[ by Myself ]
-Pomogę Ci, Joe. Ale najpierw, co
powiesz na obiad? Nie chcę słyszeć odmowy. – Powiedziałam a jego chyba z deka
zatkało.
-
Czyżby randka? – Zażartował, przez co dostał w ramię. – Ałł. No, co żartowałem
przecież.
-
No ja myślę, że żartowałeś. To dziś u mnie o 16. Wiesz gdzie mieszkam? – Spytałam
niepewnie.
-
Nie bój nic. Wiem gdzie masz swoje lokum. – Uśmiechnął się. – Nie pytaj skąd.
Po prostu wiem. – Dokończył widząc chyba moją pytającą minę.
-
Okej. Do zobaczenia, Joe. – Powiedziałam i oddaliłam się. Wsiadłam do
samochodu, odpaliłam silnik i pojechałam na komendę.
Zaparkowałam tuż przed budynkiem głównym
policji. Wysiadłam z auta, zamknęłam je pilotem i skierowałam się do wejścia.
Od razu poszłam do archiwum. Weszłam do środka, zapalając przy okazji światło.
Podeszłam do brązowego regału stojącego w „centrum” pomieszczenia. Zaczęłam
szukać pewnych akt z 2007 roku. A dokładniej akt wszystkich kobiet. Pierwsze
dwa znalazłam zaraz na początku. Z resztą zeszło się trochę dłużej. W końcu po
25 minutach szukania znalazłam i pozostałe. Położyłam je na stoliku i zaczęłam
przeglądać. Pierwsze należały do niejakiej Emily Rossman. Otworzyłam teczkę na
pierwszej stronie. Były tam tylko informacje osobowe, więc przewróciłam na
drugą stronę.
-
Znęcanie się na dzieckiem, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, ale nic
o jakimkolwiek napadzie. – Powiedziałam do siebie. Zamknęłam teczkę i
otworzyłam kolejną. To samo, żadnych istotnych informacji. W czterech
następnych również nic nie znalazłam. Jednak kolejne trzy zawierały jakieś
informacje. Spojrzałam na zegarek.
-Że,
co?! 14:07?! Ile ja tu siedziałam?! – Gadałam do siebie. Chyba jestem porąbana
skoro to robię-pomyślałam. Schowałam trzy interesujące mnie teczki do torby a
resztę odłożyłam na miejsca. Wzięłam torebkę z krzesła i skierowałam się do
wyjścia z archiwum. Zamknęłam drzwi, uprzednio wyłączając światło, po czym
skierowałam się do swojego auta.
Pod domem byłam 15 minut później.
Wstawiłam samochód do garażu i weszłam drzwiami znajdującymi się w
pomieszczeniu.
-
Jestem! – Krzyknęłam wchodząc.
-
Co tak długo? Mamy półtorej godziny tylko a nic prawie nie jest gotowe. – Powiedziała
Dallas na wejściu.
-
Ej wyluzuj. Ja i Miley pójdziemy do kuchni a ty Dallas nakryj do stołu. – Powiedziałam,
wchodząc do kuchni. – I weź dodatkowy talerz! – Krzyknęłam jeszcze.
-
Czemu?!
-
Zaprosiłam jeszcze kogoś! – Odkrzyknęłam jej.
-
Kogo? – spytała, Mils
-
Dawnego znajomego. – Odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
Siedziałam właśnie w pokoju i wybierałam
coś z szafy. Parę minut temu skończyłyśmy wszystko przygotowywać a teraz
wypadało się przebrać. Po kilku minutach wybrałam z szafy czarne legginsy i
fioletową sukienkę. <look> Wzięłam
jeszcze z półki spinkę do włosów. Z ciuchami w rękach poszłam do łazienki
odświeżyć się.
Schodząc po schodach usłyszałam już
śmiechy dochodzące z salonu. Pokonałam ostatni stopień i przekroczyłam próg
pokoju. Na kanapie siedziało 2 chłopaków na naprzeciwko nich na fotelach
moje siostry. Jednego z przybyłych gości poznałam od razu. Joe. Ubrany w zwykłe
jeansy i szarą koszulę ze specjalnie potarganymi włosami. Drugiego natomiast
nie znałam jeszcze chyba.
-
Cześć. – przywitałam się.
-
O Demi, jesteś. – zaczęła Mils. Miała na sobie sukienkę bez ramiączek z paskiem
pod biustem, mniej więcej do połowy ud, z wzorkami w kolorze czarnym i o ile
się nie mylę blado zielonym <look>. –
To jest właśnie mój chłopak Nick. – Wtedy „drugi” podniósł się z kanapy i ustał
obok mojej siostry. Burza loków na głowie do tego ubrany w czarne spodnie i
granatową koszulę. – Nick to Demi. – Dodała a my uścisnęliśmy sobie dłonie.
-
Miło poznać. – Powiedziałam.
-
Tak, bardzo miło poznać. – Powiedział i chyba wymusił uśmiech. – Kogoś, kto
wpakował mojego brata do więzienia. – Dodał nieco ciszej jednak usłyszałam to.
-
Jesteś bratem Joe’go? – spytałam niedowierzając.
-
Jasne, że tak. – odpowiedział. Ludzie trzymajcie mnie. Spojrzałam na Josepha.
Nigdy nie mówił, że ma jeszcze młodszego brata. Nawet wtedy, kiedy się
przyjaźniliśmy.
-
Skoro już wszyscy są to zapraszam do stołu. – odezwała się Dallas przerywając
niezręczną ciszę, która nastała w salonie. Ona natomiast założyła sukienkę, od
góry do pasa w poziome czarno-białe paski, a od pasa do dołu mocno
granatową. <look>
-
Tak, dobry pomysł. – poparłam ją, po czym wszyscy skierowaliśmy się w stronę
stołu. Zajęłam miejsce po prawej stronie Dallas, a naprzeciwko Joe’go. Miley
usiadła natomiast obok mnie, i koło Nicka. Zapowiadał się ciekawy obiad.
Podczas jedzenia pierwszego dania znowu
panowała niezręczna cisza. Nikt się nie odzywał. Można było usłyszeć muchę
latającą po pokoju. Podniosłam głowę znad talerza i przeleciałam wzrokiem po
twarzach zgromadzonych. Ich miny nic nie wyrażały jedynie to, że czują się
troszkę niezręcznie?
-
Przyniosę drugie danie. – powiedziałam wstając od stołu i kierując się w stronę
kuchni. Będąc już w pomieszczeniu oparłam się rękami o blat i na chwilę
zamknęłam oczy. W pewnym momencie usłyszałam za sobą kroki. Otworzyłam oczy i
odwróciłam się w tamtą stronę. Na szczęście była to tylko Miley. Chwyciłam
garnek i przełożyłam jego zawartość na „większy” talerz.
-
Demi, wszystko ok? – Spytała.
-
Jasne. – Odpowiedziałam nie patrząc na nią.
-
Widzę, że coś jest nie tak.
-
Wiedziałaś, że Nick jest bratem Joe’go? Czemu mi nie powiedziałaś, że chodzisz
z Nickiem? – Spytałam.
-
Po pierwsze Nick coś kiedyś wspominał a po drugie właśnie ci powiedziałam.
-
Nie o to mi chodzi. On mnie nie lubi. Ja to widzę. – Powiedziałam. Wzięłam
potrawę i skierowałam się z powrotem do salonu.
-
Proszę bardzo. – Powiedziałam stawiając talerz na stole. Nie usiadłam jednak
tylko skierowałam się na górę do swojego pokoju. Weszłam do łazienki,
odkręciłam kurek zimnej wody, nabrałam troszkę w ręce i „chlapnęłam” nią w
twarz. Dlaczego nie mogłam normalnie usiedzieć przy tym stole? Dlaczego nie
mogłam znieść tego, że Nick ma do mnie żal? No, dlaczego się pytam?
Chwilę potem usłyszałam pukanie do
drzwi. Wytarłam twarz, poprawiłam makijaż i powiedziałam „proszę”.
-
Wszystko dobrze? – Spytał Joe.
-
Tak, możesz wracać na dół. Już idę. – Powiedziałam. Wzruszył tylko ramionami i
wyszedł. Właściwie, po co ja go zapraszałam? Czy to było pod wpływem impulsu?
Czy może miałam w tym ukryty cel? Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale na ostatnie
pytanie na prawdę nie znałam odpowiedzi. Spojrzałam ostatni raz w lustro, po
czym wyszłam z łazienki i zeszłam z powrotem na dół.
Siedzieliśmy wszyscy przy stole,
popijając wino. Dalej nie mogłam uwierzyć, że Joe to brat Nicka, a w dodatku,
że moja rodzona siostra chodzi właśnie z młodszym Jonasem.
W pomieszczeniu w dalszym ciągu panowała
niezręczna cisza. Dopiero Nicholas ją przerwał.
-
Chciałbym wznieść toast za mojego brata, który w końcu doczekał się
sprawiedliwości. – Spojrzał na Średniaka. No tak w końcu Joe był wiekiem po
środku. – A także za was wszystkich a w szczególności za moją cudowną
dziewczynę. Zdrowie! – Dokończył. Podnieśliśmy swoje kieliszki do góry i
stuknęliśmy się nimi, po czym każdy z nas upił trochę. Po chwili Nick znowu
przemówił, tym razem zwracając się do mnie.
-
Co się stało Demi, że zmieniłaś zdanie o Joe? – Spytał. Zauważyłam jak „obiekt
rozmowy” spogląda to na mnie to na swojego brata.
-
A czemu cię to interesuje? Ja nie wnikam w sprawy Twoje i Miley. – Powiedziałam
z deka oburzona.
-
Po prostu ciekawy jestem, dlaczego tak nagle ci się odwidziało wpakowanie za
kratki mojego brata. – Podpowiedział z dziwnym uśmiechem na ustach. Ale nie
takim „miłym” tylko… innym.
-
Nick…- Zaczął Joe, lecz ja w niekulturalny sposób mu przerwałam.
-
Tak bardzo chcesz wiedzieć?! Proszę bardzo! To wszystko było jedną wielką
ściemą. Zrobiłam to, bo miałam w tym jakiś cel! – Właśnie, teraz dopiero odkryłam,
jaki on był. – Nie mieliśmy dowodów na to, że Joe jest winny! Chętnie bym
chciała, żeby dalej gnił w tej celi za to co zrobił! – Krzyknęłam. Nie panowałam
nad sobą. Słowa same się ze mnie „wylewały” jak szalone. Zerknęłam na Joe’go.
Siedział zaszokowany i wpatrywał się we mnie. – I wiesz, co?! Nie życzę sobie,
żebyś ty i twoi bracia kiedykolwiek przyszli jeszcze do tego domu! Nie zgadzam
się, żebyś spotykał się z moją siostrą!
-
Przestań Demi! – Krzyknęła Miley. – Jak możesz?! Dobrze wiesz, że kocham Nicka
a tobie nic do tego! Ja ci nie bronię spotykać się z twoim chłopakiem, którego
nienawidzę! Przejrzyj wreszcie na oczy! On na każdym kroku cię okłamuje!
Chłopaki idziemy, nie mam zamiaru ani ochoty siedzieć w tym domu. – Powiedziała
a mi szczęka opadła. To wszystko przez średniego Jonasa. Po jaką cholerę ja go
w ogóle zapraszałam?!
Pełna nienawiści spojrzałam na niego. W
jego oczach dostrzegłam gniew, furię i … żal? Poderwał się z miejsca i zwrócił
do mnie.
-
Skoro tak myślisz to, po co był cały ten cyrk?! Po co mnie broniłaś w sądzie?!
Po co mówiłaś, że moje słowa dały ci do myślenia?! Po co mnie tu zapraszałaś?! Wiesz,
co?! Miałem nadzieję, że może uda nam się odbudować przyjaźń, ale widać dla ciebie
to i tak nic nie znaczy!
-
Oj proszę cię, myślisz, że obchodziła mnie ta cała historyjka z przyjaźnią…-
nie dokończyłam, bo przerwał mi.
-
Świetnie! Dzięki za pomoc! – Krzyknął sarkastycznie. – Żałuję, że kiedykolwiek
cię poznałem! – Dodał i wyszedł trzaskając drzwiami.
i don't wanna feel your pain
when you swear it's all my fault
cause you know we're not the same
oh we're not the same
when you swear it's all my fault
cause you know we're not the same
oh we're not the same
Chwilę potem to samo zrobili Nick i
Miley. W salonie została tylko Dall. Stała a oczy miała chyba mokre od łez,
lecz mimo to patrzyła na mnie.
-
Nie spodziewałam się tego po tobie Demi. – Powiedziała. Poszła na górę i
słyszałam jeszcze tylko trzaśnięcie drzwi. Cholera! Walnęłam ręką nie patrząc
gdzie, lecz chwilę potem okazało się, ze była to szklanką. Syknęłam z bólu, i
poszłam do kuchni. Przemyłam rękę z krwi, polałam woda utlenioną i zawinęłam
bandażem. Posprzątałam rzeczy, których używałam przed chwilę i poszłam do
swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i podeszłam do biurka, gdzie leżały akta
tych dziewczyn. I znowu. Po jaką cholerę ja poszłam do tego archiwum?! Po jaką
cholerę szukałam tych akt?! Po jaką cholerę?! A no po taką, że dopiero podczas
obiadu odkryłam w tym wszystkim ten pieprzony cel, który do tej pory ukrywał
się w mojej podświadomości! Chciałam się do niego zbliżyć, żeby powiedział mi
prawdę o tym pieprzonym napadzie!
I wszystko zepsułaś
idiotko!
Czemu
się mnie czepiasz?!
A może tak nie
jest?!
Bo
nie jest!
A pomyślałaś jak on się
teraz czuje?!
-
Zamknij się wreszcie! – Krzyknęłam. Spojrzałam na te teczki i jednym ruchem
zrzuciłam je z biurka. Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej…
******************
No
i mamy kolejny rozdział. Co o nim myślicie? Tylko szczerze. Ja się nie
wypowiem ale za to chciałam podziękować Sweet_Lemon za wymyślenie
kłótni, i Passion za pomoc w znalezieniu stroju. Jesteście Kochane. ;***
To chyba
tyle. Bez dedykacji ale jeżeli ktoś chce może ją sobie wziąć xP. Więc do
napisania ;*
Myself
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz