niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 26

[ by Sweet_Lemon ]
- Rewanżu? Niby, co masz na myśli? – Spytałem.
- Dobrze wiesz, co mam na myśli. Zastanawiam się tylko, co cię łączyło z Demi. – Powiedział. Zaśmiałem się. W końcu musiałem udawać.
- Mnie z Demi? Proszę cię. Była tylko nic nieznaczącą kolejną laską. Nigdy jej nie kochałem. – Powiedziałem poważnie. W środku jednak czułem jak mnie ściska.
- Wiem, że kłamiesz. Słuchaj uważnie Jonas! Jeżeli nie dokończymy rewanżu to wszyscy twoi bliscy spotkają się z Bogiem. – Zaśmiał się.
- Nie pozwolę ci nikogo skrzywdzić! Choćbym sam miał zginąć to znajdę cię i zapłacisz mi za wszystko, co zrobiłeś! – Krzyknąłem i rzuciłem słuchawką. Oparłem czoło na dłoniach i głęboko oddychałem. Muszę chronić tych, których kocham.

- O! Szukałem cię. Nie wiesz może, gdzie jest Demi? Muszę z nią szybko porozmawiać. – Spytałem Jess.
- Pojechała do domu i wątpię, że chciałaby cokolwiek od ciebie usłyszeć. – Powiedziała i mnie wyminęła. Stałem jak słup soli na korytarzu i zastanawiałem się, co zrobiłem, że Jess mnie tak potraktowała. Kiedy się otrząsnąłem, udałem się do swojego gabinetu. Tylko jeden telefon, pomyślałem.
- Tak? – Odetchnąłem z ulgą.
- Cześć Mils. Jest Demi w domu? – Spytałem od razu.
- Jest… Nie wiem, co jej jest, ale z nikim nie chce rozmawiać.
- Problem w tym, że ja z nią muszę pomówić.
- Przykro mi Joe, ale będziesz musiał poczekać do jutra. Wybacz, ale nie mogę teraz rozmawiać. Będzie dobrze, zobaczysz. – Powiedziała i się rozłączyła. Czy ja naprawdę jestem takim idiotą, że wszyscy mnie nienawidzą? Oparłem się na fotelu i zacząłem obmyślać plan na Will’a. Próbowałem przypomnieć sobie wszystko to, co mówiła Selena, jeszcze przed śmiercią, ale jakoś kiepsko mi szło. Zastanawiałem się, co najbardziej rozwścieczyłoby Will’a. Co muszę zrobić, by stanąć z nim oko w oko. Po nim wszystkiego można się spodziewać.

W nocy wpadłem na genialny pomysł. Ale najpierw musiałem porozmawiać z Demi. Dać jej szansę wytłumaczenia się. Z resztą - Nicholas sam kazał mi to zrobić. Opowiedział mi jak wczoraj wyglądała i się zachowywała. Martwiłem się o nią, dlatego, że wciąż nie była obca memu sercu. Ono się jej domagało. Kiedy zajechałem na jej podjazd, o mało nie wyskoczyło z piersi.
- Cześć Joe. Wchodź. – Miles gestem reki, zaprosiła mnie do środka. Uśmiechnąłem się lekko. – Może się czegoś napijesz? Demi jeszcze śpi. Tak mi się wydaje. – Zaśmiała się.
- Kawy bym się napił. – Odpowiedziałem jej na pytanie.
- To zajrzę do Demi i wracam zaraz. – Uśmiechnęła się i zniknęła. Pochyliłem się lekko i oparłem czoło na dłoniach. Nie zmrużyłem oka tej nocy, myśląc nad pułapką na Will’a. Ten człowiek mnie wykańczał świadomie. Idiota sobie pogrywał i doskonale to wiedział. Nie wiedział jednej rzeczy - z kim zadziera.
- Dee jeszcze śpi. – Powiedziała Miles, stawiając na stole kawę.
- Dzięki. – Powiedziałem i upiłem łyk ciepłej cieczy.
-Marnie wyglądasz. – Zaśmiałem się. – Wiem, że nie powinnam się wtrącać w wasze życie, ale ciężko mi patrzeć jak Demi cierpi. Nie możecie się pogodzić? – Spytała, z nutką nadziei w głosie. Spojrzałem na nią i lekko się uśmiechnąłem.
- Spróbujemy.
- Dziękuje Joe. Jesteś najlepszym przyszłym szwagrem, jakiego będę miała. – Powiedziała. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Zawsze umiała poprawić człowiekowi humor.
- Teraz poważnie. Co ty byś zrobiła na moim miejscu, gdybyś się dowiedziała o tym, co zrobiła Demi? – Nie odpowiedziała od razu. Milczała, jakby dobierała odpowiednie słowa.
- Wiesz Joe… ja dalej nie mogę zrozumieć, co ją kierowało. Jest łatwowierna i to jej jedyna wada. Być może wzięła sobie do serca to, co powiedziała Annie.
- Możliwe. Jak się obudzi to niech przyjdzie do pracy, dobrze. Mamy dużo roboty, a ja z Jess nie damy sobie sami rady. Dzięki za kawe. – Powiedziałem. Pocałowałem Miley w policzek i wyszedłem.
- Joe! Poczekaj! Demi wstała. – Szybko zawróciłem.
- W końcu z nią porozmawiam. Gdzie jest? – Spytałem Miles.
- U siebie. Może poczekaj chwilę. Ma nie za bardzo dobry humor. – Niechętnie, ale ją posłuchałem. Siedziałem w kuchni i rozmawiałem z Miley. Nicholas był szczęściarzem. Oboje się kochali i zamierzali spędzić ze sobą resztę życia. Czemu my nie możemy być szczęśliwi Dee? – W porządku Joe? – Spytała Milez.
- Tak. Pójdę do niej. – Powiedziałem i udałem się do pokoju Demi. Mojej Demi.

Zapukałem cicho. Po chwili usłyszałem przekręcanie zamka w drzwiach i twarz Demetrii. – Nie przyszłaś do pracy. – Zacząłem. Zdziwiła mnie reakcja Demi. Wróciła na swoje łóżko i nawet nie zaszczyciła mnie spojrzeniem. – Nie przyszłaś do pracy.- Powtórzyłem głośniej.
- No i co z tego? Zwolnisz mnie teraz? Proszę bardzo. Szef od siedmiu boleści. – Odwróciła głowę w stronę okna, podwijając przy tym rękawy sweterka. Na nadgarstkach miała bandaże, co mogło oznaczać jedno - cięła się. Ale czy przeze mnie?
- Jesteś idiotką Demi! Cholerną idiotką! – Krzyknąłem.
- Wiesz a ja myślałam, że kolejną laską!
- Co ty do kurwy nędzy wyprawiasz?! Chcesz się zabić?! – Byłem wściekły. Jak ona mogła?!
- A nawet, jeśli to, co z tego?!
- Co z tego?! Ty się słyszysz?! – Teraz nie miałem wątpliwości. Ona to robiła z mojego powodu. Jestem skurwielem i tyle.
- Głucha nie jestem! Nie rozumiesz?! Chciałam dobrze, chciałam, to wszystko jakoś naprawić, ale ty mi nie dajesz szansy! A ja już nie mam siły się tłumaczyć! A poza tym chyba wcale nie muszę tego robić skoro cały czas się mną bawiłeś! – byłem pewny, że podsłuchała moją rozmowę z Will’em. Co wyjaśnia rozlaną kawę koło mojego gabinetu. Jej telefon zaczął wibrować. Rzuciłem go jej na łóżko i opuściłem pokój trzaskając drzwiami.

Nie mogłem skupić się na pracy. Jeszcze jak na szczęście Demetria nie pojawiła się w niej nie pojawiła, a wezwań było, co nie miara. Po prostu istny młyn. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale na marne.
- Cholera. – Warknąłem. Rzuciłem telefon na biurko i podszedłem do okna. Musiałem zapalić. Widoczne pech znalazł sobie we mnie przyjaciela, bo paczka z papierosami była pusta. Kolejny powód by nienawidzić dzisiejszego dnia.

Otworzyłem szeroko okno i jak debil wpatrywałem się w ulicę, gdzie dostrzegłem jednego z kolesi Willa. Idiota zawsze postawi na swoim. Miałem ochotę rozwalić temu chłopaczkowi głowę, za jego szyderczy i cwaniacki uśmiech.
- Gdzie jest Demetria?! – Krzyknęła Miles. Ostatni raz popatrzyłem na kolesia, który do mnie machał i zamknąłem okno. Powoli odwróciłem się do niej i zauważyłem, że towarzyszy jej mój brat i Jess.
- Czy wyglądam na kogoś, kto wie gdzie ona jest?
- Ona zaraz po tobie wyszła z domu i nikt jej nie widział. – tym razem Nick zabrał głos.
- W pracy też jej nie ma…- Stwierdziła Jess. Usiadłem na fotelu, uważnie analizując najdrobniejszy szczegół, związany z Demi i Will’em.
- Joseph, powiedz coś! – Krzyknęła Miley. Ponownie podszedłem do okna i od razu zobaczyłem tego chłopaka, który mnie obserwuje.
- Zabije. – Warknąłem wściekły. – Jess idziesz ze mną, a wy tu zostajecie. – Zarządziłem. Szybko wybiegłem z gabinetu.
- Co się dzieje Joe? – Spytała Jess.
- Jestem przekonany, że za tym stoi Will. Na zewnątrz jest jakiś jego wspólnik, który mnie obserwuje. Muszę się dowiedzieć od niego, co zrobili Demetrii. – Wytłumaczyłem.

Naładowałem broń i schowałem ją za siebie.
- Weź kilku cywili, na wypadek gdyby chciał uciec. Obstawcie wszystkie możliwe drogi ucieczki nie pokazujcie się dopóki was nie zawiadomię. – Powiedziałem i wyszedłem na zewnątrz. Chłopak stał przy swoim aucie i rozmawiał przez telefon, ale widząc mnie zakończył rozmowę.
- Gdzie jest Demi?! – Krzyknąłem i uderzyłem go z pięści w twarz.
- Nie myśl, że ci powiem, psie. – Kolejne uderzenie sprawiło, że się przewrócił.
- Pytam się gdzie jest Demetria, gówniarzu?! – Warknąłem. Z całej siły kopnąłem go w brzuch, by nie miał szans ucieczki.
- Joe przestań!- Jess razem z kilkoma funkcjonariuszami podbiegła do mnie. – Uspokój się. Weźmiemy go na przesłuchanie i na pewno nam coś powie.
- Niech tylko nie spróbuje. – Powiedziałem. – Zabierzcie go do środka. Ja się nim potem zajmę. Przeszukajcie wszystkie kluby w okolicy domu Miley. Bez niczego nie chcę was u mnie widzieć. – Rozkazałem.

-… Masz dwie opcje. Mówisz nam prawdę, siedzisz w pace mniej. Druga opcja - nie mówisz nic, zostajesz u nas. Co wybierasz? – spytałem, jak się okazało Johna.
- Wal się psie! – warknął. Nie minęła nawet sekunda i poczuł moją pięść na swojej twarzy.
- Słuchaj gówniarzu. Po pierwsze - nie takim tonem. Po drugie, uwierz, że mogę doprowadzić do twojej śmierci. A tego chyba nie chcesz, prawda? – Nic nie powiedział. – Nie to nie. Weź go Greg do podziemi. Tam Alex się nim zajmie. Może wtedy sobie coś przypomni. – jego mina była bezcenna. Jednak się wystraszył.
- Powiedział coś? – Spytała Jess. Zaśmiałem się.
- A jak ci się wydaje? Skurwiel był przygotowany na coś takiego. Ale nie wie, co go czeka w podziemiach.
- Wysłałeś go tam?! Przecież Alex go zabije! Zwariowałeś Joe?! – Krzyknęła.
- Tak samo być zrobiła, gdyby to życie twojego chłopaka było zagrożone. – Wyjaśniłem. Opuściłem pokój przesłuchań, nie czekając na jej odpowiedź. – Znaleźliście coś? – Spytałem Jima, nowego pracownika w mojej grupie.
- To powinno szefa zadowolić. – Powiedział zadowolony.
- No to słucham. – Usiadłem w fotelu i popatrzyłem na pozostałych ludzi, którzy najwyraźniej mieli coś, co pomogłoby nam znaleźć Demi.
- Więc… Zanim została uprowadzona była w tym klubie. – Pokazał mi zdjęcie budynku. – To jeszcze nie wszystko. Należy on do niejakiego Winstona Halle. To jego zdjęcie.
- Przecież to Will! – Jess od razu go rozpoznała.
- Jeszcze coś? – Spytałem.
- Mamy kilka świadków, którzy widzieli tam zaginioną. Za nie długo powinni pojawić się na przesłuchaniu. Możemy się tym zająć. – Pokiwałem twierdząco głową.
- Aaa... Byłabym zapomniała. Wpadłam na genialny pomysł. – Oczy Jess rozbłysły dziwnym, dotąd nieznanym mi blaskiem.
- No to mów. – Zachęciłem ją.
- Na klubie jest wywieszona kartka, że poszukują kelnerki. Możemy kogoś podstawić tam, żeby dowiedział się czegoś. – Wyjaśniła.
- Bardzo dobry pomysł. Ale musimy z tym poczekać, aż John nam coś powie. Jeśli dalibyśmy kogoś od razu, mogliby się domyślić, że to my. Zajmijcie się jeszcze podsłuchami u mnie i w domu Miley. Możecie już iść. – Powiedziałem. Wszyscy opuścili gabinet oprócz Jess.
- Nadal ją kochasz prawda? – Spytała po chwili.
- Czy to nie oczywiste? Oddałbym nawet własne życie, byle by żyła. Jeśli dobrze wszystko pójdzie, postaram się zacząć wszystko od nowa. – Powiedziałem.
- Wiedziałam, że…- Nie dokończyła, bo przewał jej telefon. Chłopaki dali mi znak, że założyli podsłuch i mogę odebrać połączenie.
- Tak?
- Joseph. Miło cię ponownie usłyszeć! – Ten wstrętny głos o mało nie przyprawił mnie o atak furii.
- Mów o co ci chodzi gnoju! – Warknąłem wściekły.
- Radziłbym ci uważać na słowa. Mam tu coś, na czym ci zależy. – Wiedziałem, że chodzi mu o Demetrię, ale musiałem udawać najdłużej jak mogłem.
- Hahaha. Co? Twoją dziewczynę. Biedna Demi. Myślałeś, że jak powiesz mi, że jej nie kochasz to zdołasz ją ochronić a tym czasem tylko mi pomogłeś. Załamała się a złapanie jej nie stanowiło już większego problemu. – Jess słuchała tego wszystkiego z szeroko otwartą buzią i przecząco kręciła głową.
- Daj mi ją do telefonu Will. – Powiedziałem stanowczo.
- James, pozwól Demetrii potwierdzić to, że jest tutaj z nami. – Zwrócił się do kogoś. Jednak nic nie słyszeliśmy. – Oj, nasza towarzyszka, nie chce nic powiedzieć? To źle. James!
- Nic jej nie rób durniu! – Krzyknąłem. Demi dalej się nie odzywała, ale w końcu nie wytrzymała i krzyknęła.
- Teraz mi wierzysz? – Spytał.
- Spróbuj ją tylko zranić, a…
- Joe, nic nie rób! Nic nie rób! – Krzyczała Demi.
- Bądź dziś w klubie Rock and Roll o dziewiętnastej to pogadamy. Może nawet zobaczysz Demetrię. Pamiętaj: nie chcę widzieć innych psów ani żadnej broni. Do zobaczenia Jonas! – Rzuciłem słuchawką.
- Zabije go! Powiedźcie Alex’owi, że zaraz u niego będę. Muszę wyciągnąć wszystko od tego gówniarza. – Powiedziałem, z trzaskiem opuszczając gabinet.

- Mówię ostatni raz! Gdzie Demetria?!
- Nie wiem gdzie jest! Will nic mi nie mówił o niej!
- Ty naprawdę chcesz tu umrzeć? – Spytałem. Chłoptaś Will’a najwyraźniej się wystraszył, bo zbladł.
- Nie, nie…- Zająkał się. Spojrzałem na Alex’a i na przesłuchiwanego.
- Chyba nic ci już nie pomoże. Może chcesz, żebym wezwał duchownego? Łatwiej będzie ci przejść na tamten świat. – Powiedziałem.
- Joseph…
- Zrób to, co miałeś zrobić na początku. – Przerwałem Alexowi. Ostatni raz spojrzałem na chłopaka i opuściłem ‘salę tortur’. Kiedy zamknąłem za sobą drzwi usłyszałem jego krzyk. Krzyk śmierci. Nie chciałem, by umierał, ale tak musiało być. Will musi wiedzieć, do czego jestem zdolny. Nie uśmiechało mi się zabijanie niewinnych, ale nie miałem wyjścia. Za wszelką cenę musiałem uwolnić Demi.

Z każdą minutą byłem coraz bliżej godziny, która wyznaczała spotkanie z Will’em i być może Demetrią. Byłem w stu procentach pewien, że dobrze robię. Dla mnie tylko to się liczyło.
- Na pewno nie chcesz żadnej ochrony? – Westchnąłem. Byłem teraz w domu Miles i przygotowywałem się do spotkania z kryminalistą. Uśmiechnąłem się lekko do Miley, by dodać jej otuchy.
- Dam sobie radę. Wystarczy, że uwierzysz. – Odpowiedziałem.
- Uważaj na siebie bracie. – Nicholas poklepał mnie po ramieniu, by potem objąć Miles. Ledwo przekroczyłem próg, a telefon zaczął wibrować w kieszeni.
- Czego? – Warknąłem. Wiedziałem, że to Will, bo nikt inny nie dzwoniłby do mnie z zastrzeżonego numeru.
- Co ty taki nerwowy? – Wywróciłem oczami. – Pojedziesz z moim ochroniarzem. Nie musisz marnować paliwa w swoim samochodzie. – Zdziwiony rozejrzałem się, dookoła, ale żadnego auta oprócz mojego nie było na podjazdach.
- Problem w tym, że nie ma…- Nie dokończyłem, bo czarna Mazda zatrzymała się koło mnie. Zauważyłem, że mój brat i przyszła szwagierka wyglądają przez okno.
- Reszty dowiesz się na miejscu. Mam nadzieję, że nie wywiniesz czegoś głupiego Joseph. Pamiętaj: Demetria ciągle żyje i ma się dobrze. – ze śmiechem zakończył rozmowę.
Westchnąłem i chcąc czy nie wsiadłem do pojazdu. Byle przetrwać, pomyślałem.

Przez całą drogę myślałem o Demi. Co robi, jak się czuje, a przede wszystkim- czy mi wybaczy.
- Jesteśmy. – Powiedział koleś i w chamski sposób wyprosił mnie z samochodu. Co za debil.
Przed budynkiem stał ochroniarz, który sprawdzał dowody ludzi, którzy chcieli wejść do środka. Zastanawiałem się, w jaki sposób Will miał swój klub, a my o tym nic nie wiedzieliśmy. – No ruszaj psie! – Warknął kierowca samochodu, z którym przyjechałem. Przy wejściu ochroniarz nie zwrócił uwagi. Pewnie wszyscy wiedzieli, że się pojawię. Nie zdziwiło mnie też fakt, że weszliśmy tylnim wejściem. Will z każdą sekundą irytował mnie bardziej. – Tam. – Wskazał głową i zostawił mnie samego.
- Przeszukajcie go. – Rozkazał Will. Zrobiłem pytającą minę. – Nie myśl sobie, że ci wierzę. Jak to się mówi? Przezorny zawsze ubezpieczony? Coś takiego.
- Jest czysty szefie. – Powiedział jeden koleś.
- Bardzo dobrze. Możecie nas zostawić.
- Gdzie Demi?! Chcę ją zobaczyć. – Zażądałem.
- Opanuj się Joseph. Nie tak szybko. Może napijesz się czegoś? Ja stawiam. – Powiedział Will.
- O co ci tak w ogóle chodzi? O to, że Demi cię rzuciła, czy że policja w całym L.A cię ściga? Dobrze wiesz, ze i tak ci się to nie uda. Złapią cię prędzej czy później a wtedy pożałujesz wszystkiego. 
- Hola! Możemy się jeszcze dogadać. Co powiesz na to? Demetrii nic się nie stanie pod warunkiem, że do przyszłej soboty dostarczysz mi 20 milionów dolarów w zamian za nią i moją nietykalność? Obiecuję, że więcej mnie nie zobaczycie. – Powiedział i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
- Podziwiam cię Will. Jak można być takim idiotą, któremu wszystko się udaje? Może mi zdradzisz kilka sekretów, jak to robisz? – Zadrwiłem. – To nie takie proste. Muszę to obgadać z Miley…
- A czy wspomniałem, że jeśli tego nie zrobisz, Demetria nie ujrzy twego oblicza? – Spytał. – Tu nie ma czego obgadywać. Albo dajesz kasę, albo Demi nie kończy 25 lat.
-Najpierw chcę ją zobaczyć. Potem uzgodnimy resztę. – Powiedziałem pewnym tonem. Will spojrzał na mnie, zaśmiał się i zawołał swojego sługusa.
- No to James, pozwól Demetrii zobaczyć jej Romea...- Zakpił Will, a mi serce przez chwilę stanęło w miejscu…



****

O Boże… pozwólcie, że nie wypowiem się na temat tego rozdziału.. -_-

Z racji dzisiejszej rocznicy bloga chciałam bardzo podziękować Myself, bo wytrzymała ze mną okrągły rok i jeszcze nie ma mnie dość xd Dziękuje Ci ;***

Kolejny: Myself xd

Do 28!

Sweet_Lemon ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz