
-
Jasne, ty się poddajesz. Dobry żart Lovato. – Powiedział z wyszczerzem.
-
To nie żart, nie mam pojęcia, co… - przerwałam widzą na wystawie, w sklepie
naprzeciwko nas super laptopa. <look>
-
Ej wcięło cię czy jak? – Spytał machając mi ręką przed oczami.
-
Nie, ale chyba znalazłam prezent. – Powiedziałam, nie odrywając wzroku od
urządzenia. On również spojrzał w tamtą stronę i uśmiechnął się.
-
Idziemy. – Powiedział i pociągnął mnie za rękę do wyjścia.
Czekałam właśnie na Joe przed jego mieszkaniem
już z jakieś 10 minut. Chodziłam w tą i z powrotem a jego nadal nie było.
-
No wreszcie. – Powiedziałam kolejne pięć minut później.
-
Sorki, problem z zamkiem. – Odpowiedział. – Idziemy. – Dodał i ruszyliśmy,
jednak zatrzymał nas czyjś głos.
-
Demi? – Spytał ktoś. Odwróciłam się i zobaczyłam … Selenę. No jeszcze jej mi tu
brakowało!
-
Hej Selena, co tu robisz? – Spytałam zaskoczona.
-
A wiesz przyjechałam. – Odpowiedziała. Tyle to ja wiem. Ale ciuchy to miała.
Bluzka na krótki rękaw prawie odkrywająca pępek, jeansowa spódniczka do polowy
ud, buty na wysokim obcasie i oczywiście makijaż. Swoje długie włosy
pozostawiła rozpuszczone tylko, ze zakręciła lokówką.
-
Postanowiłam odwiedzić dawną koleżankę. – Odpowiedziała.
-
Em Joe, to jest Seler, znaczy Selena. – Spojrzałam na nią, ale na szczęście nie
usłyszała tego pierwszego. – Selena to Joe.
-
Miło mi poznać twojego nowego chłopaka. – Powiedziała niby miłym głosem.
-
Em, nie jesteśmy razem. – Od razu powiedziałam.
-
Oh a tak to wygląda. – Powiedziała, zastanawiając się.
-
Miło było spotkać, ale troszkę się śpieszymy. – Powiedział Joe. I chwała ci za
to człowieku.
-
Ach, rozumiem, macie swoje sprawy. To do zobaczenia. – Powiedziała patrząc na
Jonasa jakimś takim dziwnym wzrokiem. Kiedy się odwróciła zobaczyłam coś
dziwnego.
-
Dzięki ci, że ją spławiłeś. – Powiedziałam. – Ugh, ale ona jest wkurzająca!
-
Nie ma, za co. – Odpowiedział tonem wypranym z emocji, nawet nie patrząc na
mnie.
Do klubu doszliśmy w 20 minut.
Uznaliśmy, że nie warto brać samochodu skoro i tak, żadne z nas nie będzie
mogło prowadzić. Weszliśmy do środka, gdzie zabawa już trwała.
-
Dee, Joe. Dobrze, że jesteście. – Powiedziała Jess podchodząc do nas.
-
Wszystkiego najlepszego. – Powiedziałam i przytuliłam ją. Joe zrobił to samo a
potem wręczyliśmy jej laptopa.
-
Dzięki, ale nie trzeba było. – Powiedziała.
-
Drobiazg. – Odpowiedziałam.
-
Zapraszam do baru. – Powiedziała wskazując kierunek. Klub był przystrojony
serpentynami, balonami, i mimo, że kończyła 22 lata naprawdę super to
wyglądało. Naprzeciwko wejścia, pod ścianą stał stół szwedzki z różnym
jedzeniem, obok napoje no i oczywiście drinki w barze. Podeszliśmy do niego i
zamówiliśmy sobie po słabym drinku.
-
Zatańczysz? – Szepnął mi Joe na ucho.
-
Nie, idź sam. – Odpowiedziałam.
-
Oj nie daj się prosić. – Powiedział uśmiechając się do mnie, tak, że nie mogłam
drugi raz odmówić.
-
No dobrze. – Odpowiedziałam i wyszliśmy na parkiet. Leciała wolna piosenka wiec
Joe objął mnie w pasie a ja położyłam mu ręce na ramionach. Ta sytuacja między
nami zmieniła się tak nagle, jednak mi to nie przeszkadzało.
-
Mówiłem ci już, że ślicznie wyglądasz? – Spytał po chwili.
-
Nie, nie przypominam sobie. – Odpowiedziałam śmiejąc się.
-
Więc pięknie wyglądasz. – Powiedział i pocałował mnie w policzek. Miałam na sobie
czarną sukienkę do połowy ud, na cienkich ramiączkach, z wplątaną srebrną,
mieniącą się w światłach nitką.
-
Dziękuję. – Odpowiedziałam odwracając głowę, by nie patrząc w te hipnotyzujące
oczy.
Impreza trwała w najlepsze. Ludzie
świetnie się bawili, a ja siedziałam przy barze pijąc kolejnego drinka.
-
No ładnie, pani policjant wstawiona. – Powiedział Joe, siadając obok mnie.
-
No ładnie pan policjant wstawiony. – Odpowiedziałam.
-
Nie jestem policjantem, dopiero się uczę. – Powiedział z uśmiechem.
-
Uważaj, bo dostaniesz karę. Skoro ja jestem gliną ty uczniem to mogę cię
aresztować. – Mówiłam żartem
-
No ciekawe, jaka ta kara? – Spytał z błyskiem w oku.
-
Taka. – Powiedziałam i zaczęłam go całować, a on wcale się nie opierał. Byliśmy
naprawdę nieźle wstawieni skoro pozwoliliśmy na coś takiego. Po chwili jednak
oderwaliśmy się od siebie i postanowiliśmy iść do domu, żeby nie zrobić
większej głupoty. Pożegnaliśmy się z gośćmi i wyszliśmy. Wezwaliśmy taksówkę,
która przyjechała po 10 minutach. Joe podał mężczyźnie adres i ruszyliśmy.
Oparłam się o jego ramię i zamknęłam oczy.
Obudziłam się, gdy poczułam coś
miękkiego pod plecami. Spojrzałam na chłopaka a w jego oczach dostrzegłam coś
dziwnego a zarazem pociągającego. Próbowaliśmy uniknąć głupoty w klubie a
okazało się, że zrobiliśmy większą zostając sam na sam po kilku drinkach.
Następnego dnia obudziłam
się z potwornym bólem głowy. Leżałam przytulona do klatki Joe’go.
Chłopak jeszcze spał a do mnie powróciły zdarzenia z poprzedniego wieczoru.
Powoli, żeby go nie obudzić zeszłam z łóżka i skierowałam się do łazienki żeby
się ubrać. Kiedy wyszłam napisałam chłopakowi kartkę, która położyłam na poduszce,
po czym skierowałam się do wyjścia. Spojrzałam na niego ostatni raz i z
uśmiechem wyszłam z jego mieszkania…
Piękne
są chwile przyjaźni,
Piękne
są chwile młodości
Lecz
najpiękniejsze na świecie
Są
chwile miłości.
****************************************
Witam,
tu Careless. Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Jeżeli
są jakieś zastrzeżenia do końcówki to proszę do Sweet_Lemon, to
był jej pomysł xD. Dobra bez przedłużania bo wyżej wymieniona mnie
zaraz zabije, ze tak długo.
Następny należy do niej.
Żegnam na razie xD
Myself
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz