niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 11

[ by Myself ]
Moja zmiana właśnie dobiegła końca, więc zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
- To ja lecę. Na razie. – pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam z budynku, kierując się do samochodu. Wsiadłam do środka, po czym oparłam głowę na zagłówku, zamykając oczy. Myślałam nad dzisiejszym dniem. O rozmowie z McGann’em rano, co by było gdybym się nie opanowała nad rzeką, o telefonie od Will’a, o wszystkim. Po 5 minutach, otworzyłam oczy, włożyłam kluczyki do stacyjki i odjechałam w stronę domu.

Ledwo zdążyłam wejść do domu, gdy w holu rozległ się dzwonek mojej komórki, oznaczający nadejście wiadomości. Wyjęłam telefon z torebki i nacisnęłam „Odczyt”

Hej. Tu Joe. Mogłabyś wpaść do mnie? To bardzo ważne i od tego zależą twoje stosunki z siostrą i moim bratem.

Moją pierwszą myślą było „Skąd on do cholery ma mój numer?!”. Nie wystarcza mu, że razem pracujemy, jeszcze mnie zadręcza sms’ami. Druga natomiast, po co się miesza w nie swoje sprawy! Niech pilnuje własnego nosa a wsadza go tu gdzie nie trzeba. A niby, kim on jest?! Po dłuższej chwili nacisnęłam „Odpisz” i zaczęłam tworzyć wiadomość.

A co czarodziejem jesteś, że jak przyjadę to od razu wszystko będzie dobrze? Sorry ale nie mieszaj się w te sprawy. Moja wizyta i tak nic nie zmieni.

Nacisnęłam „wyślij”, po czym położyłam telefon na stole w salonie, a sama skierowałam się do kuchni, żeby coś zjeść. Wyjęłam z szafki makaron i koncentrat pomidorowy oraz inne przyprawy, aby przyrządzić spaghetti. Postawiłam wszystko na blacie, gdy usłyszałam dźwięk kolejnej wiadomości.

Choć raz mi zaufaj. Bądź w domu. Przyjadę za pół godziny

Odczytałam kolejnego sms-a, od Jonasa. Upierdliwy człowiek nie ma, co. Jak ten Dorian czy jak on tam miał, wytrzymał z nim w celi przez 3 lata?! Jednak w mojej świadomości rozpoczęła się właśnie „bitwa” jednego głosiku z drugim. Jeden szeptał „Zaufaj mu” a drugi „Nie wierz temu palantowi”. Ale przecież musiał wygrać ten przeklęty pierwszy. Mimo, że nie uśmiechało mi się to za bardzo, wystukałam 7 wyrazów układających się w jednego sms-a.

Dobra. Ale robię to jeden jedyny raz.

Kliknęłam wyślij i zaczęłam się zastanawiać nad własną głupotą.

Tak jak napisał Jonas, pół godziny później stał już pod moim domem. Spojrzałam na moje odbicie w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam nieźle w czarnych spodniach, różowej bluzce ze srebrnymi partiami na przedzie oraz czarną kurteczką i butach na obcasie. Włosy miałam rozpuszczone i zrobiony makijaż. <look> Wzięłam torebkę, wcześniej pakując do niej telefon. Wyszłam z domu, zamknęłam go i ruszyłam do auta Jonasa. Wsiadłam do środka a ona odpalił samochód.
- Cześć. –  Powiedział, gdy wsiadłam.
- Cześć. – Odpowiedziałam.
- Zapnij może pas. – Powiedział.
- Jestem gliną, wiem, że trzeba je zapinać.
- Widocznie nie. – Szepnął pod nosem, ale usłyszałam to. Odwróciłam się do niego i zaczęłam.
- Słuchaj masz jakiś problem to... - Nie dał mi dokończyć.
- Dobra nic nie mówię.
- A tak w ogóle to, po, co się mieszasz? – Spytałam ostro.
- Nie zależy ci żeby pogodzić się z siostrą? – Spytał, zerkając na mnie.
- Zależy, ale, po, co ty się mieszasz?! – Krzyknęłam. No kurka wodna, ja się tu pytam to mi odpowiedz jak człowiek.
- Nie ważne, chyba nie o to chodzi.
- Owszem ważne... - Dalej nie dawałam za wygraną.
- Zrób jedną rzecz i choć raz mi zaufaj. – Powiedział stając na światłach.
- Już to zrobiłam.
- Dobrze, więc zaufaj mi jeszcze teraz. – Odparł. Nie wiem, czemu ale w jednym momencie mój głos i ton przeszedł z ostrego w niemalże cichy.
- Ale po prostu chcę wiedzieć, dlaczego to robisz. – Widziałam jak mocniej zaciska ręce na kierownicy. Przez chwile nic nie mówił. – Proszę cię, Joe. – Teraz mówiłam już błagalnym tonem. Naprawdę chciałam wiedzieć, czemu to robi. Czemu miesza się w nieswoje sprawy, ale jednocześnie mi pomaga.
- Powiem ci, ale za chwile. – Mruknął. Zmienił kurs i pojechał w zupełnie inną stronę niż dotychczas.

Jakieś 20 minut później zatrzymał się, szybko wysiadł z auta i oparł się o barierkę znajdującą się w miejscu gdzie przebywaliśmy. Wysiadłam z samochodu nieco podirytowana jego dziwnym (nawet jak na niego) zachowaniem
- Co tu robimy? Jak mniemam to nie jest…. Boże, ale tu pięknie. Jak wpadłeś na to miejsce? – spytałam, zachwycona widokiem całego Los Angeles i usłyszałam jak Joe krótko się zaśmiał.
- Chciałaś, żebym ci powiedział, dlaczego ci pomagam. – Powiedział szeptem. Wyprostował się i spojrzał na mnie a ja na niego by wznowił swoją wypowiedź.
 - Jest kilka powodów, dla których to robię. – Powiedział.
- Nie rozumiem. – Odparłam nieco zmieszana.
- Robię to, bo nie mogę znieść cierpienia Mils i mojego brata. Robię to dla ciebie, bo…. - Przerwał na chwilę jakby zastanawiał się czy na pewno może mi to powiedzieć. Westchnął i znowu oparł się o barierkę, jednak moja cierpliwość była nieubłagana.
- Dlaczego to robisz dla mnie? – Spytałam, podchodząc do niego.
- Bo mi kurwa na tobie zależy! Zależy mi na twoim szczęściu! – Krzyknął a mnie wmurowało. Stałam przez chwile nic nie mówiąc i z otwartą gębą gapiąc się na Joe. Że … what? Jak to mu zależy na…
- Wybacz, nie chciałem. Jedźmy już. Pewnie się niecierpliwią. – Powiedział. Ostatni raz rzucił okiem na LA i ruszył w stronę samochodu. A ja stałam jak jakaś niedorozwinięta, gapiąc się na niego, gdy pod moimi powiekami poczułam gromadzące się łzy. Ja go tak traktowałam a jemu zależało na moim szczęściu.
- Poczekaj chwilę Joe! – Krzyknęłam za nim. Zatrzymał się, jednak nadal stał odwrócony do mnie tyłem. Podeszłam do niego i przytuliłam się cicho szlochając. Objął mnie leciutko jakby bał się, że zaraz zrozumiem, co robię i nawrzeszczę na niego. Jednak ja miałam całkowitą świadomość tego, co robiłam.
- Dziękuję ci. – Szepnęłam. – Nigdy nikt nie zrobił czegoś takiego dla mnie. Dziękuje.  – powiedziałam. Cholera, nie miałam pojęcia czy to był impuls czy tak tego chciałam, ale lekko pocałowałam go w usta. Tak, oto Joe Jonas złamał nieubłaganą Demetrię Lovato. – Przepraszam. Jedźmy. – Szepnęłam po chwili, gdy w pełni zrozumiałam, co robię, i wsiedliśmy do samochodu.

-Co tak długo! – Warknął Nicholas, kiedy weszliśmy do mieszkania. Trzymałam się za średniakiem, lecz on wyminął tylko swojego brata i poszedł przywitać się z Mils.
- Nick, słuchaj, przepraszam, za swoje zachowanie na obiedzie. Byłam wściekła i dlatego powiedziałam, że nie zgadzam się na ślub Miley z tobą, tak naprawdę… - Nie dał mi dokończyć
- Przeprosiny przyjęte. I ja też przepraszam. Po części sprowokowałem cię do powiedzenia tego, co myślisz. To nie była tylko twoja wina. – Powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Czyli zgoda? – Spytałam niepewnie, wyciągając rękę w jego stronę.
- Zgoda. – Odpowiedział i zamiast uścisnąć mi dłoń przytulił mnie. Więc teraz pozostało mi już tylko przeproszenie Miley.
- To idę teraz do Mils. – Powiedziałam. Nick mnie puścił, uśmiechnął się i odszedł a ja podeszłam do mojej siostry.
- Miley… - Zaczęłam.
- Co? – Odpowiedziała.
- Przepraszam, za wszystko. Za to, że powiedziałam, że nie zgadzam się na ślub, że…
- Oh zamknij się. Przeprosiny nie za bardzo ci wychodzą. – Powiedziała uśmiechnięta i przytuliła mnie. Nareszcie wszystko miało być dobrze.
- Dzięki siostrzyczko. I jeżeli o mnie chodzi to macie moje błogosławieństwo, tylko pamiętaj ja chcę zostać chrzestną. – Powiedziałam i zaśmiałyśmy się.

Kiedy wszystko wróciło do normy i znów zgoda panowała między nami, postanowiłam poszukać tego pajaca, dzięki któremu to się zmieniło. Ostatnio widziałam jak wychodził na balkon, więc tam też się udałam. Usiadłam obok niego w momencie, kiedy chciał dolać sobie wina.
- Dziękuję. – Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Nie masz, za co. – Powiedział. – Mogę o coś spytać? – Dodał po chwili. Kiwnęłam twierdząco głową. – Dalej uważasz, że powinienem gnić w więzieniu? – Spytał poważnym tonem
- Ty znowu swoje. Było minęło. Szczerze? Wolę, kiedy jesteś na wolności. Jeszcze raz dziękuje. Dobranoc Joe. – Powiedziałam i kiedy wstaliśmy, wspięłam się na palce i ponownie dzisiejszego dnia pocałowałam go w usta. Uśmiechnęłam się, po czym skierowałam do wyjścia, a Joe osłupiały stał na balkonie.

Mając ten pamiętnik,
Nie zapomnij o tym:
Lepiej żyć w przyjaźni,
A nie jak pies z kotem


[Kilka dni później]
Wow. Jakie to fajne uczucie, wiedząc, że znowu żyjesz w pokoju ze swoimi siostrami, a przykrość, którą wyrządziliśmy dawnemu przyjacielowi idzie w zapomnienie. Tak, właśnie. Po wydarzeniach z tamtego dnia, następnego przeprosiłam go. Mówiłam, taki pajac jak on, złamał Demetrię Devonne Lovato, jednym wyjazdem na wzgórze, z którego widać było całe Los Angeles. No i kto by pomyślał. Ale cieszę, się z tego. Odzyskałam przyjaciela z przed paru lat. Jednak do pocałunków nie wracaliśmy. I może dziwnie to zabrzmi, ale zaczynałam mu ufać a nawet … nie, nie, nie, pomyłka. No jak nie jak tak. Demetrio – jesteś porąbana!
  
Wysiadłam z auta przed komisariatem i miałam kierować się do wejścia, jednak usłyszałam kogoś za sobą.
- Ej Lovato, poczekaj na mnie. – Powiedział z uśmiechem Joe i przytulił mnie na powitanie.
- Witaj Jonas. – Odpowiedziałam i również go uścisnęłam.
- No ładnie! Nie wolno flirtować w pracy. – Usłyszeliśmy Jessikę. Uśmiechnęła się, spoglądając na nas i z łatwością stwierdziła. – Porąbało was.
- No, co ty. – Powiedział Joe, gdy lekko się oddaliła a ja zaśmiałam się. – A tak przy okazji, co robisz wieczorem? – Spytał.
- No nie wiem, a czemu pytasz?
- Wyprawiamy w klubie urodziny Jessice, więc może…
- O kurna, zapomniałam o urodzinach przyjaciółki, no pięknie! – Prawie krzyknęłam.
- Ej mała wyluzuj, po pracy mogę iść z tobą wybrać coś dla niej. –Powiedział.
- Dzięki. – Odpowiedziałam.
- A wracając do pytania, to no wiesz, pójdziesz ze mną? Jako przyjaciele
- Jak chcesz to tak. – Odpowiedziałam i skierowaliśmy się do budynku.

Dzisiejsza zamiana szybko dobiegła końca gdyż nie było żadnych wezwań dla naszego oddziału.
Wyszłam z budynku unikając Jess i na zewnątrz czekałam na Joe.
- Gotowa? – Zapytał 3 minuty później stając obok mnie.
- Jasne, idziemy. – Powiedziałam i skierowaliśmy się w stronę sklepów.
- A tak w ogóle to, co chcesz jej kupić? – Spytał.
- No nie wiem. Pójdziemy na spontan. – Powiedziałam.
- Mi pasuje. – Odpowiedział uśmiechnięty.

Przez prawie dwie godziny chodziliśmy po całym mieście i nic nie znaleźliśmy. Niby tyle sklepów a jednak nie ma, co wybrać!
- Poddaję się. – Powiedziałam, gdy siedzieliśmy w kawiarni.
- Jasne, ty się poddajesz. Dobry żart Lovato. – Powiedział z wyszczerzem.
- To nie żart, nie mam pojęcia, co… - przerwałam widzą na wystawie, w sklepie naprzeciwko nas super laptopa. <look>
- Ej wcięło cię czy jak? – Spytał machając mi ręką przed oczami.
- Nie, ale chyba znalazłam prezent. – Powiedziałam, nie odrywając wzroku od urządzenia. On również spojrzał w tamtą stronę i uśmiechnął się.
- Idziemy. – Powiedział i pociągnął mnie za rękę do wyjścia.

Czekałam właśnie na Joe przed jego mieszkaniem już z jakieś 10 minut. Chodziłam w tą i z powrotem a jego nadal nie było.
- No wreszcie. – Powiedziałam kolejne pięć minut później.
- Sorki, problem z zamkiem. – Odpowiedział. – Idziemy. – Dodał i ruszyliśmy, jednak zatrzymał nas czyjś głos.
- Demi? – Spytał ktoś. Odwróciłam się i zobaczyłam … Selenę. No jeszcze jej mi tu brakowało!
- Hej Selena, co tu robisz? – Spytałam zaskoczona.
- A wiesz przyjechałam. – Odpowiedziała. Tyle to ja wiem. Ale ciuchy to miała. Bluzka na krótki rękaw prawie odkrywająca pępek, jeansowa spódniczka do polowy ud, buty na wysokim obcasie i oczywiście makijaż. Swoje długie włosy pozostawiła rozpuszczone tylko, ze zakręciła lokówką.
- Postanowiłam odwiedzić dawną koleżankę. – Odpowiedziała.
- Em Joe, to jest Seler, znaczy Selena. – Spojrzałam na nią, ale na szczęście nie usłyszała tego pierwszego. – Selena to Joe.
- Miło mi poznać twojego nowego chłopaka. – Powiedziała niby miłym głosem.
- Em, nie jesteśmy razem. – Od razu powiedziałam.
- Oh a tak to wygląda. – Powiedziała, zastanawiając się.
- Miło było spotkać, ale troszkę się śpieszymy. – Powiedział Joe. I chwała ci za to człowieku.
- Ach, rozumiem, macie swoje sprawy. To do zobaczenia. – Powiedziała patrząc na Jonasa jakimś takim dziwnym wzrokiem. Kiedy się odwróciła zobaczyłam coś dziwnego.
- Dzięki ci, że ją spławiłeś. – Powiedziałam. – Ugh, ale ona jest wkurzająca!
- Nie ma, za co. – Odpowiedział tonem wypranym z emocji, nawet nie patrząc na mnie.

Do klubu doszliśmy w 20 minut. Uznaliśmy, że nie warto brać samochodu skoro i tak, żadne z nas nie będzie mogło prowadzić. Weszliśmy do środka, gdzie zabawa już trwała.
- Dee, Joe. Dobrze, że jesteście. – Powiedziała Jess podchodząc do nas.
- Wszystkiego najlepszego. – Powiedziałam i przytuliłam ją. Joe zrobił to samo a potem wręczyliśmy jej laptopa.
- Dzięki, ale nie trzeba było. – Powiedziała.
- Drobiazg. – Odpowiedziałam.
- Zapraszam do baru. – Powiedziała wskazując kierunek. Klub był przystrojony serpentynami, balonami, i mimo, że kończyła 22 lata naprawdę super to wyglądało. Naprzeciwko wejścia, pod ścianą stał stół szwedzki z różnym jedzeniem, obok napoje no i oczywiście drinki w barze. Podeszliśmy do niego i zamówiliśmy sobie po słabym drinku.
- Zatańczysz? – Szepnął mi Joe na ucho.
- Nie, idź sam. – Odpowiedziałam.
- Oj nie daj się prosić. – Powiedział uśmiechając się do mnie, tak, że nie mogłam drugi raz odmówić.
- No dobrze. – Odpowiedziałam i wyszliśmy na parkiet. Leciała wolna piosenka wiec Joe objął mnie w pasie a ja położyłam mu ręce na ramionach. Ta sytuacja między nami zmieniła się tak nagle, jednak mi to nie przeszkadzało.
- Mówiłem ci już, że ślicznie wyglądasz? – Spytał po chwili.
- Nie, nie przypominam sobie. – Odpowiedziałam śmiejąc się.
- Więc pięknie wyglądasz. – Powiedział i pocałował mnie w policzek. Miałam na sobie czarną sukienkę do połowy ud, na cienkich ramiączkach, z wplątaną srebrną, mieniącą się w światłach nitką.
- Dziękuję. – Odpowiedziałam odwracając głowę, by nie patrząc w te hipnotyzujące oczy.

Impreza trwała w najlepsze. Ludzie świetnie się bawili, a ja siedziałam przy barze pijąc kolejnego drinka.
- No ładnie, pani policjant wstawiona. – Powiedział Joe, siadając obok mnie.
- No ładnie pan policjant wstawiony.  – Odpowiedziałam.
- Nie jestem policjantem, dopiero się uczę. – Powiedział z uśmiechem.
- Uważaj, bo dostaniesz karę. Skoro ja jestem gliną ty uczniem to mogę cię aresztować. – Mówiłam żartem
- No ciekawe, jaka ta kara? – Spytał z błyskiem w oku.
- Taka. – Powiedziałam i zaczęłam go całować, a on wcale się nie opierał. Byliśmy naprawdę nieźle wstawieni skoro pozwoliliśmy na coś takiego. Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie i postanowiliśmy iść do domu, żeby nie zrobić większej głupoty. Pożegnaliśmy się z gośćmi i wyszliśmy. Wezwaliśmy taksówkę, która przyjechała po 10 minutach. Joe podał mężczyźnie adres i ruszyliśmy. Oparłam się o jego ramię i zamknęłam oczy.
    
Obudziłam się, gdy poczułam coś miękkiego pod plecami. Spojrzałam na chłopaka a w jego oczach dostrzegłam coś dziwnego a zarazem pociągającego. Próbowaliśmy uniknąć głupoty w klubie a okazało się, że zrobiliśmy większą zostając sam na sam po kilku drinkach.

Następnego dnia obudziłam się  z potwornym bólem głowy. Leżałam przytulona do klatki Joe’go. Chłopak jeszcze spał a do mnie powróciły zdarzenia z poprzedniego wieczoru. Powoli, żeby go nie obudzić zeszłam z łóżka i skierowałam się do łazienki żeby się ubrać. Kiedy wyszłam napisałam chłopakowi kartkę, która położyłam na poduszce, po czym skierowałam się do wyjścia. Spojrzałam na niego ostatni raz i z uśmiechem wyszłam z jego mieszkania…

Piękne są chwile przyjaźni,
Piękne są chwile młodości
Lecz najpiękniejsze na świecie
Są chwile miłości.



****************************************
Witam, tu Careless. Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Jeżeli są jakieś zastrzeżenia do końcówki to proszę do Sweet_Lemon, to był jej pomysł xD. Dobra bez przedłużania bo wyżej wymieniona mnie zaraz zabije, ze tak długo.
Następny należy do niej.
Żegnam na razie xD
Myself

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz